Posty

Wyświetlam posty z etykietą oszustwo

Afera nie pomoże

Rozkręca się afera Zondacrypto – giełdy kryptowalut, która miała dopuszczać się oszustw (poszkodowanych są tysiące osób) i prania brudnych pieniędzy. Nie będę tu teraz tego szczegółowo opisywał, w każdym razie w sprawie pojawiają się wątki izraelski (do Izraela właśnie nawiał prezes firmy, jako, że ma tamtejsze obywatelstwo) i rosyjski, do tego dochodzą powiązania z politykami PiS-u i Konfederacji, a także z agentami CBA z czasów PiS-owskich nie-rządów. Również fakt, że Nawrocki aż trzykrotnie wetował ustawę mającą na celu uregulowanie i ucywilizowanie rynku kryptowalut, wskazuje, że ma nieczyste powiązania. Anty-PiS-owcy dziennikarze oraz politycy już się cieszą, że afera Zondacrypto zatopi Bezprawie i Niesprawiedliwość. Szczerze przyznam, iż bardzo chciałbym, aby tak się stało. Ale wątpię, by sprawy przybrały pozytywny obrót. Otóż, nie pierwsza to afera, jaka miała pogrążyć tę mafię/sektę, odebrać jej poparcie i doprowadzić ją do kryzysu, a wręcz rozpadu. I nie pierwsza awantura...

Biznes szarlatański

Coraz więcej osób w Polsce – i innych państwach kapitalistycznych, jest to bowiem kwestia w znacznej mierze systemowa – zmaga się z różnymi problemami psychicznymi, wliczając w to napady lęku, depresje, załamania, wypalenie, itd. Przybywa też ludzi mających różne problemy życiowe, np. z nawiązywaniem relacji. Nie wszyscy umieją akceptować trudności, zwłaszcza, że nieludzki system, w jakim żyjemy, zrzuca odpowiedzialność za porażki (takie jak bezrobocie, utrata zatrudnienia) czy nawet mniejsze niż zakładane sukcesy na jednostkę. Zarazem przybywa osób szukających alternatywnej wobec katolicyzmu formy rozwoju duchowego; stąd chociażby popularność medytacji. Nic zatem dziwnego, że namnożyło się w ostatnich latach różnego rodzaju szarlatanów, czyli pseudo-terapeutów: coachów, niby-psychologów, współczesnych znachorów (nie mających oczywiście nic wspólnego ze stosowaniem medycy naturalnej), załganych guru (najczęściej oderwanych od takich ścieżek duchowych jak buddyzm czy inne uznane) czy...

Sezon na półtora procent

Jak co roku, nastał czas rozliczeń podatkowych. Oznacza to, że przez najbliższe tygodnie zasypywani będziemy prośbami o przekazanie 1,5 proc. naszego podatku dochodowego. Pojawiają się one już od jakiegoś czasu w internecie, prasie, radio i telewizji, i są równie intensywne, co społeczne kampanie WOŚP. Czasami nawet aż za bardzo, zwłaszcza, że niektóre wchodzą z butami w ludzką wrażliwość czy sumienie, aż można się zastanawiać, czy to nie przesada… Wzmiankowaną część swojej daniny publicznej przekazać można już to organizacji (w tym międzynarodowej, np. UNICEF, WWF, itd.), już to fundacji, już to konkretnej osobie (np. zbierającej środki na leczenie czy rehabilitację). Wystarczy wpisać numer KRS w zeznaniu podatkowym. Są pomysły, żeby w ten sposób w Polsce finansować związki wyznaniowe, z Kościołem katolickim na czele; analogiczne rozwiązanie funkcjonuje we Włoszech. Jeśli zaś nie wskażemy organizacji ani osoby, którą chcemy wesprzeć z odprowadzanej przez siebie daniny publicznej, ...

Dojenie przez kapłana

Z różnymi typami oszustw mamy do czynienia: na wnuczka, na policjanta, na rozliczenie ogrzewania (specjalizują się w tym administracje mieszkaniowe, naliczając rachunki niewspółmiernie wysokie do zużytego w sezonie grzewczym ciepła), na stłuczkę na rondzie czy innym skrzyżowaniu… Z wyłudzeniami i oszustwami świetnie radzą sobie banki oraz parabanki; rzecz można, że się w tym specjalizują. Oczywiście wszystkie one mają na celu kradzież, czyli wyłudzenie pieniędzy. Ale żadne z nich nie umywa się do bodaj największego oszustwa w dziejach ludzkości, czyli oszustwa na Pana Boga. W sumie, to nie wiadomo, od jak dawna ludzkość wymyślała sobie różne bóstwa, których się lękała, ale które pomagały jej wytłumaczyć zachodzące na świecie zjawiska, sens życia czy tym podobne kwestie. Możliwe, że zaczęło się to już w epoce jaskiniowej, a w starożytności każdy lud miał swoich bogów i boginie. Co ciekawe, tych z religii politeistycznych uznać można za personifikacje już to sił realnie występującyc...

