Posty

Wyświetlam posty z etykietą choroba

O depresji kilka przypomnień

Pewien YouTuber od dłuższego czasu zmagał się z depresją. Niestety, przegrał walkę i media społecznościowe obiegła wieść o jego śmierci. Nie jest to pierwsza ani ostatnia taka tragedia; choroba owa masowo zabija ludzi na całym świecie – sytuuje się w czołówce przyczyn zgonów, a sytuacja z roku na rok się pogarsza. Jak to jest na nią cierpieć, wiem dobrze, gdyż od ponad roku usiłuję (na razie z sukcesami, acz depresja francowatą jest zdzirą, która w każdej chwili może powrócić i walnąć ze zdwojoną siłą) z niej wyjść, z pomocą oczywiście psychiatry i psychologa. W Polsce, mam wrażenie, świadomość na temat depresji sukcesywnie się poprawia. Coraz więcej osób wie, czym ona jest, jakie mogą być jej konsekwencje, i w jaki sposób próbować dopomóc dotkniętym nią znajomym, przyjaciołom, krewnym, itd. Z drugiej wszelako strony, wciąż jeszcze spotkać się można z potężną ignorancją w tym zakresie, zaś w mediach – ze szczególnym uwzględnieniem internetu – krąży masa fałszywych informacji i z...

Eutanazja z nędzy

Ostrzegam, to będzie smutna notka, jak zapewne domyśliliście się po tytule. Wszelako, po kolei. Każdy człowiek ma, czy raczej mieć powinien prawo do godnej śmierci. Godnej, czyli bez nadmiernego bólu, cierpienia oraz upodlenia. Dlatego uważam, iż w przypadku ciężkich, nieuleczalnych chorób FIZYCZNYCH, powodujących cierpienie nie do wytrzymania, którego nie można zredukować, ani tym bardziej zniwelować, każdy – o ile jest w pełni władz umysłowych i da radą samodzielnie podjąć niewymuszoną przez inne osoby decyzję – powinien mieć możliwość poddania się eutanazji. Formy tejże mogą być różne, np. uśmiercenie przez odłączenie od aparatury podtrzymującej życie czy przepisanie śmiertelnej dawki leków (w tym przypadku to pacjent decyduje, czy i kiedy je przyjmie). Podkreślam – winno to być PRAWO, czyli WYBÓR człowieka CIERPIĄCEGO. Nie byłbym za tym, aby decyzję o eutanazji podejmował wyłącznie lekarz, przy czym on też musi mieć swoją rolę jako konsultant. Są państwa, które eutanazję zale...

Praca i depresja

Depresja jest zaiste poważną (ŚMIERTELNĄ!!!), nader paskudną chorobą, która – zwłaszcza przy ciężkim przebiegu – wysysa z człowieka wszystkie siły, zarówno psychiczne, jak też (z czego ktoś, kto na nią nie zapadł, ani nie ma ma wśród bliskich nikogo, kto z depresją się zmaga) fizycznych. Taki chory może zwyczajnie nie dać rady zlec się z łóżka i wykonywać codziennej, domowej aktywności, nie wspominając o – w zależności od wieku – nauce czy pracy. W klasycznych powieściach tudzież filmach grozy ofiara wampira w szybkim tempie słabła i obumierała; dokładnie to dzieje się z człowiekiem cierpiącym na depresję (przy czym schorzenie owo pozostaje znacznie groźniejsze niż fikcyjne monstrum żywiące się ludzką krwią). Zastanawiam się, jak często ów objaw manifestujący się w, nierzadko skrajnym, osłabieniu brany jest przez bliskich/znajomych/nauczycieli/szefów za lenistwo. Nic nie robi, gdyż mu/jej się nie chce – osoby z depresją często słyszą tak o sobie, otrzymując przy okazji porady (czyt.:...

