Posty

Wyświetlam posty z etykietą ludzkość

Zbędna klasa

Bez niech podobno nie byłoby niczego. A tymczasem kapitaliści (nie mylić z przedsiębiorcami) jako klasa społeczna istnieją głównie, a wręcz tylko dlatego, że mają za sobą medialną propagandę oraz państwo, jego aparat represji i nadzoru, usłużnych rządzących tudzież pieniądze; tak, wiele gigantycznych biznesów, w tym największe światowe koncerny i korporacje, funkcjonuje dzięki transferom środków publicznych do prywatnych kieszeni. Oczywiście propaganda głosi, że kapitaliści są „kowalami własnego losu” (swoją drogą, stwierdzenie to jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ zespołu czynników od człowieka niezależnych, jakim jest los, nie da się wykuć ani w ogóle ukształtować), na których opiera się cała gospodarka. Bez ich rzekomej inwencji i pracy nie byłoby nic. Tymczasem to jedna wielka bzdura. Czasy, kiedy kapitaliści – tacy jak Henry Ford, bracia Renault, André Citroën , Tomasz Bata i im podobni – rzeczywiście wymyślali już to nowe, pionierskie technologie, już to metody produkcj...

Dowody na nieistnienie

Jeszcze niedawno byłem wierzącym katolikiem, i to nawet pomimo faktu, że Kościół katolicki coraz mniej mi się podobał, aż dokonałem apostazji (z czego się bardzo cieszę, i co serdecznie polecam). W każdym razie, nie kwestionowałem istnienia Boga, sądziłem też, że czuwa nade mną. Dziś jednak wiem, że on nie istnieje, jest tylko mitem, wymysłem, stworzonym przez ludzi w różnych celach. A oto kilka wybranych dowodów. Pierwszym jest, rzecz jasna, kapitalizm (podobnie jak wcześniejsze systemy społeczno-ekonomiczne, oparte na prywatnej własności środków produkcji). Bóg, gdyby istniał, z pewnością nie pozwoliłby na powstanie tak skrajnie niesprawiedliwego systemu, w którym garstka posiadaczy (mniej niż 1 proc. ludzkości!!!) bogaci się na pracy całych rzesz, pracowników nie stać na utrzymanie, wielu ludzi umiera z głodu, a planeta jest rabunkowo eksploatowana i niszczona. Systemu, który niszczy zdrowie oraz jakże często odbiera życie. Systemu wypranego ze wszystkiego, co dobre. Nieistnie...

Styczniowy deszcz

W pierwszy weekend stycznia zrobiła się zima. Delikatna wprawdzie – niewielki mróz i trochę śniegu – ale jednak. W grudniu, przypomnę, temperatury były najczęściej dodatnie (w dzień, bo nocami spadały), a jeśli coś padało, to głównie deszcz, ewentualnie deszcz ze śniegiem. Teraz styczniowa zima, po kilku dniach zaledwie, znów odchodzi do przeszłości; powietrze się ociepliło, przeto śnieg topnieje, a z nieba pada deszcz, w niektórych rejonach ze śniegiem. Do tego dochodzą porywiste nieraz wiatry. Jest zatem nieprzyjemnie i niezdrowo; częste i dość gwałtowne zmiany ciśnienia atmosferycznego mocno uderzają w osoby zmagające się z sercem oraz układem krążenia, a skoki temperatury powodują, iż nader łatwo można się przeziębić. To u nas, bo są państwa, gdzie ogłoszono alerty przeciwpowodziowe; w niektórych na alertach się nie kończy, gdyż pierwsze podtopienia i wylewy rzek już nastąpiły, niejednokrotnie znaczne. Tak, to wszystko objawy katastrofy klimatycznej. Co roku ich więcej, co r...

