Posty

Wyświetlam posty z etykietą wizyta duszpasterska

Trybiki do pozyskiwania pieniędzy

Katolickie Boże Narodzenie dobiegło końca, co oznacza, że w najlepsze trwa sezon wizyt duszpasterskich, zwanych popularnie chodzeniem po kolędzie. Przypomnijmy: polega to na tym, że księża odwiedzają swoich parafian – często w porze dla nich niezbyt odpowiedniej – poprzedzeni przez ministrantów i/lub scholistki. Kapłanowi za poświęcenie domu, odmówienie kilku modlitw, a czasem też zamienienie z gospodarzami paru mniej czy bardziej uprzejmych słów, „wypada” dać kopertę wypchaną pieniędzmi, natomiast ministrantom i/lub scholistkom – też rzucić parę złotych (dzieciaki akurat zasługują). Gwoli sprawiedliwości napisać muszę, że są księża, którzy widząc trudną sytuację w domu (bieda, choroba, itp.), koperty brać nie chcą – serio, sam takiego pamiętam ze swoich katolickich czasów – a bywa, że i zostawiają. Takich ludzi naprawdę szanuję, tym bardziej, że obawiam się, iż stanowią oni wyjątki, nie regułę. Albowiem okres wizyt duszpasterskich to dla katolickiego duchowieństwa sezon udoju. Ce...

Na zaproszenie

Katolickie Boże Narodzenie – oparte na Solstycjach, Saturnaliach, Godach i Jule – minęło, a to oznacza, że rozpoczął się (w Polsce, bo to, z tego, co się orientuję, nadwiślański jeno zwyczaj) okres wizyt duszpasterskich, popularnie zwanych kolędowaniem. Polega to na tym, że księża z parafii chodzą, w towarzystwie ministrantów i/lub scholistek, od domu do domu, od mieszkania do mieszkania. Tam dzieciaki śpiewają kolędy, kapłan zaś rozsiada się wygodnie przy stole, mniej lub bardziej życzliwie tudzież interesująco rozmawia z parafianami (o ile ma ochotę), czasami je i pije, święci lokum, a na koniec – co stanowi najistotniejszą część całego wydarzenia – bierze datek „co łaska” w kopercie. Przy czym przyzwoici księża (tacy też się trafiają), widząc złą sytuację danej osoby czy rodziny, zostawia kopertę z pieniędzmi; przynajmniej kiedyś zostawiał, bo nie wiem, czy co bardziej pazerni biskupi nie przymusili swoich podwładnych do zaniechania takich działań. Wizyta duszpasterska dla niek...

Wizyta dojarska

Boże Narodzenie – czyli wymyślone w IV wieku n. e. święto, które datę zaczerpnęło od Solstycjów, święta przesilenia zimowego, Godów tudzież Jule – dobiegło końca, przynajmniej w katolicyzmie, bo w prawosławiu dopiero nadejdzie. Jak co roku, księża ruszając więc z wizytami duszpasterskimi, czyli, jak to się kolokwialnie określa, po kolędzie. Towarzyszą im ministranci, scholistki czy inne dzieciaki z obsługi parafialnej. Dwa lata temu COVID-19 się szerzył (teraz zresztą też się pewnie szerzy, tyle że testów się nie robi, więc nie znamy skali zarazy, a że sporo osób jest zaszczepionych i/lub chorobę ową przeszło, skutki są mniej bolesne i tragiczne niż w okresie szczytu pandemii), no to wizyt duszpasterskich nie było. Parafia, do której formalnie przynależę, zamiast nich zorganizowała msze dla mieszkańców poszczególnych bloków; nie poszedłem. Przed rokiem chodzili księża do tych osób, które wcześniej ich zaprosiły, wypełniając odpowiednią deklarację; w tym roku, z tego, co się orientu...

Kolęda i kasa

Firma administrująca blokami w mojej miejscowości wywiesiła ogłoszenie, by samemu odczytać liczniki zużycia wody i podać te dane telefonicznie. Chodzi rzecz jasna o minimalizowanie zagrożenia epidemicznego. I dobrze, mądre to działanie. Pochwalam. Koronawirus wciąż szaleje, zgony się mnożą (mamy jeden z najwyższych wskaźników umieralności na świecie – dzięki, PiS-ie, za nieudolność, i dzięki, antyszczepionkowcy, za zatruwanie ludzkich umysłów durnymi teoriami spiskowymi!), toteż trzeba zachowywać ostrożność, ot, choćby przy załatwianiu spraw o charakterze czysto organizacyjnym. Niestety, księża z lokalnej parafii (a podejrzewam, że wszystkich innych działających w Polsce też) po rozum do głowy nie poszli, skutkiem czego wizyta duszpasterska odbędzie się w tym roku tak, jak to było wcześniej. Czyli przyjdzie kapłan razem z ministrantami lub scholistkami i do drzwi naszych zapuka. Tylko przed rokiem zamiast tradycyjnej „kolędy” organizowano msze dla mieszkańców; nie poszedłem, ale sa...