Głupie porady

Jak już parę ładnych razy pisałem, mam depresję, stanowiącą ponurą konsekwencję życia w warunkach nieludzkiego systemu kapitalistycznego, jaki – w kompletnie barbarzyńskim, neoliberalnym wydaniu, dodajmy – zapanował w Polsce po 1989 roku, wskutek zdrady prawicy postsolidarnościowej. Choroba rozwijała się u mnie zapewne przez lata, odkąd zacząłem na własnej skórze odczuwać patologie rodzimego rynku pracy, ale długo tego nie zauważałem, gdyż depresja nie boli. Aż polityka proinflacyjna solidaruchów z Bezprawia i Niesprawiedliwości doprowadziła mnie do próby samobójczej, którą przeżyłem ze względu na wysoką krzepliwość krwi (swoją drogą, ciepła woda w kranie, tak swego czasu zachwalana przez pana Tuska jako ekwiwalent polityki społecznej, nie pomogła mi się wykrwawić). Wyjątku nie stanowię, ponieważ w zeszłym roku około 4 mln osób w Polsce cierpiało na depresję (chodzi o przypadki zdiagnozowane!) i zaburzenia depresyjne; w tym będzie ich zapewne o wiele więcej. W skali świata stanowi ona...

Metody walki

Czwarta fala pandemii COVID-19 osiąga mroczną pełnię. Znów mamy kilkadziesiąt tysięcy zakażeń dziennie i, co jeszcze gorsze, kilkaset zgonów. Należy się spodziewać ponownego zaklajstrowania – nawet w spokojnych czasach niewydolnej, z winy składkowego systemu finansowania, wprowadzonego przez prawicowe rządy AWS-UW, z których wyewoluował dzisiejszy POPiS – służby zdrowia, co znowu będzie miało tragicznego konsekwencje zwłaszcza dla osób cierpiących na inne choroby oraz ofiar wypadków. Cóż, koronawirus już z nami zostanie i będzie nas atakował właśnie jesienią i zimą, kiedy to ograniczamy ruch na powietrzu, więcej za to czasu spędzamy w pomieszczeniach zamkniętych. Nie musi to jednak oznaczać tragedii, a raczej nie musiałoby, gdyby… Ano właśnie, przyczyny TAKIEJ SKALI czwartej fali są cokolwiek inne niż poprzednich. Tamte generowane były przez lockdown, który sprzyjał przyrostowi liczby zakażeń – paskudny drobnoustrój świetnie roznosi się po blokach mieszkalnych i punktowcach, zwłasz...

Obowiązek szczepień

Austria szykuje się do wprowadzenia obowiązkowych szczepień przeciwko COVID-19. I dobrze, bo przecież koronawirus nie zniknie, lecz przeciwnie, zostanie z nami już chyba na zawsze, i stale będzie mutował, toteż jedyną metodą, byśmy sobie z nim poradzili, jest nabycie odporności zbiorowej. A najprostszą i najskuteczniejszą drogą ku temu są szczepienia właśnie. Identycznie zresztą było z innymi chorobami zakaźnymi; te, co przez stulecia, a nawet tysiąclecia dziesiątkowały całe społeczności ludzkie, wyeliminowane zostały lub przynajmniej zneutralizowane dzięki masowym szczepieniom, w przypadku części schorzeń obowiązkowym (w niektórych państwach przynajmniej). Jeśli chodzi o COVID-19, to bodaj najczęściej stosowana przez rządy metoda walki z tą pandemią, czyli lockdown, zawiodła. Tymczasowe zamykanie firm, instytucji publicznych oraz ośrodków kultury i sportu nie zapobiegło rozprzestrzenianiu się paskudnego mikroba; przeciwnie, raczej wygenerowało kolejne fale zarazy, bowiem ludzie sied...

