Posty

Wyświetlam posty z etykietą szkoła

Alfons i prawa ucznia

Prawa człowieka przysługują wszystkim istotom ludzkim właśnie z powodu bycia istotami ludzkimi – niezależnie od wieku, płci, przynależności rasowej czy narodowościowej, pochodzenia, religii bądź jakichkolwiek innych cech. Prawa i wolności (ale też obowiązki) obywatelskie wynikają z bycia obywatelem czy obywatelką danego państwa. Są też bardziej szczegółowe prawa i obowiązki, powiązane z przynależnością do danej grupy. I tak, swoje prawa (oraz, rzecz jasna obowiązki) mają – choć uczęszczając do szkoły, odnieść można zgoła odmienne wrażenie, zwłaszcza, jeśli trafia się na despotycznych nauczycieli z zabetonowanymi mózgami (tak, wiem, nie wszyscy tacy są) – także osoby uczniowskie. Koalicja rządowa szykowała się do kontrolowania przestrzegania tychże uprawnień na poziomie krajowym. W tym celu miałby powstać urząd Rzecznika Praw Ucznia, działający przy Ministerstwie (wątpliwej) Edukacji Narodowej; w dalszej kolejności powołani mieli zostać rzecznicy wojewódzcy, a także – choć już nieobo...

Mokosz i Perun w szkole

Moda na słowiańszczyznę trwa od lat i ma się dobrze. Jak kiedyś pisałem, uważam ją za zjawisko pozytywne, pomimo pewnej komercyjnej otoczki, takiej jak nazywanie różnych produktów „słowiańskimi” po to, by je sprzedać; ogólnie jednak moda owa pomaga w szerzeniu wiedzy o religii, kulturze tudzież historii naszych przodków. Wiedzy, dodajmy, zakres której stale się rozszerza. Jednym z elementów tego zjawiska jest powtarzany co jakiś czas postulat różnych środowisk społecznych, aby mitologia słowiańska nauczana była w polskich szkołach. Obecnie w programach nauczania jest grecka (a konkretnie grecko-rzymska) i oczywiście biblijna, brakuje za to lekcji o tym, w co wierzyli nasi przodkowie, nim przyjęli chrzest (i dużo później, wiele bowiem dawnych, pogańskich wierzeń przetrwało pod chrześcijańskim płaszczykiem aż do dziś). Chociaż nie do końca, bo zajęcia takie, w niektórych placówkach oświaty (no dobra, tu mam wątpliwości, zwłaszcza od czasów PiS-owskich) się pojawiają, w formie chociażb...

Czynniki zniechęcenia

Jeden z najwybitniejszych żyjących polskich pisarzy – o ile nie najwybitniejszy – czyli Andrzej Sapkowski, zdiagnozował problem niskiego czytelnictwa w (k)raju nad Wisłą. Bo rzeczywiście, ponad połowa mieszkańców Polski w ciągu roku nie czyta ani jednej książki, co w niewielkim jeno stopniu nadrabiają ci, którzy czytają bardzo dużo (sporo z nich to ludzie młodzi, bywa, że określani cokolwiek pogardliwym mianem nerdów). Nic więc dziwnego, że funkcjonalny analfabetyzm się szerzy – pod tym zresztą względem nie jesteśmy tacy znowu wyjątkowi wśród państw kapitalistycznych, co jest oczywiście na rękę zarówno wyzyskiwaczom, jak i politycznej prawicy – jakość polszczyzny w mowie i piśmie marnieje, a durnie rządzą krajem. Wracając do Andrzeja Sapkowskiego, jego zdaniem winę za ponury ów stan rzeczy ponoszą ceny książek. Wybity autor twierdzi, iż nie powinny one być wyższe niż cena butelki wódki, bowiem „jest to kwestia wyboru” (taką zresztą opinię wygłasza nie tylko w wywiadach, ale też zami...