Wkurzenie i wymarcie

Grupa aktywistów klimatycznych zastosowała formę protestów polegającą na lokowaniu dróg. Ludzie ci kładą się na jezdni, czasem nawet przyklejając (dosłownie, przy użyciu kleju) do niej, a chodzi im rzecz jasna o uczulanie społeczeństwa na zachodzącą katastrofę klimatyczną oraz jej skutki. Działania takie straszliwie rozsierdzają kierowców. Wysiadają oni z aut, siłą odrywają aktywistów od asfaltu, biją ich, kopią, wyzywają, atakują przy użyciu gaśnic… Mówiąc krótko, zachowują się nader agresywnie (nie wszyscy, jak przypuszczam), za nic natomiast nie chce do nich dotrzeć, że wkrótce nie tylko nie będą poruszali się samochodami (będzie na to zbyt gorąco), ale mogą nie mieć wody, żywności ani innych substancji niezbędnych do życia. Jasne, formy protestów są różne, nie zawsze skuteczne (trafiają się i przeciwskuteczne), niektóre mogą być irytujące dla osób postronnych, jak w omawianych przypadkach. Z jednej strony rozumiem wkurzonych kierowców, choć sam, prowadząc auto, większą mam wyr...

Reaktywacja komór gazowych

Gorąco, coraz goręcej… W Egipcie zarejestrowano rekordowo wysokie temperatury, przekraczające pięćdziesiąt stopni Celsjusza. W ogóle cały basen Morz Śródziemnego (i nie tylko!) zmaga się z iście piekielnymi upałami, pewne ograniczenia przez nie wymuszone wprowadzane są chociażby w Grecji. A jest dopiero początek czerwca, w związku z czym spodziewać się należy, że pogoda w tym roku jeszcze nam pokaże, co potrafi… W przyszłości zaś będzie tylko gorzej. Innymi słowy, katastrofa klimatyczna trwa. Jak wielokrotnie pisałem, główną odpowiedzialność za nią ponoszą kapitaliści i ich chciwość oraz będąca jej skutkiem skrajnie nieracjonalna, stuprocentowo rabunkowa gospodarka kapitalistyczna. Zmierzamy zatem ku temu, iż planeta Ziemia nasza kochana wkrótce zacznie przypominać bezwodną Diunę z powieści Franka Herberta, tyle że oczywiście bez czerwi, przyprawy i Fremenów (żadnych ludzi nie będzie, nasz gatunek bowiem wyginie), bądź też – w wariancie cokolwiek mniej pesymistycznym – świat z filmów...

Zbyt łagodni?

Notka z okazji Międzynarodowego Dnia Ziemi. Niedawno w Warszawie protestowali aktywiści klimatyczni. Czynili, to blokując mosty. Zostali, według licznych informacji – brutalnie, spacyfikowani przez policję. Nic w tym dziwnego; „demokratyczni” politycy i samorządowcy PO (panie Tusk, panie Trzaskowski, proszę się nie rozglądać!) reagują na publiczną krytykę ich działań w sposób równie agresywny, co PiS-owcy… No, ale ileż razy można pisać, że to jedna i ta sama prawica? Osoby biorące udział w tamtym proteście, i w ogóle podnoszące kwestię katastrofy klimatycznej oraz tego, że trzeba ją zastopować, jeśli nie chcemy wyginąć, spotkały się również z agresją werbalną, mniej lub bardziej jawną, na forach internetowych oraz mainstreamowych mediach; pisałem dopiero co o paskudnym zachowaniu dziadersa Mazurka – to właśnie jeden z przykładów. Swoją drogą, ciekawe, dlaczego ludziska reagują oburzeniem, kiedy ktoś od czasu do czasu w imię wyższych racji (jak w tym przypadku, bo na formę protestów k...

Odraczanie agonii

Katastrofa klimatyczna radośnie sobie trwa, w kolejnych regionach powodując tragedie: pożary, susze (uniemożliwiające prowadzenie działalności rolniczej, co prowadzi do śmierci godowej), roztopy lodowców tudzież wiecznej zmarzliny (Syberia, północna Kanada, Alaska), ekstremalne zjawiska pogodowe (chociażby tornada w miejscach, gdzie wcześniej ich nie było) i wiele innych. Nie wspominam już o politycznych i społecznych następstwach, typu przybierające na sile migracje (te, z którymi mierzą się obecnie Europa czy USA, są niczym w porównaniu z tym, co będzie, gdy zmiany klimatu pchną MILIARDY ludzi do ucieczki na północ) czy wojny; tematy te zasługują na odrębną analizę. Naszemu gatunkowi (oraz, co jeszcze gorsze, wielu innym) coraz więc trudniej się żyje; przybywa zresztą obszarów, gdzie egzystencja dosłownie przestaje być możliwa lub przynajmniej w miarę bezpieczna. A tam, gdzie jeszcze jako tako można przetrwać, ludzie usiłują jakoś przystosować się go szybko pogarszających warunk...

