Posty

Wyświetlam posty z etykietą drogi

Po ciemku

Niedawno po zmroku jechałem samochodem nieoświetloną drogą. Lewym poboczem, czyli prawidłowo, szło dwoje ludzi. Przynajmniej jedno z nich miało odblask, w związku z czym byli doskonale widoczni w świetle reflektorów i dało się ich dojrzeć z daleka, a nie w ostatniej chwili. Bardzo pochwalam ich zachowanie. Sam zresztą, kiedy po zapadnięciu zmroku spaceruję z pieskiem drogami, które niekoniecznie są oświetlone, też noszę odblask. Cóż, mamy czas zimowy i coraz krótsze dni, toteż około 16:00 jest już ciemno, a o 17:00 panuje głęboka noc. Do tego z warunkami atmosferycznymi bywa różnie. Wszystko to sprawia, iż kierowcy mierzyć się muszą z dłuższym niż wiosną czy latem czasem ograniczonej widoczności. Jesień i zima u wielu osób (mnie wliczając) przynoszą też odczucie zmęczenia większego niż w rzeczywistości, co koncentracji nie sprzyja. A wiadomo, jak stresujące i łączące się z pośpiechem jest życie w kapitalizmie. Wychodząc zatem z domu po zmroku, nie zapominam, iż pozostali uczestnic...

Za darmo po autostradzie

Powstał projekt ustawy o bezpłatnych przejazdach autostradami. A raczej drogami oznaczonymi w ten sposób, ponieważ odcinków PRAWDZIWYCH autostrad jest w Polsce niewiele i są one raczej krótkie. Cała reszta to wyroby autostradopodobne, których nawierzchnia jest… hm, różna, na wielu bez przerwy trwają roboty, mają dwa szybko korujące się (nie tylko przed bramkami) pasy, z których jeden często jest stale wyłączony z ruchu na skutek remontów, a stacji paliw i zjazdów jest zbyt mało. Tychże wyrobów w (k)raju nad Wisłą byłoby zresztą o wiele mniej, gdyby nie fundusze unijne i ich jakie takie wykorzystanie przez rząd PO-PSL. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że przejazd WSZYSTKIMI drogami publicznymi, w tym również autostradami, powinien być bezpłatny. To znaczy, niewymagający dodatkowych opłat. Przecież odprowadzamy podatki, zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie; do tych drugich zalicza się między innymi danina zawarta w cenie paliwa, przeznaczona właśnie na budowę i utrzymanie dróg. A niestety...

Mknąc PiS-owską autostradą

Polskie autostrady oceniać można… no cóż, różnie. Jest ich stosunkowo mało, w większości są to dwupasmowe (w związku z czym szybko się blokują, a nawet korkują) wyroby autostradopodobne, nawierzchnia bywa schodkowa, zaś opłaty na bramkach – horrendalne (na szczęście, za przejazd odcinkiem A4, którym kilka razy do roku się przemieszczam, nie trzeba płacić… JESZCZE). Nie zmienia to jednak faktu, że licząc od 1989 roku (świetlane czasy PRL-owskich inwestycji to inna bajka), kolejne polskie rządy jakoś starały się autostradową infrastrukturę rozwijać. Jedne szybciej, inne wolniej, jedne mądrzej, inne głupiej (idiotycznym, przykładowo, pomysłem była prywatyzacja niektórych odcinków autostrad, będąca jedną z głównych przyczyn, dla których za przejazd nimi bulić trzeba tak dużo, a remonty na tych odcinkach są ślamazarne), niemniej coś się w tej materii działo. Najwięcej inwestycji ruszyło, jak łatwo się domyślić, kiedy Unia Europejska przeznaczyła na nie środki. I dlatego taka chociażb...

Na lodzie

Dziś odejdziemy od polityki, religii, mediów, systemów ekonomiczno-społecznych i innych tego typu zagadnień. Chciałbym bowiem poruszyć temat, który mnie ostatnio frapuje. Otóż, zaczęła się nam zima, przynajmniej we wschodnich i południowych regionach Polski, czyli m. in. tam, gdzie mieszkam. Jedni za nią tęsknili, inni nie. Tak czy owak, pada śnieg, temperatura utrzymuje się poniżej zera stopni Celsjusza („Jak jest zima, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”), chodniki i jezdnie są oblodzone. Już od kilku ładnych miesięcy, mimo iż październik, listopad oraz grudzień do nazbyt mroźnych ani śnieżnych nie należały, ludzie zamarzają na śmierć. Głównie oczywiście bezdomni; w tym miejscu warto powtórzyć, iż bezdomność – w poprzednim ustroju, czyli technokracji biurokratycznej, stanowiąca zjawisko marginalne, przynajmniej, odkąd kraj podniesiony został z ruin pozostawionych przez II wojnę światową – w obecnej skali to ponury skutek nieludzkiego systemu kapitalistycznego:...

Głupstwa przedwyborcze

Wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami. A że ich stawka w tym roku jest bodaj najwyższa w historii III RP i bynajmniej nie ogranicza się do tego, czy wybierzemy kandydata obiecującego nowe drogi, czy tego, co chce budować basen, politycy i politykierzy robią, co mogą, by pozyskać nasze głosy. I tak, stojący na czele rządu Jarosława Kaczyńskiego bankster jeździ po całej Polsce (zupełnie, jakby kampania samorządowa pomyliła się mu z parlamentarną, w którą premier, owszem, powinien się zaangażować), podczas ustawionych „wizyt gospodarczych” obiecując gruszki na wierzbie za ciężkie miliardy; skąd te pieniądze zamierza wziąć, tego oczywiście nie precyzuje. Sam Wódz Jarosław też się zresztą uaktywnił i ruszył w podróże po (k)raju nad Wisłą (kolanko już nie boli?), z tym, że on nie tylko składa obietnice bez pokrycia, ale też obraża nas wszystkich. Kampania prowadzona przez Bezprawie i Niesprawiedliwość jest brudna i nieuczciwa, mało też jest w niej tematów stricte samor...