Posty

Wyświetlam posty z etykietą Kamala Harris

Powrót zboczonego faszysty

Wygląda na to, że wczorajszy pierwszy etap (są dwa: najpierw osoby wyborcze głosują na elektorów, a potem ci na konkretnego kandydata, co jest przestarzałe i wadliwe) wyborów prezydenckich w imperium zła wygrał Donald Trump. Czyli zboczeniec, faszysta oraz kapitalista z miliardami na koncie (pochodzącymi oczywiście z wyzyskiwania proletariatu). Nadto przestępca, ale tak czy owak teraz sam siebie ułaskawi. Standardy republiki bananowej, czyż nie? Trumpowi w zwycięstwie pomogły właśnie ogromne pieniądze (w kapitalizmie są one niezbędne do wygrywania wyborów) oraz marna kampania jego głównej kontrkandydatki, Kamali Harris z Partii Demokratycznej (Jill Stein i Claudię De la Cruz wykosił system wyborczy, choć właśnie one miały dobre programy). Pani Harris nie potrafiła zmobilizować elektoratu, manifestując typowe dla liberalnej prawicy oderwanie od kwestii społecznych (o nich za chwilę); nie pomógł jej też Joe Bidem, podkreślając swoje poparcie dla rasistowskiej ideologii syjonizmu w cz...

Upadek imperium?

Już jutro w kapitalistycznym imperium zła, najbogatszym państwie Trzeciego Świata (ponad czterdzieści milionów osób tam głoduje, lawinowo przybywa ludzi w kryzysie bezdomności!), agresywnym supermocarstwie atomowym i największym zagrożeniu dla światowego pokoju oraz bezpieczeństwa, czyli w USA odbędą się wybory prezydenckie. A przy okazji wiele innych, w tym lokalne, nimi jednak dziś zajmowali się nie będziemy. Tamtejszy przestarzały i, zauważyć trzeba, coraz słabiej odpowiadający wymogom ustroju demokratycznego system wyborczy sprawił, że główny pojedynek rozegra się między szalonym, zboczonym miliarderem-faszystą, czyli oczywiście starającym się o reelekcję Donaldem Trumpem, a nieco od niego łagodniejszą, ale i tak konserwatywną, wsteczną i działającą ze smyczy wielkiego kapitału Kamalą Harris. Ten pierwszy reprezentuje Partię Republikańską, ta druga – Partię Demokratyczną, oboje zaś – największe koncerny tudzież korporacje. Na nich jednak lista się nie kończy, ponieważ na prezyde...

Źle i niedobrze

Osoby fanowskie pozornej demokracji są uradowane, bowiem sondaże po debacie między Kamalą Harris a Donaldem Trumpem dają zdecydowaną przewagę tej pierwszej. Kandydatkę Demokratów na prezydentkę USA poparła też piosenkarka znana z zanieczyszczania atmosfery samolotowymi spalinami (ta, co była niedawno w Polsce). Zarazem osoby fanowskie pozornej demokracji mogą nie wiedzieć, polskie media bowiem niechętnie o takich rzeczach informują, że Stany Zjednoczone przed kilkoma zaledwie dniami zbombardowały szkoły w Jemenie (jednym z najbiedniejszych państw świata, wyniszczonym wojną domową, saudyjskimi ostrzałami i blokadą handlową), takie z dziećmi, za to, że Jemeńczykom udało się zestrzelić JEDNEGO imperialistycznego drona. Ktokolwiek wygra jesienne wybory prezydenckie, USA nadal będą popełniały podobne zbrodnie przeciwko ludzkości, jak świat długi i szeroki. Ich imperialistyczna polityka, zgodna z interesami tamtejszego wielkiego kapitału, w tym zwłaszcza zbrojeniowego oraz energetyczneg...

Faszysta, Iran i USA

Z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w USA wiąże się potężne zagrożenie dla całego świata, konkretnie dla pokoju i bezpieczeństwa. I to niezależnie od tego, czy wygra je szurnięty kapitalista, czy pozorna demokratka. Przy czym groźba kryje się nie tyle w samym jankeskim imperium, ile na Bliskim Wschodzie, dokładnie rzecz ujmując, w Izraelu. Ma polskie pochodzenie (jak wielu tamtejszych kolonistów, z których składa się izraelskie społeczeństwo), na imię Binjamin, na nazwisko Netanjahu, popełnia ludobójstwo w Gazie i szykuje się do przeniesienia tej zbrodni na Zachodni Brzeg Jordanu, a także do Libanu, co zaś najgorsze, od lat poważnie myśli (do spółki z saudyjskimi kolegami) o wojnie z Iranem. Zarówno Izraelowi, jak też Arabii Saudyjskiej perskie państwo tkwi ością w gardle. Co do Saudów, powodem jest oczywiście rywalizacja na rynku ropy naftowej, a także konflikt w dziedzinie wizji islamu (wahhabizm kontra szyizm). Z kolei Izrael rywalizuje z Iranem na polu zbrojeniowym, również...

Tak czy owak źle

Joe Biden, dotychczasowy prezydent USA, wycofał się z walki o drugą kadencję. Kończy kampanię wyborczą… o ile można było tym mianem określić niemrawe działania, graniczące z brakiem działań, i ciągłe obrywanie w debatach od faszysty Trumpa, który również walczy o reelekcję i nie waha się w tym celu zadrasnąć swojego ucha przy pomocy snajpera. No i powiedzmy sobie szczerze, że dobiegający dziewięćdziesiątki staruszek, który z coraz większym trudem orientuje się, co dzieje się wokół niego, nie za bardzo nadaje się do stania na czele imperium. Nie wyjeżdżam tu z ageizmem; potępiam tę formę dyskryminacji, tak jak każdą inną. Po Bidenie widać jednak, że wiek po prostu go pokonał. Poza tym jego kadencja to rozczarowanie (podobnie rzecz ma się chyba z całą Partią Demokratyczną), zarówno dla co bardziej progresywnego elektoratu, który wcześniej popierał Berniego Sandersa (ten cztery lata temu odstąpił swą kandydaturę Bidenowi ze względu na wiek, co dla USA i świata było nieszczęściem), jak ...