Posty

Wyświetlam posty z etykietą panika

Rozważni i szaleni

No i znów pandemia COVID-19 stała się medialnym tematem numer jeden. Przyszła wszak jesień, wraz z nią zaś ochłodzenie i słota, a to w zupełnie naturalny sposób poskutkowało nowymi zakażeniami, nie tylko koronawirusem zresztą. Ile tychże zakażeń w (k)raju nad Wisłą realnie jest, trudno określić. Testów wciąż wykonuje się zbyt mało, a co do jakości tudzież miarodajności tych stosowanych pojawiają się coraz liczniejsze wątpliwości. Podawana przez Ministerstwo Zdrowia liczba zarażonych może zatem być o wiele zawyżona lub zaniżona (ten drugi wariant wydaje się, niestety, bardziej prawdopodobny). Sytuacja, w każdym razie, jest poważna, służbie zdrowia grozi bowiem totalny brak wydajności… o ile oczywiście już nie nastąpił. Jak to było wiosną, i w zasadzie trwa nieprzerwanie od tamtej pory, ludzie podzielili się na dwa obozy. Jedni, nastraszeni codzienną medialną propagandą, twierdzą, że koronawirus jest śmiertelnie niebezpieczny, zabije każdego, kto się zarazi, w związku z czym należy z...

Mentalność jaskiniowca

Dawno, dawno temu nasz świat zamieszkiwały koczownicze plemiona łowców i zbieraczy, popularnie zwanych jaskiniowcami, jako że schronienia szukali w jaskiniach. Nauka wówczas nie istniała, toteż obserwując zjawiska naturalne typu burza, pożar czy epidemia, owi ludzie pierwotni nie potrafili ich wyjaśnić, a że ich umysły wyjaśnień się domagały, no to wymyślono gniew bogów, zsyłających nieszczęścia jako karę za grzechy lub wedle swojego kaprysu. Człowiek z bóstwami rywalizować nie mógł, toteż podczas burzy, pożaru, powodzi, zarazy czy innej katastrofy naturalnej chronili się łowcy i zbieracze w jaskiniach, gdzie czuli się bezpiecznie, próbując nieszczęśliwy czas przeczekać. Czasami strategia ta skutkowała. I taka mentalność jaskiniowca w nas została. Widać to jak na dłoni podczas obecnej pandemii. Co się bowiem dzieje? Ano, pojawił się – jak co roku zresztą – wirus pochodzenia odzwierzęcego. Przeniósł się on na ludzi, przez ludzką drapieżność swoją drogą, no i szerzy się po świecie...

Krajobraz po pandemii

Wielu specjalistów – ekonomistów, socjologów, politologów i innych analityków – wieszczy, że najgorsze czasy dopiero przed nami. Ściślej rzecz ujmując, to, co nastąpi po zakończeniu pandemii koronawirusa (a prędzej czy później się ona skończy), będzie o wiele bardziej zabójcze niż ona sama. Mowa oczywiście o kryzysie ekonomicznym, który ma wielkie szanse dotknąć światową gospodarkę i trawić ją przez lata, generując gigantyczne bezrobocie, rozrost nędzy o skali o wiele większej niż dotąd, upadek całej masy branż, itd. Będzie to problem, jako się rzekło, światowy, nieobejmujący bynajmniej jednego tylko państwa czy nawet kilku. Cóż, sam też uważam, że tak właśnie będzie, i tegoż kryzysu obawiam się o wiele bardziej niż koronawirusa. Bo bezrobocie, bezdomność, nędza, w połączeniu z inflacją, która JUŻ szaleje ze względu chociażby na spekulacje cenowe, zabiją bez porównania więcej ludzi niż wiadomy mikrob. Ale są tacy, co na myśl o owym kryzysie już zacierają ręce. I nie chodzi t...

Walka o papier toaletowy

Dawno, dawno temu, bo w roku 1981, na ekrany kin wszedł kanadyjsko-francuski film Walka o ogień ( Quest for Fire ) w reżyserii Jeana-Jacques’a Annauda, na podstawie powieści braci Rosny. Dziś zaliczany jest do klasyki kinematografii, i słusznie, bo to całkiem niezłe dzieło jest. Fabuła była taka: plemię neandertalczyków, którzy umieli podtrzymywać ogień, ale nie potrafili sami go rozpalić, traci swój z trudem hołubiony płomień. Trzech śmiałków wyrusza w niebezpieczną podróż, by znaleźć nowy i wrócić z nim na ojczyste bagno. Ostatecznie, po wielu przygodach, znajdują nie tylko ogień, ale i kobietę Homo sapiens, która potrafi go rozpalić; bohaterowie przyprowadzają ją do swojego plemienia, które przyswaja sobie ową sztukę. Film ów przypomniał mi się, kiedy w ostatnich dniach obserwowałem panikę wywołaną medialnymi informacjami na temat epidemii koronawirusa. Ludzie rzucili się do sklepów, robiąc zapasy już to makaronu, już to ryżu, już to papieru toaletowego. Podobno dochodz...