Negujący ludobójstwa
Chyba każdy trzeźwo myślący, znający historię (na poziomie choćby podstawowym) i jako tako wrażliwy człowiek wie i przyznaje, że Holocaust był jedną z największych zbrodni przeciwko ludzkości, straszliwym ludobójstwem, którego nikt ani nic nie może usprawiedliwiać.
Niemniej są – rzecz jasna, skrajnie prawicowi – politykierzy, którzy ów fakt kwestionują. Zalicza się do nich między innymi „polski” (cudzysłów, rzecz jasna, nieprzypadkowy, jako że bestia ta więcej ma wspólnego z Putinowskim caratem niż z Polską) hitlerowiec o nazwie Grzegorz Braun. Kilka ładnych razy negował on fakt popełnienia Holocaustu przez nazistów, a komory gazowe w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau nazywał „fake’em”. Z tego powodu usłyszał, jakże słusznie, zarzuty, a Europarlament (gdzie zasiada, pasąc się na naszych pieniądzach, mimo iż jest fanatycznym wrogiem Unii Europejskiej) uchylił mu immunitet. I bardzo dobrze!
Zarówno ten nazistowski zwyrodnialec, jak i każdy politykier czy działacz jakiejkolwiek organizacji społecznej, który zaprzecza, jakoby Holocaust popełniono, powinien najzwyczajniej w świecie zniknąć z przestrzeni publicznej, niezależenie od tego, czy poniesie odpowiedzialność karną, czy nie. Kwestionowanie nazistowskich zbrodni jest przyzwoleniem na ich popełnianie w naszych czasach, i tak winno to być traktowane.
Ale nie tylko Holocaustu oraz pozostałych zbrodni III Rzeszy reguła ta powinna dotyczyć, lecz w ogóle wszystkich zbrodni przeciwko ludzkości.
Nie powinno być zatem w sferze publicznej miejsca dla osobników negujących Rzeź Wołyńską (tak, Ukrainy również to dotyczy), a już na pewno nie dla takich, co uznają ją za „bohaterstwo”. Wołodymyrze Zełenski, proszę się nie rozglądać!
To samo z zaprzeczaniem popełnieniu zbrodni przez generała Franco w Hiszpanii, bądź usprawiedliwianiem ich ze względu na ich „antykomunistyczny” charakter. Nie brak takich, którzy owego faszystę rozgrzeszają, twierdząc, że jego rządy były dla Hiszpanii pozytywne.
Wykluczeni ze sfery publicznej powinni być też wszyscy, którzy zaprzeczają krwawym czynom południowoamerykańskich faszystowskich dyktatorów z drugiej połowy XX wieku, np. Pinocheta. A nie brak takich, co tychże zbrodniarzy wręcz gloryfikują.
Nie powinno być na scenie publicznej miejsca dla wszystkich, którzy negują zbrodnie popełnione podczas wojny w byłej Jugosławii – przez WSZYSTKIE strony.
To samo z kwestionującymi popełnianą od kilku lat masową zbrodnię na granicy polsko-białoruskiej, ofiarami której padają uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki. Rzecz jasna, odpowiedzialność karną powinni też ponieść popełniający ją politycy, czyli tak naprawdę cała prawica, zwłaszcza PiS, KO i PSL.
No i rzecz jasna reguła ta dotyczy negowania izraelskich masowych zbrodni, na czele z ludobójstwem w Strefie Gazy. Polityk, który nie uznaje jej za ludobójstwo, winien zrzec się mandatu i funkcji. Prawda, panie wiceministrze Bartoszewski?
Pamiętajmy, że kwestionowanie zbrodni jest opowiedzeniem się po stronie zbrodniarza. A chyba nie chcemy, żeby za politykę odpowiadali zwyrodnialcy, którzy tak się właśnie zachowują. Bo jeśli podoba im się Holocaust czy rzeź Gazy, to niewykluczone, że sami zechcą popełnić takie krwawe czyny.
Komentarze
Prześlij komentarz