Posty

Wyświetlam posty z etykietą przemęczenie

Zaharowani medycy

Czy lekarz może być radnym? Ano, może. I tak, pewien radny dzielnicy Ursus (w Warszawie oczywiście) jednocześnie jest zarazem lekarzem Warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Należał do KO, ale wystąpił z niej; dymisja została przyjęta. A zrobił to, ponieważ rozszedł się wokół niego smrodek. Otóż, okazało się, że rzeczony lekarz-radny w roku 2025 z działalności medycznej uzyskał dochód w wysokości 1,6 mln zł. Czy to źle, nie rozstrzygam; osobiście uważam, że lekarze powinni sporo zarabiać, zawód ten wiąże się wszak z ratowaniem ludzi oraz wymaga naprawdę znaczących kompetencji, ale ich zarobki nie powinny stać w rażącej dysproporcji z płacami np. pielęgniarek czy ratowników medycznych. To wszelako nie wszystko, bowiem dziennikarze Kanału Zero wykryli, iż nasz dzisiejszy bohater w samym tylko Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracować miał...

Dzień zdrowia psychicznego

Mamy dziś 10 października. Niby data jak data; ot, typowy wczesnojesienny dzień. A jednak warto zajrzeć w kalendarz i zatrzymać się na chwilę, gdyż obchodzimy oto Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Zdrowie psychiczne zdefiniować należy jako dobrostan, w którym dana osoba radzi sobie ze stresem (a sami wiemy, w jakim zakresie musimy stawiać mu czoła), wykorzystuje swoje możliwości, uczy się, rozwija, pracuje, utrzymuje zdrowe relacje z otoczeniem oraz przyczynia do rozwoju społecznego. Innymi słowy, chodzi nie tylko o brak chorób tudzież innych dysfunkcji, ale też o poczucie równowagi psychicznej, samorozwój, możliwość samorealizacji. Temu wszystkiemu współczesny świat na każdym nieomal kroku zagraża. Niebezpieczeństwo kreują zwłaszcza rozliczne systemy, w ramach których żyjemy i funkcjonujemy. Stąd nie ma się co dziwić, że u coraz młodszych osób występują depresje, choroba afektywna dwubiegunowa, syndromy wypalenia, myśli samobójcze… W Polsce każdego roku dwa razy więcej osób od...

Społeczeństwo wypalonych

Zaliczamy się do najdłużej pracujących (w REALNYM wymiarze godzinowym, często-gęsto znacząco przekraczającym ustawowy czas pracy) społeczeństw Unii Europejskiej oraz świata, co na zarobki oczywiście się nie przekłada, a na pewno nie pozytywnie. Jak łatwo się domyślić, skutkuje to tym, iż wielu z nas jest przepracowanych, przemęczonych i nadmiernie zestresowanych, zwłaszcza, że harówa czy to w wielkich korporacjach, czy to januszexach z dobrą atmosferą, satysfakcją czy ogólną przyjemnością z wykonywania obowiązków z reguły niewiele ma wspólnego. Nic więc dziwnego, że nawet dwie trzecie polskich pracowników ma objawy wypalenia zawodowego (diagnozuje się je zresztą również u… dzieci i młodzieży, które przecież są nadmiernie obciążone liczbą lekcji, zadaniami domowymi, zajęciami dodatkowymi, itd.). Jest to po prostu stan psychicznego oraz fizycznego wyczerpania, jakie wynika z przeciążenia obowiązkami, zadaniami czy problemami występującymi w miejscu pracy lub powiązanymi z zatrudnieni...

