Posty

Wyświetlam posty z etykietą zakupy

Szał zakupów

Wielkimi krokami zbliżają się święta mylnie zwane Bożym Narodzeniem (tak naprawdę są to Solstycja lub słowiańskie Szczodre Gody). Już za tydzień pierwsza w historii – dzięki Lewicy, dodajmy – ustawowo wolna od pracy Wigilia. A tymczasem od dłuższego już czasu trwa (przynajmniej tak nam wmawiają kapitalistyczni propagandyści) świąteczny szał zakupów, o którym wspomniano nawet… w prognozie pogody w jednej z największych polskich stacji telewizyjnych. Bo wiadomo, skoro święta (każde), to trzeba kupować, kupować, kupować… Już to prezenty, już to żywność, której człowiek nie jest w stanie przejeść, już to nowe sprzęty AGD, już to elektronikę, a i nowy samochód by nie zaszkodził. Nieważne, czy sami wykazujemy zakupową chęć, czy też nie, reklamy bombardują nas na każdym kroku, wręcz wmuszając różne towary, sprzedawane po jakoby promocyjnych cenach. Natarczywi robią się też telemarketerzy. Cóż, nic dziwnego, skoro Boże Narodzenie (no dobra, zostańmy już przy tej nazwie) to chyba najbardz...

Nie kupują drogo

W mojej pierwszej płatnej (acz i tak musiałem do niej dokładać, benzyna wszak z nieba się nie lała ani nie leje, co w połączeniu ze stresem i zmęczeniem stanowiło jeden z czynników obecnej depresji) pracy wmawiano mi, że „ludzie nie kupują tanich rzeczy”; ci, którzy tak twierdzili, sami najprawdopodobniej w to wierzyli. Cóż, klienci burżuazyjni (acz pewnie nie wszyscy) może faktycznie stawiają na „markową” drożyznę, jednak… Wojna reklamowa między dwoma sieciami dyskontów trwa w najlepsze i przybiera coraz bardziej żenującą formę. Samych spotów, jakie lecą w telewizji z powalającą częstotliwością, komentować nie zamierzam, lecz na jedną ważą sprawę zdecydowanie należy zwrócić uwagę. Otóż, sieci te rywalizują między sobą o to, która zapewni NIŻSZE ceny (de facto różni się to w zależności od poszczególnych produktów, a przy obecnej inflacji i tak wszystkie kwoty gnają w górę); kupujących przyciągnąć zamierzają, mówiąc: „U nas jest TANIEJ!”. Oglądam mało reklam, niemniej przypuszczam...

Cmentarna rewia mody

Pojutrze Wszystkich Świętych. W Kościele katolickim jest to wspomnienie osób kanonizowanych (istniejących realnie oraz mitycznych), jak i (o ile coś mi się nie pokiełbasiło) beatyfikowanych. W polskiej tradycji ludowej jest to również dzień tradycyjnego wspominania zmarłych antenatów, przyjaciół tudzież znajomych, odwiedzania ich grobów, palenia zniczy, ustawiania na nagrobkach chryzantem oraz wiązanek i kultywowania innych zwyczajów przejętych z przedchrześcijańskiej tradycji słowiańskiej. A zarazem najbardziej wyjazdowe święto w roku, toteż polskie drogi znów będą zakorkowane (jak to dobrze, że groby najbliższych osób mam w swojej miejscowości). Co do tego ostatniego, władze poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego próbują, niektóre od kilku już ładnych lat, wdrażać dobre skądinąd pomysły, takie jak darmowa komunikacja publiczna na cmentarze. A w centrach handlowych, sklepach, na placach targowych czy stoiskach przycmentarnych ruch panuje coraz większy, ludzie bowiem zaop...

