Posty

Wyświetlam posty z etykietą bogactwo

Zakłamana wspólnota

Jednym z najbardziej załganych sformułowań jest majątek kościelny – w odniesieniu do Kościoła katolickiego i, jak przypuszczam, prawosławnego, bo w Kościołach protestanckich, tych lepiej funkcjonujących w każdym razie, rzecz wygląda nieco bardziej demokratycznie. Gdzie tu kłamstwo? Nie chodzi oczywiście o to, że Kościół katolicki majątku nie posiada; posiada, i to gigantyczny. W samej tylko Polsce to liczne nieruchomości, składające się na około połowę terytorium kraju (sic!), przekazane, oczywiście za bezcen, przez solidaruchów, do czego dochodzi największy skarbiec w państwie (Jasna Góra), liczne dzieła sztuki, zabytki, zyski z działalności gospodarczej, itd. No i oczywiście pieniądze publiczne, czyli nasze, przelewane przez władze państwowe i samorządowe. Krótko mówiąc, związek ów wyznaniowy jest bardzo bogaty. Oczywiście, z poszczególnymi księżmi bywa różnie – trafiają się tacy, co żyją w ubóstwie, choć nie brakuje kapitalistycznych burżujów w rodzaju Rydzyka – niemniej jako i...

Degeneracja miliarderów

Nie milkną echa po ujawnieniu przez amerykańskie organa ścigania (zgodnie z prawem) akt sprawy Jeffreya Epsteina – finansisty, handlarza ludźmi, przestępcy seksualnego i seryjnego gwałciciela. Urządzał on liczne orgie, na które zapraszał już to kapitalistów, już to hollywoodzkie gwiazdy, już to innych przedstawicieli pseudo-elit finansowych z USA i nie tylko. Działy się w ich trakcie straszne rzeczy, w tym gwałcenie dzieci, a pewna meksykańska modelka (dziwnym trafem zaginęła krótko potem) po ucieczce z jednej z takich „imprez” została nagrana, jak w przerażeniu krzyczała o… jedzeniu ludzi; miała na sobie podarta koszulkę z napisem sugerującym, że przeznaczono ją na jedno z dań (modelkę, nie koszulkę). Z tychże ujawnionych akt wynika, że w orgiach, podczas których dochodziło do czynów pedofilskich, brali udział światowej sławy miliarderzy oraz prawicowi politycy, w tym Donald Trump. Wygląda też na to, że Epstein, pracując dla izraelskiego wywiadu, zbierał na nich haki, aby nie przesz...

Świąteczny mord imperialistyczny

Minęły nam święta, nadchodzą kolejne. Nie dla wszystkich było one jednak szczęśliwe. Oto 25 grudnia, kiedy wielu z nas siedziało przy świątecznych stołach, bądź uskuteczniało inne formy świętowania, USA zbombardowały Nigerię. Konkretnie, były to ataki rakietowe i dronowe na stany Sokoto oraz Zamfara. Oficjalnie miały one na celu ochronę chrześcijan przed islamskimi, a raczej islamistycznymi fanatykami z organizacji Boko Haram (którzy rzeczywiście są niebezpieczni). W praktyce jednak pociski spadły na tereny, gdzie Boko Haram… nie ma. Bastion tejże organizacji działa kilkaset kilometrów od zbombardowanego terenu. Fikcją jest także ochrona chrześcijan, ci bowiem w ostrzelanych przez USA stanach od wieków nie mieszkają. Innymi słowy, w bombardowaniu zginęli zupełnie niewinni ludzie z wiosek, które z żadnymi bojownikami, terrorystami ani niczym podobnym nic wspólnego nie miały. Ot, zwykli rolnicy, kobiety i dzieci. Ale byli to muzułmanie, a w oczach zachodniej, kapitalistycznej propagan...