Dobra praca

Jutro 1 Maja, czyli oczywiście Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy. Z tej okazji warto zastanowić się, jakie cechy ma DOBRE zatrudnienie. Po pierwsze, odróżnić trzeba pracę od zapierdolu. Ta pierwsza służy pozyskiwaniu przez wykonującego ją człowieka środków na utrzymanie, powinna oferować możliwość rozwoju (różne rozumianego, w zależności od profesji) i dawać satysfakcję. W pewnych sytuacjach może być błogosławieństwem, na przykład wówczas, gdy pomaga wydobyć się z depresji (piszę z doświadczenia). Ten drugi to wyczerpująca harówka, która wyniszcza człowieka, niekoniecznie gwarantując dochody (znów piszę z doświadczenia); celem zapierdolu jest to i tylko to, aby kapitalista mógł się wzbogacić na maksymalnym wyeksploatowaniu zatrudnionych. W dzisiejszej notce skupimy się na pracy, czyli zjawisku pozytywnym oraz koniecznym. Aby jednak faktycznie czymś takim się ona stała, spełniać powinna kilka warunków. Po pierwsze, skoro jej głównym celem jest pozyskanie środków na za...

Kapitalistyczna droga krzyżowa

Według wszystkich czterech biblijnych (nie wiem, jak to opisano w apokryficznych) Ewangelii, Jezus przeszedł drogę krzyżową, czyli zmuszony był dźwigać krzyż z niekreślonego miejsca w ówczesnej Jerozolimie (dzisiejsze Al-Kuds) na Golgotę (Czaszkę, Miejsce Czaszki), gdzie wykonywano publiczne egzekucje. Chrześcijańska tradycja i obrzędowość wstawiła różne rzeczy, które na tejże trasie miały się przytrafić Jezusowi, przy czym Ewangelie mówią jedynie o skazaniu przez Piłata, ukoronowaniu cierniem i pomocy udzielonej pod przymusem przez Szymona z Cyreny oraz rzecz jasna samym ukrzyżowaniu – acz szczegóły tegoż podają różne (przy czym z wielu powodów podejrzana Ewangelia Jana drogi krzyżowej wcale nie opisuje). Wszystko to bardzo ładnie i ogromnie przejmująco pokazał Mel Gibson w swoim świetnym filmie Pasja . Jak to wyglądało w rzeczywistości, nie wiemy. Nie zlokalizowano ani miejsca, gdzie Piłat sądził Jezusa (najbardziej, moim zdaniem, prawdopodobny wariant określił izraelski profesor ...

Źle ukierunkowane zmartwienia

Kiedy niedawno Barbara Nowacka, ministra (wreszcie prawdziwej) edukacji, ogłosiła, że będzie mniej obowiązkowych prac domowych, znaczna część polskiego społeczeństwa zawrzała. Wrzeli rodzice, dziadkowie i bacie, wujkowie i ciotki, wrzeli ci, co dzieci nie mają, ale po prostu lubią wrzeć. No, bo jakże to tak?! Co te dzieci będą umiały, jak sobie utrwalą wiedzę? Normalnie, w szkole, na lekcjach, zwłaszcza, że padła słuszna zapowiedź odchudzenia podstawy programowej, napakowanej niepotrzebnymi bzdurami. Polskie społeczeństwo jest – obok rosyjskiego, meksykańskiego, południowokoreańskiego i greckiego – najbardziej przepracowanym na świecie. Zaczyna się to już na etapie szkolnym, gdyż, zwłaszcza wskutek PiS-owskich deform, nastoletnie dzieciaki spędzają na lekcjach, odrabianiu zadań domowych tudzież mniej lub bardziej wymuszonych korepetycjach WIĘCEJ czasu niż dorośli pracujący zawodowo. Zaczynają swa aktywność o wczesnych godzinach porannych, kończą natomiast późną nocą, i tak doba w do...

