Posty

Wyświetlam posty z etykietą alkoholizm

Wódczana chciwość kapitalistów

Na początek mała informacja związana z tematem notki. Nie jestem przeciwnikiem napojów alkoholowych jako takich. Wiele z nich lubię, np. piwo, co nie zmienia faktu, że obecnie ich nie piję, ponieważ zażywam leki na depresję. I nie wiem, czy do picia alkoholu wrócę nawet w sytuacji, kiedy będę mógł medykamenty owe odstawić (o ile kiedykolwiek to nastąpi); po prostu za nim nie tęsknię, nie jest mi potrzebny do codziennej egzystencji. W określonych, niewielkich ilościach napoje alkoholowe są całkiem zdrowe, chociażby wspomniane piwo zawiera dużo witamin oraz pozytywnie działa na nerki. Nie zmienia to faktu, że nadużywany alkohol jest substancją uzależniającą (o wiele bardziej niż marihuana), a jego spożycie wpływa na reakcje psychomotoryczne, przez co w licznych sytuacjach jest niebezpieczne. Dlatego ograniczenia związane z reklamowaniem i sprzedażą wiadomych napojów uważam za słuszne. Przy czym pełna prohibicja, co swego czau udowodniono w USA, jest jeszcze gorsza. Alkoholizm, podob...

Licytacja o grzdyla

Jeśli nie liczyć Rydzyka, co bardziej szurniętych hierarchów i części środowisk kościelnych, jak również skrajnej prawicy, chyba wszyscy grają z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Partie polityczne, instytucje publiczne, firmy różnej wielkości, sportowcy, ludzie kultury, a przede wszystkim „zwykłe” osoby obywatelskie angażują się w ową akcję. I bardzo dobrze, gdyż sama w sobie jest ona szczytna, zaś niesiona przez nią pomoc – realna. Granie z WOŚP przybierać może różne formy: wrzucanie pieniędzy do puszek, wolontariat, udział w licytacjach… No właśnie, wielu darczyńców – zwłaszcza politycy, ludzie kultury, sztuki czy sportu oraz inni znani i lubiani, acz oczywiście nie tylko oni – umożliwia licytowanie cennych bądź kultowych przedmiotów. A czasami własnego towarzystwa. I tak, wylicytować można na przykład pójście na kawę z taką czy inną gwiazdą, oprowadzenie przez polityków po Sejmie, Senacie, siedzibie Rady Ministrów czy Parlamencie Europejskim… Jasne, nie obywa się bez wpadek,...

Przemęczeni i przepici

Przykro o tym pisać, ale Polacy są w ścisłej światowej czołówce najwięcej pijących społeczeństw. Średnio (tak, wiem, uśrednienia rzeczywistości nie oddają, w tym przypadku mówią jednak o pewnej tendencji) na jednego obywatela (k)raju nad Wisłą powyżej piętnastego roku życia przypada 11 wypitych litrów czystego spirytusu rocznie. Dla porównania, w 2005 r. było to 9,5 litra, w latach natomiast 70. ubiegłego stulecia – około 5 litrów. Tendencja jest zatem wzrostowa, podczas gdy w takich na przykład Niemczech, Włoszech, Francji czy Rosji (tak, tak!) - spadkowa. Specjaliści od problemów alkoholowych podnoszą, że w Polsce napoje wyskokowe (w tym mocne alkohole) są tanie (zależy, co to słowo dla kogo oznacza; niestety, ich ceny idą w górę i wcale takie niskie, w stosunku do zarobków, nie są) oraz łatwo dostępne (a to akurat prawda, można je kupić w każdym niemal sklepie), nadto sprzedawane są tzw. „małpki”, czyli małe flaszeczki, będące podobno jedną z przyczyn alkoholizmu. Pojawiają s...

Zapić tę beznadzieję

Wielki alarm w liberalnych – i nie tylko – ośrodkach medialnych. Polacy, jak się okazuje, piją coraz więcej, spożycie alkoholu per capita jest obecnie wyższe nawet niż w późnym PRL-u, kiedy podobno pito z beznadziei. Stacje telewizyjne zapraszają takich i owakich specjalistów, którzy niewesoły ów fenomen usiłują tłumaczyć. Jedni mówią, że napoje alkoholowe są w Polsce… tanie (guzik prawda, są bardzo drogie, podobnie jak wszystko inne zresztą), toteż należy podwyższyć ich cenę, a rodacy przestaną po nie sięgać (aha, już to widzę!). Inni wskazują, że sklepów oferujących owe trunki jest w (k)raju nad Wisłą bardzo dużo, można je też kupić na stacjach paliw, toteż trzeba wprowadzić częściową prohibicję, polegającą na ograniczeniach czasu i miejsc sprzedaży alkoholu; cóż, meliniarze na pewno na tym skorzystają, podobnie jak nielegalnie działający bimbrownicy. Jeszcze inni specjaliści argumentują – i mają dużo racji, do czego jeszcze wrócimy – że coraz więcej Polaków po prostu odstres...