Bez przyjemności

Kapitalistyczne propaganda (jak każda totalitarna zresztą) zawiera w sobie różne nonsensy, mniej lub bardziej szkodliwe. Jednym z nich jest „efekt latte”, czyli rzekomy sposób na to, aby się wzbogacić. Rzecz cała pochodzi, jak łatwo się domyślać, z USA, a wymyślona została przez niejakiego Davida Bacha, pisarza finansowego i mówcę motywacyjnego (no to wszystko jasne). Codziennie, idąc po mieście, zauważał on wielu ludzi z kubkiem kawy latte na wynos. Na tej podstawie doszedł do wniosku, że gdyby osoby mniej zamożne odmawiały sobie takich właśnie drobnych przyjemności (kawy czy czegokolwiek innego), które niekoniecznie są im w życiu niezbędne, za to na dłuższą metę swoje kosztują szybko by się wzbogaciły. Może nie byłoby to zbiciem fortuny, ale znaczącą poprawą statusu finansowego już tak. Pozornie wszystko wygląda logicznie i ładnie. Od czasu do czasu faktycznie lepiej jest zrezygnować z jakiejś drobnostki, która nie jest potrzebna na już, by odłożyć trochę forsy (o ile jest z cze...

Czas udoju

Majówka – w sensie: długi majowy weekend – radośnie (faktycznie spędziłem ją bardzo miło i mam nadzieję, że Wy również) nam minęła, maj zaś się rozkręca. A miesiąc ten oznacza sezon komunijny – uroczystości Pierwszych Komunii Świętych odbywały się będą w poszczególnych świątyniach katolickich. Dzieciaczki w białych strojach (ech, w moich czasach, czyli w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego stulecia, wystarczał garniturek dla chłopczyka i sukieneczka dla dziewczynki) ruszą przed ołtarze, odbywszy już to na lekcjach szkolnej katechezy, będącej jedną z największych pomyłek polskiego systemu wątpliwej oświaty, już to – uzupełniająco – na salkach katechetycznych uciążliwe raczej przygotowania do przyjęcia owego sakramentu, opierające się na starej niedobrej zasadzie: „zakuj, zdaj, zapomnij”. Rzecz jasna, kapitaliści już zacierają ręce, w Polsce (nie wiem, jak w innych krajach, gdzie katolicyzm jest w miarę rozpowszechniony) okres udzielania Pierwszych Komunii Świętych jest sezonem prezent...

Ciężar dla purpury

Płacz i zgrzytanie zębów rozlegają się w Episkopacie Polski. Oto lamentują faceci w purpurze, że kiedy katecheza zostanie przeniesiona ze szkół do salek, Kościół katolicki „nie udźwignie tego ciężaru”, oczywiście finansowo. Dziwne, że dźwigał go przez ponad trzydzieści lat, odkąd Władysław Gomułka wycofał religię ze szkół, do czasu, aż reformę tę cofnął Tadeusza Mazowiecki (co mu nie pomogło, bo Kościół w wyborach prezydenckich 1990 r. i tak wspierał Lecha Wałęsę). No, ale w III RP katecheza szkolna stała się dla Kościoła katolickiego potężnym udojem, czyli źródłem naprawdę znaczącego bogactwa… a nikt wszak nie lubi być odrywanym od koryta. Rzecz jasna, obawy to przesadzone. Rząd Donalda Tuska – dokładnie tak, jak należało się tego spodziewać – głaszcze kościelnych hierarchów i duchowieństwo po jajkach, przede wszystkim w wymiarze finansowym. Jeśli chodzi o szkolną katechezę, to co najwyżej liczba jej lekcji ograniczona zostanie z dwóch godzin tygodniowo do jednej… o ile pan premi...

Burżuje w prywatnych odrzutowcach

Taylor Swift, jankeska piosenkarka i kompozytorka, ma na koncie (podejrzewam zresztą, że niejednym) ciężkie pieniądze. Na tyle ciężkie, że stać ją na prywatny odrzutowiec; zalicza się zatem do jednego procenta najzamożniejszej burżuazji, posiadającej blisko dwukrotnie tyle, co pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzkości razem wzięte. Gwiazdorka nie tylko posiada ów samolot, ale też robi z niego użytek, czyli buja się nim po świecie. Informacje o tymże bujaniu są ogólnodostępne, toteż pewien student postanowił je zbierać i wrzucać do Sieci, po to, aby pokazać obłudę Taylor Swift, która kiedyś pozowała na fankę ekologii, bo pochwaliła się, że dwa razy z rzędu włożyła jedno ubranie, czy coś w ten dekiel. No to teraz prawnicy piosenkarki grożą chłopakowi pozwem za rzekome śledzenie jej odrzutowca. Przypominam: polegało ono jedynie na udostępnieniu oficjalnych informacji; żadnych technik szpiegowskich student nie stosował, paparazzim też raczej nie był. No, ale zszargał wizerun...

