Posty

Wyświetlam posty z etykietą pogoda

Upały i energia

Jest Wam zbyt gorąco? Mnie też. Niestety, odczuwamy skutki katastrofy klimatycznej, zachodzącej od lat i zbierającej coraz gorsze owoce. I nie chodzi tylko o powodowane zbyt rozgrzanym powietrzem zagrożenie dla zdrowia i życia (warto słuchać rad ekspertów, dotyczących przykładowo ograniczenia aktywności fizycznej, niewychodzenia na słońce w najgorętszych porach i oczywiście nawadniania się), lecz także konsekwencje dla całych społeczeństw. Globalne ocieplenie spowodowało wszak, że w wielu miejscach zapanował głód. Ziemia wyschła i nie da się uprawiać roli ani hodować zwierząt. Dotyczy to chociażby Niziny Niniwy, która została zniszczona przez upały i susze już kilkanaście lat temu – a jest to obszar, gdzie narodziło się rolnictwo. Do tego dochodzą coraz liczniejsze pożary; dopiero co przeszły przez kilka krajów europejskich, a chyba wszyscy pamiętamy, jak Australia płonęła parę lat temu. Katastrofa klimatyczna powoduje również inne ekstrema pogodowe, takie jak burze o gigantycznej ...

Odraczanie agonii

Katastrofa klimatyczna radośnie sobie trwa, w kolejnych regionach powodując tragedie: pożary, susze (uniemożliwiające prowadzenie działalności rolniczej, co prowadzi do śmierci godowej), roztopy lodowców tudzież wiecznej zmarzliny (Syberia, północna Kanada, Alaska), ekstremalne zjawiska pogodowe (chociażby tornada w miejscach, gdzie wcześniej ich nie było) i wiele innych. Nie wspominam już o politycznych i społecznych następstwach, typu przybierające na sile migracje (te, z którymi mierzą się obecnie Europa czy USA, są niczym w porównaniu z tym, co będzie, gdy zmiany klimatu pchną MILIARDY ludzi do ucieczki na północ) czy wojny; tematy te zasługują na odrębną analizę. Naszemu gatunkowi (oraz, co jeszcze gorsze, wielu innym) coraz więc trudniej się żyje; przybywa zresztą obszarów, gdzie egzystencja dosłownie przestaje być możliwa lub przynajmniej w miarę bezpieczna. A tam, gdzie jeszcze jako tako można przetrwać, ludzie usiłują jakoś przystosować się go szybko pogarszających warunk...

Śmierć w upale

Z tego, że katastrofa klimatyczna nie jest kwestią przyszłości, lecz TERAŹNIEJSZOŚCI, zdają sobie (a przynajmniej powinni) sprawę wszyscy ŚWIADOMI ludzie. Jeden z głównych jej symptomów stanowi oczywiście to, że jest coraz goręcej – w skali świata bite są kolejne rekordy wysokości temperatur od rozpoczęcia ich pomiarów – acz w poszczególnych miejscach jest to odczuwalne w zróżnicowanym stopniu. Na pewnych obszarach z powodu gorąca i jego szeroko pojętych skutków nie da się już egzystować, w innych rejonach jest to jeszcze możliwe. Przybywa też ekstremów pogodowych; przykładowo, trąby powietrzne i tornada pojawiają się tam, gdzie jeszcze do niedawna nie występowały, a jeśli nawet, to sporadycznie – chociażby w Polsce. Lodowce topią się od lat, a roztopy wiecznej zmarzliny na Syberii, Alasce czy w północnej Kanadzie zmuszają władze do ewakuowania całych miejscowości, gdyż domy toną w tym, co wcześniej było gruntem, oraz do zaprzestania prowadzenia działalności wydobywczej (maszyny ni...

