Posty

Wyświetlam posty z etykietą wiedza

Mokosz i Perun w szkole

Moda na słowiańszczyznę trwa od lat i ma się dobrze. Jak kiedyś pisałem, uważam ją za zjawisko pozytywne, pomimo pewnej komercyjnej otoczki, takiej jak nazywanie różnych produktów „słowiańskimi” po to, by je sprzedać; ogólnie jednak moda owa pomaga w szerzeniu wiedzy o religii, kulturze tudzież historii naszych przodków. Wiedzy, dodajmy, zakres której stale się rozszerza. Jednym z elementów tego zjawiska jest powtarzany co jakiś czas postulat różnych środowisk społecznych, aby mitologia słowiańska nauczana była w polskich szkołach. Obecnie w programach nauczania jest grecka (a konkretnie grecko-rzymska) i oczywiście biblijna, brakuje za to lekcji o tym, w co wierzyli nasi przodkowie, nim przyjęli chrzest (i dużo później, wiele bowiem dawnych, pogańskich wierzeń przetrwało pod chrześcijańskim płaszczykiem aż do dziś). Chociaż nie do końca, bo zajęcia takie, w niektórych placówkach oświaty (no dobra, tu mam wątpliwości, zwłaszcza od czasów PiS-owskich) się pojawiają, w formie chociażb...

Dzieci cyfrowego świata

Na antenie jednej z rozgłośni radiowych podano dziś, że pokolenie Z niezbyt dobrze radzi sobie z pisaniem odręcznym. O ile z klawiatury fizycznej bądź dotykowej osoby przedstawicielskie tej generacji korzystają świetnie, o tyle około 40 proc. z nich niewyraźnie pisze przy pomocy długopisu, pióra i im podobnych przyborów. Mało tego, ludzie ci mają problem z przelewaniem myśli na papier; wielu spośród nich trudno jest sklecić sensowne zdanie, zwłaszcza wielokrotnie złożone – w sytuacji, gdy piszą odręcznie. Czy to prawda, nie wiem; powtarzam li tylko informacje zasłyszane w radio. W każdym razie, konkluzja jest taka, że nieradzenie sobie z pisaniem ręcznym negatywnie przekłada się na rozwój intelektualny. „Zetki” mają więc głupieć. Przypomnijmy, że chodzi o pokolenie urodzone w latach mniej więc 1995-2012, czyli o pierwszą generację wychowaną we w pełni scyfryzowanym świecie. Świat online jest dla tych ludzi całkowicie naturalnym środowiskiem, na równi ze światem realnym, obsługa now...

Moda na słowiańskość

Dziś będzie o zjawisku, moim skromnym zdaniem, pozytywnym. Jest nim panująca w Polsce już od lat moda na słowiańskość. Niektóre związane ze słowiańskością zjawiska wykraczają zresztą poza modę w rozumieniu kulturowym czy marketingowym. Chyba najlepszym przykładem jest rozwijające się rodzimowierstwo, czyli religia odwołująca się z przedchrześcijańskich kultów naszych przodków; powstają i zdobywają coraz więcej członków tego typu związki wyznaniowe, a organizowane przez nich obrzędy stają się zyskującymi na popularności wydarzeniami kulturowymi. Obecnie nie wyznaję wprawdzie żadnej religii, niemniej dla rodzimowierców żywię ogromny szacunek, ponieważ swoje wyznanie rozwijają poprzez ciężką pracę, pieczołowicie wygrzebując, analizując i ożywiając prasłowiańskie elementy, jakie zachowały się w folklorze lub zostały wchłonięte przez chrześcijaństwo. Obok religii, mamy też wysyp – od internetu po literaturę – analiz i opracowań mitologii słowiańskiej. Coraz więcej osób zajmuje się jej ...

Ciemnota kontratakuje

Trwa ofensywa skrajnej prawicy (od PiS-u począwszy) i – jakżeby inaczej? – Kościoła katolickiego na przedmiot edukacja zdrowotna, który debiutował w szkołach z początkiem obecnego roku szkolnego. Kto wie, czy nie jest na największe osiągnięcie ministry edukacji, Barbary Nowackiej; czas pokaże. Niestety, lekcje nie są obowiązkowe, bowiem klerykalny w większości rząd aż tak daleko nie poszedł. A szkoda, bo edukacja zdrowotna jest w naszych czasach wręcz niezbędna; uczy nie tylko o sprawach seksualności (w tym odpowiedzialnych zachowań), ale też zdrowego trybu życia, higieny czy bezpiecznych zachowań w Sieci. Innymi słowy, przedmiot ów dostarcza dzieciom i młodzieży tego, czego obecnie potrzebują. Rzecz jasna, zbyt wcześnie, by oceniać jakość edukacji zdrowotnej, np. przygotowanie kadry nauczycielskiej. Niemniej, wprowadzenie tego przedmiotu samo w sobie jest bardzo pozytywnym krokiem naprzód, nawet, jeśli z powodu nieobowiązkowości zbyt krótkim. Jak wspomniałem na początku, samo poj...

Egzamin… ale czego?