Czego polityk zaznać powinien

Na początek – serdecznie przepraszam za brak notki wczoraj; niestety, miałem ważną sprawę urzędowo-medyczną do załatwienia poza domem, a potem parę obowiązków, więc najzwyczajniej nie zdążyłem jej napisać. Dziś jednakowoż wróciłem… no i zaczynamy. Często można spotkać się z opinią, że polityką parać się powinni specjaliści w określonych dziedzinach, ludzie, którzy na czymś konkretnym się znają. Niby dlatego, że ich doświadczenie pozwoli im lepiej – tzn. z większymi korzyściami dla państwa i społeczeństwa – sprawować samorządowe, parlamentarne czy rządowe funkcje. Teoretycznie tak, w praktyce wszelako nie jest to takie proste. Wybitny lekarz może se okazać nader przeciętnym ministrem zdrowia, przykładowo. Poza tym, rządy specjalistów szybko mogą przerodzić się w technokrację, która z jednej strony nie jest demokratyczna, z drugiej zaś w dłuższej perspektywie czasowej staje się niewydolna ( vide poprzedni ustrój lub, w coraz większym stopniu, obecny światowy turbo-kapitalizm). Inna ...

Miliarder z pustą głową

Jednym z kapitalistycznych mitów, a raczej hasełek propagandowych, jest to, że najbogatsi kapitaliści, ci z miliardowymi fortunami na kontach, wzbogacili się dzięki swoim cechom osobowym, takim jak: pracowitość, kreatywność, odpowiedzialność, gotowość do ryzyka… czy intelekt. Tymczasem ostatnio pojawiły się badania, wedle których ci burżuje wcale tacy inteligentni nie są, przesadnie kompetentni też nie; w większości nie wybijają się ponad przeciętność. A i durniów wśród nich nie brak. Donald Trump, dla przykładu, to wszak straszliwy idiota, co zdradza w zasadzie każdą swoją publiczną wypowiedzią. Fortunę odziedziczoną po ojcu powiększył nie dzięki WŁASNEJ pracy czy kompetencjom, ale wysługując się specjalistami – faktycznie znającymi się na rzeczy, których zatrudniał. Elon Musk, mimo iż pozuje na (szalonego?) naukowca, wynalazcę tudzież innowatora, też mądrością nie grzeszy. Dowodzi tego, zarządzając Twitterem w wyjątkowo głupi sposób: co i rusz zwalnia specjalistów, dzięki którym po...

Fałszywy mit

Jednym z głównych propagandowych mitów kapitalizmu jest to, że do powszechnego dobrobytu, jaki rzekomo gwarantować ma ów system (ha, ha, ha! Dlaczego tylu ludzi żyjących w „dobrobycie” umiera z głosu albo dlatego, że nie stać ich na leczenie?), doprowadzą najbardziej pazerne, zdegenerowane i pasożytnicze – propaganda nazywa je: „przedsiębiorczymi, (choć z prawdziwą przedsiębiorczością jako żywo nie mają nic wspólnego), „kreatywnymi” i „pracowitymi” (mimo iż na ich gigantyczne fortuny pracują pracownicy ich firm) – jednostki, czyli oczywiście kapitaliści. Oni to, bogacąc się, innymi słowy – akumulując kapitał, mają spowodować, iż wzbogacą się, acz w mniejszym stopniu, wszyscy inni ludzie. Jest to oczywista bzdura. Nawet nie trzeba się specjalnie w owo założenie zagłębiać, by to dostrzec. Rzecz cała jest bowiem naprawdę prosta. Pomijam nawet fakt, że kapitaliści, jak wiemy, bogacą się na wyzyskiwaniu pracowników swoich przedsiębiorstw, czyli na płaceniu im jedynie części (i to niewie...