Sezon przedświąteczny w październiku

Wielkimi krokami nadchodzą Dziady/Halloween, Wszystkich Świętych oraz Zaduszki, czyli okres okazywania pamięci zmarłym antenatom, dbania o ich groby, palenia zniczy, itd. Nic zatem dziwnego, że już od kilku ładnych tygodni w sklepach – od dużych sieci handlowych po małe sklepiki ogrodnicze i wielobranżowe – na pacach targowych czy indywidualnych stoiskach prowadzonych przez amatorskich sprzedawców, przybywa zniczy, stroików, chryzantem… Jest to typowe wyjście klientowi naprzeciw – a zarazem równie typowe w kapitalizmie rozbudzanie potrzeb zawczasu – ponieważ wiele osób z wyprzedzeniem wybiera się nawiedzić groby bliskich, inne zaś nie chcą czekać z zakupami do ostatniego dnia. I okej. Z kolei dla osób, które przełom października i listopada traktują cokolwiek bardziej rozrywkowo, poszczególne sieci handlowe, wydawnictwa i im podobne firmy przygotowały promocje z okazji Halloween; szkoda, że nie zaznaczają, iż są to też nasze słowiańskie Dziady. Do kin wchodzą filmy grozy (jeden to n...

Więcej za mniej

Przed kilkoma dniami robiłem zakupy w pewnym dyskoncie. Akurat była przecena – mylnie (z językowego punktu widzenia) nazywana promocją (słowo to po polsku oznacza awans) – na jabłka. Wziąłem cztery, bo tyle akurat było mi potrzebne. Przecenę oczywiście zauważyłem, ale jako że obniżona kwota do zapłaty obowiązywać zaczynała od zakupienia kilograma smacznych owych owoców, wiedziałem, że się na nią nie załapię, co mnie nie obchodziło. O fakcie przypomniała mi jednak pani przy kasie, informując, że będę musiał zapłacić cenę regularną, bo nie uzbierał się kilogram. Podziękowałem i zgodnie z planem nabyłem cztery. Nie twierdzę, że przecena owa jest oszukana; przeciwnie, faktycznie działa. Ma jednakowoż również działanie podprogowe. Otóż, kryje się w niej, a także jej podobnych zabiegach marketingowych, dość ostra zachęta do zakupienia jak największej ilości towaru/liczby towarów. Kup dwa egzemplarze zamiast jednego, bo to się opłaca! – krzyczą do nas slogany reklamowe tudzież nalepki z cen...

Początek Bożego Narodzenia

Przedwczoraj były Dziady/Halloween. Wczoraj – Wszystkich Świętych. Dni te świąteczne już za nami, co oznacza, że rozpoczynają się następne święta – zaczerpnięte z mitraizmu święto zwycięstwa światłości nad ciemnością, które przejęte zostało przez chrześcijaństwo (po tym, jak w IV wieku n. e. Cesarz Konstantyn, niesłusznie Wielkim zwany, połączył obie religie pod nazwą tej drugiej, dołączając do nich kult jedynego boga, w jakiego szczerze wierzył, czyli siebie samego) i przetransformowane w Boże Narodzenie (jakkolwiek 25 grudnia z przyjściem na świat Chrystusa nic wspólnego nie ma; galilejski rewolucjonista narodził się prawdopodobnie wiosną). To zaś kapitalizm skomercjalizował do granic możliwości. Oczywiście, daty Bożego Narodzenia nikt nie przesunął… w każdym razie nie uczyniono tego formalnie, spoglądając bowiem na sferę faktyczną, dostrzec można z łatwością, iż z roku na rok zaczyna się ono coraz wcześniej. Z dzieciństwa, a raczej wczesnej młodości pamiętam, że jego początkiem by...