Klasa złodziei

Pewien prezes, jeden z najbogatszych polskich kapitalistów, ukradł dziecku czapkę. Konkretnie, zachachmęcił przekazane przez sportowca małoletniemu na trybunach nakrycie głowy. Zdarzenie to zostało nagrane, film, jak to w naszych czasach, trafił do internetu, skutkiem czego prezes ów stał się rozpoznawalny na całym niemal świecie, na całym też niemal świecie za jego sprawą zaczęto mówić o Polsce, niestety, źle. Teraz facet czuje się prześladowany (czy coś takiego), toteż wynajął firmę ochroniarską. Cóż, nie współczuję mu; nie trzeba było okradać dzieci. Wszelako, patrząc na sprawę z szerszej nieco, bo klasowej perspektywy, kapitalista ten nie rozbił niczego, czego nie robiliby on sam oraz inni przedstawiciele jego klasy. Zyski wszak kapitalistów pochodzą w zdecydowanej większości z kradzieży. Oczywiście, z reguły nie jest to kradzenie dzieciom czapek ani innych części garderoby, lecz okradanie pracowników z części wypracowanych przez nich pieniędzy (wartości dodatkowej, czyli po p...

Wyłudzacz mieszkań

Pan Jerzy z Gdańska żył w skrajnej nędzy. Jego źródłem utrzymania były nad wyraz skromne świadczenia plus paczki żywnościowe, przeto nie ma się co dziwić, że opiekunka z pomocy społecznej musiała (a raczej, jak przypuszczam, wykazała na tyle dobrej woli) płacić mu z własnych pieniędzy rachunki za prąd… a starszy pan, do tego z niepełnosprawnością, wszystko w mieszkaniu miał elektryczne. Jednakże jego sytuacja bytowa wcale nie powinna przedstawiać się aż tak tragicznie. W zamian bowiem za opiekę przekazał swoje mieszkanie Karolowi Nawrockiemu i jego żonie. Tak, PiS-owskiemu kandydatowi na prezydenta. Tyle, że opieki nie było. Po podpisaniu stosownych dokumentów, czyli przejęciu na własność lokalu pana Jerzego, Nawrocki nigdy więcej się tam nie pojawił, nikogo też nie przysłał do pomocy starszemu, schorowanemu człowiekowi. Innymi słowy, mieszkanie zostało wyłudzone. Sprawę wykrył jeden z portali informacyjnych, a teraz media trąbią o tym na okrągło. I dobrze. W sztabie Bezprawia I N...

Wielkie oszustwo

„ Za kapitalizm nie siedziałbym nie tylko osiem i pół roku, ale nawet miesiąca, tygodnia” – powiedział kiedyś profesor Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL (to on wymyślił nazwę związku zawodowego „Solidarność” i zaliczał się do głównych postaci zgromadzonego wokół niej ruchu), a po 1989 r. wielki krytyk dzikiego kapitalizmu i obrońca praw ludzi przez system ów nieludzki pokrzywdzony. Dlaczego warto przypomnieć ów cytat? Ano, z tej przyczyny, iż dzisiaj 13 grudnia, czyli rocznica – konkretnie czterdziesta trzecia – wprowadzania stanu wojennego, zadaniem którego było zwalczenie ruchu wyrosłego wokół „Solidarności”, obrosłego dziś legendą. A właśnie słowa prof. Modzelewskiego wyrażają, jak wielkim oszustem była tzw. „opozycja demokratyczna”, zgrupowana wokół NSZZ „Solidarność”. Acz, zaznaczyć warto, nie od samego początku. W 1980 roku, kiedy związek ów powstawał, celem faktycznie było wywalczenie lepszych warunków bytowych i wdrożenia w życie idei socjalizmu; postulaty...

