Posty

Wyświetlanie postów z 2026

Klnący Wokulski

Nie ustaje debata na temat Lalki , reż. Paweł Maślona – serialu na motywach arcydzieła Bolesława Prusa. Sześcioodcinkowa produkcja ukazała się w zeszłym tygodniu na Netflix, a w przyszłą środę w kinach premierę będzie miał film pełnometrażowy, będący odrębnym dziełem. Wracając do serialu, jak już pisałem, dyskusja na jego temat zaczęła się na długo przed wejściem na platformę streamingową; teraz, odnoszę wrażenie, biorą w niej udział ludzie, którzy zarówno powieść przeczytali, jak i serial obejrzeli (a przynajmniej próbowali zrobić jedno i drugie). Mnie serialowa Lalka się podobała. Tak, jak to wynikało z zapowiedzi twórców i Netflixa, nie jest to wierna adaptacja literackiego arcydzieła, lecz bardzo luźna wariacja na jego temat. Na tej zasadzie, że współczesne filmy o Batmanie w zasadzie tylko personalia głównych bohaterów mają wspólne z komiksami, jakie ukazywały się w 1939 roku (wtedy Bob Kane i Bill Finger pokazali światu Człowieka-Nietoperza). Innymi słowy, raczej inspiracja, ...

Patologicznie zaangażowany cyborg

Większość firm – o ile nie wszystkie – wymaga od swoich pracowników zaangażowania. Czyli, w języku kapitalizmu oraz neoliberalnej/neokonserwatywnej ideologii, maksymalnej produktywności, harówy ponad siłę tudzież gotowości do wyeksploatowania. Nie chodzi zatem o pozytywne zaangażowanie, chętne i solidne wykonywanie zadań zawodowych, lecz o to, żeby być cyborgiem, biorobotem, który będzie jedynie zasuwał, nie miał żadnych innych celów poza pracą/karierą, poświęci jej wszystko, włącznie z życiem osobistym czy rodzinnym. Innymi słowy, człowiek ma się stać istotą całkowicie podporządkowaną wykonywaniu obowiązków zawodowych (przerwy może sobie robić jedynie na czynności niezbędne do biologicznego przetrwania, czyli na jedzenie oraz jak najkrótszy sen) i, ma się rozumieć, kapitalistom. Maszyną, która pracuje cały czas na maksymalnej wydajności. Rzecz jasna, jest to nader szkodliwe dla zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. A także dla relacji społecznych, życia rodzinnego, sam...

Kościół i śluby w plenerze

Od dłuższego już czasu modne są śluby w plenerze. Zależnie od możliwości finansowych nowożeńcy zawierają związek małżeński na łonie natury: w lesie, na łące, w górach, na sawannie, nurkując w morzu czy oceanie, itd. Co w tym złego? Nic. Nawet, jeśli małżeństwo się rozpadnie, zostaną fajne pamiątki. W sumie, nie dziwię się, że ludzie coraz bardziej to lubią i chętnie decydują się na taką opcję. Plener, natura to ogólnie super sprawa. Można być bliżej przyrody, w miejscu niezanieczyszczonym (o ile takie jeszcze są na naszej umęczonej planecie), cieszyć się walorami natury, po prostu odpocząć od murów i betonów. Organizowanie ważnych życiowych wydarzeń, takich właśnie jak ślub, na łonie natury jest znacznie przyjemniejsze niż tkwienie w takim czy innym pomieszczeniu, niekiedy pozbawionym klimatyzacji (przebywanie w takim miejscu podczas letnich upałów to zaiste nic przyjemnego). Ale nie wszyscy są z tejże mody zadowoleni. Kościół katolicki jest generalnie przeciwny ślubom w plenerze. W...