Bitwa o Tadzia

A dziś będzie o książkach, konkretnie o jednej. Muszę się Wam do czegoś przyznać. Bardzo lubię klasykę literatury polskiej; i nie tylko, ale rodzima najmocniej do mnie trafia. Twórczość Adama Mickiewicza również zaliczam do swoich ulubionych, acz zdecydowanie nie zamierza włączać się w bój, kto był większym poetą: Mickiewicz czy Słowacki; obaj byli wielcy. Za najwybitniejszy utwór owego wieszcza uważam część trzecią Dziadów , niemniej Pana Tadeusza też uwielbiam. Nie bez kozery jest to nasz narodowy epos, zalicza się do najważniejszych utworów w historii literatury polskiej, a przy tym naprawdę fajnie się go czyta… pod warunkiem, że robi się to dla własnej przyjemności, nie zaś dlatego, że szkoła kazała. No i właśnie, szkoła. W ostatnich tygodniach polskim społeczeństwem – zwłaszcza, jak przypuszczam, tą jego częścią, która do książek niespecjalnie lubi zaglądać – wstrząsnęła wieść, że Pan Tadeusz ze szkół znika, iż dłużej lekturą już nie będzie. Wywołało to falę oburzenia i pro...

Plastikowy krzyżyk

Na początek przepraszam za brak wczorajszej notki. Spowodowany był przyczynami medycznymi. A teraz przejdźmy do dzisiejszego tematu, stało się bowiem coś, o czym szkoda byłoby nie napisać. Oto Polską wstrząsnęła kolejna afera z religią w tle – przynajmniej na pierwszy rzut oka, okazało się bowiem, iż religijny element został do niej sztucznie dodany. W jeden ze szkół nauczycielka wyrzuciła do śmieci plastikowy krzyżyk; bawiły się nim osoby uczniowskie, przeszkadzając jej w prowadzeniu lekcji, no to pozbyła się problemu. Nie był to żaden symbol religijny, lecz zabawka, według łatwo dostępnych informacji, fragment stroju na Halloween. Ale, jak to w (k)raju nad Wisłą, ruszyła krucjata. I to na wielką skalę. Po mediach, zwłaszcza prawicowych, migiem się rozniosło, jakoby nauczycielka „sprofanowała krzyż”; wszem wobec informowano, że w koszu znalazł się zdjęty ze ściany krucyfiks, co było nieprawdą. Organizowano demonstracje, na których bogobojne osoby wykrzykiwały nienawistne hasła. W...

Ciemnota kontratakuje

Trwa ofensywa skrajnej prawicy (od PiS-u począwszy) i – jakżeby inaczej? – Kościoła katolickiego na przedmiot edukacja zdrowotna, który debiutował w szkołach z początkiem obecnego roku szkolnego. Kto wie, czy nie jest na największe osiągnięcie ministry edukacji, Barbary Nowackiej; czas pokaże. Niestety, lekcje nie są obowiązkowe, bowiem klerykalny w większości rząd aż tak daleko nie poszedł. A szkoda, bo edukacja zdrowotna jest w naszych czasach wręcz niezbędna; uczy nie tylko o sprawach seksualności (w tym odpowiedzialnych zachowań), ale też zdrowego trybu życia, higieny czy bezpiecznych zachowań w Sieci. Innymi słowy, przedmiot ów dostarcza dzieciom i młodzieży tego, czego obecnie potrzebują. Rzecz jasna, zbyt wcześnie, by oceniać jakość edukacji zdrowotnej, np. przygotowanie kadry nauczycielskiej. Niemniej, wprowadzenie tego przedmiotu samo w sobie jest bardzo pozytywnym krokiem naprzód, nawet, jeśli z powodu nieobowiązkowości zbyt krótkim. Jak wspomniałem na początku, samo poj...

