Posty

Wyświetlam posty z etykietą PRL

Niezrozumienie pokoleniowe

Już przed laty zauważyłem, że generacje, które większość swojego zawodowego życia spędziły w poprzednim systemie, czyli w Polsce Ludowej, a w kapitalistycznej III Rzeczypospolitej co najwyżej dociągnęły do emerytury, często mają problem ze zrozumieniem sytuacji pokoleń młodszych, które w dorosłość weszły w dobie kapitalizmu lub nawet całe życie w nim spędziły. Innymi słowy, boomersi nie pojmują tego, co czują i przeżywają millenialsi i zetki. Prowadzi to do licznych scysji, a nawet nieszczęść. W szczególności nie dociera do nich, że wspomniane generacje mają znacznie niż oni trudniej pod względem zawodowym. Bo owszem, PRL nie była rajem na Ziemi, ówczesny system – mylnie nazywany „komunizmem” czy „socjalizmem”, a w istocie będący technokracją biurokratyczną – miał wiele wad, niemniej dysponował też gigantycznymi zaletami, jakich w kapitalizmie trudno szukać. Mianowicie gwarantował, nawet w kryzysowym okresie lat 80., zatrudnienie, a wraz z nim stabilność bytową na podstawowym pozi...

Początek złotej epoki

Dziś osiemdziesiąta pierwsza rocznica publikacji Manifestu Lipcowego (22 lipca 1941 r.), stworzonego przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, czyli polskich działaczy lewicowych, jacy podczas II wojny światowej znajdowali się w ZSRR. Dokument ten – tak, podpisał się pod nim Józef Stalin, a jego pierwotna wersja powstała w Moskwie – stanowił fundament polityczny dla Polski powojennej i zmian ustrojowych, o czym za chwilę. W poprzednim ustroju rocznica jego opublikowania była świętem państwowym… i nie widzę powodów, dla których nie miałaby pozostawać nim również obecnie. Data ta uchodzić bowiem może za symbol wyzwolenia naszego państwa spod hitlerowskiej okupacji (a raczej początku wyzwalania, bowiem w pełni nastąpiło ono rzecz jasna w roku 1945) i ukazania planu powojennej odbudowy. Znacznie to lepsze Święto Niepodległości niż 11 listopada, który to dzień tak naprawdę jest rocznicą zamachu stanu dokonanego przez Józefa Piłsudskiego, a II RP dawno już nie ma (na szczęście), podczas g...

Wielkie oszustwo

„ Za kapitalizm nie siedziałbym nie tylko osiem i pół roku, ale nawet miesiąca, tygodnia” – powiedział kiedyś profesor Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL (to on wymyślił nazwę związku zawodowego „Solidarność” i zaliczał się do głównych postaci zgromadzonego wokół niej ruchu), a po 1989 r. wielki krytyk dzikiego kapitalizmu i obrońca praw ludzi przez system ów nieludzki pokrzywdzony. Dlaczego warto przypomnieć ów cytat? Ano, z tej przyczyny, iż dzisiaj 13 grudnia, czyli rocznica – konkretnie czterdziesta trzecia – wprowadzania stanu wojennego, zadaniem którego było zwalczenie ruchu wyrosłego wokół „Solidarności”, obrosłego dziś legendą. A właśnie słowa prof. Modzelewskiego wyrażają, jak wielkim oszustem była tzw. „opozycja demokratyczna”, zgrupowana wokół NSZZ „Solidarność”. Acz, zaznaczyć warto, nie od samego początku. W 1980 roku, kiedy związek ów powstawał, celem faktycznie było wywalczenie lepszych warunków bytowych i wdrożenia w życie idei socjalizmu; postulaty...

Mięsożercy z PRL-u

Jesteśmy przedstawicielami gatunku roślinożernego. Wskazuje na to nasze uzębienie, przystosowane do rozgryzania, rozcierania i przeżuwania owoców, warzyw tudzież ziaren, a także układ pokarmowy z długimi jelitami przeznaczonymi do trawienia pokarmów roślinnych (zwierzęta mięsożerne mają bardzo krótkie jelita). Również budowa naszych ciał świadczy o przystosowaniu do zbierania roślinności, niż do polowania na zwierzęta. Typowo mięsożernym gatunkiem człowieka był neandertalczyk; prawdopodobnie zresztą dlatego wyginął, ponieważ kiedy skończyła się epoka lodowcowa, wymarły zwierzęta, na które polował, a nie był w stanie zmienić diety na roślinną. Homo (rzekomo) sapiens jest więc typowym roślinożercą, który swoje menu może uzupełniać białkiem zwierzęcym, jeśli brakuje składników roślinnych. Dlatego mięsna dieta występuje u ludzi zamieszkujących tereny pustynne czy zlodowaciałe, gdzie roli uprawiać się nie da. Generalnie jednak, spożywanie mięsa na dłuższą metę jest dla naszych organizm...

