Patologicznie zaangażowany cyborg
Większość firm – o ile nie wszystkie – wymaga od swoich pracowników zaangażowania. Czyli, w języku kapitalizmu oraz neoliberalnej/neokonserwatywnej ideologii, maksymalnej produktywności, harówy ponad siłę tudzież gotowości do wyeksploatowania.
Nie chodzi zatem o pozytywne zaangażowanie, chętne i solidne wykonywanie zadań zawodowych, lecz o to, żeby być cyborgiem, biorobotem, który będzie jedynie zasuwał, nie miał żadnych innych celów poza pracą/karierą, poświęci jej wszystko, włącznie z życiem osobistym czy rodzinnym. Innymi słowy, człowiek ma się stać istotą całkowicie podporządkowaną wykonywaniu obowiązków zawodowych (przerwy może sobie robić jedynie na czynności niezbędne do biologicznego przetrwania, czyli na jedzenie oraz jak najkrótszy sen) i, ma się rozumieć, kapitalistom. Maszyną, która pracuje cały czas na maksymalnej wydajności.
Rzecz jasna, jest to nader szkodliwe dla zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. A także dla relacji społecznych, życia rodzinnego, samorozwoju… W prostej linii wiedzie do przepracowania i przemęczenia, co rzecz jasna odbija się negatywnie tak na organizmie, jak i na psychice, grozi problemami z układem krążenia, sercem, układem nerwowym, mięśniami, kośćmi, no i oczywiście depresją oraz innymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego.
Jednocześnie ludzie najbardziej pracowici, najwięcej angażujący się w pracę często bywają ofiarami ataków ze strony zazdrosnych czy też słabszych kolegów (tak jak dawni przodownicy pracy, oskarżani, często słusznie, o doprowadzanie do sztucznego zawyżania norm) oraz szefostwa. To ostatnie obwinia ich o porażki, które przecież są nieuniknione, gdy człowiek bierze na siebie coraz to więcej coraz to nowych zadań. Dochodzi do tego, że pracownik taki żyje w ciągłym stresie, bojąc się nieustannie, że to czy tamto mu nie wyjdzie. Każde, lekkie choćby pogorszenie samopoczucia, postrzega jako wielkie nieszczęście, katastrofę. Doprowadzić to może do tragedii, np. samobójstwa czy śmierci z przemęczenia fizycznego.
Praca zaś sama w sobie przestaje być sposobem na uzyskanie środków niezbędnych do życia, czyli po prostu metodą zarabiania pieniędzy. W kapitalizmie ma ona być w zasadzie jedynym elementem życia proletariusza (kapitaliści wszak nie pracują), któremu wszystko inne zostaje poświęcone. Człowiek ma skupiać się wyłącznie na niej, o niczym innym nie myśleć – tak właśnie wygląda patologiczne kapitalistyczne zaangażowanie.
Oczywiście samo w sobie zaangażowanie w pracę jest rzeczą pozytywną, podobnie jak pracowitość. Żadna firma nie będzie wszak trzymała bumelantów (w socjalizmie, kiedy zapanuje, też nie). Niemniej, wszystko musi mieć swoje granice. Zaangażowanie w pracę nie może oznaczać totalnego jej podporządkowania, lecz po prostu solidność wykonywania swoich obowiązków zawodowych. To nie harówa ponad siły, lecz praca w ich ramach. Łatwo to osiągnąć, kiedy lubi się swój zawód. Z kolei pracowitość nie oznacza, że nie ma się innych niż zawodowe celów w życiu. Człowiek pracowity też wszak potrzebuje odpoczynku, rozrywki, relacji z innymi ludźmi…
No właśnie, jesteśmy ludźmi, nie cyborgami. Mamy swoje potrzeby pozazawodowe, a praca ma służyć zdobyciu środków niezbędnych do ich zaspokojenia. Nie możemy stać się biologicznymi maszynami, całkowicie podporządkowanymi kapitalistom.
Dlatego, owszem, angażujmy się w pracę, ale nie całymi sobą. Bądźmy pracowici, lecz nie zasuwajmy ponad siły, nie niszczmy własnych organizmów ani psychiki. W miarę możliwości nie ulegajmy kapitalistycznymi patologiom.
I nie zapominajmy, że to praca jest dla człowieka, a nie odwrotnie.
PS. W poniedziałek notki może nie być, ze względu na ważną sprawę do załatwienia. W razie czego, serdecznie z góry przepraszam.
Komentarze
Prześlij komentarz