Dowcip o kapitalizmie

Jest taki dowcip, który idealnie oddaje, skąd biorą się fortuny kapitalistów, a zarazem opisuje proces wyzysku: Właściciel dużej firmy przyjechał do niej nowiutką, wypasioną furą. Jeden z pracowników, chcąc się mu przypodobać, mówi: - Ależ pan prezes ma fajny wóz! Zadowolony kapitalista odpowiada: - Jeśli ty i twoi koledzy będziecie pracowali dwa razy wydajniej niż obecnie, brali więcej bezpłatnych nadgodzin, nie chorowali, nie brali urlopów, a żadna z pracownic nie zajdzie w ciążę, to za rok kupię sobie jeszcze lepszy. Identycznie, jak ten wyzyskiwacz z dowcipu, zachował się Jeff Bezos, jak najbardziej autentyczny kapitalista, jeden z najbogatszych ludzi na świecie (obecnie, jeśli się nie mylę, na drugiej pozycji, zaraz za Elonem Muskiem), kiedy po swoim locie w kosmos – acz naukowcy nie są zgodni, czy jego rakieta w kształcie penisa faktycznie osiągnęła przestrzeń kosmiczną; jako, żem laik w tej kwestii, trudno mi dywagować – stwierdził, że ufundowali mu go pracownicy Amazona. M...

Elita

Przy okazji awantury wywołanej wielce niefortunną wypowiedzią Olgi Tokarczuk (odniosłem się do niej w zeszłym tygodniu) rozgorzała w Polsce dyskusja o klasizmie i elitaryzmie. Przypomnę, że ten pierwszy jest dyskryminowaniem i gardzeniem osobami ze względu na przynależność do mniej zamożnych i/lub trudniących się ciężką pracą klas społecznych, a ten drugi – dyskryminacją i pogardzą wobec ludzi nieprzynależących do elit. No właśnie, co to są elity? Kogo do nich zaliczyć? Moim zdaniem, kwestia jest wewnętrznie dość rozbudowana i w znacznej mierze subiektywna. Zależy bowiem od tego, o JAKICH elitach mówimy, samo to pojęcie dotyczyć może osób wyróżnianych na podstawie rozmaitych czynników. Dla mnie elitami zawsze byli ludzie, którzy czymś się odznaczali: albo wybitnymi osiągnięciami, albo wyższymi niż reszta kwalifikacjami, albo jakimiś cechami, które wyróżniają ich spośród ogółu. I tak, elitą kultury i sztuki są wybitni twórcy (owszem, Olgę Tokarczuk też za takową uznaję, mimo iż j...

Zabójczy smród burżujów

Pewien polski milioner (czyli burżuj, nie owijajmy w bawełnę) stwierdził ostatnio, że aby zapobiec katastrofie klimatycznej, biedni muszą „mniej żreć”, zwłaszcza mięsa. Pochwalił się też, co on osobiście zrobił w klimatycznym zakresie – lata mniejszym prywatnym samolotem; zauważa przy tym, że całkowita rezygnacja z takich lotów „nic nie zmieni”. Jego wypowiedź wywołała falę krytyki u osób wrażliwych społecznie, czyli głównie lewicowców, jak również u ludzi zorientowanych w temacie (klimatologów, ekologów i zainteresowanych sprawą amatorów); nie brakło też szyderców, co na burżuju nie zostawili suchej nitki – i git, tak ma być. Jego słów nie da się w żaden sposób obronić, nie tylko dlatego, że są obraźliwe dla większości ludzkości, ale też z tej jakże prostej przyczyny, iż trudno wśród nich znaleźć punkty styczności z rzeczywistością. Owszem, ograniczenie lub – jeszcze lepiej – całkowita rezygnacja ze spożywania mięsa to zachowanie nie tylko moralne i zdrowe, ale też pożyteczne dla ...

Epoka tasiemców

Elon Musk, kapitalista uznawany za najbogatszego człowieka świata, kupił Twittera za około 45 mld dolarów (6 mld przekazać miał, wedle własnej obietnicy, na walkę z nędzą i głodem… ale jakoś tego nie zrobił). Dzięki temu będzie mógł jeszcze pomnożyć gigantyczny swój majątek, kontrolować zamieszczane na tym portalu informacje tudzież opinie, a także wpuszczać na jego łamy swoich ulubionych faszystów. Nie jest to pierwsza tego typu transakcja. Niedawno Jeff Bezos – też kapitalista, którego Musk wyprzedził w rankingu nieprzyzwoitego bogactwa – nabył Washington Post . Od tamtej pory gazeta owa pisze, że podatki są złe, za to fanaberia w postaci lotów w kosmos jej właściciela – jak najlepsza dla ludzkości całej. No i przynosi Bezosowi zyski, jakby mało mu było tych generowanych przez Amazon. Oba te przypadki – zapewne niejedyne w skali globu, bo nawet jeśli kapitaliści nie kupują całych ośrodków medialnych, to są ich ważnymi udziałowcami – wpisują się w normę obecnego kapitalizmu. Infor...