Brunatnienie

Na granicy polsko-niemieckiej neonaziści pod wodzą niejakiego Bąkiewicza (nasłani, wedle tego, co można znaleźć na portalach społecznościowych, przez Bezprawie i Niesprawiedliwość) urządzili odrażający spęd, wymierzony w migrantów i uchodźców. Grantowi byli na miejscu, lecz nie reagowali. To oczywiście nie pierwsze tego typy wydarzenie; skrajne prawactwo, PiS-owskie i nie tylko, podczas niedawnej kampanii wyborczej urządzało hitlerowskie akcje pod ośrodkami dla cudzoziemców, między innymi na Podlasiu. Słowa nienawiści – większością strasznie zresztą bzdurne i totalnie załgane – na temat uchodźców i migrantów stale płyną z sejmowej mównicy, ilekroć wejdzie na nią prawicowy (niekoniecznie nawet skrajnie!) poseł. Tego typu treści są również ciągle obecne w mediach. Neonazistowscy terroryści antyaborcyjni zastraszają pracowników kliniki AboTak. Słynnego już aktu terroryzmu antyaborcyjnego dokonał parę miesięcy temu w jednym ze szpitali hitlerowiec o nazwie Grzegorz Braun. Nie tylko zres...

Zamiast religii

Na jednym z portali społecznościowych popularność zyskuje mem: PRZYSPOSOBIENIE OBRONNE ZAMIAST RELIGII. Kiedy ujrzałem go po raz pierwszy, wzbudził we mnie cokolwiek mieszane odczucia. Z jednej bowiem strony jestem zdecydowanie za przeniesieniem katechezy ze szkół publicznych do przykościelnych salek; tam jest jej miejsce, nie wspominając o tym, że budżet państwa oraz poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego znacząco by zyskał. Z drugiej wszelako, trudno mi oprzeć się wrażeniu, że osoba, która mem stworzyła, zbyt mocno dała się uwieść wojennej propagandzie obecnego rządu oraz „opozycji”, mającej przecież na celu odwrócenie społecznej uwagi od takich kwestii, jak narastające (powoli, acz stale) bezrobocie czy trwający od dłuższego czasu (nawet w okresie, kiedy bezrobocie było na bardzo niskim poziomie!) rozrost skali skrajnego ubóstwa. Żadna wszak wojna Polsce nie grozi, Rosja – wbrew temu, czym nas straszą – do ataku na nas ani na żadne inne państwo europejskie, się nie szy...

Bez zrozumienia

Nie jest dobrze. Jeden z rankingów dotyczących czytania ze zrozumieniem wykazał, że dorośli Polacy słabo, a nawet bardzo słabo sobie z tym radzą; w statystykach szorujemy po dnie. Cóż, kiedy przypomnę sobie polonistkę z liceum (w podstawówce i gimnazjum miałem o wiele mądrzejszą, a także znacznie lepiej wykwalifikowaną), która nie potrafiła przeczytać ze zrozumieniem opracowania do Jądra ciemności Josepha Conrada – czyli tekstu napisanego w taki sposób, by średnio rozgarnięty nastolatek z podstawami wiedzy licealnej potrafił go rozkminić i przyswoić najważniejsze informację – przestaję się dziwić wynikowi rankingu. No, ale jedna nauczycielka nie przesądza o kwalifikacjach – bądź ich braku – całej kadry pedagogicznej. Sądzę zresztą, i nie kpię tutaj, że z nimi akurat wcale nie jest tak źle, nawet uwzględniając fakt, że część z osób wykonujących pracę nauczyciela zdecydowanie powinna zająć się czymś innym. Problem leży gdzie indziej, a jest na tyle poważny, że nie można go lekceważ...

