Posty

Wyświetlanie postów z 2026

Słowiańskie odrodzenie

Wczoraj była Noc Kupały, czyli prasłowiańskie święto początku lata. Nasi przodkowie w najkrótszą noc w roku palili ognie i składali bóstwom ofiary, puszczali wianki na wodzie (a raczej puszczały, gdyż robiły to dziewczęta) gwoli wróżb odnośnie związku, szukali kwiatu paproci… Po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół katolicki wprowadził w to miejsce Noc Świętojańską; nie zdołał wykorzenić dawnych zwyczajów, toteż je zawłaszczył i przerobił. Teraz jednak Noc Kupały wraca w oryginalnej dacie, z oryginalnym przesłaniem, podobnie jak Dziady oraz inne słowiańskie święta czy tradycje. Powrót ów ma swój oddźwięk także w polskim kapitalizmie – vide przeceny z okazji Nocy Kupały w ofercie licznych księgarni tudzież wydawnictw. Moda na słowiańskość ma wszak swój element komercyjny. Ale oprócz tego były różne imprezy i wydarzenia kulturalne, mniej lub bardziej nawiązujące do religii przodków. Swoje obrzędy oprawili też rodzimowiercy, których w Polsce jest coraz więcej, zrzeszeni są w różnych zwią...

Poczekalnia VIP

Afera z lekarzem z jednego z warszawskich szpitali (nie pracuje tam już), będącym jednocześnie radnym KO (wystąpił z tego ugrupowania), zatacza coraz szersze kręgi. Okazuje się mianowicie, że facet nie tylko zarabiał grubo ponad milion złotych rocznie i przebywał w kilku miejscach jednocześnie (niby pełnił dyżur na oddziale, a w tym samym czasie udzielał wywiadu lub obradował w radzie dzielnicy), ale też… No właśnie, dociekliwi dziennikarze odkryli, że na SOR, którym kierował, funkcjonowała poczekalnia dla VIP-ów, gdzie w naprawdę godnych, może wręcz luksusowych warunkach na swoją kolej czekali działacze KO; mieli oni też być obsługiwani poza kolejnością. Cała ta sytuacja uderza w Koalicję Obywatelską i może odbić się negatywnie na poparciu dla niej w zbliżających się wyborach. Wielu analityków twierdzi, iż może powtórzyć się efekt ośmiorniczek sprzed lat. Nic zatem dziwnego, że pan Tusk się wścieka i zapowiada rozliczenia; oby na zapowiedziach się nie skończyło. Cała bowiem spraw...

Naziści i państwo polskie

Na polskich lotniskach pojawili się nazistowscy (samym swoim zdradzieckim istnieniem profanują świętą słowiańską ziemię!) bojówkarze z Ruchu Obrony Gaci… znaczy, Granic (ci od Bąkiewicza, co to w Berlinie awanturę urządził, a potem płakał, gdy go tamtejsza policja słusznie ukarała). Mieli na sobie jakieś podrabiane mundury i zaczepiali przybyszów z zagranicy, tych zwłaszcza o cokolwiek ciemniejszej karnacji, usiłując ich legitymować. Oczywiście to element ksenofobicznej, rasistowskiej polityki tych obmierzłych hitlerowców. Ludzie myślący poczuli zaniepokojenie, szybko rozległy się – jak najbardziej słuszne – głosy potępiające paskudną ową akcję. W internecie pojawiły się petycje do władz Polski, aby zareagowały na takie zachowanie nazistów od Bąkiewicza. I słusznie, bowiem reakcja powinna być. Tyle, że jej nie było. Żadnej. Bojówkarze działali sobie spokojnie, nieniepokojeni przez policję ani inne właściwe służby. Pokazuje to wyraźnie, że Polska po 1989 roku stała się badziewnym p...