Przemęczony nastolatek

Ileż to się można nasłuchać narzekań na młodzież, konkretnie na nastolatków, zwłaszcza w wieku nakazującym uczęszczanie do szkół średnich. Że leniwi, że nic, tylko by siedzieli na telefonach albo grali – na komputerze/konsoli lub w najlepszym wypadku na boisku. Że niczym się nie interesują, nigdzie nie chodzą. I tak dalej. A ja zastanawiam się, czy ci, co tak narzekają, zdają sobie sprawę, iż osoby w wielu nastoletnim mogą zwyczajnie nie mieć siły ani czasu, żeby zachowywać się inaczej? Dosłownie wczoraj usłyszałem, jak wygląda typowy dzień uczennicy szkoły średniej. Lekcje zaczynają się o 6:30 (zgroza; kiedy ja chodziłem do liceum, pierwsza godzina lekcyjna rozpoczynała się o 7:45, czyli wcześnie, ale do zniesienia). Aby dotrzeć do placówki nader wątpliwej oświaty, dziecko wstać musi półtorej czy dwie godziny wcześniej. W szkole siedzi do późnego popołudnia/wieczora. Potem jakaś godzina na drzemkę czy inny reset mózgu, i korepetycje/zajęcia dodatkowe; nie przypuszczam, by wynikał...

Praca i depresja

Depresja jest zaiste poważną (ŚMIERTELNĄ!!!), nader paskudną chorobą, która – zwłaszcza przy ciężkim przebiegu – wysysa z człowieka wszystkie siły, zarówno psychiczne, jak też (z czego ktoś, kto na nią nie zapadł, ani nie ma ma wśród bliskich nikogo, kto z depresją się zmaga) fizycznych. Taki chory może zwyczajnie nie dać rady zlec się z łóżka i wykonywać codziennej, domowej aktywności, nie wspominając o – w zależności od wieku – nauce czy pracy. W klasycznych powieściach tudzież filmach grozy ofiara wampira w szybkim tempie słabła i obumierała; dokładnie to dzieje się z człowiekiem cierpiącym na depresję (przy czym schorzenie owo pozostaje znacznie groźniejsze niż fikcyjne monstrum żywiące się ludzką krwią). Zastanawiam się, jak często ów objaw manifestujący się w, nierzadko skrajnym, osłabieniu brany jest przez bliskich/znajomych/nauczycieli/szefów za lenistwo. Nic nie robi, gdyż mu/jej się nie chce – osoby z depresją często słyszą tak o sobie, otrzymując przy okazji porady (czyt.:...

Szkoły grozy

Szkolne lata mam już dawno za sobą (z czego się ogromnie cieszę), dzieci nie mam (i mieć raczej nie chcę), a mimo to informacje o tym, co dzieje się z polskim systemem ciemnoty – boć przecież oświatą nazwać się tego guana nie da – do mnie docierają, rzecz jasna głównie za pośrednictwem mediów. I przyznam szczerze, że kiedy czytam w prasie bądź internecie, słucham w radio, albo oglądam w telewizji, jak obecnie wygląda polska szkoła, zgroza mnie ogarnia. A zaraz potem przychodzi radość, że nie mam kilkunastu lat i nie muszę się użerać z tym koszmarem. Za moich czasów placówki edukacyjne nie były zbyt przyjaznymi miejscami. O ile podstawówkę i gimnazjum zapamiętałem raczej neutralnie – jakoś szło to przeżyć, mimo iż zdarzały się patologie typu przemoc – o tyle z liceum wyniosłem głównie przemęczenie wywołane ślęczeniem nad przedmiotami, które ni grzyba nie okazały mi się później przydatne do czegokolwiek, jak również permanentny, codzienny stres wygenerowany już to częstymi sprawdzianami...

Nie przepracowuj się

Warunki życia w polskim kapitalizmie – spatologizowane przez ponure konsekwencje rządów Bezprawia i Niesprawiedliwości, na czele z inflacją i bardzo szybko wzrostem opłat – doprowadziły mnie do depresji oraz próby samobójczej. Pisałem już o tym, nie będę się więc powtarzał. Nie jestem zresztą wyjątkiem; w Polsce na chorobę ową cierpi pewnie kilka ładnych milionów osób, samobójstw na tle ekonomicznym jest u nas kilka tysięcy rocznie, zaś w skali globu naszego kochanego depresja jest w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o przyczyny zgonów. W każdym razie, usiłuję wyleczyć się z niej. Wiem, że czeka mnie długa ku temu droga, a jestem dopiero na jej początku. Nie obędzie się też bez leków oraz specjalistycznej terapii. Dlatego zacząłem uczęszczać do pani psycholog. Niedawno miałem drugą wizytę, z której jestem bardzo zadowolony. Jedną z porad, jakie usłyszałem w gabinecie psychologicznych, było ostrzeżenie przed przepracowaniem. Jak najbardziej słuszne – wszak zbyt dużo nazbyt ciężkiej robo...