Klerykałowie w służbie ciemnoty

Polski system edukacji ma wiele wad, a jedną z nich jest to, że zarówno treści programowe licznych przedmiotów, jak i metody nauczania nie odpowiadają wyzwaniom współczesnego świata oraz potrzebom dzieci i młodzieży. Częściowo wynika to z faktu, iż w Ministerstwie Edukacji oraz kuratoriach przez lata siedzieli betonowi konserwatyści lub wręcz jawni faszyści (Giertych, Czarnek), a częściowo z tego, że nie wszyscy nauczyciele odpowiednio pełnią swój zawód; to zresztą nie tyle ich wina, ile przestarzałych szkoleń zawodowych, jak przypuszczam. W efekcie, zamiast wiedzy szkoła szerzy ciemnotę (katecheza patologię ową pogłębia), a zamiast zachęcać, zniechęca do nauki… i to praktycznie ze wszystkich przedmiotów. Tymczasem świat wokół nas nieustannie się zmienia, co oznacza chociażby, że osoby małoletnie mają do czynienia z nowymi problemami czy ogólnie sytuacją. Szkolnictwo powinno do tychże zmian dostosowywać przekazywane (w maksymalnie atrakcyjnej formie, oczywiście) na poszczególnych le...

Katecheza pana Nycza

Arcybiskup Kazimierz Nycz w tym tygodniu popisał się pomysłem. Chce mianowicie, aby katecheza szkolna (wymiar której, przypominam, zredukowany został do jednej godziny tygodniowo), była „absolutnie obowiązkowa” dla KAŻDEGO UCZNIA. Innymi słowy, nieważne, jakiego, i czy jakiegokolwiek, wyznania jest młody człowiek, ani jaki stosunek do katolicyzmu mają jego rodzice, według pana Nycza na szkolne lekcje religii chodzić musi, i kropka. Nie są to, warto sobie uświadomić, zajęcia z religioznawstwa (powszechne w Europie Zachodniej, w Polsce też by się przydały), lecz przekazywanie treści religijnych, konkretnie oczywiście katolickich. Nic innego, jak religijna indoktrynacja. Nawiasem mówiąc, szkolna katecheza, coraz gorszej jakości, stanowi jedną z przyczyn szybkiej laicyzacji młodego pokolenia Polek i Polaków, czego kościelni hierarchowie najwyraźniej nie zauważają. Rzecz jasna, pan Kazimierz Nycz nie martwi się o to, czy osoby uczniowskie będą wierzące, czy nie, czy też katolicyzm zako...

Uczyć, ale czego?

Są już wyniki matur. A to oznacza, że znów zaczęła się w środkach masowego przekazu dyskusja nad poziomem nauczania, systemem oceniania i w ogóle edukacją w Polsce. Jest ona rzecz jasna bardzo potrzebna – i oby wynikły z niej jakieś pozytywne zmiany – niemniej brakuje mi w niej pewnego elementu. Otóż, wciąż za mało się mówi o to, CZEGO szkoły powinny uczyć. Jasne, pojawiają się jak najbardziej słuszne opinie, iż nacisk edukacyjny w zbyt wielkim stopniu położony jest na przekazywanie wiedzy encyklopedycznej, a w zbyt małym na rozwój samodzielnego myślenia i kompetencji miękkich, takich jak umiejętność współpracy (nie wiem, jak teraz, ale w moich szkolnych czasach rzeczywiście kiepsko to wyglądało). Coraz też częściej padają oczekiwania przeniesienia katechezy ze szkół na salki – i dobrze, tak powinno być! Temat wielokrotnie poruszałem na tych łamach, toteż dziś nie będę się powtarzał. Od czasu do czasu, lecz moim zdaniem nieco zbyt rzadko, podnoszone są argumenty o konieczności w...

Z podręcznika do katechezy

Po Facebooku krąży mem z cytatem z podręcznika do katechezy, do piątej klasy podstawówki. Brzmi on następująco: „Postaraj się zaoszczędzić pieniądze, nie kupując sobie ulubionych słodyczy. Złóż je jako ofiarę na tacę w czasie najbliższej Mszy Świętej” (pisownia oryginalna). Szczerze, mam nadzieję, że to fake , lecz znając Kościół katolicki, obawiam się, iż nadzieja to złudna. Po prostu, dzieci już do małego są uczone, aby być dojnymi krowami dla kleru. Temu głównie służą szkolne lekcje religii katolickiej, i jest to jeden z powodów, dla których powinny one ze szkół publicznych zniknąć. Pisałem o tym w jeden z niedawnych notek. Oczywiście, oszczędzanie jest cenną umiejętnością (jakkolwiek przy kosztach życia w kapitalistycznej Polsce najczęściej okazuje się niemożliwe, o czym piątoklasiści przekonają się, gdy wejdą w dorosłość). A jeśli ma jeszcze być połączone z altruizmem, tym lepiej. W takim jednak układzie zaoszczędzone na słodyczach lub czymkolwiek innym pieniądze zdecydowanie ...

