Posty

Wyświetlam posty z etykietą Anna Karenina

Anna i ruska onuca

Niedawno na polskim rynku księgarskim ukazała się powieść Lwa Tołstoja Anna Karenina w nowym tłumaczeniu Jana Wołowskiego. Czytałem to arcydzieło przełożone, wspaniale zresztą, przez Kazimierę Iłłakowiczównę, nowej translacji nie znam, więc jej nie oceniam. Tak czy owak, nowe przekłady klasyki literatury to żadna nowość. Doczekują się ich chociażby: Chandler, Montgomery (ta od rudowłosej dziewczynki już tu z Zielonego Wzgórza, już to z Zielonych Szczytów), Twain, Molier i wielu innych pisarzy. Tołstoj dołącza właśnie do tego grona. Nie ma w tym nic złego, wręcz należy się cieszyć, że taki proces odświeżania klasycznych dzieł i arcydzieł następuje. Tyle, że Lew Tołstoj był pisarzem ROSYJSKIM. A wszystko, co z Rosji pochodzi, w Polsce jest ideologiczne obrzydzane już to przez kolejne rządy prawicy postsolidarnościowej (PiS i PO są jednakowo rusofobiczne, warto zauważyć), już to przez media – zwłaszcza te o pro-amerykańskiej orientacji, już to przez Kościół katolicki, już to przez in...