Posty

Wyświetlam posty z etykietą konserwatyzm

Wyznawcy

Zarówno partie, jak i poszczególni politycy (zapewne nie wszyscy, ale z pewnością liczni) chcą mieć nie tyle wyborców – czyli ludzi świadomie, na podstawie przemyśleń na nich głosujących – ile wyznawców. Bezrefleksyjnych, zmanipulowanych, najlepiej fanatycznych. Nie tylko popierających kandydatów danego ugrupowania, lecz także automatycznie przyjmujących wszelkie przekazywane im treści, a liderom partyjnym oddających niemalże boską cześć. Swoich wyznawców mają oczywiście Bezprawie i Niesprawiedliwość oraz jego prezes, Kaczyński Jarosław, jak też inni prominenci tejże mafii/sekty. Są to ludzie poddani praniu mózgów po tym, jak PiS przyciągnęło ich do siebie – w niektórych przypadkach przynajmniej – szczątkowymi świadczeniami socjalnymi czy też rzekomo prospołeczną postawą. Klerofaszystowska ideologia Bezprawia i Niesprawiedliwości jest jedyną, jaką znają oraz uznają. Wszelkie inne światopoglądy są im przedstawianie jako zagrożenie, toteż wyznawcy PiS-u pozostają mentalnie odcięci od ...

Zgon papieża

Dzisiejsza notka miała być o czymś innym, ale zaszło wydarzenie, o którym warto napisać. Mianowicie wczoraj, w wieku lat osiemdziesięciu ośmiu, zmarł Jorge Mario Bergoglio, czyli papież Franciszek. Był on argentyńskim jezuitą, w 1992 roku Jan Paweł II wyświęcił go na biskupa, a w 2001 roku został kardynałem, z kolei pontyfikat rozpoczął 13 marca 2013 roku. Na czele państwa Watykan i Kościoła katolickiego zastąpił konserwatywnego Benedykta XVI (abdykował), no i musiał poradzić sobie z dziedzictwem Jana Pawła II, czyli reakcyjnym gnojem, jaki Polak po sobie zostawił. Franciszek wielu katolikom niósł nadzieję na odnowienie ich Kościoła. Miał znacznie bardziej postępowe i prospołeczne poglądy niż jego poprzednicy (niektórzy komentatorzy określali go wręcz mianem lewicującego), znakiem rozpoznawczym pełnienia przez niego papieskiego urzędu była skromność, zapowiedział też budowę „Kościoła ubogiego i dla ubogich”. Zaczynało się, szczerze przyznam, bardzo ładnie. Papież skierował swą uwa...

Wylazł z libka faszysta

Jak wiemy, Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy po raz drugi kandydujący na prezydenta Polski, jest klasycznym przykładem libka. Czyli konserwatystą – o dość betonowym umyśle – udającym liberała: zwolennika równouprawnienia, postępowca i demokratę. Oczywiście to pozory jeno, wynikające z tego, że taki akurat wizerunek pana Trzaskowskiego wykreowały przed pięcioma laty media, i to głównie te wobec niego nieprzychylne. Tymczasem praktyka pokazuje co innego. Odmowa nadania numeru PESEL dziecku lesbijek czy sprawa Margot dowiodły, że panu Trzaskowskiemu z prawami osób LGBT i walką z ich prześladowaniem nie po drodze. O prawach kobiet mówi… i tyle. Usiłował zakazać pokojowej demonstracji solidarności z Palestyną; na szczęście sąd cofnął jego decyzję – ale nie przeszkadzają mu nazistowskie marsze z okazji różnych świąt państwowych. Pokazywał się na wyścigach konnych, i to w sytuacji, gdy protestujący przeciwko nim aktywiści byli represjonowani. Niby to w warszawskim ratuszu przeszła uchw...