Szesnaście zabójczych godzin

Pewien neoliberał, kojarzony z PO, czyli pseudo-opozycją „demokratyczną” (cudzysłów oczywiście nieprzypadkowy) stwierdził niedawno, że jeśli ktoś nie chce pracować szesnaście godzin dziennie, to „jest leniwy”. Jak łatwo się domyślić, wywołał durną ową wypowiedzią jakże uzasadnione oburzenie. Pomijam tu już to, że głosząc podobne brednie, facet robi prezent Bezprawiu i Niesprawiedliwości; jeśli strona „opozycyjna” będzie popełniała tak idiotyczne błędy, uwłaczając społeczeństwu, czyli nam, i stawiając się w roli poganiaczy niewolników, to za Chiny Ludowe nie wygra wyborów (nawet, gdyby – co z każdym dniem wydaje się mniej prawdopodobne – PiS-owcy by ich nie sfałszowali). Po co zresztą miałaby je wygrywać, skoro owa wypowiedź o szesnastu godzinach jest jednym z licznych dowodów, iż pseudo-opozycja chce dla nas identycznego obozu koncentracyjnego z tym, w jaki Polskę transformuje Kaczyński na czele swojej mafii/sekty. Tak naprawdę clou sprawy jest tu inne. Mamy bowiem do czynienia z...

Życie pełne męki

Sam wprawdzie dzieci nie mam (i jest to jeden z elementów mojego życia, zmiany których absolutnie nie pragnę), niemniej synek mojej krewnej rozpoczął właśnie „edukację” (o ile w obecnych polskich warunkach słowo to odpowiada rzeczywistości) w pierwszej klasie podstawówki. Dzieciaczek ma dziennie pięć-sześć lekcji, podczas gdy w moich czasach normą było trzy do czterech. Wymiar czasu spędzonego w szkole zwiększyły mu trzy godziny wuefu tygodniowo, język angielski (w moich czasach jego szkolna nauka rozpoczynała się od klasy czwartej, o ile coś mi się nie pokiełbasiło), no i religia oczywiście. Co gorsza, miałem okazję zaobserwować, jak ciężki plecak nosi ów chłopczyk. Nie życzę mu źle, niemniej obawiam się, że w wieku dwudziestu kilku lub trzydziestu lat może mieć problemy z kręgosłupem; z góry współczuję. Oczywiście, nasz dzisiejszy młodociany bohater nie stanowi wyjątku od reguły; dzieci w jego wieku właśnie tak mają. Ściśle rzecz ujmując, te, rodzice których nie przejawiają przeros...

Wypaleni na wiór

Obchodzimy dziś Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym. Czyli z czymś, co może dotknąć większość z nas. Syndrom ów to zespół objawów powstających w wyniku przeciążenia emocjonalnego i psychicznego, wynikających ze stresu występującego w miejscu pracy. Dotknięta nim osoba czuje się przemęczona, nie ma sił na wykonywanie (w każdym razie porządne i rzetelne) swoich obowiązków zawodowych, nie odczuwa radości z ich wypełniania, może popaść w depresję. Na tę przypadłość szczególnie narażone są osoby pracujące w branżach wymagających częstych, intensywnych kontaktów z innymi ludźmi, np. klientami, pacjentami, petentami, itd. Ale tak naprawdę wypaleniu ulec może każdy pracownik. I wówczas nieodmiennie zagraża – nie tyle on sam, ile ta właśnie przypadłość – efektywności działania całej organizacji, np. firmy. Kiedyś czytałem – co mnie przeraziło – że w Polsce syndrom wypalenia diagnozuje się coraz częściej u… dzieci i młodzieży szkolnej. W sumie, nic w tym dziwnego, skoro nieletni też są w coraz...

