Posty

Wyświetlam posty z etykietą stres

Depresja w kapitalizmie

Depresja jest jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych współczesnego świata. W Polsce zmaga się z nią około 1,2 mln osób, a są szacunki mówiące nawet o dwóch milionach. Dysfunkcja ta może skutkować utratą zdolności do normalnego funkcjonowania, nierzadko prowadzi do śmierci. Jej przyczyn jest wiele, do najważniejszych zaliczają się patologie kapitalizmu. Brak sił na cokolwiek, chociażby na to, żeby zwlec się z łóżka. Nieustający smutek, apatia, anhedonia (niezdolność do odczuwania radości, zadowolenia). Poczucie bezsensu. Postrzeganie wszystkiego w czarnych barwach. Myśli samobójcze. To tylko wybrane objawy depresji, jednej z najpowszechniejszych oraz najgroźniejszych dysfunkcji zdrowia psychicznego, plagi współczesnego świata. Jeżeli symptomy takie utrzymują się przez dwa tygodnie lub dłużej, należy bezwzględnie szukać pomocy medycznej. Bez terapii psychiatrycznej i psychologicznej nie da się bowiem wyjść z depresji. Nie jest ona też chwilowym dołkiem, pogorszeniem nastroj...

Aby się zrelaksować

Jak niedawno pisałem, kapitalizm to system, który narzuca warunki życia generujące nieustanny niemal stres, napięcie, lęk. Boimy się o znalezienie pracy, a kiedy już ją mamy, obawiamy się jej utraty, jak i tego, czy zarobki wystarczą na pokrycie stale rosnących kosztów utrzymania. Stresujemy się praktycznie wszystkim; wyzysk, eksploatacja ze strony kapitalistów, rosnące ceny i rachunki… trudno znaleźć coś, co nie wykańczałoby naszego zdrowia, tak fizycznego, jak też psychicznego. Kapitalizm, mówiąc krótko, zabija, powoli i, przynajmniej początkowo, bezboleśnie. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób cierpi na różne dysfunkcje psychiczne, od napadów lęku po depresję, nie zaskakuje, iż przybywa ludzi z problemami serca, układu krążenia czy nerwowego. Nie jest to żadna nowość (w kapitalizmie zmieniają się wszak szczegóły jeno, rdzeń systemu i jego główne elementy pozostają jednakowo patologiczne oraz zabójcze), już przed stu bez mała laty zauważył to amerykański psychiatra, Edmund Ja...

Trzymani w napięciu

Życie w kapitalizmie to jeden wielki koszmar i beznadzieja (przy czym propaganda nieraz skutecznie odwraca uwagę od tego poczucia, nakazując szukać winy nie w systemie, lecz w sobie). Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest stres, zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Nadmierny oraz nieustający. Napięciu temu poddawane są już dzieci. Od najmłodszych lat życia system – nierzadko przy współudziale rodziców – wymaga od ludzi, żeby byli posłuszni i stale dawali z siebie wszystko, co oczywiście na dłuższą metę stresuje oraz wypala. Nic dziwnego, że dzieci w wieku szkolnym zmagają się już z różnymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego. Zwłaszcza, że ciągle poddawane są stresującym bodźcom, płynącym nie tylko ze szkoły czy domu rodzinnego, ale też z, coraz częściej, mediów społecznościowych. Osoby ludzkie od wczesnego dzieciństwa są przy tym nieustająco oceniane – i przez najbliższych, i przez obcych, co rzecz jasna jest kolejnym, nader poważnym stresorem. W ramach tejże oceny mieszczą się różn...