Racjonalny wybór cenowy

Kiedy jedenaście lat temu pracowałem jako agent ubezpieczeniowy, wmawiano mi, że „ludzie nie kupują tanich rzeczy” (dlatego polisa, która więcej kosztowała, miała jakoby być atrakcyjniejsza dla klientów niż tańsza opcja). Być może reguła ta działa w przypadku burżujów, którzy często faktycznie wydają forsę, żeby mieć coś kosztownego i się tym chwalić, ale większość społeczeństwa wcale tak nie myśli. Prawda jest taka, że ludzie, robiąc zakupy, owszem, kierują się ceną, ale najczęściej chcą zapłacić jak najmniej. Może nie zawsze chodzi o kupowanie taniochy i tandety, lecz o to, żeby stosunek jakości towaru do jego ceny był korzystny. To znaczy, aby nabyć coś, co będzie dobrze służyło, a nie spustoszy portfela czy konta. To najzupełniej normalne, logiczne i racjonalne. Nikt zdrowo myślący nie chce przepłacać. Mogąc coś kupić taniej, zrobi to. Sam tak postępuję. Zwłaszcza, że tańsze wcale nie musi być gorsze; w kapitalizmie wyższe ceny mają często charakter spekulacyjny, są sztucznie ...

Zaharowani medycy

Czy lekarz może być radnym? Ano, może. I tak, pewien radny dzielnicy Ursus (w Warszawie oczywiście) jednocześnie jest zarazem lekarzem Warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Należał do KO, ale wystąpił z niej; dymisja została przyjęta. A zrobił to, ponieważ rozszedł się wokół niego smrodek. Otóż, okazało się, że rzeczony lekarz-radny w roku 2025 z działalności medycznej uzyskał dochód w wysokości 1,6 mln zł. Czy to źle, nie rozstrzygam; osobiście uważam, że lekarze powinni sporo zarabiać, zawód ten wiąże się wszak z ratowaniem ludzi oraz wymaga naprawdę znaczących kompetencji, ale ich zarobki nie powinny stać w rażącej dysproporcji z płacami np. pielęgniarek czy ratowników medycznych. To wszelako nie wszystko, bowiem dziennikarze Kanału Zero wykryli, iż nasz dzisiejszy bohater w samym tylko Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracować miał...

Mendy, gestapo i porno

Grupa dzieciarni skorzystała ze sztucznej pseudo-inteligencji. Ale nie do pozyskiwania wiedzy (tak też można, tylko że do uzyskiwanych dzięki temu narzędziu informacji podchodzić należy z dużym dystansem), lecz do wygenerowania materiałów pornograficznych; niestety, są takie programy. Za „modelkę” (cudzysłów oczywiście nieprzypadkowy) posłużyła ich czternastoletnia koleżanka – jak łatwo się domyślić, nie wyraziła na to zgody. Dla dziewczyny oznacza to co najmniej wyjątkowo paskudne przeżycia, może nawet traumę na wiele lat. I ona, i jej rodzic poczuli się pokrzywdzeni, jak najbardziej słusznie, zawiadomili więc organa ścigania. Te sprawą powinny zająć się z urzędu, przestępstwo jest bowiem ewidentne. Ale się nie zajęły. I granatowe mendy (policja), i gestapo (prokuratura) przez długi czas odmawiały wszczęcia postępowania. Serio! Zrobiły to dopiero… pół roku po zgłoszeniu, po tym, jak w sprawie interweniował sam minister sprawiedliwości. A i wtedy instytucje owe olały całą sytuację. ...