Usmażeni na betonie

Lato się rozwija, fala upałów – takich, że trudno było wytrzymać – za nami, od kilku dni trwa ochłodzenie, acz należy się spodziewać, że będzie ono jedynie chwilowe, a później wróci gorąco, zapewne jeszcze bardziej dokuczliwe niż w czerwcu. Generalnie, mamy katastrofę klimatyczną, temperatura więc wzrasta, a zarazem przybywa ekstremów pogodowych. Tak czy owak, jest to pora roku, kiedy bodaj najmocniej uprzykrza nam życie wszechobecna betonoza. Zalewanie betonem, brukowanie, asfaltowanie wszystkich powierzchni, jakie się tylko da, w szczególności rynków, placów oraz skwerów, jest powszechne zarówno w małych miasteczkach (a nawet w wioskach!), w miastach średniej wielkości, jak również w wielkich aglomeracjach. Innymi słowy, trudno znaleźć w Polsce miejscowość, jaka byłaby od tej patologii wolna. Patologii, gdyż betonoza najczęściej łączy się z likwidacją zieleni miejskiej, a zarazem przyczynia się do poważnych szkód. Jak napisałem, jedną z cech katastrofy klimatycznej są narastające...

Katastrofa i opozycja

Front atmosferyczny przeszedł wczoraj nad Polską. Niby nic niezwykłego, prawda? Wszak ciągle jakieś przechodzą. Ten jednak BYŁ niezwykły, przyniósł bowiem nie tylko śnieżyce, ale też wichury – w niektórych miejscach zasługujące wręcz na określenie huraganu – oraz… grzmoty i pioruny! Tak, w styczniu, zimą! Na portalach społecznościowych znaleźć można liczne komentarze podnoszące, że coś takiego zdarzyło się bodaj po raz pierwszy (osobiście pamiętam jedną tylko śnieżną burzę z grzmotami i błyskawicami, ale chyba nie z piorunami). Nie obyło się bez szkód typu zerwane dachy, zdemolowane podwórka, awarie sieci elektrycznej, itd. Należy się spodziewać, że podobne ekstrema pogodowe (pamiętacie lutowe wichury sprzed dwóch i trzech lat? Albo trąby powietrzne od pewnego czasu praktycznie co roku nawiedzające Polskę?) będą powtarzały się coraz częściej, no i nasilały. Stanowią one bowiem efekty, a zarazem elementy katastrofy klimatycznej. Tak, ona już trwa, następuje, staje się coraz boleśniej ...

Zimno

Jesień w pełni, a wraz z nią nastały chłody. Nie wiem, jak w innych częściach Polski, ale w mojej okolicy nocami temperatury spadają już poniżej zera stopni Celsjusza; kiedy o poranku wychodzę na spacer z czworonożnym przyjacielem, łąka, gdzie z nim chodzę, jest cała zaszroniona, warstwy szronu pokrywają też dachy budynków i pojazdy na parkingu. Cóż, niby rzecz naturalna o tej porze roku (acz, biorąc pod uwagę nabierającą tempa katastrofę klimatyczną, trudno określić, które zjawiska atmosferyczne uznać można za stanowiące normę), niemniej jednak ma swoją nad wyraz ponurą konsekwencję. Otóż, trudno mi nie myśleć o uchodźcach na polsko-białoruskiej granicy, tułających się po podlaskich lasach i cierpiących zimno. Media informują o dziesięciu osobach spośród nich, które zmarły już to z powodu zatrucia grzybami, już to – no właśnie – wychłodzenia (ile NAPRAWDĘ jest ofiar śmiertelnych, trudno określić). A jeszcze nie ma zimy, dopiero jesień się rozkręca. Cieszy, że wielu ludzi dobrej woli ...

Burza

Nad Polską przeszły burze, w niektórych miejscach naprawdę gwałtowne. Szykują się kolejne. Wielu z nas powie, że latem to naturalne, ot, taki sezon. W sumie racja, bo o tej porze roku na naszej szerokości geograficznej normalne jest, że kiedy masy gorącego powietrza stykają się powietrzem chłodnym, następuje spiętrzenie chmur oraz gwałtowne opady. Tak było zawsze, a przynajmniej od czasu, kiedy lądy na naszej kochanej planecie przybrały obecny kształt (cały czas zresztą się zmieniający, tyle że na tyle wolno, iż tego nie zauważamy), a klimat… No właśnie. Wiosenne tudzież letnie burze były i są zjawiskiem naturalnym, niemniej w ciągu mniej więcej ostatniej dekady zdecydowanie przybrały one na gwałtowności; w zasadzie każde przejście frontu burzowego powoduje szkody, niejednokrotnie znaczne: już to podtopienia (a i powodzie bywają), już to zerwane dachy, już to połamane drzewa, już to przerwy (bywa, że długie) w dostawie elektryczności, itd. Dawnej, pamiętam, takie rzeczy zdarzały się,...