Najlepsze prezenty mikołajkowe

Dziś 6 grudnia, czyli Mikołajki, wspomnienie (świętego w katolicyzmie i prawosławiu) Mikołaja, biskupa Miry (miasto w dzisiejszej Turcji), żyjącego i działającego na przełomie III i IV wieku naszej ery. Historycy nie są zgodni, czy był on postacią realną, czy też mityczną – pierwsze przekazy na jego temat pochodzą z VI wieku, co przechylałoby szalę na stronę mitu – niemniej jego świąteczne upamiętnienie wzięło się ze szczodrości, jaką miał przejawiać. Biskupa Mikołaja można by bezproblemowo uznać za jednego z protoplastów komunizmu, rozdawał bowiem swój majątek ubogim, wykupywał więźniów skazanych na śmierć czy finansował posagi niezamężnym dziewczętom, które, gdyby nie wyszły za mąż, skończyłyby jako prostytutki. Ile w tym prawdy, ile legendy, nie rozstrzygam, niemniej postać Mikołaja zapoczątkowała tradycję obdarowywania się prezentami. Bardzo miłą i godną szacunku, rzecz jasna. Jakie zatem są najlepsze prezenty z okazji Mikołajek? Oto kilka z nich: 1) Pokój na świecie – koniec z ...

Koniec antropocenu

W ostatnich tygodniach media zalały informacje (w Polsce, jak zwykle, zbyt mało wyeksponowane, a często wręcz lekceważone) o tragicznej suszy w Chinach; poziom wody drastycznie obniżył się nawet w największych tamtejszych rzekach. Jak to zwykle bywa, katastrofa walnie w gospodarkę, a co gorsza, pogorszy warunki bytowe zwykłych ludzi. Chiny wszelako – zarówno, jeśli chodzi o państwo, jak też o społeczeństwo – sobie z tym poradzą; ich system ekonomiczny oraz stawianie w coraz większym stopniu na zieloną energię być może stanowią jedyną nadzieję na przetrwanie naszego gatunku oraz wielu innych. Znacznie gorzej ma Pakistan, gdzie z kolei doszło do powodzi o gigantycznej skali; znaczna część terytorium owego państwa znalazła się pod wodą. Co to oznacza? Ano, jak łatwo się domyślić: zniszczone budynki (mieszkalne, publiczne, przemysłowe, wszelkie inne), drogi tudzież cała infrastruktura, ofiary śmiertelne oraz rozrost nędzy; jak zawsze i wszędzie, skutki powodzi najboleśniej odczują ci, co...

Zagłada z Brazylii

Kiedy myślimy o politykach, jacy mogą ściągnąć na ludzkość (czyli na nas wszystkich!) zagładę, z reguły stają nam przed oczyma skąpani we krwi wymordowanych ludzi imperialiści, tacy jak Joe Biden (lub jego następcy, bo przecież po zakończeniu jego kadencji, amerykańskie imperium zła nie zmieni swoich działań wobec reszty świata) bądź Władimir Putin. W podejściu tym jest oczywiście sporo racji, gdyż agresywna, imperialistyczna polityka USA czy (w mniejszym stopniu) Rosji faktycznie jest dla naszego gatunku bardzo niebezpieczna, zwłaszcza, iż oba imperia dysponują bronią nuklearną. Prawdopodobieństwo jej użycia jest nikłe… co NIE oznacza, że zerowe. Zresztą, imperium zła i Rosja nie potrzebują bomb atomowych tudzież wodorowych, by sieć śmierć i zniszczenie; w zupełności wystarczą im do tego: broń konwencjonalna, drony i żołnierze. Podobnie rzecz ma się z Izraelem, Arabią Saudyjską, Turcją… Jednakże, od pewnego czasu obserwacje tego, co dzieje się na globie naszym kochanym, skłaniają mni...