Zabójcze przemęczenie

Jedna z telewizji komercyjnych w swoim serwisie informacyjnym powiadomiła wczoraj o tragicznym wypadku drogowym. Samochód zjechał z jezdni i wpadł do stawu. Zarówno kierowca, jak i wszyscy pasażerowie zginęli. Tragizm tego zdarzenia jest tym większy, że byli to bezwyjątkowo ludzie młodzi; żadne z nich nie miało ukończonych dwudziestu lat. Jechali do szkoły i do pracy. Oczywiście, dokładne przyczyny nie są jeszcze znane. W komentarzach na gorąco pojawiła się teza, że do tragedii by nie doszło, gdyby po poprzednim wypadku w tamtym miejscu zarząd dróg naprawił barierkę na zakręcie, oddzielającą jezdnię od feralnego stawu. Policjant mówił o śliskiej nawierzchni, a dziennikarz poinformował o fatalnych warunkach atmosferycznych, jakie wówczas panowały. Cóż, pewnie wszystkie te czynniki odegrały swoją, jakże negatywną rolę. Nie wiadomo, jaki był stan techniczny audi, którym podróżowały ofiary (a że byli to nastolatkowie, fury prosto z salonu nie należy się spodziewać) oraz jego ogu...

Przemęczeni i przepici

Przykro o tym pisać, ale Polacy są w ścisłej światowej czołówce najwięcej pijących społeczeństw. Średnio (tak, wiem, uśrednienia rzeczywistości nie oddają, w tym przypadku mówią jednak o pewnej tendencji) na jednego obywatela (k)raju nad Wisłą powyżej piętnastego roku życia przypada 11 wypitych litrów czystego spirytusu rocznie. Dla porównania, w 2005 r. było to 9,5 litra, w latach natomiast 70. ubiegłego stulecia – około 5 litrów. Tendencja jest zatem wzrostowa, podczas gdy w takich na przykład Niemczech, Włoszech, Francji czy Rosji (tak, tak!) - spadkowa. Specjaliści od problemów alkoholowych podnoszą, że w Polsce napoje wyskokowe (w tym mocne alkohole) są tanie (zależy, co to słowo dla kogo oznacza; niestety, ich ceny idą w górę i wcale takie niskie, w stosunku do zarobków, nie są) oraz łatwo dostępne (a to akurat prawda, można je kupić w każdym niemal sklepie), nadto sprzedawane są tzw. „małpki”, czyli małe flaszeczki, będące podobno jedną z przyczyn alkoholizmu. Pojawiają s...

Przemęczony jak dziecko

Od lat w (k)raju nad Wisłą przybywa dzieci, u których diagnozuje się syndrom wypalenia. Jest to, rzecz jasna, skutek coraz większego przemęczenia. Coś mi się wydaje, że częściowo winę ponoszą tu rodzice, zwłaszcza ci z zasobniejszymi portfelami, którzy – kierując się w sumie dobrymi intencjami, acz niekoniecznie pasjami i zainteresowaniami potomków – zapisują milusińskich na kursy nie tylko językowe (z własnego doświadczenia wiem, że dobrze jest się uczyć języka obcego poza szkołą, bo szkolne lekcje to za mało), ale też tańca, jazdy konnej, karate, origami, itd. Dzieciaczek zatem, nie dość, że męczy się w szkole i nad odrabianiem lekcji, to jeszcze bierze udział w zajęciach, które niekoniecznie go interesują, nie widzi w nich sensu, ale wysiłek wkładać musi. No to się wypala. Niemniej jednak, co można zrzucić na rodziców, to można, ale szkoła sama z siebie też od lat przysparza uczniom coraz więcej obowiązków, także tych związanych z zadaniami domowymi – efekt coraz bardziej roz...