Beton w garniaku

Jak sprawić, by polityk – przykładowo kandydat na prezydenta – nie uchodził za wstecznego i zacofanego, a nawet mocno przechylonego w stronę faszyzmu? To bardzo proste. Trzeba wziąć faceta w wieku, który nie kwalifikuje go do kategorii wapna. Czyli takiego, co jak na polityka jest jeszcze relatywnie młody; powinien wszak przyciągać zwłaszcza młodsze generacje elektoratu. Najlepiej, żeby legitymował się wyższym wykształceniem, dyplomem uznanej uczelni, a jeśli będzie do tego władał kilkoma językami obcymi, to już całkowicie git. Rzecz jasna, niezbyt zaawansowany wiek nie może oznaczać braku doświadczenia. Przeciwnie, kandydat taki powinien siedzieć w polityce, państwowej lub samorządowej, od lat i odnosić sukcesy, na przykład zostając prezydentem metropolii, a w najgorszym przypadku piastować zaszczytne stanowisko w takiej czy innej państwowej instytucji, zajmującej się chociażby szerzeniem załganej propagandy o dziejach Polski. Ważne, aby cieszył się też zaufaniem prominentów, przy...

Meblowanie cudzego życia

Prawicowy politycy – od liberałów po nacjonalistów/faszystów/nazistów – jak również osoby obywatelskie o co bardziej konserwatywnym światopoglądzie, uwielbiają meblować ludziom życie. Czyli układać je tak, jak ONI chcieliby, żeby wyglądało, zarówno całościowo, jak też w poszczególnych jego aspektach. Ci na szczytach władzy narzucają chociażby system ekonomiczny, który pozbawia czasu wolnego, odpoczynku i pieniędzy. Określają, z kim i na jakich zasadach możemy zawierać związki. Czy mamy w miejscach publicznych patrzeć na symbole konkretnej religii. Czy kobieta ma prawo decydować o swoim organizmie. I tak dalej. Ich decyzje zwykle mają charakter restrykcyjny, czyli wiążą się z takimi bądź innymi ograniczeniami wolności; niekiedy mogą one przybierać formę wręcz okrutną, czego przykładem jest polskie hitlerowskie ustawodawstwo antyaborcyjne. Z kolei prawicowcy skrajni chcieliby cudze życie meblować tak dalece, że przyznają sobie wyłączne uprawnienie do decydowania, komu powinna przy...

Pomysły konserw

Wczoraj było o nieszczęśliwym (i na dłuższą metę szkodliwym, także, jeśli chodzi o ewentualne odsunięcie PiS-u od władzy) pomyśle Donalda Tuska, polegającym na dosypywaniu publicznych, czyli naszych pieniędzy banksterom pod pozorem prowadzenia polityki mieszkaniowej. A dziś skupimy się na tym, co wydumali dwaj inni konserwatywni politycy z rzekomej „opozycji”. Chodzi o pana Hołownię Szymona, lidera Polski 2050, oraz pana Kosiniaka-Kamysza Władysława, przewodniczącego Polskiego Stronnictwa (niezbyt) Ludowego. Jak wiemy, obie te partie w nadchodzących wyborach mają stworzyć wspólną listę do Sejmu. Poczynili też, jak się okazuje, pewne uzgodnienia… hm… programowe, gdyż oznajmili, iż w pierwszych stu dniach po wyborach będą chcieli przeprowadzić referendum w sprawie aborcji. Pomysł ów, jak łatwo się domyślić, nie przypadł do gustu ani Lewicy, ani działaczkom i działaczom na rzecz praw kobiet oraz w ogóle praw człowieka. Z miejsca padł argument, słuszny zresztą, że o tym, czy przerwać ci...