Za wszy

Katolicki Wielki Tydzień – czyli ten bezpośrednio przed Wielkanocą – radośnie sobie trwa. Zaczął się od Niedzieli Palmowej, upamiętniającej uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy (obecna arabska nazwa miasta to Al-Kuds), być może mityczny, być może fakt historyczny – nie rozstrzygam. W tym roku tak się złożyło, że Niedzielna Palmowa była zarazem niedzielą handlową. Czyli jedną z tych nielicznych w roku, kiedy duże centra handlowe mogą być otwarte, wedle przepisów wprowadzonych przed kilku laty przez Bezprawie i Niesprawiedliwość z inspiracji kościelnych hierarchów. Z tej okazji rozgłośnia RMF FM (inne media prawdopodobnie postąpiły tak samo) skierowała swoich reporterów do hipermarketów i galerii handlowych, by sprawdzili, jakie zakupy przedświąteczne ludziska robią. Okazało się, że tłumów nie było, a indagowani klienci twierdzili, iż w tym roku raczej będą próbowali oszczędzić na wielkanocnej konsumpcji, mimo iż wydatki tak czy owak będą duże, ze względu na inflację chociażby. Cóż, ...

Pochwal się

Jednym z głównych elementów kapitalistycznego totalitaryzmu jest (z reguły sztucznie rozbudzany poprzez reklamę, propagandę i im podobne zabiegi) konsumpcjonizm, czyli dążenie do zwiększania stanu posiadania. Wiadomo – im więcej kupujemy, tym większe zyski trafiają do kapitalistów, czyli prywatnych właścicieli środków produkcji. Zależy im więc, by ten nasz konsumpcjonizm był możliwie bezrefleksyjny, czyli polegał na nabywaniu wszystkiego, co wpadnie nam w oczy, a nie tego (i w takich ilościach), czego rzeczywiście potrzebujemy, jak również na ciągłym wymienianiu dobrych jeszcze rzeczy na nowe (niedawno o tym pisałem). Kapitaliści cieszą się najbardziej, gdy kupujemy drogie rzeczy; jeżeli nie stać nas na nie, to zachęcani jesteśmy do brania kredytów i pożyczek, na czym z kolei zyskuje finansjera (też, rzecz jasna, kapitaliści). I stosują różnorodne techniki manipulacji, abyśmy takie właśnie produkty wybierali podczas zakupów. Potrafią, dla przykładu, łechtać naszą próżność. Wmawiają ...

Długie używanie

Kilka już ładnych razy pisałem, że kapitalizm doszedł do takiego stadium, iż najbardziej opłacalna jest produkcja (oraz oczywiście sprzedaż) wyrobów o niskiej trwałości lub przynajmniej tak skonstruowanych, że w razie zużycia, awarii, uszkodzenia lub innych tego typu kłopotów, ich naprawa jest nieopłacalna (w każdym razie, dużo mniej niż wymiana), a bywa, że i wręcz niemożliwa – szczególnie w przypadku tzw. niemarkowych sprzętów. Chodzi o to, by w warunkach konkurencji klienci nabywali coraz to nowe, nowe i nowe produkty, generując zyski kapitalistom. Obok niskiej trwałości dóbr, czynnikiem generującym owo tempo zakupów jest też rozbudzona z pomocą chociażby intensywnych reklam chęć konsumpcji, nakazująca nabywanie już to nowych ubrań czy obuwia (choć szafa pełna jeszcze dobrych ciuchów tudzież butów), już to nowego smartfona/komputera/pralki/lodówki/telewizora (mimo iż dotychczasowe zupełnie sprawnych działają), już to nowych mebli bądź innego wyposażenia domowego, już to nowego sam...

Bankowy dostatek

Kapitalistyczna, prawicowa propaganda głosi, że w Polsce mamy dostatek. Jakoby zapanował on po 1989 roku, wypierając wcześniejszą, PRL-owską biedę. Wmawia się tak zwłaszcza młodym pokoleniom, tresowanym jednocześnie do półniewolniczego zasuwania, częstokroć w oparciu o umowy śmieciowe lub wymuszone samozatrudnienie, za głosowe stawki – bo przecież, jeśli młodzi ludzie oczekiwali będą, że praca pozwoli im zarobić na utrzymanie, uznani zostaną za „roszczeniowych”. Ale wracając do owego „dostatku”, to jego rzekomym objawem ma być większa niż w poprzednim ustroju dostępność dóbr. I faktycznie, panuje obfitość tychże, kiedy jednak przychodzi do kupowania konkretnego towaru... No właśnie, to popatrzmy, jak się rzeczy mają, czyli kto w kapitalistycznej III RP NAPRAWDĘ funkcjonuje dostatnio. Po 1989 roku państwo polskie de facto zaprzestało prowadzenia polityki mieszkaniowej. Scedowana ona została na samorządy gminne; większość spośród nich może jednak li tylko wyprzedawać swoje zasoby lokal...

