Posty

Wyświetlam posty z etykietą kwarantanna

Kwarantanna i lockdown

Siedzę sobie w domu na kwarantannie, w związku z czym chciałbym podzielić się z Wami, Drogie Czytelniczki i Drodzy czytelnicy mojego bloga, swoimi przemyśleniami na ten temat. Trafiłem na nią, rzec można, standardowo – wraz z ojcem ciężko chorowaliśmy, toteż lekarz rodzinny zrobił, co powinien, czyli zlecił testy na koronawirusa. U mnie okazał się, na szczęście, negatywny (w zasadzie całkowicie odzyskałem też zdrowie; inaczej zresztą bym tego nie pisał), o taty jednak pozytywny. Ojciec zmarł dzień po wykonaniu testu; jego stan zdrowia gwałtownie się pogorszył i pogotowiu ratunkowemu ani lekarzom ze szpitala, gdzie trafił, nie udało się go odratować. A mnie zgodnie z przepisami wydłużono kwarantannę (skoro drugi domownik miał pozytywny wynik…), no to siedzę, korzystając z pomocy dobrych ludzi. I bynajmniej tutaj nie narzekam; po prostu opisuję, nie wdając się w szczegóły, swoją sytuację. Nie będę w tym miejscu rozstrzygał, czy kwarantanna jest przeżyciem przykrym, czy pozytywnym; te ...

Widok z kwarantanny

Ostatni tydzień przeleżałem ciężko chory, teraz z kolei siedzę w domu na kwarantannie… jeszcze tydzień. W międzyczasie COVID-19 zabrał mi bliską osobę. No, ale pora wracać, na ile to możliwe, do życia, choćby po to, by zatroszczyć się o zdrowie psychiczne. Czyli między innymi czas na powrót do pisania bloga. A tyle jest tematów, które warto poruszyć… Ot, choćby ten: Nielegalnie funkcjonująca grupa kolesiów, jaka pod nie-rządem Bezprawia i Niesprawiedliwości zastąpiła Trybunał Konstytucyjny, opublikowała uzasadnienie październikowego pseudo-wyroku, odbierającego Polkom prawo do aborcji w wypadku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Czyli zmuszającego do rodzenia dzieci martwych lub takich, które na oczach zdesperowanych rodziców umierały będą w nieopisanych mękach przez wiele godzin… dni… tygodni… miesięcy… Innymi słowy, jest to wyjątkowo sadystyczne rozwiązanie – zarówno dla dzieci, jak też ich rodziców – nie ma zatem nic dziwnego, że w październiku ogłoszenie tegoż pseudo-w...

Zamknięte dziecko

Jednym z nowych obostrzeń wprowadzonych przez rząd jest zakaz wychodzenia z domu dzieci i młodzieży, czyli osób w wieku poniżej lat osiemnastu. To znaczy, mogą one lokum swoje opuszczać, ale wraz z osobą towarzyszącą. Niezbyt się to koreluje z pozwoleniem na spacer tylko pojedynczo (tzn. maksymalnie jedna osoba plus pies), no, ale po działaniach PiS-owców logiki nie należy się spodziewać. Celem, przynajmniej oficjalnym, jest zminimalizowane ryzyka, że młode pokolenie przywlecze do domu koronawirusa i zarazi rodziców czy dziadków. Dokładnie z tego samego powodu zamknięto żłobki, przedszkola i szkoły, galerie handlowe oraz im podobne instytucje. Jako laik nie zamierzam oceniać, jak ten nowy pomysł PiS-u wpłynie na walkę z epidemią, niemniej jednak widzę tu kilka problemów. Przykładowo, weźmy dziewczynę w wieku piętnastu lat. Jej matką jest pielęgniarka, ojcem lekarz, oboje zasuwają w szpitalu, walcząc z koronawirusem, ona siedzi w domu, korzystając z e-learningu, ale nie k...