Susza i głód

Ludzie uciekają z Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej przed wieloma tragediami. Oto jedna z nich: Irak to państwo zrujnowane NATO-wską (w tym, niestety, z polskim udziałem) inwazją z 2003 r., eksploatacją gospodarczą przez zachodnie koncerny, prowadzoną równolegle z próbą wdrożenia nieludzkiego neoliberalnego porządku gospodarczego, wojnami domowymi i terroryzmem, jakie stanowiły następstwo owej inwazji. A teraz jeszcze na kraj ów spadło kolejne tragiczne nieszczęście. Mianowicie straszliwa susza dotknęła Nizinę Niniwy – obszar o rozmiarach mniej więcej Województwa Opolskiego, stanowiący najżyźniejszy (dotychczas) teren w Iraku, żywiący pozostałe prowincje tego państwa. Niestety, obecnie rolnictwo – a właśnie w tamtym miejscu najprawdopodobniej je wynaleziono – jest tam w zaniku. Zbóż ani innych roślin na terenie Niziny Niniwy praktycznie na da się już uprawiać, i nic w tym dziwnego, skoro temperatury sięgają 50 stopni Celsjusza (nawet jak na klimat Iraku wartości o...

Nadzieja w Chinach

Przepraszam za brak notki wczoraj, ale załatwianie spraw urzędowych zajęło mi (mimo całkiem sprawnej, przyznam, obsługi) nieco więcej czasu, niż planowałem, szczególnie, że musiałem dojechać do innego miasta. No, ale teraz przejdźmy już do dzisiejszego tematu. Ostatnio często pisałem na tych łamach, że katastrofa klimatyczna (JUŻ się ZACZĘŁA, przypominam!) i wywołane przez nią zjawiska społeczne (wojny, gigantyczne migracje, głód, itd.) przyczynią się do wymarcia naszego gatunku. Nie w ciągu setek, tysięcy czy milionów lat, lecz w najbliższej przyszłości, nie wykraczającej poza dwie, może trzy dekady. Czy wobec tego istnieje dla ludzkości jakakolwiek nadzieja na przetrwanie? Jeśli tak, to spoczywa ona w Chinach. Przy czym w mniejszym stopniu w ich ustroju politycznym, a w większym – w systemie gospodarczym. Ma on całą masę zalet, spośród których dwie główne przy pewnej dozie szczęścia, sprowadzającego się do rozwagi rządzących państwami szeroko pojętego Zachodu czy raczej Północy, sp...

Szybkie wymarcie

Pożary trawią Turcję i Grecję, wcześniej pustoszyły inne rejony świata, na przykład Kalifornię czy Syberię (tak!). Topi się wieczna zmarzlina, o czym jest chyba mniej informacji niż o roztapianiu się lodowców. W Iranie zarejestrowano rekordową temperaturę – osiemdziesiąt stopni Celsjusza. We Włoszech też padają lokalne rekordy po tym względem – tam jest blisko 50 stopni Celsjusza w cieniu (w dzień naturalnie). Mało tego, przybywa informacji, że słabnie Golfsztrom, Prąd Zatokowy, mający gigantyczne znaczenie dla kształtowania klimatu na Półkuli Północnej. Tak, dziś znów będzie (między innymi) o katastrofie klimatycznej, stanowiącej kwestię nie przyszłości, lecz teraźniejszości, rozgrywa się wszak na naszych oczach. W sumie, to nie będę teraz powtarzał tego, co pisałem we wcześniejszych notkach na ten temat, czyli, że stanowi ona ponury efekt istnienia kapitalizmu z jego kompletnie nieracjonalną, totalnie rabunkową gospodarką i niebotycznie rozbudowaną konsumpcją, ani, że doprowadzi on...

Największe ludobójstwo

Kiedy mówimy o ludobójstwie, przed oczyma staje nam Holocaust, rzeź w Rwandzie, masakra Nankinu, Rzeź Wołyńska, masowe zbrodnie podczas wojny w Jugosławii, amerykańskie bombardowania Bliskiego i Środkowego Wschodu, itd. Ów tok myślenia jest oczywiście jak najbardziej słuszny. Warto jednak pamiętać, że ludobójstwa bynajmniej nie należą do przeszłości. To największe zaczęło się jakiś czas temu (dokładny moment jego początku trudno określić; raczej mamy tu do czynienia z pewnym procesem) i trwa na naszych oczach. Więcej nawet – jeśli sytuacja się nie zmieni, najprawdopodobniej wszyscy, ale to WSZYSCY staniemy się jego ofiarami. I to już niedługo. Mowa oczywiście o globalnym ludobójstwie, stanowiącym efekt istnienia nieludzkiego systemu kapitalistycznego opartego o skrajnie nieracjonalny, czysto rabunkowy i wyjątkowo destrukcyjny model gospodarczy, sprowadzający się do morderczych działań kapitalistów – prywatnych właścicieli największych koncernów i korporacji, którym pomagają ich kapo:...