Negujący ludobójstwa

Chyba każdy trzeźwo myślący, znający historię (na poziomie choćby podstawowym) i jako tako wrażliwy człowiek wie i przyznaje, że Holocaust był jedną z największych zbrodni przeciwko ludzkości, straszliwym ludobójstwem, którego nikt ani nic nie może usprawiedliwiać. Niemniej są – rzecz jasna, skrajnie prawicowi – politykierzy, którzy ów fakt kwestionują. Zalicza się do nich między innymi „polski” (cudzysłów, rzecz jasna, nieprzypadkowy, jako że bestia ta więcej ma wspólnego z Putinowskim caratem niż z Polską) hitlerowiec o nazwie Grzegorz Braun. Kilka ładnych razy negował on fakt popełnienia Holocaustu przez nazistów, a komory gazowe w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau nazywał „fake’em”. Z tego powodu usłyszał, jakże słusznie, zarzuty, a Europarlament (gdzie zasiada, pasąc się na naszych pieniądzach, mimo iż jest fanatycznym wrogiem Unii Europejskiej) uchylił mu immunitet. I bardzo dobrze! Zarówno ten nazistowski zwyrodnialec, jak i każdy politykier czy działacz jakiejkolwiek organi...

Film i faszyści

Yuval Abraham i Rachel Szor to dwoje izraelskich (co ważne) filmowców, którzy nakręcili film dokumentalny NAZA , nagrodzony na obecnym Festiwalu w Wenecji. Z tego, co o nim czytałem (obejrzę, kiedy będę miał taką możliwość), opiera się on na wywiadach z izraelskimi wojskowymi, którzy opisują, jakie procedury i systemy stosowane są przez IDF do namierzania i mordowani a cywilów w Strefie Gazy. Tak – CYWILÓW. Nie uzbrojonych bojowników Hamasu czy innej palestyńskiej organizacji militarnej, lecz zwykłych mężczyzn, kobiet i dzieci. Tu przypomnę, że od października 2023 roku roku, wedle (prawdopodobnie zaniżonych) danych palestyńskiego Ministerstwa Zdrowia, izraelscy zbrodniarze w Strefie Gazy zamordowali ponad 73 tys. osób, z czego niemal wszyscy to cywile właśnie . Pisałem o tym wielokrotnie, nie będę się więc teraz wdawał w szczegóły. A z filmu Abrahama i Szor wynika niezbicie, że to właśnie oni są celem, a nie, jak głosi propaganda, przypadkowymi ofiarami wojny. Między innymi zresz...

Kłótnia o klasykę

Już wkrótce na ekrany wejdą aż dwie – odrębne, co należy zaznaczyć – ekranizacje Lalki Bolesława Prusa. W tym tygodniu premierę będzie miał serial na platformie Netflix, z kolei 30 września do kin wejdzie film pełnometrażowy. O ile ten drugi zapowiada się na w miarę wierną (acz z pewnością będą duże skróty) adaptację literackiego oryginału, o tyle już wiadomo, że serial będzie raczej jego luźną artystyczną interpretacją, w dodatku mocno uwspółcześnioną. Co z tego wyjdzie, oczywiście dopiero się przekonamy. Ale już teraz słychać wielkie oburzenie – że jak to można tak traktować klasykę, to przecież profanacje. Nie brak również komentatorów, którzy z góry przekreślają film kinowy, ze względu na obsadę chociażby. Dla mnie takie podejście jest głupie. Nie da się sensownie ocenić dzieła, którego się nie poznało. Przykładowo, widziałem kiepskie zwiastuny wspaniałych filmów. A obie Lalki dopiero będą miały swoją premierę, jeszcze więc nie wiadomo, czy są to dzieła dobre, czy złe (dotyc...

