Posty

Wyświetlam posty z etykietą umowy śmieciowe

Pyszny wyzysk

Takeaway Express Poland, działająca pod marką Pyszne.pl, szykuje się do reorganizacji, mającej jakoby na celu ulepszenie dostaw żywności, na przykład do lokali gastronomicznych i w ogóle do klientów. Jak to w kapitalizmie, prawda jest inna i znacznie bardziej ponura dla pracowników, o czym informuje (a w zasadzie alarmuje) związek zawodowy Konfederacja Pracy. Otóż, Pyszne.pl zwolnić ma około pięć tysięcy kurierów. Zaproponowana im zostanie praca u jednego z pięciu wybranych partnerów flotowych. Czyli wszystko okej, po prostu zamiana jednej roboty na drugą, taką samą, tylko w firmie partnerskiej? Niestety, nie wygląda to tak różowo. Dotychczas kurierzy zatrudniani byli albo bezpośrednio przez Pyszne.pl, a w zasadzie Takeaway Express Poland, albo za pośrednictwem agencji zatrudnienia. W obu przypadkach na umowie zlecenie, z minimalną stawką godzinową. Po przejściu do partnerów flotowych minimalnej stawki godzinowej nie będzie. Nadto płacone będą mieli od zrealizowanych dostaw. Oznacz...

Bat niestabilności

Niestabilne zatrudnienie jest plagą polskiego (i, jak sądzę, nie tylko) rynku pracy oraz jedną z licznych patologii nieludzkiego systemu kapitalistycznego. Tak, chodzi o umowy śmieciowe czy wypychanie pracowników na fikcyjne samozatrudnienie, ale też o zawierania umów o pracę na czas określony i nieprzedłużanie ich po jego upływie, lecz zawieranie kolejnej takiej umowy i jeszcze następnej… Wszystkie te patologie są rzecz jasna niekorzystne dla pracowników, szczególnie młodych. Ludzie pracują i żyją w ciągłym stresie, nie znając dnia ani godziny, kiedy ni z tego, ni z owego stracą zatrudnienie, a wraz z nim środki utrzymania. A znaleźć nowe wcale nie jest tak łatwo. Co złe dla proletariatu, jest oczywiście korzystne dla kapitalisty. Ułatwia bowiem wyzyskiwanie pracownika. Ten, pod groźbą nagłej utraty pracy, zgodzi się zasuwać na gorszych warunkach: za niższe pieniądze, bez prawa do urlopu, w nieregulowanych godzinach (i z bezpłatnymi nadgodzinami, ma się rozumieć), będzie na każ...

Niezrozumienie pokoleniowe

Już przed laty zauważyłem, że generacje, które większość swojego zawodowego życia spędziły w poprzednim systemie, czyli w Polsce Ludowej, a w kapitalistycznej III Rzeczypospolitej co najwyżej dociągnęły do emerytury, często mają problem ze zrozumieniem sytuacji pokoleń młodszych, które w dorosłość weszły w dobie kapitalizmu lub nawet całe życie w nim spędziły. Innymi słowy, boomersi nie pojmują tego, co czują i przeżywają millenialsi i zetki. Prowadzi to do licznych scysji, a nawet nieszczęść. W szczególności nie dociera do nich, że wspomniane generacje mają znacznie niż oni trudniej pod względem zawodowym. Bo owszem, PRL nie była rajem na Ziemi, ówczesny system – mylnie nazywany „komunizmem” czy „socjalizmem”, a w istocie będący technokracją biurokratyczną – miał wiele wad, niemniej dysponował też gigantycznymi zaletami, jakich w kapitalizmie trudno szukać. Mianowicie gwarantował, nawet w kryzysowym okresie lat 80., zatrudnienie, a wraz z nim stabilność bytową na podstawowym pozi...