Początek targowicy

Dziś czterdziesta druga rocznica Porozumień Sierpniowych, zawartych w 1980 roku pomiędzy strajkującymi (i wspartymi przez niektórych inteligentów) robotnikami z „Solidarności”, zorganizowanymi w Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a PZPR-owską władzą. Źródłem strajków – odbywających się, o czym dziś mało kto wspomina, pod hasłami: „Socjalizm – TAK, wypaczenia – NIE!” i „Proletariusze wszystkich krajów, łącznie się!” (zaczerpnięte ono zostało oczywiście z „Manifestu Komunistycznego” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa) – była pogarszająca się (ale nie aż tak bardzo, jak głosi dzisiejsza kapitalistyczna propaganda) koniunktura gospodarcza, co wynikało z zawalenia się systemu z Bretton Woods (sztywny kurs dolara wobec złota i sztywny kurs innych walut wobec dolara) kilka lat wcześniej, które mocno walnęło w państwa mające zaciągnięte kredyty, w tym w Polskę, a także z postępującego kryzysu paliwowego. Mówiąc krótko, zasobność naszego społeczeństwa poprawiała się wolniej, niż zapowiadały gier...

System i i samobójstwa

Moim rodzicom, większość życia (zwłaszcza zawodowego) których przypadła na Polskę Ludową/PRL, nie mieściło się w głowie, że ktoś może targnąć się na swoje życie z przyczyn społeczno-ekonomicznych (bezrobocie, zła praca, bieda, brak perspektyw życiowych, przepracowanie stanowiące skutek wyzysku, itd.); chyba trochę lepiej rozumieli tych, co dokonywali samopodpaleń w akcie protestu politycznego. Z kolei ja, który większość swoich lat przeżyłem w kapitalistycznej III RP, samobójców ekonomicznych rozumiem doskonale; taką formę zgonu uważam za nieledwie naturalną. Ta pokoleniowa, skrajna różnica w spojrzeniu na ów temat wynika prawdopodobnie między innymi z tego, że więcej niż swoi śp. rodzice wiem o depresji, jej przyczynach i często śmiertelnych skutkach; żaden ze mnie, przyznaję, specjalista, ale interesowałem się ta chorobą, jako że jestem na nią narażony, podobnie jak miliardy innych ludzi. Główną jednak przyczyną tejże różnicy w poglądzie na tę przyczynę samobójstw, jest doświadcze...

Książka i PRL

Niedawno zrobiłem sobie większe porządki w domu, między innymi zabierając się za szafę, gdzie przez lata zgromadziły się stare książki. Część spośród nich to tytuły, które rodzice kupili kilkadziesiąt lat temu, przeczytali, a później leżały one zapomniane, inne z kolei to moje dawne lektury szkolne. W każdym razie, przejrzałem te zbiory i znalazłem pośród nich parę fajnych skarbów. A to Matkę Courage i jej dzieci Bertolda Brechta (niedawno zamieściłem notkę inspirowaną tym dramatem), a to Krzyżowców Zofii Kossak (naprawdę fajnie się czyta, jeśli przywykniemy do języka), a to Listy perskie Monteskiusza, a to dość liczne powieści napisane i wydane w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – taka beletrystyka dla rozrywki. Nie będę tutaj ich wszystkich omawiał, nie wszystkie zresztą odkryte przypadkowo dzieła dotąd przeczytałem, niemniej jednak, przeglądając je, zastanawiać się zacząłem (nie po raz pierwszy zresztą) nad pewną kwestią. Książki wydawane w czasach poprzed...