Państwo nieżydowskie

Przed laty, jeszcze studentem będąc, usłyszałem opinię jednego z wykładowców (pozdrawiam serdecznie) – podzielił się nią normalnie, na zajęciach – że likwidacja Izraela byłaby korzystna gospodarczo dla Polski. Nad Wisłą osiedliłoby się bowiem kilka milionów szybko się mnożących i, co ważniejsze, przedsiębiorczych osób; wielu wszak Izraelczyków ma polskie korzenie. Cóż, opinia to z pewnością ciekawa. Obserwując wszelako współczesny Izrael, widzę w tej logice myślenia pewne niedociągnięcie. A jest nim założenie, że Izraelczycy są takimi samymi Żydami jak tamci sprzed II wojny światowej, spośród których wielu rzeczywiście było urodzonymi przedsiębiorcami, i którzy dla gospodarki kraju zamieszkania dużo dobrego robili. Niestety, ludzi tych już nie ma; zostali wszak wymordowani podczas Holocaustu, jednego z najgorszych ludobójstw w dziejach ludzkości. Tylko nieliczni ocaleli; ich potomkowie żyją dziś w większości w USA (i chociaż niekiedy rzeczywiście poszukują polskich korzeni czy uzysk...

Drogie mydelnice

Volkswagen, największy koncern motoryzacyjny Europy i drugi na świecie, przeżywa poważne problemy finansowe. Kryzys, nie ma się co oszukiwać. Z jego wyrobów obecnie dobrze sprzedają się jedynie… firmowe kiełbaski z curry, pierwotnie przeznaczone do kantyny fabrycznej, obecnie dystrybuowane również w sklepach. Z samochodami marek Volkswagen, Skoda, Seat i Cupra, Audi, Porsche (ma autonomię w ramach koncernu), Bentley, Lamborghini i Ducati (produkuje włoskie motocykle sportowe) jest już znacznie gorzej. Koncern stanął oto przed wizją… no, może jeszcze nie bankructwa, ale z pewnością będzie musiał zwolnić tysiące pracowników, zamknąć niektóre fabryki (polskie, ze względu na niższe niż w Niemczech koszta pracy, są niezagrożone… na razie) i być może pożegnać się z kilkoma swoimi markami. Obecnie trwają negocjacje w ramach zarządu, które są oczywiście nader trudne. Tak czy owak, zagrożeni są również liczni podwykonawcy – jeśli spadnie im liczba zamówień na części, tapicerki i im podobne e...

Przeciwnicy zdrowej diety

W tym roku szkolnym wdrożono bardzo ważną reformę. Otóż, w szkolnych i przedszkolnych stołówkach jest mniej mięsa, a więcej owoców i warzyw. Nazywa się to dietą planetarną, ponieważ jest dobre dla Ziemi; nadprodukcja mięsa to jeden z głównych czynników katastrofy klimatycznej, przeto zdecydowanie warto ją ograniczyć. Poza tym, jest po prostu zdrowsza. Homo sapiens zwierzęciem jest roślinożernym, jego uzębienie przystosowane jest do gryzienia i żucia pokarmu roślinnego, a układ trawienny – do trawienia tegoż. Mięso człowiek jeść może jeno w sytuacji awaryjnej, tzn. gdy nie ma dostępu do menu roślinnego; zauważono to już w starożytności. Nadmiar mięsa szkodzi, chociażby z tej przyczyny, że jest ono dla nas rakotwórcze (zwłaszcza niektóre jego rodzaje) i wywołuje liczne choroby. Nowa szkolna i przedszkolna dieta wyjdzie więc dzieciom oraz młodzieży na zdrowie. Nie tylko będzie przyjaźniejsza dla środowiska naturalnego, ale też sprawi, że młode organizmy rozwijały się będą lepiej. Oc...