Niewolnictwo nad Wisłą

Rasistowska prawica, zarówno rządowa, jak też opozycyjna, straszy nas migrantami. Ci wszelako w Polsce są i pracują. To nie tylko Ukraińcy i osoby pochodzące z innych krajów z byłego ZSRR, Turcy, Indusi czy Wietnamczycy, nie tylko ludzie z Bliskiego Wschodu i Afryki, ale też pracownicy z Ameryki Południowej. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o Kolumbijczykach. Otóż, okazało się, iż pracownicy z Kolumbii – zatrudnieni oczywiście na śmieciówkach, w których zawarto zaiste fatalne postanowienia – byli niemiłosiernie wyzyskiwani, oszukiwani oraz eksploatowani przez agencje zatrudnienia, zwłaszcza jedną, nader paskudną, z Białegostoku. Być może dochodziło nawet do handlu ludźmi, ale tego jeszcze nie wiadomo, badania trwają. Nie tylko zarabiali oni marne pieniądze – o ile w ogóle im je wypłacano, gdyż normy zdecydowanie to nie stanowiło – ale też mieszkali w fatalnych warunkach, za które musieli słono płacić, nakładano na nich „kary” finansowe za nieporządek w pokoju czy tym podobne bz...

PiS i pasożyty

Trwają prace nad ustawą reformującą Państwową Inspekcję Pracy. Zyskać ma ona możliwość zamieniania umów cywilnoprawnych (śmieciowych) w umowy o pracę w sytuacji, gdy w firmie spełnione będą kryteria, w oparciu o które pracownik powinien być zatrudniony na etacie. Kapitalista będzie mógł się od takiej decyzji odwołać do sądu. Projekt ustawy jest dziełem Lewicy, konkretnie ministry pracy, Agnieszki Dziemianowicz Bąk. Jeśli nie wejdzie w życie, nie tylko podtrzymana zostanie jedna z największych patologii polskiego rynku zatrudnienia, ale też przejdą nam koło nosa miliardy z Krajowego Planu Odbudowy. Ustawę tę próbował uwalić pan premier Donald Tusk; nic dziwnego, skoro nie raz ani nie dwa udowadniał, że jest pachołkiem klas pasożytniczo-wyzyskujących. I prawie mu się udało, ale chyba ktoś panu premierowi wytłumaczył, że bez walki ze śmieciówkami i fikcyjnym, wymuszonym samozatrudnieniem Polska straci unijne pieniądze, więc prace nad reformą PIP ruszyły na nowo. Podejrzewam, że pan Tus...

W interesie pasożytów

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (czyli Ministerstwo Pracy po prostu), na czele którego stoi Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy, przygotowało ze wszech miar słuszny projekt ustawy reformującej Państwową Inspekcję Pracy. Przewidywał on między innymi umożliwienie PIP likwidacji umów śmieciowych. Otóż, jeśli inspektor stwierdziłby, że dany pracownik zatrudniony na umowie cywilnoprawnej bądź (często fikcyjnym i/lub wymuszonym) samozatrudnieniu pracuje de facto tak, jak to przewiduje Kodeks Pracy, miałby z miejsca otrzymać umowę o pracę, ze wszystkimi świadczeniami, w tym ubezpieczeniem społecznym, czyli zostać zatrudnionym na etacie. Kapitalista miałby siedem dni na odwołanie od tej decyzji. Oczywiście, kiedy ogłoszono ten projekt – a Lewica prowadziła dość szeroko zakrojoną kampanię na jego temat – biznes (konkretnie, ten nieuczciwy, bo firmy uczciwie traktujące pracowników nie miały się czego bać) podniósł larum, a wraz z nim uczynili to piewcy dzikiego kapitalizmu...

Plany odśmieciowienia

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej planuje reformę, która w polskich warunkach jawi się jako naprawdę istotna. Miałaby ona mianowicie zwiększać kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy, która zyskałaby prawo do zamieniania umów cywilnoprawnych, w oparciu o które zatrudnieni są pracownicy, w umowy o pracę. Oczywiście nie o wszystkie umowy cywilnoprawne – najczęściej zlecenia i o dzieło, a także B2B – miałoby chodzić, lecz o śmieciowe, czyli te, które stosowane są w sytuacji, gdy POWINNA obowiązywać umowa o pracę. Jest to, jak wiemy, jedna z najpowszechniejszych w Polsce form wyzysku, bardzo lubiana przez kapitalistów, którzy mogą w ten sposób przerzucać na pracownika koszty pracy (w całości w przypadku umów o dzieło i częściowo przy umowach zlecenia), pozbawiać go praw, np. do urlopu czy strajku, a także sprawiać, że czas jego pracy nie będzie regulowany. Odkąd ministerstwo ogłosiło takie plany, wśród klas pasożytniczo-wyzyskujących i ich prawicowych apologetów rozlega się pełe...

