Posty

Wyświetlam posty z etykietą mentalność

Na fundamencie krwi

Główne powody, dla których USA wspierają faszystowski Izrael, mają oczywiście charakter stricte biznesowy; chodzi przede wszystkim o zyski z handlu bronią oraz zakorzenienie wpływów korporacji zachodnich na Bliskim Wschodzie. Na to nakłada się polityczna chęć wbicia klina w świat islamski i podzielenia go… co się, niestety, udało. Ale owa wzajemna sympatia między amerykańskim imperium, a jego (bodaj jedynym prawdziwym) sojusznikiem wynikać też może z pewnych powiązań mentalnych, biorących się z tego, że oba państwa mają podobną historię. I jedno bowiem, i drugie powstało na fundamencie krwi ludów podbitych oraz zniewolonych przez Europejczyków. W przypadku Stanów Zjednoczonych chodzi oczywiście o rdzennych Amerykanów, przez stulecia mylnie nazywanych Indianami, niemal doszczętnie wybitych najpierw przez brytyjskich i, w mniejszym nieco stopniu, francuskich kolonizatorów, potem – w XIX wieku – przez niepodległe USA, które zdobywały zbrojnie kolejne terytoria na kontynencie północn...

Prawo nie dla dzieci

W Polsce nie ma ANI JEDNEGO aktu prawnego, który regulowałby sytuację dzieci, m. in. zapewniał im ochronę przed przemocą w domu, szkole czy gdziekolwiek indziej. Jasne, są ustawy i rozporządzenia dotyczącego rodziny i rodziców, władzy rodzicielskiej, opieki nad dzieckiem (ale chodzi w nich o opiekunów, nie podopiecznych!), szkolnictwa, opieki zdrowotnej, Rzecznika Praw Dziecka… lecz same dzieci jako konkretne podmioty dla polskiej legislacji nie istnieją. Jako przedmioty, owszem – ale oznacza to, iż są one postrzegane w przepisach co najwyżej jako elementy składowe rodziny, i to podrzędne, stanowiące niejako własność rodziców czy opiekunów prawnych. Skoro zaś nie ma aktu prawnego o dzieciach i dla dzieci, to i nic dziwnego, że nie istnieją żadne całościowe procedury, które określałyby, co poszczególne organa państwa czy samorządu miałyby robić chociażby w sytuacji, gdy małoletnia osoba jest katowana we własnym domu. Powstaje więc chaos kompetencyjny. Jeśli dziecko ucieknie i zostanie...

Wdrukowany monarchizm

Jak niedawno pisałem, cały ten medialny show wokół śmierci Elżbiety II (taka jedna brytyjska królowa, co przez siedem dekad tronu się oburącz trzymała, firmując kolonializm, neokolonializm, zbrodnie thatcheryzmu i skandale związane z rodziną królewską) miał na celu zwielokrotnienie zysków przez koncerny medialne i nie tylko, a także przysłonięcie innych, znacznie istotniejszych dla świata oraz społeczeństw tematów. Niezależnie jednak od tego, setki milionów ludzi na całym świecie – nie tylko ze Wspólnocie Narodów (czyli państwach złączonych unią personalną z Wielką Brytanią) – zupełnie szczerze rozpaczało po zgonie monarchini (choć podejrzewam, że cieszących się z jej zejścia było co najmniej równie wielu, a jeszcze więcej osób zareagowało obojętnością). Skąd ta rozpacz i ta szczerość? Ano stąd, że monarchia jako ustrój – a wraz z nią boskie niemal uwielbienie dla cesarzy/cesarzowych, królów/królowych, książąt/księżnych – jest wdrukowana w psychikę wielu spośród nas, i to, co ciekawe,...

Dar od Roberta

Robert Biedroń, kandydat Lewicy na prezydenta, jeszcze w niedawnych przecież czasach, kiedy mógł prowadzić normalną kampanię wyborczą, odwiedził Leszno. W tamtejszym Banku Żywności spotkał panią Czesławę, wolontariuszkę-emerytkę. Pożaliła się ona panu Robertowi, że rozwalił jej się tapczan, a na nowy jej nie stać z powodu zbyt niskiej emerytury, marzy zatem o nowym. Tak, są w Polsce ludzie żyjący w takiej nędzy (dziękujemy, panie Balcerowicz!), i to bynajmniej nie tylko seniorzy. Lewicowy kandydat obiecał pomoc – i rzeczywiście, dostarczył pani Czesławie w tym tygodniu nowy tapczan. Pewnie stałoby się to szybciej, gdyby nie PiS-owski zakaz przemieszczania się, dopiero niedawno zniesiony. Ktoś może powiedzieć, że to tylko gest pod publiczkę, element kampanii. Pewnie tak, ale też realna pomoc dla konkretnej osoby. TYLKO dla jednej – powiedzą malkontenci. Zgoda, ale pani Czesławie ta pomoc na pewno nie jest obojętna. No i dobrze, że chociaż jeden polityk spełnia swoje obietnice....

Mentalność jaskiniowca

Dawno, dawno temu nasz świat zamieszkiwały koczownicze plemiona łowców i zbieraczy, popularnie zwanych jaskiniowcami, jako że schronienia szukali w jaskiniach. Nauka wówczas nie istniała, toteż obserwując zjawiska naturalne typu burza, pożar czy epidemia, owi ludzie pierwotni nie potrafili ich wyjaśnić, a że ich umysły wyjaśnień się domagały, no to wymyślono gniew bogów, zsyłających nieszczęścia jako karę za grzechy lub wedle swojego kaprysu. Człowiek z bóstwami rywalizować nie mógł, toteż podczas burzy, pożaru, powodzi, zarazy czy innej katastrofy naturalnej chronili się łowcy i zbieracze w jaskiniach, gdzie czuli się bezpiecznie, próbując nieszczęśliwy czas przeczekać. Czasami strategia ta skutkowała. I taka mentalność jaskiniowca w nas została. Widać to jak na dłoni podczas obecnej pandemii. Co się bowiem dzieje? Ano, pojawił się – jak co roku zresztą – wirus pochodzenia odzwierzęcego. Przeniósł się on na ludzi, przez ludzką drapieżność swoją drogą, no i szerzy się po świecie...

Polska mentalność niewolnicza

My, Polacy, bardzo lubimy chwalić się naszym etosem wolności, podkreślać, jak to wolność cenimy, i jak to przez stulecia o nią walczyliśmy. Nawet morderców kobiet i dzieci prawicowi, a raczej prawaccy propagandyści czynią „bojownikami o wolność”. Niestety, etosu wolności w polskiej kulturze i mentalności nie ma i chyba nigdy (może poza okresem Legionów Polskich i Księstwa Warszawskiego) nie było; mieliśmy i mamy etos powstańczy (przy czym najlepiej, aby powstanie zakończyło się sromotną klęską), z etosem wolności niemający jednakowoż nic wspólnego. Smutna prawda jest taka, że mamy mentalność niewolniczą, samo zaś niewolnictwo przeplata się przez całe nasze dzieje. Prawdopodobnie aż do XIII wieku głównym polskim (przy czym w okresie rozbicia dzielnicowego – poszczególnych księstw piastowskich) towarem eksportowym byli ludzie; Piastowie sprzedawali niewolników zarówno do Europy Zachodniej i Północnej, jak też – chyba częściej i więcej – na Bliski i Środkowy Wschód – tak, mieli...