Klechistan minimalnie złagodzony

Wakacje się zaczęły – w związku z czym osobom uczniowskim oraz nauczycielskim serdecznie życzę miłego wywczasu – a kiedy się zakończą, dzieci tudzież młodzież wrócą do szkoły cokolwiek zmienionej. Modyfikacji, mniej lub bardziej znaczących, wejdzie w życie parę, pośród nich znajdzie się i taka, że zamiast dwóch godzin katolickiej katechezy w tygodniu, będzie jedna. Ot, taki pseudo-kompromis (niestety, jedynie w obszarze edukacji publicznej) pomiędzy państwem świeckim (jeno na papierze) a wyznaniowym (w realu). Czy może raczej – między oczekiwaniami większości wyborców obecnej koalicji rządowej, a rzeczywistego, obok kapitalistów, ma się rozumieć, szefostwa większości – poza Lewicą i Zielonymi – wchodzących w jej skład ugrupowań, czyli Episkopatu Polski. Przypomnijmy, że dla Kościoła katolickiego, konkretnie zaś dla jego zawodowych funkcjonariuszy, od księży po kardynałów, szkolna katecheza to źródło niemałych dochodów, przelewanych oczywiście z budżetu państwa i samorządów, zatem ...

Ciężar dla purpury

Płacz i zgrzytanie zębów rozlegają się w Episkopacie Polski. Oto lamentują faceci w purpurze, że kiedy katecheza zostanie przeniesiona ze szkół do salek, Kościół katolicki „nie udźwignie tego ciężaru”, oczywiście finansowo. Dziwne, że dźwigał go przez ponad trzydzieści lat, odkąd Władysław Gomułka wycofał religię ze szkół, do czasu, aż reformę tę cofnął Tadeusza Mazowiecki (co mu nie pomogło, bo Kościół w wyborach prezydenckich 1990 r. i tak wspierał Lecha Wałęsę). No, ale w III RP katecheza szkolna stała się dla Kościoła katolickiego potężnym udojem, czyli źródłem naprawdę znaczącego bogactwa… a nikt wszak nie lubi być odrywanym od koryta. Rzecz jasna, obawy to przesadzone. Rząd Donalda Tuska – dokładnie tak, jak należało się tego spodziewać – głaszcze kościelnych hierarchów i duchowieństwo po jajkach, przede wszystkim w wymiarze finansowym. Jeśli chodzi o szkolną katechezę, to co najwyżej liczba jej lekcji ograniczona zostanie z dwóch godzin tygodniowo do jednej… o ile pan premi...

Dobry pomysł

Dyrektorka jednej ze szkół w Bielsku-Białej stwierdziła, że lepiej niż nazw afrykańskich jezior, byłoby uczyć dzieci robienia śniadań. Innymi słowy, znacznie ważniejsze z edukacyjnego punktu widzenia jest przekazywanie umiejętności praktycznych, niż wpajanie encyklopedycznych informacji, które w naszych czasach z łatwością można pozyskać (źródeł jest wszak pod dostatkiem, z dostępem do nich też problemu nie ma), a i tak, jeśli nie będą pożytkowane, szybko zostaną zapomniane. W pełni się z tym zgadzam. I nie ja jeden, gdyż podobne głosy od lat wielu dochodzą ze strony ludzi znacznie ode mnie mądrzejszych, czyli specjalistów od systemu oświaty. Dobrze, że wśród kadry nauczycielskiej też są osoby, jakie mają tego świadomość. Cóż, z całym szacunkiem dla geografii Afryki, o takiej na przykład Tanganice nie myślę zbyt wiele, za to przyrządzeniu oraz zjedzeniu śniadania – w moim przypadku oczywiście wege – poświęcam uwagę każdego poranka. Ktoś powie, że posiłki każdy sobie przyrządzi, ...