Mniej śmieciowo

Parę już ładnych razy pisałem, że gdyby nie Lewica w koalicji (szkoda, że Razem oddzieliło się od jej klubu…), ten rząd byłby równie do bani, co poprzedni, zwłaszcza, że PO/KO, PSL (w szczególni ta partia) i Polska 2050 od Bezprawia i Niesprawiedliwości różnią się zaiste niewiele, w drobnych zaledwie detalach. Jeżeli w życie wchodzą pozytywne reformy, najczęściej są one zasługami lewicowych ministrów, którzy mimo oporu materii w postaci prawicowych koalicjantów i tak samo prawicowej „opozycji” jakoś je przeforsowują, w mniejszym bądź większym zakresie. Taka wielce pozytywna zmiana wchodzi właśnie w życie. Dotyczy ona pracy i emerytury, czyli kwestii ogromnie ważnych w życiu tak poszczególnych jednostek, jak też całego społeczeństwa Otóż, zarówno prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej, jak i praca na umowie zlecenie wliczały się bowiem będą do stażu pracy. Dotychczas tak nie było; można było przez lata zasuwać w takiej właśnie formie, a w świetle prawa nie być traktowany...

Niezwolnieni

Jedna z krakowskich rozgłośni radiowych wycięła ostatnio numer, którego nawet twórcy dystopii by nie wymyślili. Oto jej szef zwolnił grupę dziennikarzy, w ich zaś miejsce powołał nowych. Tyle, że ci nowi… nie istnieją, w każdym razie, nie w realnym świecie, stanowią bowiem kreacje tzw. „sztucznej inteligencji” (czyli ŻADNEJ inteligencji, ale to temat na inne rozważania). Mają się „wypowiadać” – co już zakrawa na zaiste chorą ironię, żeby użyć cenzuralnego słownictwa – na tematy społeczne tudzież kulturowe, czyli takie, które wymagają czegoś, czego żaden robot ani program komputerowy nigdy miał nie będzie, mianowicie minimalnej chociażby wrażliwości emocjonalnej. Mało tego, ci sztuczni pseudo-dziennikarze już „przeprowadzili wywiad” z… Wisławą Szymborską, zmarłą w 2012 roku. Medialne kłamstwa wspięły się zatem na nowy poziom. Media (te cokolwiek uczciwsze) i portale społecznościowe słusznie się zagotowały. Pojawiły się petycje i listy otwarte w sprawie zwolnionych dziennikarzy, l...

Dobra praca

Jutro 1 Maja, czyli oczywiście Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy. Z tej okazji warto zastanowić się, jakie cechy ma DOBRE zatrudnienie. Po pierwsze, odróżnić trzeba pracę od zapierdolu. Ta pierwsza służy pozyskiwaniu przez wykonującego ją człowieka środków na utrzymanie, powinna oferować możliwość rozwoju (różne rozumianego, w zależności od profesji) i dawać satysfakcję. W pewnych sytuacjach może być błogosławieństwem, na przykład wówczas, gdy pomaga wydobyć się z depresji (piszę z doświadczenia). Ten drugi to wyczerpująca harówka, która wyniszcza człowieka, niekoniecznie gwarantując dochody (znów piszę z doświadczenia); celem zapierdolu jest to i tylko to, aby kapitalista mógł się wzbogacić na maksymalnym wyeksploatowaniu zatrudnionych. W dzisiejszej notce skupimy się na pracy, czyli zjawisku pozytywnym oraz koniecznym. Aby jednak faktycznie czymś takim się ona stała, spełniać powinna kilka warunków. Po pierwsze, skoro jej głównym celem jest pozyskanie środków na za...