Aby się zrelaksować

Jak niedawno pisałem, kapitalizm to system, który narzuca warunki życia generujące nieustanny niemal stres, napięcie, lęk. Boimy się o znalezienie pracy, a kiedy już ją mamy, obawiamy się jej utraty, jak i tego, czy zarobki wystarczą na pokrycie stale rosnących kosztów utrzymania. Stresujemy się praktycznie wszystkim; wyzysk, eksploatacja ze strony kapitalistów, rosnące ceny i rachunki… trudno znaleźć coś, co nie wykańczałoby naszego zdrowia, tak fizycznego, jak też psychicznego. Kapitalizm, mówiąc krótko, zabija, powoli i, przynajmniej początkowo, bezboleśnie. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób cierpi na różne dysfunkcje psychiczne, od napadów lęku po depresję, nie zaskakuje, iż przybywa ludzi z problemami serca, układu krążenia czy nerwowego. Nie jest to żadna nowość (w kapitalizmie zmieniają się wszak szczegóły jeno, rdzeń systemu i jego główne elementy pozostają jednakowo patologiczne oraz zabójcze), już przed stu bez mała laty zauważył to amerykański psychiatra, Edmund Ja...

Biznes szarlatański

Coraz więcej osób w Polsce – i innych państwach kapitalistycznych, jest to bowiem kwestia w znacznej mierze systemowa – zmaga się z różnymi problemami psychicznymi, wliczając w to napady lęku, depresje, załamania, wypalenie, itd. Przybywa też ludzi mających różne problemy życiowe, np. z nawiązywaniem relacji. Nie wszyscy umieją akceptować trudności, zwłaszcza, że nieludzki system, w jakim żyjemy, zrzuca odpowiedzialność za porażki (takie jak bezrobocie, utrata zatrudnienia) czy nawet mniejsze niż zakładane sukcesy na jednostkę. Zarazem przybywa osób szukających alternatywnej wobec katolicyzmu formy rozwoju duchowego; stąd chociażby popularność medytacji. Nic zatem dziwnego, że namnożyło się w ostatnich latach różnego rodzaju szarlatanów, czyli pseudo-terapeutów: coachów, niby-psychologów, współczesnych znachorów (nie mających oczywiście nic wspólnego ze stosowaniem medycy naturalnej), załganych guru (najczęściej oderwanych od takich ścieżek duchowych jak buddyzm czy inne uznane) czy...

Wsparcia brak

W ostatnich dniach Polacy – ci w każdym razie, którzy interesują się sportem – żyją sukcesami Mai Chwalińskiej, tenisistki. Mnie sport nie interesuję, ale pani Mai gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Warto wszakże zauważyć, że zaraz po tym, jak doszła do finału w nader ważnym turnieju tenisowym, w internecie pojawiły się informacje, iż kilka lat temu, gdy dopiero rozkręcała swą karierę, bodajże trzykrotnie (jeśli coś pokiełbasiłem, to przepraszam) zwracała się do, wówczas PiS-owskiego, Ministerstwa Sportu o wsparcie finansowe. Nieodmiennie jej odmawiano, ponieważ jakoby „nie rokowała”. Cóż, najprawdopodobniej PiS-owcy, jako typowi prawicowcy i solidaruchy, woleli paść się osobiście na publicznych pieniądzach, niż przeznaczać je na rozwój, w tym przypadku, tenisa ziemnego. Jak sądzę, przypadek Mai Chwalińskiej nie jest odosobniony. Politycy – prawicowych dotyczy to szczególnie, wszak dosłownie ociekają obłudą tudzież fałszem – uwielbiają grzać się w blasku sportowców (i, w mniejsz...

Wyspa i pasożyty

Istnienie miliarderów – oraz kapitalistów jako klasy społecznej – jest ogólnie szkodliwe. Nie dość, że gromadząc gigantyczne majątki, przyczyniają się do nędzy i głodu na całym świecie, to jeszcze niszczą środowisko naturalne. Ich koncerny prowadzą bowiem rabunkową, skrajnie nieracjonalną gospodarkę, zanieczyszczają powietrze (sami miliarderzy też to robią, tłukąc się po globie prywatnymi odrzutowcami), wodę i glebę. A także… No właśnie, tu przechodzimy do dzisiejszego tematu. Ivanka Trump (pomiot lokatora Białego Domu, rzecz jasna) i jej mężulek, Jared Kushner, chcą zachachmęcić jedną z należących do Albanii wysp. I przekształcić ją w luksusowy kurort, oczywiście po to, aby kosić forsę na wywczasach innych kapitalistycznych pasożytów, co to nigdy się pracą nie skalali. Ich plany, jak wiadomo, zagrożą lokalnemu ekosystemowi, roślinom i zwierzętom. A jest to jedno z ostatnich dziewiczych miejsc w Europie i basenie Morza Śródziemnego, z unikalną biosferą. Jeśli więc parze miliarderów u...

