Posty

Wyświetlam posty z etykietą kandydatura

Wybór między trojgiem

Partia Razem w miniony weekend oficjalnie ogłosiła, że jej kandydatem na prezydenta będzie Adrian Zandberg, czyli współprzewodniczący. Nic zaskakującego; biorąc pod uwagę sytuację owego ugrupowania, to chyba najlepsza możliwa decyzja. Chodzi rzecz jasna o to, że grupa posłów Razem, w tym pan Zandberg, wystąpiła przed kilkoma miesiącami z sejmowego klubu Lewicy… większość jednak została. Ten podział sprawił, że partia znalazła się w sytuacji… cóż niewesołej, media mówią wręcz o kryzysie (wieści te mogą wszelako być przesadzone; żadna wszak formacja lewicowa wśród działających nad Wisłą ośrodków masowego przekazu głównego nurtu przychylnością się nie cieszy). Usiłuje się jednak odbudować, a kandydatura Adriana Zandberga jest krokiem w tym właśnie kierunku. Razem życzę wszystkiego dobrego, przede wszystkim z tego powodu, że socjaldemokratyczny program tego ugrupowania zawiera bardzo wiele pozytywnych elementów, rozwiązań, które powinny zostać wdrożone, aby w Polsce żyło się lepiej. Poz...

Kandydatka

No i stało się – parlamentarna Lewica (tzn. bez Razem, które niestety się oddzieliło; szkoda, choć rozumiem pobudki – jakkolwiek paradoksalnie może to zabrzmieć – obu stron) wystawiła kandydaturę na wybory prezydenckie, jakie odbędą się w przyszłym roku. W tym, że jest to kandydatka, wielkiej niespodzianki nie ma; Lewica popełniłaby spory błąd, wystawiając mężczyznę. W tym, że kandydowała będzie Magdalena Biejat (obecna senatorka, kandydatka na prezydentkę Warszawy), też w sumie nie ma większego zaskoczenia. Obstawiałem, iż będzie to albo ona, albo Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Przy czym wybór Magdaleny Biejat z partyjnego punktu widzenia jest o tyle bardziej sensowny, że kandydatura pani Dziemianowicz-Bąk oznaczałaby utratę przez Lewicę Ministerstwa Pracy. Dodać tu trzeba jeszcze, że pani ministra pełni swoją funkcję najlepiej z całego rządu. Co do pani Biejat, uważam ją za bardzo dobrą kandydatkę. Raz, że od dawna powiązana jest z licznymi organizacjami prospołecznymi, np. Helsiń...

Lista postępu i wolności

Moim skromnym zdaniem na tle wszystkich komitetów wyborczych najlepiej wypadają listy Lewicy. Powodów ku temu jest kilka. Główny to oczywiście ich skład osobowy. Znajdziemy bowiem z jednej strony doświadczonych politycznych wyjadaczy (takich jak Włodzimierz Czarzasty), z drugiej młodych, lecz już doświadczonych i pełnych energii (Adrian Zandberg, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Magdalena Biejat i wiele innych osób), z trzeciej – ludzi rozkręcających karierę w polityce, przynależących jeszcze formalnie do młodzieżówek (takich osób jest wiele, o czym nieco szerzej napiszę dalej), z czwartej – wybitych działaczy społecznych (Piotr Ikonowicz, ludzie z NGOs) i demokratycznych (Jana Shostak), z piątej – twórców i artystów… Mówiąc krótko, są przedstawiciele i przedstawicielki licznych grup oraz środowisk. Nie ma jednolitości, jest wielość, różnorodność. Bardzo dobrze! Kolejną zaletą list Lewicy jest przestrzeganie parytetu płci; przy czym miejsca poszczególnych kandydatek zależą od okręgu wy...

Hitlerowiec na liście

No i stało się. Hitlerowiec Roman Giertych wystartuje w wyborach do Sejmu. Z list Koalicji Obywatelskiej. Rzekomo demokratycznej formacji, której przeszkadzają jakoby „radykalne” poglądy Jany Shostak, feministki broniącej praw kobiet, a nie przeszkadza śmiertelny wróg demokracji, Unii Europejskiej, praw człowieka, osób LGBT+ i innych mniejszości, kobiet i ich praw, facet, który reaktywował Młodzież Wszechpolską, był pupilkiem Rydzyka, ministrem w PiS-owskim nie-rządzie, no i pozostaje ojcem chrzestnym Konfederacji. Szczerze, nie zaskakuje mnie to; Donald Tusk zawsze chętnie spoglądał ku swastyce, tyle że dotychczas potrafił to skuteczniej ukryć niż Kaczyński Jarosław. I nie chce mi się tego komentować. Zamiast tego, odeślę Was, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, do świetnego filmiku, jaki znalazłem na YouTube. Bardzo celnie przypomina on o tym, kim jest Roman Giertych, i co sobą „reprezentuje”. Przy czym czas pokazał, że Panie Prowadzące okazały się nazbyt optymistyczne odno...