Leki na patologie

Rynek pracy w kapitalistycznej Polsce toczony jest przez nowotwory licznych patologii typowych dla nieludzkiego owego systemu w wersji neoliberalnej/neokonserwatywnej, jaką wdrożono u nas po obaleniu poprzedniego ustroju (technokracji biurokratycznej). W niektórych okresach minionych trzech dekad bywało trochę lepiej, w innych znacznie gorzej (zwłaszcza, odkąd do władzy dorwał się POPiS), generalnie jednak płace mamy znacząco niższe, niż wynikałoby to z rosnącej wydajności, zbyt rozplenione są niestabilne formy zatrudnienia (na czele oczywiście z umowami śmieciowym), prawa pracownicze to w znacznej mierze fikcja, wypłata oczywistości nie stanowi, wielu z nas haruje ponad ustawowy czas pracy… Mnożyć można by długo, zresztą, niejednokrotnie o tym wszystkim pisałem. Zasuwamy ciężko, bojąc się o każdy dzień, a mimo to licznym spośród nas nie starcza na przeżycie od pierwszego do pierwszego. W kapitalistycznej Polsce prędzej można dorobić się chorób zawodowych – fizycznych oraz psychicznyc...

Jarosław i rozmnażanie

Niejaki Kaczyński Jarosław, prezes Bezprawia i Niesprawiedliwości, wicepremier oraz – o zgrozo! – nieformalny władca Polski, chce, aby osoby obywatelskie naszego kraju się rozmnażały. Chodzi mu zwłaszcza o kobiety. Na partyjnym pikniku w Połajewie kwakał: Z miłości też są dzieci, a to dzisiaj największy prezent, jaki można zrobić Polsce. Tu mówię przede wszystkim o paniach, bo wiadomo, kto te dzieci musi urodzić. A to nie jest łatwe. I my będziemy wszystko robić, żeby tych prezentów było jak najwięcej. Nie wiem, czy pod pojęciem: „wszystko” Kaczyński rozumie także masowe gwałty, ale wykluczyć się tego nie da; prawica – w szczególności skrajna, a do takowej PiS się zalicza – traktuje kobiety jako rzeczy, przedmioty służące li tylko zaspokajaniu męskich potrzeb, w tym seksualnych, przy czym kobieca wola się tutaj nie liczy. W każdym razie, z owej wypowiedzi dyktatorka bez większych problemów da się wyczytać, iż jego głównym zamierzeniem pozostaje inkubacja. Czyli to, aby przedstawiciel...

Rumuński przykład

Rumunia kojarzy się wielu z nas z biedą, zacofaniem, Karpatami, ewentualnie turystyką, Ceausescu czy księciem Vladem Draculą. Tamtejsza ludność faktycznie była uboga, nawet bardzo… ale po transformacji ustrojowej Rumunia nie zniszczyła swojego przemysłu, przynajmniej nie cały. Na siłę zachowała markę samochodową Dacia, aż w końcu wykupił ją koncern Renault-Nissan i dziś te auta, bardzo zresztą fajne, święcą rynkowe triumfy na kilku kontynentach (nawet w Europie Zachodniej, gdzie początkowo w ogóle nie zamierzano ich sprzedawać). Po wejściu zaś do Unii Europejskiej owo karpackie państwo skorzystało z okazji i unijnej pomocy, dzięki czemu dynamicznie się rozwija. A Rumuni są chyba mądrym społeczeństwem, o czym świadczy, że nie wahają się masowo demonstrować, kiedy w ich kraju źle się dzieje i domagają się zmian, jak również, iż wybierają całkiem niezłych polityków. Ci zaś wprowadzają sensowne reformy. Przykładowo, plagą rumuńskiego rynku pracy – podobnie jak polskiego oraz wielu pańs...

Zreformować wymagania

Przeglądając oferty pracy, można dojść do wniosku, że niektóre przedsiębiorstwa mają wobec przyszłych zatrudnionych wymagania rodem z kosmosu. Zwłaszcza, jeśli chodzi o doświadczenie. Oczekują mianowicie, by szukający pierwszej (poważnej w każdym razie) pracy człowiek, zaraz po szkole lub studiach, zdążył już przepracować tak ze sto lat na analogicznym stanowisku. Owszem, nie zawsze jest to bezsensowne, są bowiem stanowiska, które faktycznie powinny być obsadzane osobami kompetentnymi i dysponujący odpowiednio długą praktyką zawodową (niestety, często obsiadają je krewni i znajomi królika, co miewa niewesołe, delikatnie rzecz ujmując, skutki). Ale są to raczej wyjątki niż reguła; założenie, że ktoś, kto dopiero rozpoczyna na serio karierę zawodową, już od dłuższego czas parał się tym, przy czym dopiero chce zacząć pracować, jest kompletnie bezsensowne, idiotyczne wręcz… Oraz szkodliwe, ponieważ stanowi jedną z przyczyn jakże licznych patologii polskiego rynku pracy. Właśnie takie d...