Opasły don i jego pazerni kamraci

Kardynał Stanisław Dziwisz – sekretarz Karola Wojtyły (1966-78) i Jana Pawła II (1978-2005), najprawdopodobniej ponoszący odpowiedzialność za masowe i w żadnym razie darmowe tuszowanie zbrodni pedofilskich popełnianych przez kler (w związku z czym nosi mafijną ksywkę don Stanislao ), metropolita krakowski (2006-16), który wsławił się niesłychaną nawet jak na kościelne standardy pazernością oraz dalszym tuszowaniem kleszej pedofilii, a od 2016 roku arcybiskup senior archidiecezji krakowskiej, do tego wszystkiego handlarz relikwiami Jana Pawła II (krew z niego chyba szlauchem spuszczał, niczym wampiry w filmie Kołysanka Juliusza Machulskiego) – wygłosił kilka dni temu kazanie. Zostało ono źle przyjęte, zwłaszcza przez środowiska lewicowe i laickie, czemu dziwić się trudno. Jedni komentatorzy reagowali na słowa dona Dziwisza sarkazmem, inni oburzeniem. Obie reakcje są prawidłowe, jakkolwiek mojemu sercu bliższa jest ta druga. A co powiedział były papieski sekretarz? Ano, skierował do k...

Obniżka propagandowa

Nie-rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości chwali się wszem i wobec, jak to ulżył Polkom i Polakom w dobie szalejącej inflacji. Obniżył oto VAT na artykuły spożywcze, paliwo tudzież inne produkty. Wydał nawet odgórne polecenie, żeby w sklepach i ogólnie punktach handlowych powywieszać obwieszczenia o tychże obniżkach; cel – ludziska mają wielbić Jarosława Kaczyńskiego oraz jego akolitów. Goebbels byłby dumny z takiej propagandy. Bo to jest właśnie propaganda, nic innego. Owszem, benzyna, olej napędowy czy gaz LPG faktycznie staniały, ale pytanie, na jak długo. Inna bajka, że dwa oba pierwsze rodzaje paliwa są w (k)raju nad Wisłą i tak zbyt wysoko wycenione. Ale kiedy popatrzymy na ceny podstawowych artykułów spożywczych, czyli produktów, jakie kupujemy praktycznie co dnia, okaże się, że zapłacimy za nie – i to przez kilka miesięcy zaledwie, bo rzeczone obniżki VAT-u są tymczasowe – o kilka, kilkanaście, ewentualnie kilkadziesiąt groszy mniej. Ktoś powie, że to zawsze coś. Niby tak, w pr...

Nie paś pasterza

Pomaganie jest dobre… ale bywa, że o pomoc proszą ci, co absolutnie jej nie potrzebują. W okresie około świątecznym uaktywniają się różnego rodzaju organizacje pozarządowe i charytatywne. Trwają zrzutki pieniężne tudzież zbiórki pomocy rzeczowej i im podobne akcje – niektóre z nich to dzieło związków wyznaniowych, w tym Kościoła katolickiego. Nie byłoby w tejże kościelnej dobroczynności nic fałszywego, gdyby nie... Ano właśnie, Kościół katolicki jest jedną z najbogatszych instytucji nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Majątek już to Watykanu, już to poszczególnych kościelnych jednostek administracyjnych tudzież zakonów poraża swym ogromem. Powiązane z nim organizacje, takie jak chociażby Opus Dei, też obracają ciężkimi miliardami. Liczni biskupi, a nawet szeregowi księża są biznesmenami, czy raczej kapitalistami, zbijającymi na ludzkiej religijności pokaźne majątki (Rydzyk, żeby daleko nie szukać). I tak dalej… Mówiąc krótko, ów związek wyznaniowy ma się czym dzielić. Jeśli chce...