Posty

Wyświetlam posty z etykietą patriarchat

Dziadocen

Żyjemy w antropocenie – epoce geologicznej, w której kształt naszej planety generują działania człowieka. Z tragicznymi konsekwencjami, dodajmy, takimi jak rozpętana przez kapitalistów i ich prawicowych sługusów katastrofa klimatyczna, czy też masowe wymieranie gatunków (wkrótce również naszego). Tymczasem w Polsce radośnie trwa sobie dziadocen. Czyli okres (nie podejmuję się określać, kiedy się rozpoczął, acz mam wrażenie, że jest równie stary, jak nasz patriarchat, tyle że przybierał różne formy), w którym o losach społeczeństwa oraz państwa decydują dziadersi – mężczyźni o konserwatywnych, betonowych i wstecznych poglądach, przekonani, że wszystko wiedzą najlepiej i z góry spoglądający na ludzi młodych oraz na kobiety. Przy okazji warto przypomnieć, że określenie „dziaders” NIE odnosi się do wieku; Donald Tusk, Roman Giertych, Radosław Kaczyński, Krzysztof Bosak, Zbigniew Ziobro, Władysław Kosiniak-Kamysz i im podobni prawicowi (skrajnie bądź umiarkowanie) politykierzy do jednost...

Krucjata przeciwko waginie

Warszawa ma chyba pecha, jeśli chodzi o zamachy na wolność kultury i sztuki. A to samorządowcy usiłują wysiudać literatów z Domu Literatury, a to teatr podpada PiS-owskim klerofaszystom. O pierwszej z tych spraw niedawno pisałem, dziś kolej na drugą. Oto przed pięcioma dniami, 24 listopada bieżącego roku, niejaki Radziwiłł Konstanty – potomek pasożytniczego (arystokratycznego, magnackiego) rodu, religijny radykał, fanatyk antyaborcyjny, były minister choroby w PiS-owskim nie-rządzie, a obecnie wojewoda mazowiecki – uchylił zarządzenie prezydenta Warszawy o powołaniu pani Moniki Strzępki na stanowisko dyrektorki Teatru Dramatycznego (jest to instytucja miejska, samorządowa, podczas gdy wojewoda jest reprezentuje administrację rządową). Pani Strzępka została zawieszona w pełnieniu swojej nowej funkcji, co grozi destabilizacją całego teatru. Działanie Radziwiłła może więc być traktowane jako zamach na wolność sztuki i instytucję kultury – wręcz POWINNO zostać za takowe uznane. Co było...

Upadek patriarchatu

Dziś 8 Marca, czyli Międzynarodowy Dzień Kobiet. Święto wywodzące się z USA, lecz ustanowione w Danii (z okazji zjazdu II Międzynarodówki), obchodzone każdego roku. Ma ono jak najbardziej socjalistyczny oraz oczywiście feministyczny rodowód. Oprócz oddawania należnej czci czy też wyrazów zwyczajnej sympatii przedstawicielkom płci żeńskiej, ideą tego dnia jest przypominanie o prawach kobiet oraz konieczności walki z ich łamaniem (przy czym o prawa te należy się troszczyć zawsze, nie tylko w jeden dzień w roku). A to jest, niestety, powszechne na całym świecie. Wciąż w licznych państwach i regionach kobieta traktowana jest jako własność mężczyzny. Żony, siostry, córki nie mogą podejmować samodzielnych decyzji, a czasami wręcz wykonywać takich czynności jak wyjście z domu bez męża, brata, ojca. O ich życiu osobistym, ze szczególnym uwzględnieniem zawarcia związku małżeńskiego, decydują męscy „opiekunowie”. Przyznanie im praw wyborczych traktowane jest jako abstrakcja, a praw reprodukcyj...

Notka o kobietach

Dziś wspaniałe święto – Międzynarodowy Dzień Kobiet. Mnie, facetowi, przypomina ono o tym, że przedstawicielkom płci żeńskiej należny jest wielki szacunek – i nie od święta, a codziennie – a także o tym, jak ważną rolę pełnią one w społeczeństwie. Ale też co roku z tej okazji nachodzi mnie raczej niewesoła refleksja. Otóż, mimo iż kobiet jest na świecie więcej niż mężczyzn, to jednak wciąż są one w licznych państwach dyskryminowane, pogardzane, a często prześladowane (zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i społecznym). W niektórych miejscach są nadal traktowane jako własność mężczyzn. W innych pozbawione są wielu praw – nie tylko za sprawą złego ustawodawstwa, ale też z winy patriarchatu kulturowego, o którym za chwilę. I nie chodzi tu jedynie o państwa, gdzie dominującą religią jest islam (bardzo różnie zresztą podchodzący do praw kobiet, co wynika np. z tradycji lokalnych społeczności), czy też Indie, ale również o liczne kraje rzekomo cywilizowanej Północy. Przykładowo, w Polsc...

Legalna przemoc w dzikim kraju

Na początek taka mała dygresja, a zarazem wiadomość – wypłata funduszy unijnych dla poszczególnych państw powiązana będzie z przestrzeganiem przez nie praworządności. Oczywiście, jest to wymierzone w Węgry Orbana oraz imitację Polski rządzoną przez Kaczyńskiego za pośrednictwem Morawickiego i Dudy. Z jednej strony to dobrze, gdyż takie rozwiązanie, tzn. zewnętrzna presja finansowa, może ograniczyć dyktatorskie zapędy Bezprawia i Niesprawiedliwości, z drugiej… no cóż, jeżeli PiS nie ugnie się przed tą presją i pieniążków z UE nie będzie, to nie ucierpią na tym politykierzy, lecz my, obywatele. Jednakże (przechodzimy do meritum) jest w Polsce grupa osób, które cierpią tak czy owak, bez względu na fundusze unijne. Chodzi oczywiście o kobiety, a także o (niektóre przynajmniej) dzieci. Prawa przedstawicielek płci żeńskiej są podważane praktycznie od początku lat 90., kiedy to zaostrzono ustawodawstwo antyaborcyjne, a potem wprowadzano inne rozwiązania, np. chorą „klauzulę sumieni...