Oszołomy z krwią na rękach

Nie chciałem wracać do tego tematu, bo ileż można pisać o ludzkiej głupocie. A jednak chyba trzeba… W ciągu kilku ostatnich dni w mediach ujawniły się oszołomy (płci obojga), niekiedy wręcz – o zgrozo! – z tytułami naukowymi, lansujące fałszywe teorie, jakoby stosowane w Polsce i ogólnie Unii Europejskiej szczepionki przeciwko COVID-19 były niebezpieczne. Nie dlatego jednak, że mogą powodować powikłania typu gorączka czy osłabienie (te są zupełnie naturalne i ostrzegają przed nimi również w punktach szczepień, udzielając porad, jak w razie ich wystąpienia postąpić), ale z tej przyczyny, iż mają jakoś tam patologicznie wpływać na nasze DNA. Rzecz jasna, jest to taka sama brednia jak ta głosząca, że światem rządzą kosmici-jaszczury przybierający postacie polityków i celebrytów (poważnie, są tacy, co w to wierzą!), toteż na zdrowy rozum nie należałoby się tym aintelektualnym guanem przejmować. Problem w tym, iż tezy te głoszone są w ramach głównego przekazu dnia, i to jako „prawda”. To b...

Coby taca pełna była

Od najbliższej soboty, 20 marca, faszystowski nie-rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości znów wprowadza ogólnokrajowy lockdown (jak i wcześniejsze, nielegalny), rzekomo służący ograniczeniu skali pandemii COVID-19. Potrwa on do 9 kwietnia, żeby 10 PiS-owcy mogli bez przeszkód odbyć miesięcznicę smoleńską. Podobnie, jak to było na przełomie lat 2020 i 2021, ograniczona zostanie działalność galerii handlowych, zamknięte będą kina, teatry, galerie sztuki i inne ośrodki kultury, kasyna, obiekty sportowe, baseny… I jak poprzedni lockdown doprowadził do trzeciej, trwającej właśnie fali pandemii, tak ten, co zacznie się pojutrze, poskutkuje falą czwartą. Naturalną bowiem konsekwencją zniechęcania wielu obywatelek i obywateli do spędzania czasu wolnego poza domem (nie wszyscy lubią spacerować, biegać, jeździć na rowerze czy wędkować, a głównie takie formy rozrywki na świeżym – o ile jeszcze takowe w Polsce mamy – powietrzu będą przez trzy tygodnie – i oby nie dłużej! – możliwe) będzie to, że bl...

Koronawirus i śmiecie

Media nas straszą, że w Polsce coraz lepiej ma się angielska odmiana koronawirusa, bardziej zaraźliwa od klasycznej jego wersji. Jak przewidywali epidemiolodzy, zakażeń przybywa, co wynika nie tylko z mutacji mikroba, ale też z tej banalnej przyczyny, że sezon mamy chorobowy. Właśnie w okresie przedwiośnia i wiosny nasz układ odpornościowy jest osłabiony po zimie i dopiero zaczyna nabierać sił; jeżeli PiS-owski nie-rząd (i inne europejskie) popełni śmiertelny w skutkach błąd z zeszłego roku i znów ograniczy nam możliwość poruszania się po świeżym powietrzu podczas wiosennych miesięcy, właśnie z powodu niewykształcenia immunologii naszych organizmów kolejne fale COVID-19 nie tylko nadejdą, ale będą jeszcze tragiczniejsze niż dotychczasowe. To, że od jesieni zmagamy się z narastającą liczbą zakażeń, a co gorsza, przybywa osób ciężko przechodzących tę chorobę lub na nią umierających, jest odwleczonym w czasie efektem tego, iż przed rokiem kazano nam siedzieć w domach. Tak, ludzie, którz...

Przyczyny śmierci

Od grubo ponad roku (zaczęło się, przypomnę, pod koniec 2019 r.) media głównego nurtu straszą nas koronawirusem; przekazują zresztą zróżnicowane, często wzajemnie sprzeczne informacje na jego temat, co sprzyja rozrostowi społecznej niepewności i strachu, z drugiej zaś strony powiększa grono ludzi, jacy na tę pandemię po prostu zobojętnieli. Nawet u kogoś, kto z dużą rezerwą podchodzi do wszelkich spiskowych teorii dziejów, taka medialna polityka musi budzić wątpliwości i skłaniać do myślenia, czy coś się za nią nie kryje… doktryna szoku na przykład. Zostawmy jednak te dywagacje, nie będziemy się dziś nimi zajmowali. Skupimy się na tym, że ostatnio głównym straszakiem jest „angielska odmiana” koronawirusa (inna bajka, że podobno istnieje ponad 15 tys. jego mutacji), bardziej zaraźliwa niż dotychczasowa, a zatem i groźniejsza, powodująca inne nieco objawy, a co w tym wszystkim najgorsze, sprawia, że przebieg choroby jest cięższy u młodych ludzi, podczas gdy wcześniejsze odmiany paskudn...

