Posty

Wyświetlam posty z etykietą komunikacja publiczna

Kretynizm i znieczulica

Jak wiemy, polski system finansowania publicznej opieki zdrowotnej – składkowy – nader daleki jest od doskonałości, a zwłaszcza od wydajności. Składki są zbyt wysokie dla mniej- i średniozamożnych osób obywatelskich, zbyt niskie jednak, by placówki zdrowotne otrzymywały wystarczające środki. No to co jakiś czas zdarzają się kłopoty. Takie jak w Koninie. Z powodu braku finansowania ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia za drugi kwartał tego roku, działalność, oficjalnie czasowo, ograniczył Oddział Onkologiczny tamtejszego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Oznacza to ni mniej, ni więcej, a odsyłanie, niektórych przynajmniej, pacjentów leczących choroby nowotworowe, w tym przyjmujących chemioterapię. Dla ludzi tych jest to prawdziwa tragedia, spowodowana przez rząd AWS-UW (dzisiejszy POPiS), który zdeformował system finansowania opieki publicznej zdrowotnej, wprowadzając model opaty na składkach, najpierw administrowanych przez Kasy Chorych, następnie (koalicja SLD-UP-PSL usiłowała c...

Na przystanku

W moim województwie rozpoczęły się ferie zimowe, dzieciaki zatem odpoczywają od koszmaru, jakim jest Czarnkowa szkoła po PiS-owskich deformach. Tymczasem osoby bez prawa jazdy ani samochodu, zwłaszcza starsze, mają problem dostać się do pobliskiego miasta powiatowego, o ile nie ma ich kto podwieźć. Publiczny przewoźnik na czas ferii (w wakacje jest tak samo) drastycznie ograniczył bowiem liczbę połączeń, toteż ludzie niedysponujący innym środkiem transportu muszą albo czekać godzinami na przystanku i jechać o niedogodnej dla siebie porze, albo zabrać się prywatnym busem i wybulić więcej pieniędzy za bilet (9 zł w jedną stronę, za przejechanie kilkunastu kilometrów). Dobra, jest też pociąg, ale starszy człowiek, nieraz z problemami zdrowotnymi, musi dojść na dworzec, a po dotarciu do miasta powiatowego, od tamtejszego dworca przejechać autobusem do miejsca docelowego; dla wielu ludzi może to być ponad siły, nadto bilety PKP też mocno podrożały (nie-rząd niby obiecuje, że znów stanieją)....

Polak w gracie

Kiedy rozejrzymy się wokół, ujrzymy mnóstwo samochodów. Korki w dużych, a często i średnich miastach to codzienność, zaś nawet w małych miasteczkach często trudno o wolne miejsce na parkingu. Cóż, nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że komunikacja publiczna – zwłaszcza w rejonach wiejskich oraz tych, co najmocniej ucierpiały na skutek transformacji gospodarczej – mocno szwankuje. Skoro aż około 20 proc. z nas jest od niej całkowicie lub prawie całkowicie odcięte, posiadanie własnych czterech kółek staje się wręcz koniecznością, jeśli musimy dojechać do pracy. Toteż samochodów przybywa z roku na rok. Gdy jednak przypatrzymy się im bliżej, okaże się, że w większości są to stare, a często wręcz bardzo stare pojazdy. Średnia wieku samochodu osobowego użytkowanego na polskich drogach to kilkanaście lat (w żadnym razie nie rzucam tu kamieniem, bo mój też zbliża się do pełnoletniości). Nowe fury kupują lub biorą w leasing głównie firmy; odbiorcy indywidualni najczęściej muszą zadowolić się...

Komunikacja publiczna

Od dłuższego już czasu działają ruchy i inicjatywy społeczne – rozkręcane głównie przez młode osoby, cechujące się wysoką świadomością klimatyczną – które promują rezygnację z przemieszczania się samochodem na rzecz korzystania z komunikacji publicznej. Bo tak będzie lepiej dla środowiska, z tego oczywiście powodu, że wygenerujemy mniej zanieczyszczeń, gdyż skala ruchu drogowego ulegnie redukcji. Kolejne zalety takiego rozwiązania to mniej korków (a to pozytywnie wpłynie na nasze zdrowie psychiczne – i bynajmniej tu nie kpię), ci zaś, którzy (na przykład z racji wykonywanej pracy) autem muszą się poruszać, zyskają więcej wolnych miejsc parkingowych. Mniej samochodów na drogach to także wyższy poziom bezpieczeństwa pieszych. Zalety takiego rozwiązania można zresztą mnożyć. Ogólnie, pomysł jest dobry… ale nie zawsze i nie wszędzie da się go zrealizować, zwłaszcza w (k)raju nad Wisłą. Owszem, po dużych miastach znacznie wygodniej jest poruszać się autobusami bądź tramwajami niż na wła...

Smog z wykluczenia

Wicemarszałkini Senatu, pani Gabriela Morawska-Stanecka, w jednym ze swoich przemówień (a ma bardzo dobre) podała informację, jakoby aż 14 mln Polaków było wykluczonych komunikacyjnie. Chodzi tu o odcięcie, częściowe bądź całkowite, od komunikacji publicznej. Cóż, do liczby tej trudno mi się ustosunkować, wiem natomiast, że mieszkańcy aż 20 proc. polskich miejscowości albo nie mają dostępu do autobusów, busów i pociągów, albo ma co najwyżej jedno połączenie dziennie, i to często tylko od poniedziałku do piątku. Prowadzi to, rzecz jasna, do ekonomicznej degradacji tych miejsc. Mieszkający tam ludzie mają ograniczoną możliwość przemieszczania się np. w poszukiwaniu pracy, co w prostej linii prowadzi do przyrostu biedy, skrajnej bądź relatywnej. Albo zatem z konieczności wykonują niskopłatne, często dorywcze zajęcia na miejscu, albo też, owszem, szukają roboty i pracują w innych miastach. W tym jednak celu kupić muszą samochód – jakoś w końcu do pracy dostać się trzeba, a s...