Zakupy przedświąteczne

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami (jutro rozpoczyna się poprzedzające ją Triduum Paschalne), a że nawet w dobie przedłużającej się z powodu lockdownu pandemii COVID-19 ludziska będą świętowali (przy czym mam tu na myśli wymiar nie tyle religijny, ile konsumpcyjny tegoż świętowania), to można już zaobserwować w sklepach czy na placach targowych zakupowe wzmożenie. Kolejki stopniowo się wydłużają, koszyczki natomiast stają się coraz bardziej kopiato zapełnione towarem. Tak dzieje się przed każdymi świętami, zwłaszcza Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. Ta druga w mniejszym niż to pierwsze stopniu wiąże się z wręczaniem prezentów, toteż nie jest aż tak skomercjalizowana, niemniej jednak większość z nas w ciągu najbliższych dni zje więcej, wypije więcej, za p rosi gości, no to i konsumpcja wzr ośnie , a co za tym idzie, trzeba swoje odstać w sklepie. Niektórzy przy tej okazji nabywają nową odzież i obuwie, inni kupują nowe rzeczy do domu, jeszcze inni zaopatrują się w nowe książki, film...

Głupie prezenty

Grudzień to corocznie sezon prezentowy. Wiadomo, Mikołajki, potem Boże Narodzenie. W tym roku, wedle analityków, podarunki dla bliskich (a także dla siebie, bo po co sobie żałować?) będą skromniejsze – często o wiele – niż w latach poprzednich. Nic zaskakującego. Inflacja (najwyższa w Unii Europejskiej!) spowoduje, że za tę samą kwotę kupujemy coraz mniej; prezentów mikołajkowych czy świątecznych też to dotyczy, bo i przedmioty najczęściej nabywane w tym celu drożeją w przyspieszonym tempie. Dalej, związane (mniej lub bardziej rzekomo) z walką z pandemią COVID-19 obostrzenia dotyczące sektora handlowego też swoją negatywną rolę zapewne odegrają, podobnie, jak i ograniczenia liczby osób, które można zaprosić na święta (po co więc kupować więcej podarunków?). No i nie oszukujmy się – kryzys gospodarczy zatacza coraz szersze kręgi, ludzie tracą pracę, a wraz z nią środki na zakupy, innym upadają firmy, też powodując utratę dochodu, zaś niejednemu pracownikowi, który zatrudnienie utrzyma...

Walka o papier toaletowy

Dawno, dawno temu, bo w roku 1981, na ekrany kin wszedł kanadyjsko-francuski film Walka o ogień ( Quest for Fire ) w reżyserii Jeana-Jacques’a Annauda, na podstawie powieści braci Rosny. Dziś zaliczany jest do klasyki kinematografii, i słusznie, bo to całkiem niezłe dzieło jest. Fabuła była taka: plemię neandertalczyków, którzy umieli podtrzymywać ogień, ale nie potrafili sami go rozpalić, traci swój z trudem hołubiony płomień. Trzech śmiałków wyrusza w niebezpieczną podróż, by znaleźć nowy i wrócić z nim na ojczyste bagno. Ostatecznie, po wielu przygodach, znajdują nie tylko ogień, ale i kobietę Homo sapiens, która potrafi go rozpalić; bohaterowie przyprowadzają ją do swojego plemienia, które przyswaja sobie ową sztukę. Film ów przypomniał mi się, kiedy w ostatnich dniach obserwowałem panikę wywołaną medialnymi informacjami na temat epidemii koronawirusa. Ludzie rzucili się do sklepów, robiąc zapasy już to makaronu, już to ryżu, już to papieru toaletowego. Podobno dochodz...

