Posty

Wyświetlam posty z etykietą samochody

Samochody z Wietnamu

Europejskie rynki – w tym polski – zdobyła nie tylko chińska elektronika, ale i motoryzacja. Samochody made in China cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza, że oferują atrakcyjne ceny w porównaniu z europejską (poza ewentualnie Dacią), japońską czy koreańską konkurencją. Sieci sprzedaży i serwisu szybko się rozrastają. Na nic zdała się polityka celna Unii Europejskiej. Ile jest chińskich marek samochodowych w Polsce, w sumie przestałem już liczyć. A teraz bój o nasz kraj rozpoczynają… Wietnamczycy. Na polskim rynku pojawiła się bowiem marka VinFast, która na razie oferowała będzie dwa SUV-y/crossovery z napędem elektrycznym (szkoda, że nie ma hybrydowego i klasycznego spalinowego). Rozmiary duże, silniki – zwłaszcza w przypadku jednego modelu – bardzo mocne, wręcz potężne, wyposażenie nowoczesne i bogate, a ceny, w porównaniu z konkurentami, atrakcyjne (acz tanich samochodów już nie ma). Wietnamskie auta mogą się więc sprzedawać. Czy okażą się hitami, czas pokaże; ewentualności...

Chiński szturm motoryzacyjny

Targi Motoryzacyjne w Poznaniu to bodaj największe wydarzenie tego typu w Polsce i, z tego, co się orientuję, jedno z najważniejszych w Europie. Można na nich podziwiać modele samochodów, jakie wchodzą na polski rynek. W tym roku targi zdominowane zostały przez producentów… Tak, słusznie się domyślacie – z Chin. Kolejne chińskie koncerny motoryzacyjne szturmują Europę, Polskę wliczając. W Poznaniu zaprezentowało się kilka marek, jakie zamierzają w naszym kraju sprzedawać swoje samochody, rozbudowując sieć salonów i serwisów; w tym zakresie plany mają naprawdę ambitne, chcą bowiem swoje punkty otwierać nie tylko w metropoliach, ale nawet w miastach poniżej 60 tys. mieszkańców – i bardzo dobrze! Unia Europejska chciała – w niezbyt uczciwy, dodajmy, sposób – zastopować napływ chińskich samochodów na swój rynek, stosując w założeniu zaporowe cła… ale jakoś to nie idzie, skoro producenci z Państwa Środka rozkręcają ekspansję, a dla niektórych spośród nich Polska jest bardzo ważnym rynk...

Chińskie auto i brudny prąd

Leapmotor to jeden z licznych chińskich producentów samochodów, jacy w ostatnich miesiącach szturmują europejskie rynki, w tym polski. Ten akurat związany jest (choć bezpośrednio do niego nie należy) z globalnym koncernem Stellantis i produkuje auta elektryczne. Jeden z jego modeli, miejski maluszek T03, składany był w tyskiej fabryce Fiata, czyli marki wchodzącej w skład Stellantis. Składany, bo montowano go tam z przywożonych gotowych części. Jednakże skończyło się to w marcu. Polska pożegnała się z wytwarzaniem Leapmotor T03. Jak odbiło się to na zatrudnieniu w fabryce, nie wiem, ale optymizmu w tym zakresie trudno mi zachować. Ze składaniem tego autka w Tychach od samego początku były problemy. Już po tym, kiedy polski rząd (czy tylko jego członkowie z Lewicy nie są głupcami?) poparł europejskie cła dla chińskich producentów samochodów – mają one na celu podwyższenie ich cen, żeby Chińczykom trudniej było konkurować z koncernami, jakie skolonizowały poszczególne rynki unijne, co...