Zdziercy

Po tym, jak przez Polskę (i oczywiście nie tylko) przetoczyły się powodzie, czyniąc gigantyczne zniszczenia, pojawiły się informacje o żerowaniu na powodzianach, czyli po prostu oszukiwano ich. O ile się orientuję, media nie nagłaśniały tego szczególnie głośno, sprawa bowiem dotyczyła nie tylko organizatorów fikcyjnych zbiórek, ale też wielkiego kapitału, konkretnie towarzystw ubezpieczeniowych. Rzecz jasna, nie wszystkich. Sądzę, że większość w miarę dokładnie oceniała szody i nie robiła problemów z wypłatą odszkodowań. Ale były i takie przypadki, wcale liczne (sumy: dom wartości milion złotych, ubezpieczony na półtora miliona (tzw. nadubezpieczenie, zgodne z prawem, podobnie jak niedoubezpieczenie; to właściciel posesji decyduje, na jaką kwotę chce ją ubezpieczyć), po powodzi do rozbiórki, ale ubezpieczyciel ocenił straty na około trzydzieści tysięcy i jeszcze wypłaca je z łaski. Na polskim rynku działa wiele towarzystw ubezpieczeniowych, spośród których nie wszystkie są wobec k...

Paskudny fach

Co by się stało, gdybym, dajmy na to, kupował bilety w kinie, teatrze czy galerii sztuki, po czym odsprzedawał je w internecie, na ulicy bądź w innym miejscu po zawyżonej cenie? Albo robił to samo z książkami, filmami czy muzyką na nośniku fizycznym? Zostałbym ukarany na podstawie Kodeksu Wykroczeń. Słusznie zresztą, bo działalność taka, nawet, gdyby przynosiła niewielki jeno dochód, byłaby zarówno nielegalna, jak też nieetyczna; mówiąc krótko, stanowiłaby zwyczajne oszustwo. Inaczej rzecz się ma, gdy proceder ów odbywa się na rynku nieruchomości. Wówczas nie tylko nie jest karany, ale jeszcze wszelkie media – od odnawianych publicznych po komercyjne – przedstawiają go jako wspaniały przykład „przedsiębiorczości”, wychwalając pod niebiosa parających się nim osobników, jak gdyby byli oni wcieleniami jakiegoś bóstwa. Tak, chodzi o flipping (przerzucanie) nieruchomości, czyli nową formą dojenia kasy przez kapitalistów. Polega to na kupowaniu domu lub mieszkania, ewentualnie lekkim od...

Wrogowie kobiet

W Sejmie leżą dwa projekty liberalizacji nieludzkiego zalegalizowanego bezprawia antyaborcyjnego, jakie funkcjonuje w Polsce. Jeden jest autorstwa Lewicy i przygotowany został z obywatelskim udziałem, drugi to dzieło PO/KO. Ten pierwszy jest świetny, drugi trochę gorszy, albowiem bardziej ogólny (obłudny?), oba jednak zakładają dopuszczalność możliwości przerwania ciąży zgodnie z wolą kobiety do dwunastego tygodnia – czyli tak, jak powinno być. Niestety, prace nad nimi się ślimaczą i w najbliższym czasie nie ma większych szans na postęp w tym zakresie. Liberalizację chorego, nazistowskiego ustawodawstwa wstrzymuje bowiem klerykalna Trzecia Droga, czyli Polskie Stronnictwo (niezbyt) Ludowe i Polska 2050. Innymi słowy, aborcja jest kością niezgody w koalicji rządowej. Pseudo-Ludowcy ewentualnie dopuszczają powrót ustawodawstwa, tak czy owak nieludzkiego, z 1993 r., kłamliwie nazywanego „kompromisem”, co oznaczałoby, że kobiety tak czy owak nie miałyby pełnego prawa do przerwania ciąży...

Janusz pasożyt

Osoby poselskie z Razem – która to partia coraz poważniej bierze sobie do serca reprezentowanie interesów proletariatu, z czego należy się tylko cieszyć – wsparły przed kilkoma dniami pracowników browaru należącego do spółki Janusza Palikota, znanego (osławionego?) kapitalisty i byłego politykiera. Od miesięcy nie wypłaca on zatrudnionym osobom pensji, pracownicy skarżą się zatem – trafnie oczywiście – że zostali oszukani; być może ofiarami tegoż oszustwa padli również drobni przedsiębiorcy, kooperujący z Palikotem. Politycy z Razem złożyli stosowne wnioski do prokuratury i Państwowej Inspekcji Pracy o zajęcie się sprawą, w tym o zbadanie legalności form zatrudnienia stosowanych w Palikotowej firmie. Ta straciła płynność finansową w ubiegłym roku, odeszli od niej inwestorzy (nie dziwię się), i to właśnie ma być powodem niewypłacania pensji. Rzecz w tym, że wiadomy kapitalista nie postawił jej w stan upadłości, skutkiem czego pracownicy, którzy orzynani są na tym, co im się po prostu...