Koszta upadku

Upada sieć restauracji North Fish ( North Food Polska ). Niby nic zaskakującego; firmy powstają, przez pewien okres (dłuższy l ub krótszy) prosperują, po czym ich czas się kończy. Tym razem jednak sprawa wygląda dość paskudnie. Za upadającą siecią bowiem stoi nie zwyczajny biznesmen, którego pomysł nie wypalił, lecz Michał S., będący oficjalnie najbogatszym człowiekiem w Polsce. Czyli miliarder, oligarcha. Kapitalista pełną gębą, uważany za geniusza biznesu. Kres North Fish dobrze pokazał, skąd brał się jego majątek. Sieć otóż jest mocno zadłużona, aż na blisko 20 milionów złotych. Sąd odrzucił jej wniosek o upadłość, ponieważ firmowy majątek okazał się do tego stopnia ogołocony, że nawet kosztów procesu by nie pokrył. Oczywiście oligarcha za to nie odpowiada, formalnie bowiem w maju tego roku zmieniono właściciela sieci na… obywatela Turcji. Cóż, myk typowy dla kapitalizmu, nie tylko, jak sądzę, polskiego. Ruszyła więc likwidacja, koszta której spadły, jak łatwo się domyślić, n...

Zapaść i zyski

Ojojoj! Kapitaliści są załamani, podobnie jak propagandyści nieludzkiego systemu społeczno-ekonomicznego, w jakim żyjemy. Przyrost demograficzny w Polsce jest bowiem niski (nic dziwnego przy zbyt wysokich kosztach utrzymania, marnych płacach i niemal zerowej polityce mieszkaniowej; tanie lokale na wynajem od Lewicy dopiero powstaną, ich budowa wymaga czasu), mowa wręcz o zapaści. A ta uderzy w zyski koncernów i korporacji. Dlaczego? Ano, z tej jakże prostej przyczyny, że mniej będzie zarówno klientów, jak i pracowników. Czyli ubędzie chętnych za zakup dóbr i usług. A to się przełoży na produkcję w mniejszych ilościach, czyli droższą. Wyższe zaś ceny doprowadzą do dalszego spadku popytu; pewnym wyjątkiem są dobra i usługi luksusowe, tak czy owak adresowane do zamożnych klientów. Jeszcze gorsze z kapitalistycznego punktu widzenia jest to, że zmniejszy się liczba proletariuszy. Co oznacza, że na jedno wolne miejsce pracy przypadało będzie mniej chętnych niż obecnie. Może wręcz dojść ...

Rabin Beck

Zdecydowanie nie należy mylić syjonistów z Żydami. Syjonista nie musi wyznawać judaizmu, ani przynależeć do narodu żydowskiego; są chociażby syjoniści chrześcijańscy, np. Joe Biden czy Tomasz Lis. To po prostu osoba, która popiera państwo Izrael i jego kolonizacyjną politykę w Palestynie, zbrodnię ludobójstwa wliczając. Z kolei nie każdy Żyd jest syjonistą. Nie byli nimi na przykład polscy bundowcy, członkowie przedwojennej żydowskiej partii socjalistycznej (większość zginęła podczas II wojny światowej, do nielicznych ocalałych zaliczał się Marek Edelman). Dziś wśród Żydów też są zagorzali przeciwnicy Izraela i krytycy jego zbrodni. Człowiekiem takim jest chociażby rabin Elhanan Beck (ur. około 1965 roku). Obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii i jest jednym z głównych rzeczników antysyjonistycznego, ortodoksyjnego ruchu Neturei Karta UK. Bardzo często występuje na demonstracjach, jak również w mediach, w tym międzynarodowych. I chętnie głosi swoje poglądy, zawsze w sposób merytoryczny...

