Posty

Wyświetlam posty z etykietą moralność

Degeneracja miliarderów

Nie milkną echa po ujawnieniu przez amerykańskie organa ścigania (zgodnie z prawem) akt sprawy Jeffreya Epsteina – finansisty, handlarza ludźmi, przestępcy seksualnego i seryjnego gwałciciela. Urządzał on liczne orgie, na które zapraszał już to kapitalistów, już to hollywoodzkie gwiazdy, już to innych przedstawicieli pseudo-elit finansowych z USA i nie tylko. Działy się w ich trakcie straszne rzeczy, w tym gwałcenie dzieci, a pewna meksykańska modelka (dziwnym trafem zaginęła krótko potem) po ucieczce z jednej z takich „imprez” została nagrana, jak w przerażeniu krzyczała o… jedzeniu ludzi; miała na sobie podarta koszulkę z napisem sugerującym, że przeznaczono ją na jedno z dań (modelkę, nie koszulkę). Z tychże ujawnionych akt wynika, że w orgiach, podczas których dochodziło do czynów pedofilskich, brali udział światowej sławy miliarderzy oraz prawicowi politycy, w tym Donald Trump. Wygląda też na to, że Epstein, pracując dla izraelskiego wywiadu, zbierał na nich haki, aby nie przesz...

Pan Radosław nieetyczny

Czy Zjednoczone Emiraty Arabskie są państwem demokratycznym? Nie. Czy świadczenie tam – za grube oczywiście pieniądze – usług doradczych przez europosła Radosława Sikorskiego (z Platformy Obywatelskiej, rzecz jasna) można nazwać korupcją? Nie. Rzecz cała odbywała się jawnie i, z tego, co się orientuję, bez naruszania prawa. Sam zainteresowany twierdzi, że nie było nawet lobbingu. Robienie z tego wielkiej afery to po prostu pompowanie balonika, element politycznej ustawki między pokrewnymi sobie ideologicznie partiami, czyli PiS-em i PO. Dla samego pana Sikorskiego świadczenie usług doradczych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich to zwyczajny biznes. A że nieetyczny, jak każda praca dla dyktatur? Nic w tym zaskakującego. Tam, gdzie w grę wchodzą duże, a już zwłaszcza ogromne pieniądze, o etyce, moralności ani uczciwości mowy nie ma i być nie może, podobnie jak o wolności, prawach człowieka tudzież ludzkim życiu – wszystkie one przestają się liczyć. Owszem, można się wzbogacić – nawe...

Wybór polityczny i moralny

Jak najprościej opisać główną różnicę między polityczną prawicą a lewicą? Ano, w ten sposób: Prawica – zarówno umiarkowana (np. liberalizm, konserwatyzm, chadecja), jak też skrajna (nacjonalizm, faszyzm, nazizm) opowiada się za zamordystycznym „porządkiem” społecznym, przekładającym się na ustrój tudzież gospodarkę, w którym silniejsi podporządkowują sobie słabszych, eksploatują ich i uciskają – to ostanie, by zapobiec buntowi; skrajne prawactwo domaga się nawet mordowania elementów wrogich lub niepożądanych, czy raczej za takowe odgórnie uznawanych. Z kolei lewica (socjalliberalizm, socjaldemokracja, socjalizm, komunizm w licznych swych wydaniach, różne odmiany anarchizmu, itp.) uznaje porządek społeczny bez ucisku, w którym słabsi są chronieni przed przemocą ze strony silnych, wyzysk zastąpiony jest przez sprawiedliwość społeczną, natomiast ludzie nie są traktowani jako „lepsi” czy „gorsi” (innymi słowy, nie ma dyskryminacji), lecz cieszą się równouprawnieniem. Te wizje świata p...