Początek kampanii Roberta

Podobała mi się wczorajsza konwencja Roberta Biedronia. Może nie miała jakiegoś gigantycznego rozmachu, ale i tak zrobiła na mnie lepsze wrażenie niż analogiczna uroczystość pani Kidawy-Błońskiej czy pana Kosiniaka-Kamysza (o konwencji Dudy Andrzeja nawet nie wspominam). Najpierw było bardzo dobre, ostre przemówienie Włodzimierza Czarzastego (ech, pięknie powiedział o obecnej imitacji prezydenta; zaprawdę ostrym mieczem są usta przewodniczącego SLD!), następnie równie dobre przemówienie Adriana Zandberga (słuszna, jakże słuszna krytyka „wyklętych”), a na koniec sam kandydat na prezydenta powiedział parę mądrych rzeczy. Chwali mu się, że uczcił pamięć pani Brzeskiej, zamordowanej działaczki lokatorskiej. Że mówił dużo o problemach emerytów, zapowiedział budowę tanich mieszkań na wynajem, tanie leki i przypomniał kilka innych postulatów Lewicy. I dobrze! Trochę za mało mówił o patologiach rynku pracy, mam zatem nadzieję, że jeszcze ten temat rozwinie w toku kampanii. No i ...

Oczekiwania wobec Roberta

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że kandydatem Lewicy na prezydenta w tegorocznych wyborach będzie nie kto inny, a Robert Biedroń. Jego to osobę rekomendować zamierza, jak sam przyznał, Włodzimierz Czarzasty, pomysł ów uzyskał też akceptację koalicjantów z Lewicy Razem. Cóż, przyznam szczerze, że wolałbym kandydatkę, niemniej jednak przeciwko Robertowi Biedroniowi w zasadzie też nic nie mam. Już kilka lat temu, kiedy jeszcze pełnił urząd prezydenta Słupska, tworzyła się wokół niego aura naturalnego wręcz lewicowego kandydata na prezydenta Polski. I szkoda, że nie zaczął wówczas budować zaplecza politycznego; stałby się czynnikiem jednoczącym lewicę (zjednoczenie nastąpiłoby wcześniej, nie musiałoby zostać wymuszone przez rozpad Koalicji Europejskiej), do tej pory poczyniono by też więcej przygotowań… Zamiast tego pan Biedroń tworzył własną partię. No, stało się, jak się stało. W każdym razie, odkąd zawarł polityczny alians z SLD i Razem, polityk ów zachowuje się w spo...

Kto na prezydenta?

Wczoraj pisałem, dlaczego nie zagłosuję w przyszłorocznych wyborach prezydenckich na Szymona Hołownię (o ile faktycznie wystartuje), a dziś spróbuję odpowiedzieć na pytanie, kogo powinna wystawić Lewica. Przy czym zaznaczam, że chodziło będzie nie tyle o personalia, czyli o wskazanie konkretnej osoby, ile o pewien profil kandydata bądź kandydatki. W grę wchodzą tu zasadniczo trzy główne opcje: 1) Lider któregoś z ugrupowań tworzących koalicję Lewica (Lewica Razem, SLD, Wiosna; przy czym dwa ostatnie mają połączyć się w jedną, nową partię). Czyli albo Adrian Zandberg, albo Włodzimierz Czarzasty, albo Robert Biedroń. Wystawienie jednego z nich jest o tyle sensowne, że głównym zadaniem lewicowego kandydata na prezydenta (nie odmawiając mu szans na wejście do drugiej tury, a nawet zwycięstwo) będzie wylansowanie owego środowiska politycznego, jego postulatów i programu, czyli tak naprawdę gromadzenie poparcia na następne wybory samorządowe i parlamentarne. W tym zakresie właśnie ...

Dlaczego nie Szymon?

Coraz donośniej rozlegają się informacje, jakoby w przyszłorocznych wyrobach prezydenckich kandydować miał katolicki publicysta, Szymon Hołownia. Niektóre z nich podawane są wręcz jako pewniki. Cóż, nie zamierzam tu weryfikować tych doniesień, ale warto się zastanowić, czy w razie czego pan Hołownia mógłby liczyć ma mój głos. Poczytałem sobie jego teksty (mam nawet książkę z autografem, pamiątkę po spotkaniu autorskim), miałem też okazję wysłuchać go na żywo. I generalnie, jest on człowiekiem, wobec którego żywię spory szacunek. Jako publicysta Szymon Hołownia wypada naprawdę nieźle; jego artykuły czyta się przyjemnie, ma on bowiem lekkie pióro i potrafi skomplikowane nawet kwestie przedstawić w nad wyraz przystępny sposób. Z jego publicystyki przebija też naprawdę wielka wrażliwość społeczna, potwierdzona zresztą przez prowadzenie fundacji charytatywnej dla afrykańskich dzieci; pod tym względem panu Hołowni blisko jest do takiego na przykład papieża Franciszka czy kardynała...