Absurdy pana Szymona

Przyznam szczerze, że wobec Szymona Hołowni żywię raczej ciepłe odczucia. To znaczy, jako człowieka i publicysty (dalece nie ze wszystkimi jego poglądami czy opiniami się zgadzam, ale jego teksty są łatwe i przyjemne w czytaniu), bo w polityce wypada na razie słabo. Nie potrafi rozkręcić swojej partii (twierdzi, że na przeszkodzie stają mu działania sądów i administracji; być może), no i miota się między liberalizmem (niekiedy zabarwionym lewicowo, np. w kwestii uchodźców – pan Hołownia jest zwolennikiem niesienia im pomocy, co oczywiście bardzo mu się chwali), a klerykalnym konserwatyzmem, czyli polskim polityczno-społecznym wstecznictwem, jakie z konserwatyzmem zachodnioeuropejskim niewiele ma wspólnego, o czym nieco dalej. I właśnie to jego skłanianie się ku klerykalnemu wstecznictwu sprawia, iż nigdy nie widziałem w Szymonie Hołowni nadziei na wprowadzenie w Polsce zmian na lepsze. Nie głosowałem na niego w wyborach prezydenckich w 2020 roku (w pierwszej turze głos oddałem na Rob...

Pan zacofany

Donald Tusk stwierdził w udzielonym niedawno wywiadzie, że jedną z przyczyn wyborczego zwycięstwa PiS-u miała być… „zbyt szybka rewolucja obyczajowa”, jaka rzekomo nastąpiła w Polsce za kadencji haratacza w gałę. Dał tym dowód nie tylko niezrozumienia przyczyn sukcesów wyborczych mafii/sekty Kaczyńskiego (wynikających z braku polityki społecznej rządu PO-PSL, niskich płac, powszechności umów śmieciowych i stanowiącej ich naturalny skutek niestabilności bytowej, pogardy Platformersów wobec osób niezamożnych, itd.) oraz kompletnego braku samokrytycyzmu, ale też – przede wszystkim – gigantycznego zacofania mentalnego, w zasadzie identycznego z tym, jakie występuje u prezesa Bezprawia i Niesprawiedliwości (nic dziwnego, skoro obaj są przedstawicielami sił ciemnoty, czyli klerykalnymi konserwatystami, w przypadku Kaczyńskiego z faszystowskim odcieniem). Ale po kolei. Pod rządami pana Tuska Donalda – oraz jego krótkotrwałej następczyni następczyni, pani Kopacz Ewy – rewolucja obyczajowa n...

Polska Kaczora Donalda

Kiedy pominiemy to, co politycy (choć do większości z nich określenie „politykierzy” pasuje znacznie lepiej) dwóch największych obecnie partii mówią przed kamerami – chodzi o to ich wzajemne krytykanctwo – przekonamy się, iż obie lansują bardzo podobną wizję Polski. Mało tego – nie tylko lansują, ale od 1989 roku wcielają wizję ową w życie, choć zrazu oczywiście pod innymi partyjnymi sztandarami. Otóż, zarówno Bezprawie i Niesprawiedliwość, jak też Platforma (anty)Obywatelska chcą, by (k)raj nad Wisłą był zacofanym (mentalnie, bo postęp technologiczny oba ugrupowani akurat akceptują, choć niekoniecznie w energetyce), sklerykalizowanym, zaściankowym rezerwuarem taniej siły roboczej (co oznacza biedne społeczeństwo) dla międzynarodowych koncernów i korporacji, rzecz jasna całkowicie podporządkowanym tymże oraz Kościołowi katolickiemu. Czyli państwem, w którym pracownicy pozbawieni są większości praw, a wypłata pozostaje dobrą wolą kapitalisty, człowieka można ot, tak sobie wywalić z jeg...

Uwstecznieni

Szczerze przyznam, że na polskiej scenie politycznej brakuje mi ugrupowań, myślenie i działanie których byłoby ukierunkowane na przyszłość. Do takich zaliczyć można w zasadzie jedynie Lewicę (koalicja Nowej Lewicy, Lewicy Razem oraz PPS-u) i Zielonych (wchodzą, niestety, w skład konserwatywnej Koalicji Obywatelskiej, co zdaje się zabijać ich ideologiczny potencjał oraz powoduje ich marginalizację). Teoretycznie do tej grupy zaliczyć można też Polskę 2050 Szymona Hołowni, ale jest to formacja przyszłościowa jedynie z nazwy, przy czym jej lider, znany showman, chyba nie zdaje sobie sprawy, iż do 2050 roku nasz przeklęty gatunek radośnie wymrze, o ile nie uda nam się powstrzymać katastrofy klimatycznej; bliższe wszelako przyjrzenie ujawnia wypełzającego na wierzch robala wstecznictwa i konserwatyzmu. No właśnie. Zdecydowana większość polskiej sceny politycznej to ugrupowania najzwyczajniej w świecie uwstecznione, mentalnie zacofane, zakorzenione w przeszłości, niedostrzegające, że świat...

