Posty

Wyświetlam posty z etykietą parlamentaryzm

Misja pana Szymona

Szymon Hołownia, publicysta, który od lat kilku bawi się w politykę, zasiadł w fotelu Marszałka Sejmu, zgodnie z koalicyjnym uzgodnieniem. Po dwóch latach zastąpić go ma Włodzimierz Czarzasty; rotacja ta wydaje się ciekawym pomysłem, zobaczymy, jak się sprawdzi. Czas showmaństwa – bo pan Hołownia do tej pory był na scenie politycznej właśnie showmanem – skończył się zatem radośnie, zaczęło się piastowanie naprawdę poważnego, nader istotnego stanowiska w państwie. A zarazem wypełnianie ogromnie trudnej misji, jaką będzie pozostawionego w parlamencie przez PiS szlamu, guana tudzież innych nieczystości. Libkowa banieczka pęka z zachwytu, jaki to nowy Marszałek Sejmu wspaniały. Niby trudno się dziwić, bo trzeba uczciwie przyznać, że Szymon Hołownia piastować swoje nowe stanowisko zaczął dobrze. Ma też całkiem niezłe pomysły na usprawnienie pracy izby niższej polskiego parlamentu i cofnięcie antydemokratycznych działań PiS-owskich, jakie zepsuły jej funkcjonowanie. No i naprawdę musiał...

Ułudy mandatu imperatywnego

Coraz więcej osób głosi ideę wprowadzenia mandatu imperatywnego, czyli możliwości odwołania przez wyborców posła lub senatora w trakcie kadencji (obecnie parlamentarzyści piastują mandat wolny, czyli bez możliwości odwoływania ich przez wyborców przed upływem kadencji). Pomysł taki poddają zarówno jednostki bezmyślne (typu Kukiz, startujący z list Polskiego Stronnictwa niezbyt Ludowego, bo własne ugrupowanie mu się rozsypało), jak też osoby, którym braku inteligencji zarzucić zdecydowanie nie można (np. Jarek Ważny czy Piotr Jastrzębski). Jak głoszą jego zwolennicy, mandat imperatywny miałby być swoistym batem na polityków, którzy poszli do parlamentu dla kasy i ani myślą wywiązywać się ze zobowiązań wobec wyborców. Nie spełniasz, pośle czy senatorze, naszych oczekiwań, to nie będziemy czekać do końca kadencji i następnych wyborów, lecz cię odwołamy. Pozornie jest to fajne rozwiązanie, wymuszające na politykach wywiązywanie się ze złożonych obywatelom obietnic, usprawniające...

Święto polskiego parlamentaryzmu

Dziś podobno mamy święto 550-lecia polskiego parlamentaryzmu (o tym, czy jest w ogóle co świętować, będzie w dalszej części notki). Z tej okazji parlamentarzyści Bezprawia i Niesprawiedliwości odgrodzili i siebie, i parlament barierkami od obywateli, po czym zapewnili, ustami na przykład Marszałka Senatu, że „reprezentują wszystkich Polaków”. Cóż, na pewno nie mnie, a przecież obywatelstwa polskiego się nie zrzekłem. Tymczasem trwają obywatelskie protesty przeciwko łamaniu przez PiS Konstytucji RP i niszczeniu trójpodziału władz. Bardzo dobrze, niech ludzie protestują. A posłowie Platformy (anty)Obywatelskiej oraz Przestarzałej zorganizowali własne obchody 550-lecia polskiego parlamentaryzmu. W ich trakcie przedstawiciele tychże partii wygłosili przemówienia, w których mówili, jak ważna jest demokracja parlamentarna (Jerzy Buzek dodał do tego uwagę, słuszną zresztą, że ogromnie istotna jest również Unia Europejska, dzięki której przez kilkadziesiąt lat nie było wojny w Europie Zacho...