Społeczeństwo wypalonych

Zaliczamy się do najdłużej pracujących (w REALNYM wymiarze godzinowym, często-gęsto znacząco przekraczającym ustawowy czas pracy) społeczeństw Unii Europejskiej oraz świata, co na zarobki oczywiście się nie przekłada, a na pewno nie pozytywnie. Jak łatwo się domyślić, skutkuje to tym, iż wielu z nas jest przepracowanych, przemęczonych i nadmiernie zestresowanych, zwłaszcza, że harówa czy to w wielkich korporacjach, czy to januszexach z dobrą atmosferą, satysfakcją czy ogólną przyjemnością z wykonywania obowiązków z reguły niewiele ma wspólnego. Nic więc dziwnego, że nawet dwie trzecie polskich pracowników ma objawy wypalenia zawodowego (diagnozuje się je zresztą również u… dzieci i młodzieży, które przecież są nadmiernie obciążone liczbą lekcji, zadaniami domowymi, zajęciami dodatkowymi, itd.). Jest to po prostu stan psychicznego oraz fizycznego wyczerpania, jakie wynika z przeciążenia obowiązkami, zadaniami czy problemami występującymi w miejscu pracy lub powiązanymi z zatrudnieni...

Dobra praca

Jutro 1 Maja, czyli oczywiście Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy. Z tej okazji warto zastanowić się, jakie cechy ma DOBRE zatrudnienie. Po pierwsze, odróżnić trzeba pracę od zapierdolu. Ta pierwsza służy pozyskiwaniu przez wykonującego ją człowieka środków na utrzymanie, powinna oferować możliwość rozwoju (różne rozumianego, w zależności od profesji) i dawać satysfakcję. W pewnych sytuacjach może być błogosławieństwem, na przykład wówczas, gdy pomaga wydobyć się z depresji (piszę z doświadczenia). Ten drugi to wyczerpująca harówka, która wyniszcza człowieka, niekoniecznie gwarantując dochody (znów piszę z doświadczenia); celem zapierdolu jest to i tylko to, aby kapitalista mógł się wzbogacić na maksymalnym wyeksploatowaniu zatrudnionych. W dzisiejszej notce skupimy się na pracy, czyli zjawisku pozytywnym oraz koniecznym. Aby jednak faktycznie czymś takim się ona stała, spełniać powinna kilka warunków. Po pierwsze, skoro jej głównym celem jest pozyskanie środków na za...

Kapitalistyczna droga krzyżowa

Według wszystkich czterech biblijnych (nie wiem, jak to opisano w apokryficznych) Ewangelii, Jezus przeszedł drogę krzyżową, czyli zmuszony był dźwigać krzyż z niekreślonego miejsca w ówczesnej Jerozolimie (dzisiejsze Al-Kuds) na Golgotę (Czaszkę, Miejsce Czaszki), gdzie wykonywano publiczne egzekucje. Chrześcijańska tradycja i obrzędowość wstawiła różne rzeczy, które na tejże trasie miały się przytrafić Jezusowi, przy czym Ewangelie mówią jedynie o skazaniu przez Piłata, ukoronowaniu cierniem i pomocy udzielonej pod przymusem przez Szymona z Cyreny oraz rzecz jasna samym ukrzyżowaniu – acz szczegóły tegoż podają różne (przy czym z wielu powodów podejrzana Ewangelia Jana drogi krzyżowej wcale nie opisuje). Wszystko to bardzo ładnie i ogromnie przejmująco pokazał Mel Gibson w swoim świetnym filmie Pasja . Jak to wyglądało w rzeczywistości, nie wiemy. Nie zlokalizowano ani miejsca, gdzie Piłat sądził Jezusa (najbardziej, moim zdaniem, prawdopodobny wariant określił izraelski profesor ...

Świętuj, jak lubisz

Zbliża się Boże Narodzenie/Solstycja/Gody/Jule (zależnie od religii), czyli po prostu kolejne święta. Z tej okazji wiele osób jest coraz bardziej zestresowanych – a to porządkami, a to zakupami (jakże często nadmiernymi), a to „koniecznością” wpisania się w świąteczne tradycje i zwyczaje. Czyli przyrządzenia takich czy innych potraw, zrobienia takiego czy innego wystroju, zaproszenie (lub wproszenia się do) takich czy innych osób, bo jakoby wiadomo, że „święta bez rodziny to nie święta”. Innymi słowy, nadchodzi czas, kiedy liczne osoby będą jadły to, czego nie lubią, celem podtrzymania tradycji na siłę. Z tego samego powodu spotkają się z ludźmi, towarzystwo których uznają za niemiłe. Włożą masę wysiłku, a często też pieniędzy, w dekoracje, które po kilku dniach zdejmą. I zapomną o tym, co we wszystkich świętach (religijnych, państwowych czy osobistych) jest najważniejsze: odpoczynku, radości, chwili wytchnienia. I to dochodzimy do zjawiska, które oceniam jak najbardziej pozytywnie...