Dziadersi i Lewica

Donald Tusk wykluczył możliwość współpracy PO/KO z Lewicą; chodzi przede wszystkim o budowanie wspólnej koalicji wyborczej. I dobrze, bo to nie mogłoby się udać. Obie formacje dałyby radę utworzyć jeden blok w wyborach do Europarlamentu (jakiś nowy wariant Koalicji Europejskiej), ponieważ ich spojrzenie na Unię Europejską i miejsce Polski w jej strukturze jest w zasadzie tożsame, a w każdym razie bardzo podobne; jest to rzecz jasna euroentuzjazm. Taka kooperacja wyborcza możliwa też byłaby w niektórych przynajmniej jednostkach samorządu terytorialnego (inna bajka, że samorządy, moim skromnym zdaniem, powinny być upartyjnione w możliwie najmniejszym stopniu). Ale nie da się stworzyć wspólnych list Lewicy i PO w wyborach parlamentarnych; ugrupowania te musiałyby w tym celu wypracować wspólny program, a w tym zakresie zdecydowanie więcej je dzieli niż łączy. Nic dziwnego, albowiem... Główny powód jest banalnie prosty – Platforma Obywatelska to formacja prawicowa, konserwatywna. W przec...

Dwie konserwy

Niemal od razu po tym, jak Donald Tusk powrócił na polską scenę polityczną i objął (w niedemokratyczny, dodajmy, sposób) przywództwo nad Platformą Obywatelską, partii razu skoczyło poparcie w sondażach, a jednocześnie spadło Szymonowi Hołowni i jego Polsce 2050. Wygląda na to, że odwróciła się tendencja, ponieważ jeszcze nieco wcześniej elektorat przepływał od PO do ugrupowania znanego publicysty. Przy czym pamiętać trzeba, iż sondaże… cóż, niekoniecznie muszą odzwierciedlać rzeczywistość; wszystko wszak zależy od tego, na czyje zamówienie się je robi, i na jakiej grupie przeprowadza. W każdym razie, zjawisko powrotu (deklaratywnego przynajmniej) wyborców do Platformy, zwabionych przez pana Tuska, faktycznie może zachodzić. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Wprawdzie bowiem nowemu/staremu liderowi PO wiele można zarzucić: - bezwzględność w niszczeniu przeciwników politycznych (spacyfikował ostatnio Rafała Trzaskowskiego); - załganie (jak w przypadku wszystkich prawicowców); - betonowy...

Martwica programowa

Chyba każdy, nawet kiepsko rozgarnięty obserwator sceny politycznej (k)raju nad Wisłą dostrzega, że Platforma Obywatelska, największa pod względem liczby posłów i senatorów formacja „opozycyjna” (cudzysłów nieprzypadkowy) w polskim parlamencie, przeżywa kryzys, z każdym dniem, jak wygląda, coraz to poważniejszy. Zaczęło to być widoczne kilka tygodni temu, kiedy to lider PO, pan Budka Borys, dał się wyrolować Kaczyńskiemu Jarosławowi w kwestii Europejskiego Funduszu Odbudowy; ustawił wówczas swoją partię w jednym szeregu z prawackimi eurosceptykami, czyli Zerowcami i Konfederacją. Od razu też wylały się ze strony polityków oraz co radykalniejszych wyznawców Platformy – i w ogóle całej Koalicji Obywatelskiej – pomyje na Lewicę, za to, że usiadła do negocjacji z nie-rządem w sprawie rzeczonego Funduszu. Owe pomyje, dodajmy, udowodniły (nie one jedne zresztą), iż PO jest dokładnie tak samo sekciarską prawicą jak PiS, tzn. nie toleruje samodzielności i odmienności światopoglądowej, nadto ...