Niedziele, handel i związki

W roku 2018, czyli pod PiS-owskim nie-rządem, weszła w życie ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele. W dni owe tylko stacje benzynowe i kilka innych wyznaczonych punktów może prowadzić działalność handlową, na drobne sklepy nałożone są ograniczenia (mogą być otwarte, ale pod warunkiem, że za ladą stoi właściciel), duże markety, galerie i im podobne obiekty mają być zamknięte – z wyjątkiem kilku wyznaczonych niedziel w roku, kiedy handlować można swobodnie. Rozwiązanie to formalnie wdrożono na wniosek „Solidarności”, w praktyce wszelako stał za nim Kościół katolicki. Nie chodziło wcale – jak głosiła propaganda – o zapewnienie pracownikom sektora handlowego czasu wolnego, lecz o przeciwdziałanie laicyzacji. Biskupi uroili sobie, że coraz mniej ludzi uczęszcza na niedzielne msze, bo wolą iść na zakupy, toteż kiedy przymknie się centra handlowe, ci sami ludzie przyjdą na msze. Oczywiście tak się nie stało, ale niedziele niehandlowe pozostały. Rozwiązanie ma swoje wady i zalety, z bie...

Hitlerowskie ostrzeżenie

Szok i niedowierzanie wśród polskich demokratów. Oto w niemieckim landzie Saksonia-Anhalt, leżącym w dawnej NRD, wybory lokalne wygrała skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), czyli nic innego, jak nowa wersja hitlerowskiej NSDAP. Różnica jest taka, że partia szurniętego malarza ideologicznie bazowała na antykomunizmie, antysocjalizmie i ogólnie antylewicowości, później na antysemityzmie i nienawiści do Słowian, natomiast AfD uderza w imigrantów (w tym Polaków – taka informacja dla polskich idiotów popierających to polityczne guano), Unię Europejską i ogólnie wszystko, co nie niemieckie. Wykazuje też tendencje rewizjonistyczne w stosunku do granicy polsko-niemieckiej (a mimo to w Polsce są idioci, co popierają to guano). Poza tym, same podobieństwa, na czele z kwestionowaniem demokracji i praw człowieka. O chęci reaktywowania obozów zagłady politykierzy AfD nie mówią głośno, ale to nie znaczy, że o tym nie myślą… Wielu komentatorów obawia się, że to dopiero początek drogi ...

Dlaczego nie wrócę

Nawet, gdybym przypadkiem odzyskał wiarę w Boga (a wielce wątpliwe, by tak się stało; III RP i zło na świecie skutecznie mnie z niej wyleczyły), nie wrócę do Kościoła katolickiego. Jednym z powodów jest oczywiście to, co stało się na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu. Kuria zachowała się niczym średniowieczny feudał, sprzedając teren wraz z zamieszkującymi go ludźmi, a potem, przy użyciu państwowego aparatu terroru, zaczęła wyrzucać ich z domów. Podobna sytuacja (zbrodnia) powtórzyć się może w całej Polsce, a w zasadzie w każdym państwie, gdzie Kościół katolicki zapuścił macki swe lepkie. Cóż, nie chcę należeć do organizacji, która tak postępuje. A postępowanie owo, jakkolwiek odrażające i godne potępienia, bynajmniej nie jest najgorszą zbrodnią owego związku wyznaniowego. Przecież przez wieki całe, wręcz grubo ponad millenium, Kościół katolicki masowo mordował ludzi, i to w wyjątkowo okrutny sposób. Już to wyniszczał całe nacje czy plemiona, jakie nie chciały się ochrzcić, już to m...

Szkodnik

Rozumiem, dlaczego Mieszko I to zrobił. Potrzebował kadr do zarządzania szybko rozrastającym się w drodze podbojów i na ekonomicznej bazie handlu niewolnikami władztwie (państw w dzisiejszym rozumieniu jeszcze wtedy nie było), czyli ludzi umiejących chociażby czytać i pisać (sami wojownicy nie wystarczali do skutecznego rządzenia), a tych dostarczyć mógł jedynie Kościół. Przyjął więc książę Mieszko I chrzest. Gdyby zresztą go nie przyjął, on sam lub jego potomek tak czy owak zostałby do tego zmuszony przez zachodniego sąsiada, tyle, że wówczas doszłoby do rzezi lokalnej ludności. Chrześcijaństwo i Kościół były zatem Mieszkowi I potrzebne do władania. To zrozumiałe, choć nadejście tej religii dla Słowian było kulturową tragedią (z drugiej strony, obecnie Słowiańszczyzna się odradza, rodzimowierstwo wliczając, z czego, jak kilka razy pisałem, bardzo się cieszę). Dziś wszelako Kościół katolicki w Polsce zalicza się do największych szkodników, zwłaszcza od 1989 roku; nie był nim chyba z...