Sumienie i wychowanie

Generalnie, pozostaję zwolennikiem świeckich pogrzebów (ślubów zresztą też, tyle że ślub w życiu człowieka jest wydarzeniem mniej lub bardziej prawdopodobnym, podczas gdy śmierć i pochówek – pewnym); mój wymarzony to rozsypanie prochów. Kiedy rozmawiam na ten temat – przy okazji konwersacji o Kościele katolickim w Polsce – z różnymi swoimi znajomymi (przeważnie chodzi o osoby starsze, które stereotypowo winny być zanurzone mentalnie w dość prymitywnym katolicyzmie w stylu prymasa Wyszyńskiego… no, ale na szczęście stereotypy nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością), z reguły podchodzą one do tego mojego marzenia z pełnym zrozumieniem, podobnie jak do jego uzasadnienia (nie chciałbym, żeby na moim zgonie zarobiła organizacja ukrywająca zbrodnie pedofilskie swoich funkcjonariuszy oraz posługująca się językiem Hitlera, nie Chrystusa, do czego wrócę w dalszej części tekstu). Zdarzają się wszelako wyjątki. Ot, niedawno spotkałem się ze swoją krewną – też seniorką – i rozmowa jakoś tak ...

Nóż

O tragedie typu wojny czy terroryzm nierzadko oskarżane są religie (w naszej części świata najczęściej islam). Częściowo słusznie, ponieważ nader często służą one (podobnie zresztą, jak ideologie polityczne) jako uzasadnienie dla działań wojennych tudzież terrorystycznych, czyli po prostu dla masowego mordowania ludzi. Główną przyczyną tychże zbrodni jest oczywiście prywatna własność środków produkcji i wynikające z niej patologie: niesprawiedliwy podział bogactwa, kapitalizm/imperializm, wyzysk, kolonizacja dokonywana przez korporacje, itd. Niemniej jednak, łatwo jest wykorzystać religię (jakąkolwiek), a raczej wybiórczo z niej zaczerpnięte i w odpowiedni sposób zmanipulowane treści, by zarazić ludzi wzajemną nienawiścią i popchnąć ich do zbrodni o gigantycznej nieraz skali. Licznych przykładów dostarcza nam historia: wojny religijne (np. krucjaty), czystki, ludobójstwa, inkwizycja… Zawsze ktoś na tym zbijał fortunę: liderzy związków wyznaniowych i kapłani, królowie bądź republikańs...

Dobro, zło i Bertold Brecht

Człowiek nawet nie wie, jakie skarby ma w domu. Otóż, robiąc porządki przed Bożym Narodzeniem, relokowałem z szafki do szafki stare książki, które moi rodzice kupili ileś tam lat temu, a które później leżały zapomniane. Pośród nich znalazłem parę naprawdę ciekawych tytułów, także zaliczających się do klasyki literatury. Między innymi była tam Matka Courage i jej dzieci Bertolda Brechta. Wydanie z 1977 roku (co ciekawe, był to okres, kiedy polska gospodarka popadała w coraz większe kłopoty, a mimo to książki wychodziły w nakładach przekraczających ponad 100 tys. egzemplarzy), oprócz tekstu samego dramatu zawierające wstęp o biografii autora i charakterze jego twórczości, a także aneks poruszający temat warsztatu Brechta, przestawień teatralnych rzeczonego dzieła, itd. No to posiedziałem przez weekend na książeczką, dzięki czemu naszły mnie pewne refleksje na temat dobra i zła. Zacznijmy jednak od początku. Bertold Brecht (1898-1956) był niemieckim dramaturgiem, prozaikiem, po...