Szanujmy kasjerki

...i kasjerów oczywiście. W ogóle wszystkich pracowników sklepów, centrów handlowych, kin, itd. Sezon przedświątecznych zakupów w pełni… jakkolwiek w tym roku część obywateli pewnie z nich zrezygnuje, wybierając się zamiast tego na demonstracje w obronie sądownictwa. Tak czy owak, tego typu zakupy bywają, i to często, nader stresujące. Robimy je nieraz zabiegani, w pośpiechu, wkurzeni długim poszukiwaniem wolnego miejsca na parkingu, a potem jeszcze dłuższym staniem w kolejce do kasy, nadto z reguły podenerwowani innymi przygotowaniami na święta. Niekiedy nerwy nam puszczają. Toteż nie ma się co dziwić, iż w tym właśnie okresie kasjerki apelują, aby nie wyżywać się akurat na nich. To (najczęściej) nie ich wina, że kolejki są bardzo długie; jeśli już, wynika to najczęściej ze złej organizacji pracy w danym sklepie (za co odpowiada kierownictwo), niedziel niehandlowych, a często i naszej pazerności, bo pchamy się do centrów handlowych, chcąc nabyć coś, co tak naprawdę potrz...

Sezon zabójczych reklam

Tyle się dzieje w polityce, że trzeba się od niej na chwilę oderwać i zająć innym tematem. Niestety, również niewesołym, a wręcz nader poważnym. Oto w tym roku Boże Narodzenie zaczęło się jeszcze przed Świętem Niepodległości, 10 listopada. A może nawet wcześniej, ale ja pierwszą bożonarodzeniową reklamę telewizyjną widziałem właśnie dziesiątego. Czyli można już mówić o sezonie reklamowym związanym z tymże chrześcijańskim, aczkolwiek zaczerpniętym z mitraizmu świętem. Na razie jeszcze nawiązujących do niego reklam nie ma za wiele, ale już wkrótce, ilekroć włączymy telewizję albo wejdziemy do internetu, zasypani zostaniemy choinkami, śnieżkami, karpiami, prezentami i wszystkim tym, co marketing kojarzy z Bożym Narodzeniem – a ściślej rzecz ujmując, samym bożonarodzeniowym odpoczynkiem, bo z religijnym wymiarem tychże grudniowych dni owe reklamy zgoła nic wspólnego nie mają. Z kolei stacje radiowe przekaz swój zapełnią (jak łatwo się domyślić) reklamami oraz popkulturowymi imitacja...

Listopadowe Boże Narodzenie

Dziś 14 listopada, czyli nawet nie połowa miesiąca. Dopiero co minęło Święto Niepodległości. Przed zaledwie dwoma tygodniami były Halloween/Dziady i Wszystkich Świętych… A teraz zaczyna się, o przeszło miesiąc przed terminem, Boże Narodzenie. Przynajmniej w reklamach. Pierwszą bożonarodzeniową reklamę telewizyjną wyemitowano w tym roku podobno już 12 listopada, czyli onegdaj (tak, słowo to oznacza „przedwczoraj” i NIC WIĘCEJ; każde dodatkowe znaczenie jest psuciem polszczyzny). Na razie jest ich jeszcze stosunkowo mało (choć przybywa), ale już możemy oglądać spoty, w których ludzie zaczynają rozpakowywać prezenty, a w tle leci melodia pastorałek. Niby nic w tym dziwnego, przecież świąteczne reklamy, obniżki cen, wyprzedaże, itd. zaczynały się zawsze na długo przed samym Bożym Narodzeniem. No tak, ale pamiętam, wcale przecież nie tak dawne czasy, kiedy początek tychże marketingowych akcji zbiegał się mniej więcej z początkiem adwentu liturgicznego, zaś przed 6 grudnia więcej było...