Aby ratować dzieci i młodzież

Jednym z najbardziej przerażających trendów występujących w kapitalistycznej Polsce jest rokroczny wzrost liczby (zarejestrowanych, bo ilu z różnych przyczyn nie zgłoszono odpowiednim organom, oczywiście nie wiemy) prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. W 2023 r. padł kolejny rekord pod tym względem – 2139 w skali całego kraju. Tendencja wzrostowa w tym zakresie nader wyraźnie zarysowała się pod nie-rządami Bezprawia i Niesprawiedliwości. Rzecz jasna, aby to zweryfikować, potrzebne byłyby stosowne badania, niemniej przypuszczam, iż nie ma w tym przypadku. Negatywne (nie wiem, czy były jakiekolwiek pozytywne) konsekwencje PiS-owskich deform systemu ciemnoty (oświatą nazwać się tego nie da) – chociażby chaos związany z likwidacją gimnazjów i rekrutacją podwójnego rocznika do szkół średnich, liczne niewiadome odnośnie matur tudzież pozostałych egzaminów, przeładowanie postawy programowej (na szczęście ma zostać odchudzona) i zbyt dużo zadań lekcji w szkołach oraz zadań domowych, n...

Przemęczony nastolatek

Ileż to się można nasłuchać narzekań na młodzież, konkretnie na nastolatków, zwłaszcza w wieku nakazującym uczęszczanie do szkół średnich. Że leniwi, że nic, tylko by siedzieli na telefonach albo grali – na komputerze/konsoli lub w najlepszym wypadku na boisku. Że niczym się nie interesują, nigdzie nie chodzą. I tak dalej. A ja zastanawiam się, czy ci, co tak narzekają, zdają sobie sprawę, iż osoby w wielu nastoletnim mogą zwyczajnie nie mieć siły ani czasu, żeby zachowywać się inaczej? Dosłownie wczoraj usłyszałem, jak wygląda typowy dzień uczennicy szkoły średniej. Lekcje zaczynają się o 6:30 (zgroza; kiedy ja chodziłem do liceum, pierwsza godzina lekcyjna rozpoczynała się o 7:45, czyli wcześnie, ale do zniesienia). Aby dotrzeć do placówki nader wątpliwej oświaty, dziecko wstać musi półtorej czy dwie godziny wcześniej. W szkole siedzi do późnego popołudnia/wieczora. Potem jakaś godzina na drzemkę czy inny reset mózgu, i korepetycje/zajęcia dodatkowe; nie przypuszczam, by wynikał...

Zabójczy przedmiot?

W jednym z katechizmów adresowanym do osób uczniowskich (o ile czegoś nie poplątałem) trzecich klas podstawówki pojawiła się deklaracja: „Wolę umrzeć, niż zgrzeszyć!”. Następuje ona po obietnicach: „Będę się często spowiadał i przystępował do Komunii Świętej”, „Będę święcił dni święte, przede wszystkim niedziele”, „Moimi przyjaciółmi będą: Jezus i Maryja”. Cóż, deklaracja o spowiedzi może budzić wątpliwości; przybywa argumentów psychologicznych na rzecz szkodliwości tej procedury dla osób małoletnich. Kult Jezusa i Maryi to kwestia wolności sumienia i wyznania, ale przyjaźnić się jest lepiej z ludźmi żywymi, a jeszcze lepiej – ze zwierzętami. Święcenie dni świętych jest jak najbardziej okej, przy czym dzieci należy uczyć, że ma ono na celu odpoczynek, regenerację sił, a udział w obrzędach religijnych to już wybór każdego człowieka. Niemniej zdanie: „Wolę umrzeć, niż zgrzeszyć” (przypisywane Dominikowi Savio) wywołało falę przerażenia oraz oburzenia wśród całej masy świadomych osób...