Kiedy Bóg krwawi

Długo czekałem na możliwość obejrzenia filmu Krew Boga w reżyserii Bartosza Konopki. Nie był, niestety, wyświetlany w żadnym z dwóch kin w pobliżu mojego miejsca zamieszkania, toteż, chcąc nie chcąc, musiałem zaczekać na premierę na DVD. No i w końcu nabyłem płytkę, a na seans poświęciłem niedzielny wieczór. I absolutnie nie żałuję ani wydanych pieniędzy, ani czasu spędzonego przez telewizorem. Akcja rozgrywa się we wczesnym średniowieczu. Na wyspę będącą ostatnim bastionem pogan przybywa rycerz Willibrord (Krzysztof Pieczyński). Ma on misję – ochrzcić mieszkańców; jeśli mu się nie uda, wyrżną ich wojska chrześcijańskiego króla, który szykuje inwazję na tamte tereny. Willibrord wyrusza do ukrytej osady pogan w towarzystwie tajemniczego, a jednocześnie pełnego ideałów Bezimiennego (Karol Bernacki). Kontakt z plemieniem pod wodzą Geowolda (Jacek Koman) i jego córki, Prahwe (Wiktoria Gorodeckaja), będzie dla obu misjonarzy największym wyzwaniem w ich życiu, próbą ich wiary i sumie...

Minimum przyzwoitości

Media głównego nurtu o tym nie wspominają (przyznam, że gdyby nie Facebook, też bym nie wiedział), a tymczasem od tygodnia już trwa protest represjonowanych emerytów mundurowych, którzy gromadzą się pod sądami, domagając się, by te czym prędzej zajęły się rozpatrzeniem ich spraw. Niedawno protestujący otrzymali wsparcie od sejmowej Lewicy (i bardzo dobrze, bo ugrupowania lewicowe MUSZĄ wspierać osoby pokrzywdzone, od tego polityczna lewica po prostu jest!), zwłaszcza od posła Andrzeja Rozenka, który od lat zajmuje się tą kwestią, z konsekwencją i uporem, które budzą mój głęboki szacunek. Protest ów jest rzecz jasna pokłosiem chorej ustawy represyjnej, zwanej też (totalnie, swoją drogą, kłamliwie) „dezubekizacyjną”, z grudnia 2016 roku, która odebrała w całości lub częściowo obcięła emerytury wszystkim osobom, jakie pracowały w instytucjach podległych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych przed 1990 rokiem. Swoje pieniądze stracili zatem byli milicjanci (i policjanci po transformacji u...

Zysk z tygrysa

Przez wiele dni media żyły (czemu nie ma się co dziwić) historią tygrysów jadących transportem z Włoch do Dagestanu (część Rosji), który to transport zatrzymany został na polsko-białoruskiej granicy. Były one w fatalnym stanie, jeden z nich nie przeżył. Na szczęście pozostałe udało się odratować, przejściowo trafiły do poznańskiego zoo, skąd, po podleczeniu, pojadą do Hiszpanii, do ośrodka pomagającego dzikim zwierzętom. Wszystkim ludziom zaangażowanym w pomaganie tym tygrysom należą się wyrazy ogromnego szacunku i uznania. Ale tło całej tej sprawy jest mroczne i pokazujące, jak bardzo zdegenerowanym pod względem moralnym systemem jest kapitalizm. Początkowo media podawały, że w Dagestanie tygrysy trafić miały do cyrku, ostatnio wszelako pojawiają się informacje o prywatnym zoo. A może nie miały zostać ulokowane ani w cyrku, ani w prywatnym zoo, lecz w prywatnym safari, gdzie burżuje z całego świata przyjeżdżaliby, żeby za ciężkie pieniądze rozerwać się, mordując zwierzęta? ...

Wirusy zła

Wśród liberalnych, a często też lewicowych komentatorów uwidoczniła się wściekłość na wyborców, czy raczej wyznawców Bezprawia i Niesprawiedliwości, czemu oczywiście nie ma się co dziwić. W stronę tychże wyznawców/wyborców z liberalnej strony lecą bluzgi i obelgi (a tego już nie pochwalam), wyznawcy/wyborcy nazywani są „głupkami” czy „zdrajcami”. Co poważniejsi komentatorzy usiłują przeprowadzić lepszą lub gorszą socjologiczną bądź klasową analizę decyzji głosowania na PiS, wyjaśnienia przyczyn, dla których wciąż tylu Polaków tę ohydną mafię/sektę popiera. Cóż, podzielę się i ja swoją opinią. Wykrystalizowaną, zastrzegam, nie na podstawie badań, lecz zwyczajnej, nienaukowej obserwacji wyznawców Bezprawia i Niesprawiedliwości, jakich znam – w realu, podkreślam, nie tylko na portalach społecznościowych. A są to ludzie całkiem nieźle sytuowani, toteż PiS-owski niby-socjal (w tym miejscu powtarzam, iż mafia/sekta Kaczyńskiego ŻADNEJ polityki społecznej nie prowadzi, bo nie da si...