Odpowiedzialność za pandemię

I znów w mediach pandemia koronawirusa wybija się ponad inne tematy. Bo zakażeń przybyło, podobnie jak zgonów (jak ma ich zresztą nie przybywać, skoro służba zdrowia dawno już zatraciła resztki wydolności?). Oczywiście, nie tylko dziennikarze zajmują się tą kwestią, ale też nie-rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości się uaktywnia. W przyszłym tygodniu ma on ogłosić, co dalej z obostrzeniami (jeżeli je zaostrzą, każąc ludziom tkwić w domach, to zarażeń naturalną kolejną rzeczy przybędzie), a póki co… No właśnie, ministrowi choroby na jednej z codziennych bezsensownych konferencji prasowych wymknęło się – nie sądzę, że przypadkowo – iż rozwój pandemii to nasza wina, obywateli znaczy, bo to my niby to mamy zachowywać się nieodpowiedzialnie. Do pewnego stopnia mógłbym się z nim zgodzić, są bowiem ludzie, którzy konieczne do powstrzymania zarazy środki ostrożności: maseczki, dezynfekcję i dystans po prostu olewają, narażając na niebezpieczeństwo i siebie, i – co gorsza – inne osoby. Zalicza...

Niebezpieczni szaleńcy

Człowiek (przynajmniej te nieliczne osobniki gatunku ludzkiego, co korzystają ze zdolności kreatywnego, abstrakcyjnego oraz krytycznego myślenia) od zarania poszukiwał wyjaśnień zjawisk i zagadnień, których nie rozumiał. Temu służyły lub służą baśnie, legendy, mity, religie, filozofie, wreszcie teorie naukowe. Czasami jednak ludzkie myśli błądzą w zaiste dziwnych kierunkach. I tak rodzą się teorie spiskowe. Niektóre spośród nich są kuriozalne i śmieszne – przykładowo taka, co mówi, iż ludzkością rządzą zmiennokształtni kosmici (zwolennicy tych bredni mają nawet nazwę dla owych istot), przybierający postacie znanych polityków, intelektualistów czy celebrytów. Albo ta o płaskiej Ziemi i Australii jako spisku NASA (no to skąd wzięły się takie na przykład filmy z serii Mad Max ?). Albo o UFO w Roswell. I tak dalej. Są jednak spiskowe teorie dziejów wyjątkowo niebezpiecznie; zaliczają się do nich zwłaszcza te, które wymyślają władcy, politycy i kapitaliści celem podzielenia ludzi i zwięk...

Zła droga?

Coraz więcej lekarzy i naukowców twierdzi, że strategia walki z koronawirusem, jaką przyjęły liczne państwa – w tym, niestety, Polska (o ile w ogóle można mówić o jakiejkolwiek strategii rządu Bezprawia i Niesprawiedliwości, bo wiele wskazuje na to, iż podejmuje on li tylko doraźne działania, nieprzemyślane zresztą) – polegająca na zmniejszeniu poprzez lockdown i lockout liczby zakażonych, jest z medycznego punktu widzenia błędna, a skutki, które przynosi, okazują się bardzo poważne. Przykładowo, są już dostępne dane, wedle których znacząco przybyło zgonów na zawały, udary, wylewy czy niewydolność nerek – zgonów, dodajmy, jakim łatwo byłoby zapobiec, gdyby służba zdrowia funkcjonowała normalnie, tzn. gdyby leczono pacjentów chorych nie tylko na COVID-19, a ludzie nie siedzieli w domach, co wydatnie zwiększa ryzyko pogorszenia stanu zdrowia. Tymże lekarzom i naukowcom nie chodzi o kreowanie jakichś zdziwaczałych pomysłów, takich jak wydumana opcja zaproponowana przez pewnego matemat...