Przechodniu, rozejrzyj się

Dziś odejdziemy na chwilę od polityki (jakkolwiek wątek polityczny też się pojawi) i skupimy się na kwestii nader życiowej. Otóż, mamy jesień, jak na razie faktycznie złotą (inna bajka, że tego złota ubywa w miarę postępowania rabunkowego wyrębu lasów). Gorzej, że nastał nam też na najbliższe pięć miesięcy czas zimowy. Czyli najgorszy okres zarówno dla pieszych, jak też dla rowerzystów, kierowców i w ogóle użytkowników wszelkich pojazdów. Zmrok zapada wszak szybko, typowe dla tej pory roku są również deszcz, deszcz ze śniegiem, mgły, a i na śliską nawierzchnię trzeba się przygotować. Rośnie więc ryzyko, że piesi znajdą się pod kołami. Za wypadki z udziałem osób poruszających się na własnych nogach najczęściej obwinia się w mediach kierowców. Niekiedy faktycznie słusznie, bo nie brak piratów drogowych, idiotów jeżdżących na podwójnym gazie bądź ze smartfonem w łapie. Ale nierzadko piesi są sami sobie winni. Niby jest obowiązek noszenia po zmroku odblasków poza obszarem za...

Bo zabetonowane

Na początek mała, acz nader pozytywna dygresja. Składam oto serdecznie wyrazy szacunku dla wszystkich organizatorów, uczestniczek oraz uczestników marszów, demonstracji, parad i innych wydarzeń mających na celu promowanie miłości i sprzeciw wobec przemocy tudzież agresji, jakie odbywały się w ostatnich dniach w licznych polskich miastach. Szczerze przyznam, że tego typu akcje napawają mnie nadzieją, świadczą bowiem, iż nie wszyscy młodzi Polacy przesiąknęli pełnymi nienawiści, prawackimi ideologiami. A teraz do meritum. Lato mamy w pełni, nadeszła też kolejna fala upałów (i niestety suszy), wraz z którymi przypełzły nad Polskę fronty burzowe. Nic w tym dziwnego; zawsze tak jest o tej porze roku, niemniej zachodzące w zbyt szybkim, na skutek działalności człowieka, tempie zmiany klimatyczne zwiększają intensywność tychże zjawisk atmosferycznych. A burza jak to burza – szkód może narobić, zaś niedoborów (wysychających!) wód, w tym gruntowych, na dłuższą metę nie uzupełni. No w...

Na lodzie

Dziś odejdziemy od polityki, religii, mediów, systemów ekonomiczno-społecznych i innych tego typu zagadnień. Chciałbym bowiem poruszyć temat, który mnie ostatnio frapuje. Otóż, zaczęła się nam zima, przynajmniej we wschodnich i południowych regionach Polski, czyli m. in. tam, gdzie mieszkam. Jedni za nią tęsknili, inni nie. Tak czy owak, pada śnieg, temperatura utrzymuje się poniżej zera stopni Celsjusza („Jak jest zima, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”), chodniki i jezdnie są oblodzone. Już od kilku ładnych miesięcy, mimo iż październik, listopad oraz grudzień do nazbyt mroźnych ani śnieżnych nie należały, ludzie zamarzają na śmierć. Głównie oczywiście bezdomni; w tym miejscu warto powtórzyć, iż bezdomność – w poprzednim ustroju, czyli technokracji biurokratycznej, stanowiąca zjawisko marginalne, przynajmniej, odkąd kraj podniesiony został z ruin pozostawionych przez II wojnę światową – w obecnej skali to ponury skutek nieludzkiego systemu kapitalistycznego:...