Wyprodukowane w Unii Europejskiej

Chińskie samochody stają się coraz popularniejsze w państwach europejskich. Na drogach, również polskich, przybywa aut MG (marka niby brytyjska, wszelako po bankructwie przejęta przez Chińczyków, przez nich odbudowana i postawiona na nogi), do szturmu szykuje się koncern BAIC i jego samochody Beijnig (Pekin), Volvo chińskie jest już od dłuższego czasu… A to dopiero początek. Pojazdy z Państwa Środka kuszą rozsądniej niż w przypadku większości europejskiej, japońskiej czy koreańskiej konkurencji skalkulowanymi cenami – nie piszę: „niskimi”, takich bowiem na rynku samochodowym już nie ma – całkiem niebrzydką stylistyką, niezłym wyposażeniem, jak również rozwiązaniami technologicznymi i jakością, które wcale nie odstają na niekorzyść od innych aut. Jako się rzekło, kolejni chińscy producenci wchodzą do Unii Europejskiej. Przykładowo, na dniach na kilku pierwszych unijnych rynkach, w tym polskim (ofensywa jest szeroko zakrojona, skoro do końca bieżącego roku ma nad Wisłą powstać trzyd...

Strach przed chińskim autem

W Unii Europejskiej zapanował strach, władze z Brukseli nawet nad cłami zaporowymi myślą. A wszystko dlatego, że chińskie koncerny motoryzacyjne rozpoczynają szturm (gospodarczy, rzecz jasna) na rynki poszczególnych państw członkowskich, polski również. Nad Wisłą, przykładowo, można już kupić nowe auta marki MG – brytyjskiej, acz przed laty kupionej wraz z Roverem prze Chińczyków, i teraz przywracanej na rynek – oraz Beijing (co oznacza „Pekin”)… a to dopiero początek, bo kolejne stoją już w kolejce. Jasne, pojazdy te może nie są aż tak wypasione jak europejska, japońska czy (jeszcze do niedawna pogardzana) koreańska konkurencja, niemniej jakościowo i technologicznie specjalnie od niej nie odstają, normy spełniają, zaś cenowo są bardziej niż atrakcyjne (samochody zaliczają się do towarów, które straszliwie drożeją w ostatnich latach). I właśnie ten ostatni czynnik budzi postrach wśród rynkowych potentatów na Starym Kontynencie oraz w działającej na ich rzecz Brukseli. Poza tym, Ch...

Polak w gracie

Kiedy rozejrzymy się wokół, ujrzymy mnóstwo samochodów. Korki w dużych, a często i średnich miastach to codzienność, zaś nawet w małych miasteczkach często trudno o wolne miejsce na parkingu. Cóż, nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że komunikacja publiczna – zwłaszcza w rejonach wiejskich oraz tych, co najmocniej ucierpiały na skutek transformacji gospodarczej – mocno szwankuje. Skoro aż około 20 proc. z nas jest od niej całkowicie lub prawie całkowicie odcięte, posiadanie własnych czterech kółek staje się wręcz koniecznością, jeśli musimy dojechać do pracy. Toteż samochodów przybywa z roku na rok. Gdy jednak przypatrzymy się im bliżej, okaże się, że w większości są to stare, a często wręcz bardzo stare pojazdy. Średnia wieku samochodu osobowego użytkowanego na polskich drogach to kilkanaście lat (w żadnym razie nie rzucam tu kamieniem, bo mój też zbliża się do pełnoletniości). Nowe fury kupują lub biorą w leasing głównie firmy; odbiorcy indywidualni najczęściej muszą zadowolić się...

Bankowy dostatek

Kapitalistyczna, prawicowa propaganda głosi, że w Polsce mamy dostatek. Jakoby zapanował on po 1989 roku, wypierając wcześniejszą, PRL-owską biedę. Wmawia się tak zwłaszcza młodym pokoleniom, tresowanym jednocześnie do półniewolniczego zasuwania, częstokroć w oparciu o umowy śmieciowe lub wymuszone samozatrudnienie, za głosowe stawki – bo przecież, jeśli młodzi ludzie oczekiwali będą, że praca pozwoli im zarobić na utrzymanie, uznani zostaną za „roszczeniowych”. Ale wracając do owego „dostatku”, to jego rzekomym objawem ma być większa niż w poprzednim ustroju dostępność dóbr. I faktycznie, panuje obfitość tychże, kiedy jednak przychodzi do kupowania konkretnego towaru... No właśnie, to popatrzmy, jak się rzeczy mają, czyli kto w kapitalistycznej III RP NAPRAWDĘ funkcjonuje dostatnio. Po 1989 roku państwo polskie de facto zaprzestało prowadzenia polityki mieszkaniowej. Scedowana ona została na samorządy gminne; większość spośród nich może jednak li tylko wyprzedawać swoje zasoby lokal...