Nie wiadomo

Kolejny miesiąc epidemii COVID-19. I dalej niewiele wiadomo, co się faktycznie dzieje, przynajmniej w Polsce, bo trudno orzec, jak to jest w innych krajach. Przypuszczam, że w Chinach, Korei (przynajmniej Południowej), Japonii, Wietnamie i innych państwach Azji Wschodniej, ale też na Kubie czy Kostaryce, dane na temat realnej liczby zarażonych i zmarłych są w miarę rzetelne. Gdzie indziej… No właśnie, wracamy na polskie podwórko. Media, ze szczególnym uwzględnieniem stacji telewizyjnych, codziennie (mnie to już serio męczy) podają, zaczerpniętą od Ministerstwa wątpliwego Zdrowia, liczbę zakażonych i zmarłych. I już na tym etapie można mówić o fałszu. Po pierwsze, w (k)raju nad Wisłą wciąż przeprowadza się zbyt małą liczbę testów na koronawirusa, by określić faktyczną skalę tej epidemii. Zwłaszcza, że zdecydowana większość zarażonych przechodzi COVID-19 albo totalnie bezobjawowo, albo też objawy niczym nie różnią się od przeziębienia, tacy więc ludzie często nawet nie wiedzą, że pow...

Zaraza Homo sapiens

Koronawirusa oczywiście nie wolno lekceważyć, nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że nie stanowi on zagrożenia. Z jednak strony, są o wiele groźniejsze mikroby, np. ebola, wirus świńskiej grypy, itd. I trochę dziwne, że nie wywołują aż takiej paniki, co COVID-19... Ostatnio jednak dochodzę do wniosku, iż najgorszą, najpaskudniejszą, najbardziej zabójczą zarazą jest gatunek ludzki, Homo sapiens sapiens . Ludzie od zarania mordują się wzajemnie, walcząc nie tyle o byt, ile o własność i władzę. Tak działo się we wszystkich epokach, a zaczęło najprawdopodobniej, gdy jakiś człowiek ogrodził poletko i powiedział: „To jest moje!”. Był to PRAWDZIWY grzech pierworodny – ustanowienie własności prywatnej. Potem sytuację dobili jeszcze Fenicjanie, wymyślając pieniądz… Ale wzajemne mordowanie się ludzi dla władzy i kasy to jedno. Gorzej, znacznie gorzej, iż człowiek niszczy planetę Ziemię. Rabunkowa gospodarka – od rolnictwa przemysłowego, poprzez masową hodowlę zwierząt, po r...

Jeśli się zarażę

Jak już wielokrotnie wspominałem, trwającej właśnie epidemii nie lekceważę, ale też staram się podchodzić do niej rozsądnie, bez paniki i przesadnego strachu. Są wszak choroby, których obawiam się o wiele bardziej niż COVID-19. Na dobrą sprawę, prawdopodobieństwo, że zabije mnie grypa lub powikłania pogrypowe, jest o wiele wyższe niż to, iż śmierć przyniesie mi koronawirus (którym przecież stosunkowo trudno się zarazić; dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa, wystarczy zachowywać dystans od innych osób). Nie wspominam już o raku, którego mogę się nabawić przez smog czy paskudnej jakości imitację żywności sprzedawaną w sklepach wielkopowierzchniowych, ani o depresji, wywołanej z kolei beznadzieją życia w kapitalizmie, zwłaszcza z kryzysem ekonomicznym w perspektywie. Ale o nich też nie myślę na co dzień, gdyż zwariowałbym z tego zamartwiania się. Cóż, ostrożności nie zaniechuję. Z domu wychodzę głównie na spacery z psem (przed epidemią też resztą tak robiłem, bo praca blogera i...