Dojazd do roboty

Niedawno młoda Amerykanka z płaczem opowiedziała w internecie o swoich pierwszych doświadczeniach w pracy. Dzienny czas tejże to niby standardowe osiem godzin – acz coraz więcej badań wskazuje, że i tej długości zmiany powinno się skrócić, celem poprawy efektywności wykonywanych zadań oraz zdrowia pracowników – ale dziewczyna musi jeszcze do roboty dojechać i z niej wrócić. A to zajmuje jej tyle czasu, że praktycznie nie ma wolnych chwil na życie pozazawodowe (przyjaciele, rodzina, rozwój zainteresować, itd.), i to właśnie wywołuje u niej rozpacz. Oczywiście niemal natychmiast zaczęto ją wyszydzać – celowali w tym albo ci, co nie znają życia, bo pasą się na pracy innych, albo wypierają własne traumy z początków kariery zawodowej, nie wspominając oczywiście o zwolennikach kapitalistycznego niewolnictwa, którzy nie dostrzegają, że sami są niewolnikami. Pisali, że „księżniczka”, „leniwa”, „rozpieszczona”, radzili: „Niech zmieni pracę i weźmie kredyt” (skojarzenia z pewnym Bronisławem o...

Umierająca psychika

Naukowcy z University of Queensland zweryfikowali dane zebrane przez World Health Organisation’s World Mental Health Survey w latach 2001-2022 (badania zdrowia psychicznego) , pochodzące od 150 tys. ludzi z 29 krajów. To, co określili, budzi zgrozę. Coraz mianowicie częściej, u coraz młodszych osób diagnozuje się schorzenia psychiczne (i neurologiczne, którymi dziś zajmowali się nie będziemy). Już wkrótce u połowy (TAK!!!) ludzi poniżej siedemdziesiątego piątego roku życia w każdym społeczeństwie występowała będzie przynajmniej jedna taka choroba, najczęściej: depresja, alkoholizm, fobie i zespół stresu pourazowego. Przypomnijmy, że w Polsce JUŻ TERAZ co czwarta osoba zmaga się z problemami psychicznymi – wskazują na to oficjalne dane, które najprawdopodobniej są niedoszacowane. A będzie jeszcze gorzej. Naukowcy postulują przeznaczenie większych środków na badania neurologiczne, celem wykrycia przyczyn owej tragicznej sytuacji i leczenia chorób. Oczywiście, jest to konieczne. ...

O maturze słów kilka

No i zaczął się sezon matur. Dziś pierwszy egzamin, jeśli się nie mylę. Wszystkim więc osobom do niego przystępującym, serdecznie życzę powodzenia. Jak obecnie, to znaczy w szkole Czarnka, wygląda matura, nie wiem, ale podejrzewam, że gorzej niż w moich czasach. A przynależałem do drugiego rocznika deformy systemu edukacji (wówczas jeszcze można było o niej mówić, jakkolwiek z coraz większym trudem i cudzysłowem) rządu AWS-UW, która wprowadziła gimnazja i trzyletnie liceum; do szkół owych uczęszczałem. Ze swojego egzaminu maturalnego zapamiętałem głównie to, że rozpoczynając szkołę średnią, nie wiedziałem, jak ma on wyglądać (nijaka polityka informacyjna w tym zakresie nie funkcjonowała, przez co zresztą źle wybrałem profil, fundując sobie trzy lata najgorszego w życiu – serio! – koszmaru), ulgę, że nie musiałem zdawać matematyki (nie była wtedy obowiązkowym przedmiotem maturalnym) oraz to, iż wymagano ode mnie głównie bezmyślnego wypełniania testów (co zmieniło się, gdy poszedłem na...