Piekło się zbliża

Epidemia koronawirusa trwa, służba zdrowia w coraz gorszym stanie (co jest skutkiem wieloletniej błędnej polityki prawicy postsolidarnościowej), DPS-y ogarnięte zarazą, rząd nakłada na nas coraz to nowe i coraz mniej zgodne z Konstytucją RP ograniczenia, Bezprawie i Niesprawiedliwość demoluje ustrój państwa… A tymczasem fanatyczni obrońcy życia od śmierci aż do poczęcia szykują kolejny atak. Oto zaraz po Wielkanocy, w dniach 15-16 sierpnia, w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie projektu ustawy niemal całkowicie zakazującej aborcji (poza ciążą stanowiącą wynik czynu zabronionego), a także karzącej za edukację seksualną. Do tego ma być jeszcze projekt dopuszczający udział dzieci w nagonce podczas mordowania zwierząt dla rozrywki, ustawa o mieniu pożydowskim i parę innych. Teraz, kiedy choroba zbiera swoje żniwo i nadchodzi kryzys gospodarczy, który zbierze żniwo jeszcze obfitsze, zdawałoby się, że temat zakazu aborcji w ogóle nie powinien się w dyskursie publicznym pojawić. ...

Lewica dla pań

Jeśli miałbym wskazać, co mi się najbardziej podoba w trwającej właśnie kampanii wyborczej, to z pewności fakt, że zarówno z list Lewicy (gdzie w ogóle zachowany jest parytet), jak i Koalicji Obywatelskiej startuje sporo kandydatek. Jakkolwiek płeć nie jest czynnikiem politycznym, tak cieszę się, iż na listach tychże komitetów przybyło przedstawicielek płci żeńskiej, w tym (co widać wyraźnie szczególnie na Lewicy) z młodego pokolenia. Po prostu lubię kobiety, popieram walkę o ich prawa (z przestrzeganiem których w Polsce po 1989 roku różnie bywało, a teraz, pod rządami Bezprawia i Niesprawiedliwości, przy wszechobecnym patriarchalizmie, sytuacja się pogarsza) i uważam, że parlament powinien się feminizować. Gorzej sprawa przedstawia się, jeśli chodzi o akcentowanie w kampanii kwestii praw kobiet (będących, przypominam, prawami człowieka!). KO, która, swoją drogą, wystawiła nawet kandydatkę na urząd premiera, jest w tej dziedzinie nader zachowawcza; wrzuca prawa kobiet do szuflad...

Kościół, prawica i wojowniczki

Wielu polskich hierarchów kościelnych oraz duchownych, a także politykierów (politykami nazwać się ich nie da) i publicystów skrajnie prawicowych (prawackich) – od PiS-owców po korwinistów i neonazistów – broni skostniałego, betonowego patriarchatu, czyli modelu społeczeństwa i (zwłaszcza!) rodziny, w którym dominująca jest rola mężczyzny. Owi ideologowie – czy to w sutannach, czy to w garniturach i żakietach, czy to podkoszulkach – głoszą wyższość mężczyzny nad kobietą, a także podziału na społeczne role „męskie” i „żeńskie”; oczywiście te drugie sprowadzać się mają do prokreacji, a raczej inkubacji, gotowania i sprzątania, jak również zajęć „niższych”, niegodnych mężczyzny. Który z kolei swoją żonę traktować może, a nawet musi jako własność, ma też prawo „wychowywać” i ją, i dzieci poprzez bicie. Kościół katolicki, czy raczej jego przekaz ideologiczny – nawet „feministyczna” koncepcja Jana Pawła II – praktycznie pozbawia przedstawicielki płci żeńskiej podmiotowości, ograniczając j...

Wystarczy trochę szpachli

Ale heca! Wypłynęły „taśmy Kaczyńskiego”, z których wynika, że facet niemający konta w banku chciał budować w stolicy dwa wieżowce za ponad miliard złotych, nadto wciągnął do tego interesu jakiegoś austriackiego biznesmena. Inwestycji nie będzie wszelako, bo PiS przegrało zeszłoroczne wybory samorządowe w Warszawie, więc z budową Kaczych Wież trzeba się pożegnać… Cała sprawa (jak na razie, bo może jeszcze coś wypłynie) pokazuje nie tylko to, że Jarosław Kaczyński jest politykierem nieuczciwym – nic dziwnego, wszak prawak – ale też to, że zarządzane przez PiS-owców instytucje państwowe, np. znacjonalizowane banki, są skrajnie niewiarygodne… No, ale do wyznawców Bezprawia i Niesprawiedliwości to nie dotrze; mają nazbyt wyprane mózgi, czego im oczywiście współczuję. I radzę, by znaleźli sobie inny obiekt uwielbienia, bo Jarosława Kaczyńskiego wielbić bądź czcić zdecydowanie nie warto… Afera taśmowa, któraś już z rzędu, może się rozkręci, może nie, lecz dzisiaj nie będę się nią zajmo...