Szał konserwy

Od pewnego czasu pomyje leją się na sejmową Lewicę. Wylewającymi są politykierzy Koalicji Obywatelskiej (zwłaszcza PO), ich lemingi oraz zaprzyjaźnieni dziennikarze, np. TVN-owscy czy Lis. Poszło rzecz jasna o to, że Lewica usiadła z PiS-owskim nie-rządem do negocjacji w sprawie Europejskiego Funduszu Odbudowy, nie-rząd zaakceptował jej warunki, a lewicowy klub – wespół zresztą z PSL-em i posłami przejętymi przez Hołownię – poparł ratyfikację tegoż Funduszu. Czyli Lewica zachowała się tak, jak zachować powinna się była każda odpowiedzialna formacja opozycyjna, podczas gdy KO umiała jedynie tupać nóżkami, czym zresztą (jak niedawno pisałem) idealnie dopasowała się do zamysłów Kaczyńskiego Jarosława. No to politycy i zwolennicy Koalicji Obywatelskiej kwiczą o „zdradzie”, „sprzedaży demokracji”, itd. Powodów ich wściekłości jest kilka, a wszystkie mają swoje źródła nie w Inicjatywie Polskiej pani Nowackiej, Nowoczesnej czy Zielonych, lecz w Platformie Obywatelskiej i tym, jaką jest ona p...

Problemy króla Kulla

Do moich ulubionych pisarzy, takich, co w największym stopniu wpłynęli na kształt mojej własnej twórczości literackiej, zalicza się Robert E. Howard (1906-1936), jeden z najwybitniejszych autorów amerykańskich, a przy okazji współtwórca gatunku fantasy. Jego dzieła (w zdecydowanej większości opowiadania) cechowały się wspaniałym, mrocznym klimatem, brutalnością, bardzo szybką narracją, charakterystycznym doborem słownictwa, a także nader ciekawymi bohaterami (o czym za chwilę). W dojrzalszym okresie swojej twórczości rozwijał Howard nad wyraz interesującą – i ogromnie pesymistyczną – filozofię dotyczącą bezsensu życia oraz konfliktów między barbarzyństwem a cywilizacją… i upadku tej ostatniej. Najsłynniejszym bohaterem wykreowanym przez Howarda był Conan z Cimmerii, popularnie znany Conanem barbarzyńcą. Oprócz niego na kartach opowiadań Howarda pojawiał się też walczący ze złem purytanin Solomon Kane, Pikt Bran Mac Morn czy też król Kull. I ten ostatni będzie punktem wyjścia do ...

Nie lepsi

Kampania prezydencka się rozkręca, kandydaci ruszyli w trasę, walcząc o elektorat, a w przypadku Rafała Trzaskowskiego, także zbierając popisy poparcia, konieczne do zarejestrowania kandydatury. W internecie z kolei pojawiają się coraz to różniejsze opinie na temat startujących polityków, od nader pozytywnych, wręcz ubóstwiających, po krytyczne, wręcz ocierające się o mowę nienawiści. Trafiają między nimi i takie, wedle których „wszyscy kandydaci będą lepsi niż Andrzej Duda i Krzysztof Bosak”. W tym względzie pozwolę sobie na małą polemikę. Oczywiście reelekcja urzędującej imitacji prezydenta byłaby tragedią, podobnie jak wygrana (lub choćby uzyskanie przez niego znaczącego poparcia) neofaszysty wierzącego w to, że Słońce krąży wokół Ziemi (geocentryzm, obalony w XVI wieku przez Mikołaja Kopernika, przypominam). Niemniej jednak, wcale nie jest powiedziane, że każdy z czterech ich znaczących kontrkandydatów byłby na prezydenckim stanowisku lepszy niż ci dwaj. Na pewno nie d...