Czekający PiS-owiec

Dziś pierwsze posiedzenie Sejmu i Senatu nowej kadencji (odpowiednio X i XI). W tym pierwszym Bezprawie i Niesprawiedliwość samodzielnej większości już nie ma, w związku z czym kolejnego nie-rządu najpewniej nie utworzy – na szczęście! Co nie zmienia faktu, że jego politykierzy starają się, jak mogą, by odwlec wielce dla ich kont bankowych bolesne odspawanie od stołków; stąd przecież, zlecona przez Kaczyńskiego Jarosława, za pośrednictwem niejakiego Dudy Andrzeja, misja tworzenia nowego rządu Morawieckiemu Mateuszowi. Samobójcza, ale jednak dająca trochę więcej czasu na dojenie. Przeciwnicy PiS-u zgodnie kierują tę mafię/sektę na polityczny śmietnik. Słuszne to o tyle, że już lata temu powinna się ona była tam znaleźć, niemniej, jak kilka razy wspominałem, wydaje się nieco przedwczesne. Tak naprawdę, los Bezprawia i Niesprawiedliwości wcale nie musi być aż tak pesymistyczny, jak przewidują to nieprzychylni mu analitycy. Smutne jest bowiem to, że Kaczyńskiemu i jego akolitom wystarcz...

Będzie brudno

No to stało się dokładnie to, co miało się stać. Niejaki Duda Andrzej podjął decyzję, jaką podjąć mu nakazał Kaczyński Jarosław, i wyznaczył datę wyborów parlamentarnych na 15 października. Czyli w niedzielę-wigilię dnia papieskiego; oczywiście nieprzypadkowo, bo Bezprawie i Niesprawiedliwość wraz z Kościołem katolickim z pewnością wykorzystają Jana Pawła II (wciąż będącego autorytetem, a wręcz obiektem kultu dla sporej części społeczeństwa) do uzyskania zwycięstwa lub przynajmniej jak najlepszego wyniku wyborczego. W każdym razie, zacznie się nam kampania – formalna i oficjalna, nieformalną i nieoficjalną bowiem poszczególne partie od dawna już prowadzą (konwencje, pikniki, wyjazdy, spotkania z wyborcami); niektórzy kandydaci wywieszają nawet swoje bannery. Czego należy się po niej spodziewać? Ano, przede wszystkim tego, że będzie brudna, zapewne o wiele bardziej niż poprzednie, których przecież też nie dało się nazwać czystymi. Nie tylko dlatego, że PiS-owcy z całych sił, nie sz...

Cud skomercjalizowany

Na początek, znów wypada mi przeprosić za brak piątkowej notki. Po raz kolejny wypadł mi dość istotny wyjazd. A teraz przechodzimy do meritum. Sierpień to w katolicyzmie polskim miesiąc pielgrzymek. Wiele osób mniej lub bardziej (no, może jednak mniej niż w poprzednich latach; laicyzacja wszak postępuje, szczególnie wśród młodego pokolenia) ruszczy pieszo lub rozlicznymi pojazdami mechanicznymi już to na Jasną (choć raczej należałoby powiedzieć: Brunatną) Górę (częstochowianie podobno nie lubią tego, gdyż pielgrzymi zaburzają im spokój i zanieczyszczają miasto, a wielu spośród nich to naziole), już to do rozmaitych kalwarii. A księża i kościelnie hierarchowie mają udój. Jako zwolennik pełnej wolności sumienia i wyznania, nie mam nic przeciwko pielgrzymowaniu jako takiemu; pod warunkiem oczywiście, że pielgrzymi nikogo nie krzywdzą, niczego nie niszczą, a ludzie nie są w taki czy inny sposób przymuszani do udziału w pielgrzymach. W Polsce są one zresztą – czy przynajmniej jeszcze ...