Alfons i dzienniczek elektroniczny

Weta lokatora Pałacu Prezydenckiego, niejakiego Nawrockiego Karola zwanego Alfonsem i Batyrem, są w większości szkodliwe. Kosztowały już polski budżet (czyli nas wszystkich!) ponad osiem miliardów złotych, nie dopuściły do wejścia w życie pożytecznych rozwiązań, utrzymały liczne patologie. Przykładem jest to, któremu poświęcona zostanie dzisiejsza notka. Oto zaczął się nowy rok szkolny. Wraz z jego początkiem w aplikacji mObywatel miał być dostępny państwowy eDziennik, czyli nic innego, jak elektroniczny dzienniczek szkolny. Dzięki niemu rodzice pozyskiwaliby wiedzę o ocenach swoich pociech, ich obecności (lub nieobecności) na lekcjach, zachowaniu, informacjach klasowych i tym podobnych sprawach. Podobne rozwiązania już funkcjonują, tyle że w postaci aplikacji przygotowanych przez prywatne koncerny informatyczne, oczywiście dla zysku. Ale eDziennika nie będzie, bo Alfons zawetował ustawę. Jakoby w obawie o bezpieczeństwo danych osobowych i w odpowiedzi na apel środowiska nauczycie...

Ponure dziedzictwo

Dziś czterdziesta szósta rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych między rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a komitetami strajkowymi; na ich mocy m.in. zalegalizowano NSZZ „Solidarność”, wokół którego to związku zawodowego narodził się cały ruch społeczny. Z tej okazji obchodzimy Dzień Solidarności i Wolności. Czy jednak słusznie? No, niekoniecznie jest co świętować. Niestety, sterowana przez Watykan i CIA „Solidarność” porozumień dotrzymać nie chciała, obumierała też jako ruch robotniczy, zmieniając się w klerykalną, nacjonalistyczną targowicę o charakterze antypaństwowym. Stawiała coraz to nowe żądania, niemożliwe do zrealizowania, nieuzasadnione zaś strajki pogłębiały kryzys gospodarczy. Z kolei władze PRL krępowane były przez doktrynę Breżniewa. Efektem konfliktu wywołanego przez „Solidarność” była tragedia w postaci stanu wojennego. Jednakże strona solidarnościowa doszła do władzy w 1989 roku; wyodrębniały się z niej poszczególne prawicowe partie polityczne, ewoluując...

Czynniki rozleniwienia

Wedle kapitalistycznej i prawicowej (liberalnej, konserwatywnej, faszystowskiej, itd.) propagandy, świadczenia socjalne wszelkiego typu rozleniwiają. Sprawiać bowiem mają, że pobierającemu je człowiekowi nie chce się pracować; niby to lepiej żyć z socjalu, niż tyrać. To oczywiście bzdura na resorach, a już na pewno w Polsce. Świadczenia socjalne są u nas szczątkowe, mizerne i trudno dostępne, nawet dla osób najbardziej potrzebujących. Zdecydowanie nie da się z nich utrzymać, jakżeby więc miały zniechęcać beneficjentów do podejmowania pracy? Zresztą, samo ich otrzymanie nie jest prostą sprawą, aby je uzyskać, trzeba pokonać własne lenistwo i włożyć sporo wysiłku w załatwianie spraw biurokratycznych. No i progi dochodowe są absurdalnie niskie, nie mają zdecydowanie zbyt wiele z kosztami utrzymania. Prawda zresztą jest taka, że zasiłek dla osób bezrobotnych oraz zarabiających poniżej progu ubóstwa (który musi zostać pilnie podniesiony, i to znacznie, bo obecny ma się do realiów życia ...