Nieakceptowalny

Wielu obywateli patrzy z nadzieją na Donalda Tuska, jako na tego, kto może pokonać Bezprawie i Niesprawiedliwość. Oczywiście, odsunięcie od władzy mafii/sekty Kaczyńskiego jest niezbędne, niemniej pan Tusk mojej nadziei w tym względzie nie wzbudza. Nie chodzi tylko o to, że pod względem ideologicznym od Kaczyńskiego Jarosława prawie wcale się on nie różni – obaj są zacofanymi, klerykalnymi prawicowcami postsolidarnościowymi, pachołkami kapitału, kleru i USA, traktującymi Polskę jako koryto i gardzącymi jej obywatelami – toteż, gdyby nawet PO/KO pod jego przewodnictwem wygrała wybory i utworzyła rząd, nic w (k)raju nad Wisłą się nie zmieni… w każdym razie, nie na lepsze. Ten mój deficyt nadziei w stosunku do pana Tuska bierze się również z prostego faktu, iż ma on bardzo duży elektorat negatywny, czyli grono wyborców, którzy nigdy nie oddadzą głosu ani na niego, ani na PO, ani na żadną listę wyborczą, którą by firmował (dlatego wspólna lista opozycji nie powinna powstać, gdyż byłaby prz...

Śmieciowe życie polskiego niewolnika

Wprawdzie nominalne wynagrodzenia za pracę w Polsce wzrastają… ale inflacja i tak wzrosty owe przeżera, nadto zdecydowanie nie wszyscy nadwiślańscy pracownicy zarabiają coraz więcej. Kiedy tak popatrzeć z dystansu na nasz rynek pracy, wypada go raczej określić rynkiem niewolnictwa, gdyż większość działających u nas firm traktuje proletariuszy jak chłopów pańszczyźnianych… lub niewiele lepiej. Owszem, są wyjątki, czyli przedsiębiorstwa oferujące stabilne zatrudnienie, pozwalającą się utrzymał płacę, liczne pakiety socjalne, itd., ale żeby znaleźć tam zatrudnienie, najczęściej trzeba mieć albo ogromnie szerokie plecy (administracja publiczna), albo spełnić wymagania rodem z kosmosu (korporacje i duże koncerny). Większość naszych „pracodawców” (cudzysłów stąd, że żaden kapitalista ani przedsiębiorca pracy nie daje, lecz kupuje, po zaniżonych cenach, siłę roboczą zatrudnionych osób) nie chce słyszeć o prawach pracowniczych, pragnie za to, by proletariat zasuwał na nich jak najciężej i ja...

Leniwi i niezaradni

Prawicowcy – od polityków, poprzez neoliberalnych pseudo-ekonomistów, po dziennikarzy i innych komentatorów – narzekają, że młodzi ludzie grubo po ukończeniu trzydziestu lat często-gęsto nie zamierzają wyprowadzać się od rodziców. Pada (tak, ze strony PiS-owców też) argument, iż ci przedstawiciele młodej generacji są „niezaradni”. A jeżeli przed trzydziestką nie mają milionów lub przynajmniej setek tysięcy euro bądź dolarów na koncie, willi z basenem i sauną oraz garażu pełnego dziesiątek wypasionych fur, to wedle prawicowej, kapitalistycznej propagandy są jeszcze „leniwi”. Bo wiadomo, „ciężką pracą można osiągnąć wszystko”. No to przyjrzyjmy się, jak wyglądają owe „niezaradność” i „lenistwo”. Niejeden młody człowiek łączy naukę (nie tylko studiowanie, bo często zaczyna to robić jeszcze w szkole średniej) z pracą. Chodzi rzecz jasna o ulżenie domowemu budżetowi, niemniej jednak częstokroć dochodzą też inne motywacje, np. podjęcie próby usamodzielnienia się czy zdobycia dodatkowych p...