Waloryzacja szczątkowego socjalu

Bezprawie i Niesprawiedliwość otworem gębowym Kaczyńskiego Jarosława rzuciło, w dość chamski zresztą sposób, nowe obietnice o charakterze pseudo-socjalnym, między innymi 800 zł na każde dziecko (zamiast obecnego 500 Plus) czy darmowe leki dla osób po sześćdziesiątym piątym roku życia. Miałyby one zostać wdrożone od przyszłego roku – co ważne. Jak łatwo było się domyślić, Balcerowicze i spółka, a także liczni wyznawcy PO (co widać chociażby w postach tudzież komentarzach na Facebooku) podnieśli tradycyjne larum, że to „rozdawnictwo” oraz „finansowanie z naszych pieniędzy nierobów”, którzy „będą żyli jak panowie”. Cóż, niech ktoś spróbuje przeżyć w Polsce tydzień czy dwa, o miesiącu nie wspominając, za 800 zł, to pogadamy; ja przy takich dochodach (z pracy, nie z żadnego socjalu, żaden mi bowiem nie przysługiwał) przed rokiem sięgnąłem po żyletki i żyję tylko dlatego, że krew mi szybko krzepła, mimo zanurzania nadgarstków w ciepłej wodzie (przereklamowana namiastka polityki społecznej,...

Święta skarpeta

Na Facebooku pojawiły się memy, wedle których skarpeta Jana Pawła II uznana została za… relikwię (trzeciego stopnia, czyli przedmiot, którego kanonizowana osoba dotykała) i ma na to odpowiednie kościelne certyfikaty. Czy to prawda, czy ktoś sobie po prostu jaja robi, nie wiem… acz wygląda mi to na rzecz prawdopodobną. Kult relikwii – więcej wspólnego mający z totemizmem niż z chrześcijaństwem – w katolicyzmie obecny był od dawna, a w średniowieczu rozwinął się na całego, rzecz jasna gwoli nabicia kiesy kleru tudzież kościelnych skarbców. Relikwie nie tylko czczono podczas nabożeństw, który to zwyczaj przetrwał do dziś, ale też handlowano nimi. Przeważnie oczywiście opychano, za grube jak na tamte czasy pieniądze, podrobioną tandetę. Klient, coby uzyskać, jak mu wciskano, odpuszczenie grzechów, mógł sobie kupić przykładowo szczebel z drabiny, która się śniła Jakubowi, kopytko osiołka, na którym rodzina Jezusa jakoby zwiała z Betlejem do Egiptu, gwoździe z krzyża, do jakiego przybito J...

Sposób na oszusta

Ostatnio wydaje się, że Donald Tusk skręcił ideologicznie w lewo i próbując pociągnąć za sobą swoją partię, Platformę Obywatelską. A to powtórzy za politykami Lewicy (zwłaszcza Razem) i działaczami lokatorskimi stwierdzenie – stuprocentowo zresztą trafne – że mieszkanie jest prawem człowieka, a to zapowiada liberalizację prawa antyaborcyjnego i legalizację związków partnerskich, a to deklaruje wdrożenie (po objęciu władzy przez PO, rzecz jasna) pilotażowego programu skrócenia tygodnia pracy do czterech dni (koncepcja słuszna, acz też skradziona Lewicy), a to nawet o świeckim państwie napomknie – wszelako miesza te napomknienia z marzeniami, by w polskiej polityce wzrosła rola Kościoła katolickiego, ale oderwanego od PiS-u – a to jeszcze jakieś inne podkradzione lewicowcom hasełko rzuci w formie nieco tylko zmodyfikowanej. Liczni komentatorzy zastanawiają się, czy owo zachowanie pana Tuska wynika z tego, że faktycznie dostrzegł on, iż młode pokolenie wyborców chce z jednej strony więk...

Podstępny pan T.

Nawet rzucając jedynie przelotne spojrzenia na rodzimą scenę polityczną, dostrzec można, że największy – spoza PiS-u oczywiście – sojusznik Jarosława Kaczyńskiego, czyli Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej, zaczął się ostatnio stroić w piórka postępu i sprawiedliwości społecznej, rywalizując na tym polu z Lewicą (którą niewiele wcześniej on i jego partyjni podwładni wyzywali od najgorszych). Przykładowo, skoro formacja pod przewodnictwem Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adriana Zandberga od dawna głosi konieczność przekształcenia Polski w państwo świeckie, to pan Tusk wyjechał z postulatem oderwania państwa od Kościoła katolickiego… aczkolwiek, kiedy uważnie się wsłuchać lub wczytać w jego wypowiedź, wyjdzie, iż chodzi mu jedynie o przerwanie związku kościelno-PiS-owskiego i stworzenie identycznej relacji, w której zamiast mafii/sekty Kaczyńskiego będzie PO. Polityczki Lewicy głoszą konieczność walki z ubóstwem menstruacyjnym, domagając się, by podpaski i tampo...