Jak inflacja psychikę wykańcza

Ukazała się trzecia edycja raportu „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji”. Przeprowadzone na jego potrzeby badania w żadnym wypadku nie napawają optymizmem. Wręcz przeciwnie. Okazuje się, że ponad połowa – dokładnie 50,9 proc. – respondentów obserwuje u siebie pogorszenie samopoczucia lub funkcjonowania psychicznego w związku ze wzrostem cen oraz opłat. Wpływu inflacji na samopoczucie nie odczuwa 37,9 proc. badanych, zaś 11,2 proc. nie potrafi tego określić (bo i nie jest to, wbrew pozorom, takie proste). Według platformy ePsycholodzy.pl, spośród objawów pogorszenia zdrowia psychicznego najczęściej (60 proc.) podawany jest niepokój (dotyka 66,4 proc. kobiet oraz 53,4 proc. mężczyzn, jak również 63,2 proc. osób w wieku 56-80 lat), obniżenie nastroju (55,2 proc. respondentów), stres (41,3 proc.), lęk (35,2 proc.), zaburzenia snu (19,6 proc.). A wszystko to, jako się rzekło, z powodu inflacji! Skoro ponad połowa z nas odczuwa dolegliwości – nieraz bardzo groźne, zwłas...

O depresji słów kilka

A raczej kilka przypomnień. Bo wprawdzie społeczna świadomość na temat depresji wzrasta, to jednak wciąż zbyt wielu ludzi nie ma o niej większego pojęcia (chodzi o wiedzę; osobistego zapadnięcia na tę chorobę naprawdę nikomu nie życzę, nawet takim zbrodniarzom jak Kaczyński Jarosław, Ziobro Zbigniew czy Balcerowicz Leszek). Ale po kolei. Dziś Blue Monday, „niebieski poniedziałek”, ponoć najbardziej depresyjny dzień w roku. Dlatego też w internecie oraz bardziej klasycznych mediach pojawia się wiele informacji – niektóre podane na poważnie, inne w bardziej żartobliwej, przystępnej formie – na temat tejże choroby. I bardzo dobrze; właśnie takie kampanie pozytywnie wpływają na stan świadomości. Dorzucę więc i ja swoje trzy gorsze do tej puli. Skoro sam zmagam się z depresją – spowodowaną przez warunki życia w polskim neoliberalnym kapitalizmie (dziękuję, wszystkie solidaruchy, na czele z Balcerowiczem!) – oraz mam za sobą próbę samobójczą (dziękuję, PiS-owcy, za inflację i wzrost opłat,...

Praca i depresja

Depresja jest zaiste poważną (ŚMIERTELNĄ!!!), nader paskudną chorobą, która – zwłaszcza przy ciężkim przebiegu – wysysa z człowieka wszystkie siły, zarówno psychiczne, jak też (z czego ktoś, kto na nią nie zapadł, ani nie ma ma wśród bliskich nikogo, kto z depresją się zmaga) fizycznych. Taki chory może zwyczajnie nie dać rady zlec się z łóżka i wykonywać codziennej, domowej aktywności, nie wspominając o – w zależności od wieku – nauce czy pracy. W klasycznych powieściach tudzież filmach grozy ofiara wampira w szybkim tempie słabła i obumierała; dokładnie to dzieje się z człowiekiem cierpiącym na depresję (przy czym schorzenie owo pozostaje znacznie groźniejsze niż fikcyjne monstrum żywiące się ludzką krwią). Zastanawiam się, jak często ów objaw manifestujący się w, nierzadko skrajnym, osłabieniu brany jest przez bliskich/znajomych/nauczycieli/szefów za lenistwo. Nic nie robi, gdyż mu/jej się nie chce – osoby z depresją często słyszą tak o sobie, otrzymując przy okazji porady (czyt.:...

Szkoły grozy

Szkolne lata mam już dawno za sobą (z czego się ogromnie cieszę), dzieci nie mam (i mieć raczej nie chcę), a mimo to informacje o tym, co dzieje się z polskim systemem ciemnoty – boć przecież oświatą nazwać się tego guana nie da – do mnie docierają, rzecz jasna głównie za pośrednictwem mediów. I przyznam szczerze, że kiedy czytam w prasie bądź internecie, słucham w radio, albo oglądam w telewizji, jak obecnie wygląda polska szkoła, zgroza mnie ogarnia. A zaraz potem przychodzi radość, że nie mam kilkunastu lat i nie muszę się użerać z tym koszmarem. Za moich czasów placówki edukacyjne nie były zbyt przyjaznymi miejscami. O ile podstawówkę i gimnazjum zapamiętałem raczej neutralnie – jakoś szło to przeżyć, mimo iż zdarzały się patologie typu przemoc – o tyle z liceum wyniosłem głównie przemęczenie wywołane ślęczeniem nad przedmiotami, które ni grzyba nie okazały mi się później przydatne do czegokolwiek, jak również permanentny, codzienny stres wygenerowany już to częstymi sprawdzianami...