Książka w PRL-u i dziś

Przyszła mi chęć na odświeżenie sobie klasyki literatury polskiej w postaci powieści C.K. Dezerterzy , autorstwa Kazimierza Sejdy. Wspaniałe dzieło, powstałe na podstawie wspomnień autora z I wojny światowej, jednocześnie stanowiące dziedzictwo kulturowe dawnej Galicji, skąd i ja pochodzę. Powieść jest przy tym ogromnie zabawna (trzeci raz czytam, i nie mogę powstrzymać się od rechotu), ale też znacznie bardziej gorzka niż jej (również zresztą wybitna) filmowa ekranizacja w reżyserii Janusza Majewskiego. Zarówno zresztą książka, jak i film zawierają przecudną obelgę, wręcz idealnie dopasowaną do pewnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej zerowej osobie, co świadczy o tym, że Kazimierz Sejda być może miał zdolności profetyczne. Jednakże dzisiejsza notka nie będzie poświęcona recenzji klasyki naszej literatury. Otóż, posiadany przeze mnie egzemplarz C.K. Dezerterów (kupiłem go kilka lat temu w, chyba już nieistniejącym, jasielskim antykwariacie) wydany zo...

Granat w gnojówce

Sprawa pedofilskich zachowań nieżyjącego już prałata Jankowskiego, kapelana „Solidarności”, cokolwiek w mediach przycichła, ale nie ucichła całkiem. Prezydent Gdańska zapalił się niedawno do likwidacji pomnika niesławnego kapłana, ulokowanego właśnie w owym pięknym pomorskim mieście. Niby słusznie – sam jestem za przetopieniem tegoż „arcydzieła” na pomnik upamiętniający ofiary dzieci-księży pedofilów, o czym zresztą pisałem. Obawiam się jednak, że panu Adamowiczowi chodzi o coś innego, a jego zamiary wcale nie są takie znowu czyste. Otóż, sprawa zboczonego prałata może być (podkreślam – MOŻE) jak granat w gnojówce: niektórych ludzi zabije, wielu porani, a resztę obryzga niemile woniejącą substancją stanowiącą efekt procesu trawiennego. Dlaczego? Jak wiemy, w latach 80. ubiegłego stulecia Jankowski był kapelanem „Solidarności”, wokół którego to związku zawodowego zgromadziła się ówczesna opozycja „demokratyczna” z jakiej z kolei wywodzą się dzisiejsze PO, PiS oraz wielu forma...

Smutna rocznica motoryzacyjna

Dziś dwie ważne rocznice: setna otrzymania przez Polki praw wyborczych (działaczki PPS wymogły to na Józefie Piłsudskim, protestując przy użyciu czarnych parasolek – z czymś się kojarzy?) oraz pięćdziesiąta pierwsza rozpoczęcia produkcji Fiata 125p. O prawach kobiet w Polsce już pisałem, toteż skupię się dziś na tej drugiej. Rocznica to z jednej strony wesoła, z drugiej natomiast smutna. Skąd się wziął ten paradoks? Wesoła dlatego, że uświadamia nam, jakie sukcesy w okresie PRL-u odnosiła polska motoryzacja. A było ich trochę: FSO Warszawa, różne modele Syren (czysto polska konstrukcja; w chwili debiutu było to jedno z najnowocześniejszych aut produkowanych w Europie, jaki że posiadało przedni napęd), Fiat 126p (znacznie zmodernizowana wersja włoskiego samochodu), Mikrus, FSO Polonez, nasz dzisiejszy bohater, Tarpan i Honker, do tego autobusy, ciężarówki, czołgi (tak, tak!), traktory, motocykle, motorowery, skutery… Fiat (od 1983 roku FSO) 125p to jeden z kluczowych przy...

Mizernie na stulecie

Weszliśmy w ciąg setnych rocznic związanych z odzyskaniem przez Polskę politycznej samodzielności i odrębnego bytu państwowego, co nastąpiło oczywiście w 1918 roku. I tak, wczoraj, tj. 5 listopada, upłynęło sto lat od powstania pierwszych polskich ośrodków władzy, czyli rad robotniczych; miały one jednakowoż charakter lokalny, poza tym w tamtym okresie tworzący je komuniści dążyli do zlikwidowania państw narodowych (uważali je, nie bez racji zresztą, za narzędzie ucisku proletariatu ze strony burżuazji) i zastąpienia ich systemem radzieckim. Z kolei w nocy z 6 na 7 listopada 1918 r. w Lublinie powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele, zrzeszający przedstawicieli wszystkich poza komunistami (nie weszli do niego, gdyż tworzyli swoje rady) i endekami ugrupowań politycznych. Tak naprawdę powstanie tegoż rządu oznaczało odzyskanie niepodległości przez Polskę; więcej na ten temat napiszę pewnie jutro; zresztą temat ów poruszałem już na łamach poprzed...