Komunikacja publiczna

Od dłuższego już czasu działają ruchy i inicjatywy społeczne – rozkręcane głównie przez młode osoby, cechujące się wysoką świadomością klimatyczną – które promują rezygnację z przemieszczania się samochodem na rzecz korzystania z komunikacji publicznej. Bo tak będzie lepiej dla środowiska, z tego oczywiście powodu, że wygenerujemy mniej zanieczyszczeń, gdyż skala ruchu drogowego ulegnie redukcji. Kolejne zalety takiego rozwiązania to mniej korków (a to pozytywnie wpłynie na nasze zdrowie psychiczne – i bynajmniej tu nie kpię), ci zaś, którzy (na przykład z racji wykonywanej pracy) autem muszą się poruszać, zyskają więcej wolnych miejsc parkingowych. Mniej samochodów na drogach to także wyższy poziom bezpieczeństwa pieszych. Zalety takiego rozwiązania można zresztą mnożyć. Ogólnie, pomysł jest dobry… ale nie zawsze i nie wszędzie da się go zrealizować, zwłaszcza w (k)raju nad Wisłą. Owszem, po dużych miastach znacznie wygodniej jest poruszać się autobusami bądź tramwajami niż na wła...

Rząd i elektromobilność

Pamiętacie, jak przed sześciu już prawie laty niejaki Morawiecki Mateusz, ówczesny minister, a teraz premier nie-rządu Jarosława Kaczyńskiego, bajał o milionie polskich samochodów elektrycznych? Pojazdy owe stały się wręcz symbolem niezrealizowanych PiS-owskich obietnic (na równi z „promem”, który trzeba było sklejać taśmą). No, ale na słowach Morawieckiego się nie skończyło, bo PiS-owski nie-rząd powołał spółkę odpowiedzialną za stworzenie marki, produkcję i sprzedaż tychże samochodów. No i marka powstała, jakkolwiek z kilkuletnim wobec pierwotnych zapowiedzi opóźnieniem. Nazywa się Izera (od rzeki Izery oraz Gór Izerskich – choć większa część tegoż pasma leży na terytorium… Republiki Czeskiej). Powstał nawet prototypowy model, z nadwoziem typu SUV. Wygląda, przyznać muszę, ładnie i nowocześnie. Nawet sfotografowano go na publicznej drodze, ale nie wiadomo, czy jeździł, czy tylko sobie stał w miejscu, gdzie strzeliło mu się propagandową fotkę. Gorzej, że do końca nie wiadomo, jaka t...

Smog z wykluczenia

Wicemarszałkini Senatu, pani Gabriela Morawska-Stanecka, w jednym ze swoich przemówień (a ma bardzo dobre) podała informację, jakoby aż 14 mln Polaków było wykluczonych komunikacyjnie. Chodzi tu o odcięcie, częściowe bądź całkowite, od komunikacji publicznej. Cóż, do liczby tej trudno mi się ustosunkować, wiem natomiast, że mieszkańcy aż 20 proc. polskich miejscowości albo nie mają dostępu do autobusów, busów i pociągów, albo ma co najwyżej jedno połączenie dziennie, i to często tylko od poniedziałku do piątku. Prowadzi to, rzecz jasna, do ekonomicznej degradacji tych miejsc. Mieszkający tam ludzie mają ograniczoną możliwość przemieszczania się np. w poszukiwaniu pracy, co w prostej linii prowadzi do przyrostu biedy, skrajnej bądź relatywnej. Albo zatem z konieczności wykonują niskopłatne, często dorywcze zajęcia na miejscu, albo też, owszem, szukają roboty i pracują w innych miastach. W tym jednak celu kupić muszą samochód – jakoś w końcu do pracy dostać się trzeba, a s...