Życie pełne męki

Sam wprawdzie dzieci nie mam (i jest to jeden z elementów mojego życia, zmiany których absolutnie nie pragnę), niemniej synek mojej krewnej rozpoczął właśnie „edukację” (o ile w obecnych polskich warunkach słowo to odpowiada rzeczywistości) w pierwszej klasie podstawówki. Dzieciaczek ma dziennie pięć-sześć lekcji, podczas gdy w moich czasach normą było trzy do czterech. Wymiar czasu spędzonego w szkole zwiększyły mu trzy godziny wuefu tygodniowo, język angielski (w moich czasach jego szkolna nauka rozpoczynała się od klasy czwartej, o ile coś mi się nie pokiełbasiło), no i religia oczywiście. Co gorsza, miałem okazję zaobserwować, jak ciężki plecak nosi ów chłopczyk. Nie życzę mu źle, niemniej obawiam się, że w wieku dwudziestu kilku lub trzydziestu lat może mieć problemy z kręgosłupem; z góry współczuję. Oczywiście, nasz dzisiejszy młodociany bohater nie stanowi wyjątku od reguły; dzieci w jego wieku właśnie tak mają. Ściśle rzecz ujmując, te, rodzice których nie przejawiają przeros...

Wypaleni na wiór

Obchodzimy dziś Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym. Czyli z czymś, co może dotknąć większość z nas. Syndrom ów to zespół objawów powstających w wyniku przeciążenia emocjonalnego i psychicznego, wynikających ze stresu występującego w miejscu pracy. Dotknięta nim osoba czuje się przemęczona, nie ma sił na wykonywanie (w każdym razie porządne i rzetelne) swoich obowiązków zawodowych, nie odczuwa radości z ich wypełniania, może popaść w depresję. Na tę przypadłość szczególnie narażone są osoby pracujące w branżach wymagających częstych, intensywnych kontaktów z innymi ludźmi, np. klientami, pacjentami, petentami, itd. Ale tak naprawdę wypaleniu ulec może każdy pracownik. I wówczas nieodmiennie zagraża – nie tyle on sam, ile ta właśnie przypadłość – efektywności działania całej organizacji, np. firmy. Kiedyś czytałem – co mnie przeraziło – że w Polsce syndrom wypalenia diagnozuje się coraz częściej u… dzieci i młodzieży szkolnej. W sumie, nic w tym dziwnego, skoro nieletni też są w coraz...

Przyczyny śmierci

Od grubo ponad roku (zaczęło się, przypomnę, pod koniec 2019 r.) media głównego nurtu straszą nas koronawirusem; przekazują zresztą zróżnicowane, często wzajemnie sprzeczne informacje na jego temat, co sprzyja rozrostowi społecznej niepewności i strachu, z drugiej zaś strony powiększa grono ludzi, jacy na tę pandemię po prostu zobojętnieli. Nawet u kogoś, kto z dużą rezerwą podchodzi do wszelkich spiskowych teorii dziejów, taka medialna polityka musi budzić wątpliwości i skłaniać do myślenia, czy coś się za nią nie kryje… doktryna szoku na przykład. Zostawmy jednak te dywagacje, nie będziemy się dziś nimi zajmowali. Skupimy się na tym, że ostatnio głównym straszakiem jest „angielska odmiana” koronawirusa (inna bajka, że podobno istnieje ponad 15 tys. jego mutacji), bardziej zaraźliwa niż dotychczasowa, a zatem i groźniejsza, powodująca inne nieco objawy, a co w tym wszystkim najgorsze, sprawia, że przebieg choroby jest cięższy u młodych ludzi, podczas gdy wcześniejsze odmiany paskudn...