Dwa wykłady

W miniony piątek, 3 maja, czyli przy okazji święta państwowego, Uniwersytet Warszawski gościł dwóch wykładowców. Jednym z nich był pan Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny pisma Liberte! (które było współorganizatorem całej imprezy). Drugim – pan Donald Tusk, były premier, były lider PO i obecny przewodniczący Rady Europejskiej. Media, początkowo przynajmniej, skoncentrowały się na tym drugim wystąpieniu. Zwolennicy pana Tuska, od polityków, poprzez publicystów, po wyborców, zachwycali się jego wykładem, lecz niektórzy spośród nich żałowali, że nie wygłosił on deklaracji co do swojej politycznej przyszłości w Polsce. To akurat mnie nie dziwi; Donald Tusk jest na razie na etapie sondowania reakcji potencjalnych wyborców na różne warianty swojej dalszej działalności. Innymi słowy, chce określić, co wywoła najbardziej pozytywny odzew: kandydowanie na prezydenta, liderowania jakiemuś nowemu ruchowi politycznemu, rola intelektualnego tudzież ideologicznego mentora czy jeszcze coś in...

Hołd ku czci psa

Wczoraj, tj. 1 lipca, obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Psa. A że wspaniałe to święto wypadło w niedzielę, kiedy robię sobie odpoczynek od komputera i internetu, czworonogom poświęcę dzisiejszą, poniedziałkową notkę. Przepraszam, że z opóźnieniem. Pies domowy, czyli Canis lupus familiaris , udomowiona forma wilka szarego (trwają spory, czy jest to ten sam, czy też odrębny gatunek; ja w tej materii się nie wypowiadam, nie będąc biologiem) to najwspanialsza istota, jaka chodzi po planecie Ziemi (no i zajmuje poczesne miejsce w, raczkującej na razie, eksploracji przestrzeni kosmicznej, vide Łajka, Biełka i Striełka oraz inni czworonożni kosmonauci). Bez względu, czy przynależy do którejś z nade r licznych ras, czy jest mieszańcem/kundelkiem, pozostaje zwierzęciem mądrym, wiernym, przyjacielskim; przyjaźń między psem a człowiekiem jest największą siłą działającą we wszechświecie. Towarzyszy istocie ludzkiej prawdopodobnie od 17 tys. lat, bo mniej więcej wtedy zaczął się proces...

Piesek oszukany przez kapitalizm

Jednym z problemów nieludzkiego systemu kapitalistycznego, sprawiających, że życie w tym systemie dla większości jednostek ludzkich jest ciężkie i nieprzyjemne (choć wielu ludzi albo sobie tego nie uświadamia, albo winę zwala na podsunięte im przez propagandę kwestie, z kapitalizmem i jego patologiami nie mające nic wspólnego), jest inflacja. Czyli wzrost cen. Dla kapitalistów jest ona, przynajmniej pozornie i krótkoterminowo, korzystna, gdyż generuje większe zyski… no, chyba, że przeistoczy się w hiperinflację, która rujnuje gospodarkę, ale to inna bajka. Czasami jednak nie podnoszą oni cen produkowanych przez siebie towarów z własnej woli, lecz są do tego zmuszani przez czynniki zewnętrzne, np. drożejące paliwa, generujące wyższe koszta transportu. Klienci wszelako, zwłaszcza ci niezbyt zamożni lub biedni – czyli zdecydowana większość KAŻDEGO państwa kapitalistycznego! – nie lubią, kiedy kupowane przez nich dobra bądź usługi drożeją, zwłaszcza, jeśli za wzrostem ich cen ni...