Dyscyplinowanie niewolników

Znajoma osoba z portalu społecznościowego, słusznie oburzona, opublikowała na swoim profilu zdjęcie strony z jakiegoś podręcznika do podstaw przedsiębiorczości. Tu zauważę, że w szkole średniej miałem taki przedmiot, lecz podobnych głupot jak te, które zaraz przytoczę, w podręcznikach nie było. A chodzi o to, że znajoma przytoczyła fragment o POZYTYWNYCH skutkach bezrobocia. Według autorów rzeczonej książki ma to być prowadzenie do: „ 1) umacniania dyscypliny pracy i podniesienia jej wydajności; 2) zwiększania poszanowania pracy; 3) podwyższania kwalifikacji zawodowych; 4) wzrostu samozatrudnienia wśród bezrobotnych (zakładanie przez nich małych firm)”. Mnie najbardziej rozbiły dwa ostatnie punkty. Skąd mianowicie osoba, która straciła zatrudnienie, a wraz z nim środki utrzymania, ma wziąć pieniądze na podwyższanie kwalifikacji zawodowych? Przecież odpowiednie kursy kosztują, niejednokrotnie sporo. Z kolei, kiedy się pracuje, nie zawsze jest czas na uczęszczanie na takie zajęcia....

Kult zbrodniarzy

Rzadko się zdarza, aby niemal cała polska scena polityczna zgadzała się w konkretnej sprawie. A tu przydarzyła się taka sytuacja. Oto Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, jednemu z oddziałów wojskowych nadał imię „bohaterów” UPA. Przypomnę, że Ukraińska Powstańcza Armia, zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, była zbrodniczą bandą, która na Wołyniu, w Galicji Wschodniej oraz w Bieszczadach podczas II wojny światowej i krótko po niej (Bieszczady właśnie) wymordowała około 100 tys. Polaków, głównie ofiar cywilnych. Mordy miały wyjątkowo makabryczny charakter. Oprócz tego UPA zabijała Ukraińców, którzy nie chcieli poddać się jej dyktatowi (czyli nie byli nacjonalistami-banderowcami) i Żydów, a także kolaborowała z hitlerowskim okupantem – to z tej przyczyny, że walczyła przeciwko ZSRR. Zrobienie przez Zełenskiego bohaterów z tych bandytów, morderców i gwałcicieli wywołało słuszne oburzenie polskich polityków, wszystkich w zasadzie ugrupowań. Jedni reagują w sposób wyważ...

Więcej na naukę

Więcej pieniędzy oczywiście. Ale po kolei. Przedwczoraj w Warszawie odbyły się demonstracje, osoby uczestniczące w których domagały się przeznaczania większych środków na polską naukę. Konkretnie 3 proc. PKB. Czy tyle by wystarczyło, przyznam szczerze, nie wiem; podejrzewam, iż jest to absolutne minimum. Tak czy owak, sektor ten zalicza się do tych, które w (k)raju nad Wisłą są drastycznie niedofinansowane. Na czym cierpią nie tylko zarobki naukowców i pracowników uczelni, ale też przeprowadzane jest mniej badań, niż mogłoby, rozwój technologiczny Polski również postępuje w tempie spowolnionym (a takie na przykład satelity dobitnie świadczą, na co nas stać – tylko więcej pieniędzy potrzeba). Co najwyżej składamy cudze technologie, zamiast kreować własne. A polscy naukowcy robią kariery na zagranicznych uczelniach (drenaż mózgów). Nie oszukujmy się, sektor naukowy znajdował się i nadal znajduje poza zainteresowaniem solidaruchów, jacy dopchali się do władzy w 1989 roku, oszukawszy sp...