Burza

Nad Polską przeszły burze, w niektórych miejscach naprawdę gwałtowne. Szykują się kolejne. Wielu z nas powie, że latem to naturalne, ot, taki sezon. W sumie racja, bo o tej porze roku na naszej szerokości geograficznej normalne jest, że kiedy masy gorącego powietrza stykają się powietrzem chłodnym, następuje spiętrzenie chmur oraz gwałtowne opady. Tak było zawsze, a przynajmniej od czasu, kiedy lądy na naszej kochanej planecie przybrały obecny kształt (cały czas zresztą się zmieniający, tyle że na tyle wolno, iż tego nie zauważamy), a klimat… No właśnie. Wiosenne tudzież letnie burze były i są zjawiskiem naturalnym, niemniej w ciągu mniej więcej ostatniej dekady zdecydowanie przybrały one na gwałtowności; w zasadzie każde przejście frontu burzowego powoduje szkody, niejednokrotnie znaczne: już to podtopienia (a i powodzie bywają), już to zerwane dachy, już to połamane drzewa, już to przerwy (bywa, że długie) w dostawie elektryczności, itd. Dawnej, pamiętam, takie rzeczy zdarzały się,...

Zbliża się koniec

Niedawno na Syberii stwierdzono rekordowo wysokie (dla tamtego regionu oczywiście) temperatury. Na jednej z irańskich pustyń zmierzono osiemdziesiąt stopni Celsjusza! W Ameryce Północnej (USA i Kanada) w miejscach, gdzie wystąpiły rekordy temperaturowe, wybuchają pożary. Niektóre stany, np. Oregon i Meksyk, ograniczają w tym roku lub nawet całkiem zakazują… upraw, bo jest za mało wody. Tam też topią się jezdnie i kable w pojazdach szynowych (sic!), a mosty czekałby ten sam los, gdyby nie polewano ich wodą (widać, na co ona idzie). Tornada i trąby powietrzne coraz częściej występują tam, gdzie nigdy ich nie było, np. w Polsce. Pamiętamy pożary w Australii i tragiczną historię koali Lewisa. W rejonie równikowym wkrótce nie będzie się dało żyć z powodu niemożliwego do wytrzymania upału i suszy; czeka nas wielka migracja miliardów ludzi na północ, migracja, przy której ta wywołana wojnami i nędzą na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej to pikuś. To tylko niektóre przykłady świadczące, ...

Upał

Od kilku dni męczą nas upały. Jedni się cieszą, inni nie, w mediach ostrzegają przed fatalnymi skutkami przegrzania organizmu i informują, jak im zapobiegać, miłośnicy zaś zwierząt dzielą się radami, jak chronić je przed nazbyt wysokimi temperaturami. Generalnie, w tym roku upały i tak pojawiły się dość późno (mamy wszak drugą połowę czerwca, a bywały lata, jakie gorąco zaczynało lać się z nieba w maju lub nawet kwietniu), poprzedzone długim okresem chłodu i słoty, przed którym z kolei mieliśmy – po raz pierwszy od kilku ładnych lat – ostrą zimę. Czyli pory roku niby ułożyły się tym razem prawidłowo… Może i tak, w Polsce, bo gdzie indziej już niekoniecznie. Przykładowo, w Iranie zarejestrowano rekord temperatury – na jednej z tamtejszych pustyń przekroczyła ona 80 stopni... Celsjusza, nie Fahrenheita! Globalnie klimat się zmienia, konkretnie zaś ociepla, co wiadomo od dłuższego już czasu, podobnie jak i to, iż nie mamy tu do czynienia z naturalną zmianą, będącą elementem cyklu egzys...