Zabójcze przemęczenie

Jedna z telewizji komercyjnych w swoim serwisie informacyjnym powiadomiła wczoraj o tragicznym wypadku drogowym. Samochód zjechał z jezdni i wpadł do stawu. Zarówno kierowca, jak i wszyscy pasażerowie zginęli. Tragizm tego zdarzenia jest tym większy, że byli to bezwyjątkowo ludzie młodzi; żadne z nich nie miało ukończonych dwudziestu lat. Jechali do szkoły i do pracy. Oczywiście, dokładne przyczyny nie są jeszcze znane. W komentarzach na gorąco pojawiła się teza, że do tragedii by nie doszło, gdyby po poprzednim wypadku w tamtym miejscu zarząd dróg naprawił barierkę na zakręcie, oddzielającą jezdnię od feralnego stawu. Policjant mówił o śliskiej nawierzchni, a dziennikarz poinformował o fatalnych warunkach atmosferycznych, jakie wówczas panowały. Cóż, pewnie wszystkie te czynniki odegrały swoją, jakże negatywną rolę. Nie wiadomo, jaki był stan techniczny audi, którym podróżowały ofiary (a że byli to nastolatkowie, fury prosto z salonu nie należy się spodziewać) oraz jego ogu...

Podatek od auta

Niedawno pani Anna Maria Żukowska opublikowała na profilu SLD tekst (ukazał się też w Dzienniku Trybunie ) o polskim systemie podatkowym. Słusznie podniosła, że w (k)raju nad Wisłą obywatele najzamożniejsi są opodatkowani w znacznie mniejszym stopniu (w stosunku oczywiście do uzyskiwanych dochodów) niż ci biedniejsi, toteż trzeba z jednej strony zmniejszać obciążenie podatkowe dla osób mało- i średniozamożnych, a z drugiej wprowadzić dwie wyższe stawki dla krezusów. Słusznie. Podnosi też pani Żukowska konieczność zmniejszenia podatków pośrednich, czyli VAT-u i akcyzy – nie licząc produktów szkodliwych, które powinny zostać, zdaniem działaczki SLD, opodatkowane bardziej niż dziś. I z tym też trudno polemizować. I jeszcze proponuje pani Żukowska podatek ekologiczny, czy to od paliw lotniczych, czy to od opakowań z tworzyw sztucznych, czy to za zakup nowego lub używanego samochodu o napędzie innym niż elektryczny. I przy tych samochodach się zatrzymajmy. Samą ideę podatku ekologicz...

Na lodzie

Dziś odejdziemy od polityki, religii, mediów, systemów ekonomiczno-społecznych i innych tego typu zagadnień. Chciałbym bowiem poruszyć temat, który mnie ostatnio frapuje. Otóż, zaczęła się nam zima, przynajmniej we wschodnich i południowych regionach Polski, czyli m. in. tam, gdzie mieszkam. Jedni za nią tęsknili, inni nie. Tak czy owak, pada śnieg, temperatura utrzymuje się poniżej zera stopni Celsjusza („Jak jest zima, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”), chodniki i jezdnie są oblodzone. Już od kilku ładnych miesięcy, mimo iż październik, listopad oraz grudzień do nazbyt mroźnych ani śnieżnych nie należały, ludzie zamarzają na śmierć. Głównie oczywiście bezdomni; w tym miejscu warto powtórzyć, iż bezdomność – w poprzednim ustroju, czyli technokracji biurokratycznej, stanowiąca zjawisko marginalne, przynajmniej, odkąd kraj podniesiony został z ruin pozostawionych przez II wojnę światową – w obecnej skali to ponury skutek nieludzkiego systemu kapitalistycznego:...