Trzymani w napięciu

Życie w kapitalizmie to jeden wielki koszmar i beznadzieja (przy czym propaganda nieraz skutecznie odwraca uwagę od tego poczucia, nakazując szukać winy nie w systemie, lecz w sobie). Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest stres, zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Nadmierny oraz nieustający. Napięciu temu poddawane są już dzieci. Od najmłodszych lat życia system – nierzadko przy współudziale rodziców – wymaga od ludzi, żeby byli posłuszni i stale dawali z siebie wszystko, co oczywiście na dłuższą metę stresuje oraz wypala. Nic dziwnego, że dzieci w wieku szkolnym zmagają się już z różnymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego. Zwłaszcza, że ciągle poddawane są stresującym bodźcom, płynącym nie tylko ze szkoły czy domu rodzinnego, ale też z, coraz częściej, mediów społecznościowych. Osoby ludzkie od wczesnego dzieciństwa są przy tym nieustająco oceniane – i przez najbliższych, i przez obcych, co rzecz jasna jest kolejnym, nader poważnym stresorem. W ramach tejże oceny mieszczą się różn...

Afrykanie w Lublinie

W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, mieszkają osoby z Afryki. Tak, ludzie czarnoskórzy. Pracują tutaj, studiują, uczą się (afrykańscy studenci przynoszą Polsce korzyści także czysto pieniężne, w postaci ciężkich milionów opłat za czesne, wynajem mieszkań oraz codzienne zakupy). Są wśród nich nawet gwiazdy mediów, kultury i sztuki. Co w tym złego? Absolutnie nic; to dobrze, że społeczeństwo jest zróżnicowane – dobrze, dodajmy, również z genetycznego punktu widzenia. Mam szczerą nadzieję, że osób tych będzie w (k)raju nad Wisłą coraz więcej, podobnie jak chociażby Azjatów. W każdym razie, Afrykanie są też w Lublinie. Między innymi studiują na tamtejszym uniwersytecie. I chcą w owym mieście zorganizować Africa Day Festival. W dniach 29-30 maja uśmiechnięci ludzie, głównie studenci, zamierzają przejść ulicami Lublina, zaprezentować swoją kulturę, obyczaje, powody, dla których są w Polsce, itd. Ot, taka fajna integracja społeczna, wzajemne poznanie, rzecz nader pozytywn...

Faszyzm antyimigrancki

Pewien ukraiński influencer – z informacji, jakie znalazłem, wynika, że Ukraińcy, delikatnie rzecz ujmując, nie mają zbyt pochlebnej opinii o jego inteligencji tudzież rozumie – wjechał autem pod Morskie Oko, gdzie robił sobie zdjęcia. Czyn oczywiście niezgodny z prawem i naganny – acz, podkreślić trzeba, naganny w stopniu dalece mniejszym niż męczenie koni na trasie w tamto miejsce. Na influencera czekała policja i wręczyła mu mandat; poszło gładko, chłopak karę przyjął. Na tym sprawa pewnie by się skończyła (nie licząc, oczywiście, komentarzy w internecie i innych mediach), gdyby nie to, że wmieszał się w nią nie kto inny, a pan premier Donald Tusk. Potępił on czyn tego influencera, w czym nie byłoby nic niewłaściwego, gdy nie fakt, że szef rządu podkreślił jego narodowość; domniemywać należy, iż gdyby sprawcą był rodowity Polak, pan Tusk słowem by się nie odezwał. Teraz chłopakowi z Ukrainy grozi… pięć lat zakazu wjazdu do Polski i ogólnie Strefy Schengen. Zupełnie, jak gdyby był j...