Styl życia w kwarantannie

Jeśli o mnie chodzi, to ta kwarantanna wkurza mnie o tyle, że dopóki trwa, skutecznie uniemożliwia mi spotkanie z przyjaciółką (na szczęście, mam z nią kontakt przez internet). Generalnie jednak, na mój styl życia, schemat codziennej aktywności czy pracę nie wpłynęła jakoś znacząco. Mam typowo domowy zawód (pisarz i bloger), toteż – jak i wprzódy – wychodzę głównie po to, by wyprowadzić psa lub załatwić jakąś ważną sprawę. Podczas takich wyjść unikam bliskiego podchodzenia do innych osób, a spaceruję głównie po miejscach odludnych, czyli po prostu podejmuję środki ostrożności – i to jest główna zmiana stylu życia, jaką wymusiła na mnie cała ta dosłownie chora, czy raczej chorobowa, sytuacja. Ale rozumiem, iż są ludzie, którym jest bardzo trudno się dostosować. Nie wszyscy mogą pracować zdalnie, a ci, którzy muszą to robić, pewnie od kilku tygodni przekonują się, że taka praca też jest ciężka, a może i bywa trudniejsza niż wykonywanie obowiązków w miejscu zatrudnienia. Podobn...

Jeśli się zarażę

Jak już wielokrotnie wspominałem, trwającej właśnie epidemii nie lekceważę, ale też staram się podchodzić do niej rozsądnie, bez paniki i przesadnego strachu. Są wszak choroby, których obawiam się o wiele bardziej niż COVID-19. Na dobrą sprawę, prawdopodobieństwo, że zabije mnie grypa lub powikłania pogrypowe, jest o wiele wyższe niż to, iż śmierć przyniesie mi koronawirus (którym przecież stosunkowo trudno się zarazić; dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa, wystarczy zachowywać dystans od innych osób). Nie wspominam już o raku, którego mogę się nabawić przez smog czy paskudnej jakości imitację żywności sprzedawaną w sklepach wielkopowierzchniowych, ani o depresji, wywołanej z kolei beznadzieją życia w kapitalizmie, zwłaszcza z kryzysem ekonomicznym w perspektywie. Ale o nich też nie myślę na co dzień, gdyż zwariowałbym z tego zamartwiania się. Cóż, ostrożności nie zaniechuję. Z domu wychodzę głównie na spacery z psem (przed epidemią też resztą tak robiłem, bo praca blogera i...

Zły przykład

W mediach trwa ostra dyskusja o tym, czy przesunąć wybory prezydenckie. Nie jest to taka prosta sprawa, są przecież określone wymogi konstytucyjne, a stanu wyjątkowego chyba nikt nie chce. Nie będę zabierał tu głosu, zauważę tylko, iż PiS-owcy zrobią wszystko, by wyborów nie przesunąć, im bowiem później się odbędą – czyli im więcej zawinionych przez tę partię, jej rząd i „prezydenta” Dudę nieprawidłowości w walce z epidemią wyjdzie na jaw – tym mniejsze szanse na reelekcję ma obecna „głowa państwa”. No właśnie, zajmiemy się dziś panem Dudą Andrzejem, ksywa Adrian . Który powoduje duże zagrożenie. Inni bowiem kandydaci oraz kandydatka kampanię wyborczą wstrzymali. Nie organizują wieców ani spotkań z wyborcami, nie jeżdżą po kraju, a jeśli się udzielają, to głównie w internecie (co jest dobrym pomysłem, bo siła oddziaływania Sieci jest wielka i stale rośnie). Jest to zachowanie bardzo odpowiedzialne, mądre i po prostu logiczne. Ale nie Andrzej Duda, który niby to wieców ni...

Wirus, msze i kwarantanna

Dzisiejszy medialny temat numer jeden: czy z powodu epidemii koronawirusa zostaną odwołane msze? Bo skoro na dwa tygodnie zamknięte będą żłobki, przedszkola, szkoły (aczkolwiek nie wszystkie, bo te dla dzieci niepełnosprawnych, traktowane jako ośrodki wychowawcze, nadal mają być otwarte, co nie wygląda zbyt logicznie z punktu widzenia kwarantanny), uczelnie wyższe (tzn, odwołane będę lub przeniesione w przestrzeń on-line zajęcia dydaktyczne, bo prace naukowe trwać mają normalnie), kina, ośrodki kultury tudzież muzea, to dlaczego nie kościoły, gdzie też gromadzi się dużo ludzi? Tutaj nadmienię tylko, że polscy muzułmanie zdecydowali o czasowym zamknięciu meczetów. Czy tego typu działania faktycznie zastopują rozprzestrzenianie się koronawirusa, nie wiem, ani też nie czuję się kompetentny, by to oceniać. Uważam jednak, że znacznie bardziej niż koronawirus niebezpieczne dla życia i zdrowia Polaków, zwłaszcza niezamożnych, są zaporowe ceny leków na zwykłe przeziębienie. Tak c...