Szkoła i purpuraci

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. W szkołach publicznych planowane są ważne zmiany. Nic zatem dziwnego, że uaktywnili się polscy biskupi i kardynałowie. Oto Konferencja Episkopatu Polski jęczy o dwóch rzekomych problemach, jakie mają ujawnić się po 1 września. Boli ich, że w szkołach PUBLICZNYCH (podkreślenie, jak z pewnością się domyślacie, nieprzypadkowe) będzie „zaledwie” jedna godzina katechezy tygodniowo. Purpuraci chcieliby po staremu – dwie. Apelują zatem, że „młodzi ludzie zasługują na więcej”. Drugim czynnikiem, który wyprowadza ich z równowagi, jest to, że edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa (nareszcie!). Popatrzymy zatem na owe bóle po kolei. Jeśli chodzi o zredukowanie liczby godzin szkolnej katechezy do jednej tygodniowo (powinno być zero, ale dziecko Hanny Suchockiej i Jana Pawła II w postaci konkordatu nie pozwala), to hierarchowie bredzą coś o moralności; nauczanie religii katolickiej w szkołach publicznych ma ją jakoby poprawiać, przeto im takich lekcji...

Afera nie pomoże

Rozkręca się afera Zondacrypto – giełdy kryptowalut, która miała dopuszczać się oszustw (poszkodowanych są tysiące osób) i prania brudnych pieniędzy. Nie będę tu teraz tego szczegółowo opisywał, w każdym razie w sprawie pojawiają się wątki izraelski (do Izraela właśnie nawiał prezes firmy, jako, że ma tamtejsze obywatelstwo) i rosyjski, do tego dochodzą powiązania z politykami PiS-u i Konfederacji, a także z agentami CBA z czasów PiS-owskich nie-rządów. Również fakt, że Nawrocki aż trzykrotnie wetował ustawę mającą na celu uregulowanie i ucywilizowanie rynku kryptowalut, wskazuje, że ma nieczyste powiązania. Anty-PiS-owcy dziennikarze oraz politycy już się cieszą, że afera Zondacrypto zatopi Bezprawie i Niesprawiedliwość. Szczerze przyznam, iż bardzo chciałbym, aby tak się stało. Ale wątpię, by sprawy przybrały pozytywny obrót. Otóż, nie pierwsza to afera, jaka miała pogrążyć tę mafię/sektę, odebrać jej poparcie i doprowadzić ją do kryzysu, a wręcz rozpadu. I nie pierwsza awantura...

Kapitan Żbik i granatowa policja

Na rynku ukazało się wznowienie (z reklam wynika, że to edycja kolekcjonerska) ukazujących się w PRL komiksów z cyklu Kapitan Żbik , o przygodach milicjanta dzielnie walczącego z przestępczością. Jako kultowe, wciąż mają one swoich fanów, a i młode pokolenia chętnie je poznają, toteż wydawca postanowił sobie zarobić. W czym nie ma na dobrą sprawę nic złego, zwłaszcza, że nostalgia wobec poprzedniego systemu coraz mocnej ożywa (nie dziwię się). Kapitan Żbik nie był oczywiście żadnym ewenementem, jeśli chodzi o tematykę. Dzielni milicjanci zwalczający łotrów spod ciemnej gwiazdy pojawiali się nie tylko na kartach komiksów, ale też w powieściach, telewizji (Teatr Sensacji Kobra czy serial 07, zgłoś się ) czy kinie. Dzieła te mały swoją warstwę propagandową, niemniej służyły głównie rozrywce. Identycznie jest w dzisiejszej Polsce (oraz innych państwach kapitalistycznych), z tą jedynie różnicą, że milicjantów zastąpili policjanci. Którzy, w serialach, dajmy na to, wydają się jeszcze bar...