Zaczęły się matury; dziś młodzież ze szkół średnich zdaje język polski. Wszystkim Maturzystkom i Maturzystom życzę oczywiście powodzenia. I pamiętajcie, że wcale nie jest to najtrudniejszy egzamin w Waszym życiu, ani nawet najważniejszy. Serio. Matura zwana jest tradycyjnie „egzaminem dojrzałości”. I kiedyś tak rzeczywiście było. W czasach, gdy edukacja wcale nie była powszechna, a analfabetyzm stanowił w Polsce ponurą normę, zdanie tego egzaminu faktycznie nobilitowało, nawet, jeśli potem nie poszło się na studia (co aż do epoki PRL-u było niesłychanie trudne dla większości społeczeństwa, głównie ze względów finansowych). Osoba, która zdała maturę, legitymowała się naprawdę wysokim, jak na ówczesne warunki, poziomem wiedzy, i rzeczywiście można było powiedzieć, że wkraczała w wiek dojrzały. Mało tego, trafiali się wybitni ludzie, którzy matury z różnych przyczyn nie zdali, np. Tadeusz Dołęga-Mostowicz czy Stefan Żeromski. Ja swoją maturę zdawałem w 2006 roku i przyznam szczerze, ...

Rozsądek zakutego łba

Przyznam, że śmieszy mnie, kiedy medialne (często zaliczane również do intelektualnych) elity – zazwyczaj pragnące uchodzić za „liberalne”, „nowoczesne” (ostatnio partia o tej nazwie kojarzy mi się ze szmalcownictwem w Łodzi, ale to inna sprawa), „fajne”, a niekiedy wręcz „postępowe”, mówią o zdrowym rozsądku. Najczęściej dochodzi do tego wówczas, gdy temat wywiadu czy innej dyskusji bądź debaty schodzi na zmiany, jakie zachodzą w społeczeństwie, świadomości, a co za tym idzie, języku polskim. Wówczas to osoby przedstawicielskie (oho, już byłaby obraza z ich strony!) tychże elit, czy raczej elitek, lamentują nad „poprawnością polityczną” (najczęściej oczywiście „lewacką”), która zabrania im mówienia „nienormalny(a)” o osobie w spektrum autyzmu, „Murzyn” (słowo uznane za obraźliwe) o człowieku czarnoskórym, „zdechł” o śmierci psa lub innego zwierzęcia (czyli istoty ludzkiej też, wszak zwierzętami jesteśmy), itd. Elity apelują w takich sytuacjach o zdrowy rozsądek, „bo przecież kiedyś...

Warto by podszkolić

Już od pewnego czasu zauważam, że świadomość społeczna w Polsce na temat dysfunkcji zdrowia psychicznego, z depresją na czele, powoli, acz stale narasta. Jasne, wiele w tej dziedzinie pozostaje jeszcze do zrobienia, niemniej poprawa w stosunku do tego, co było lat temu kilkanaście czy kilka, jest widoczna. I dobrze. Druga strona medalu jest o wiele bardziej ponura. A wygląda tak, że przypadków różnorakich psychicznych dysfunkcji – załamań, depresji, choroby afektywnej dwubiegunowej, nerwic i wielu innych – ciągle przybywa. Dotykają przedstawicieli wszystkich klas społecznych, grup zawodowych, wiekowych, płci… Nikt nie jest przed nimi bezpieczny. Nic dziwnego, skoro coraz dzikszy w miarę popadania w kryzys i niewydolność kapitalizm ogromnie sprzyja takim zachorowaniom, nawet, jeśli sam w sobie nie stanowi ich przyczyny. Wiem to zresztą po sobie, moją depresję wywołały przecież kapitalistyczne patologie. A jej nawrót, który ma szansę wkrótce mnie zabić. nastąpił z winy pewnego urz...

Dobry pomysł

Dyrektorka jednej ze szkół w Bielsku-Białej stwierdziła, że lepiej niż nazw afrykańskich jezior, byłoby uczyć dzieci robienia śniadań. Innymi słowy, znacznie ważniejsze z edukacyjnego punktu widzenia jest przekazywanie umiejętności praktycznych, niż wpajanie encyklopedycznych informacji, które w naszych czasach z łatwością można pozyskać (źródeł jest wszak pod dostatkiem, z dostępem do nich też problemu nie ma), a i tak, jeśli nie będą pożytkowane, szybko zostaną zapomniane. W pełni się z tym zgadzam. I nie ja jeden, gdyż podobne głosy od lat wielu dochodzą ze strony ludzi znacznie ode mnie mądrzejszych, czyli specjalistów od systemu oświaty. Dobrze, że wśród kadry nauczycielskiej też są osoby, jakie mają tego świadomość. Cóż, z całym szacunkiem dla geografii Afryki, o takiej na przykład Tanganice nie myślę zbyt wiele, za to przyrządzeniu oraz zjedzeniu śniadania – w moim przypadku oczywiście wege – poświęcam uwagę każdego poranka. Ktoś powie, że posiłki każdy sobie przyrządzi, ...

Świętuj, jak lubisz

Zbliża się Boże Narodzenie/Solstycja/Gody/Jule (zależnie od religii), czyli po prostu kolejne święta. Z tej okazji wiele osób jest coraz bardziej zestresowanych – a to porządkami, a to zakupami (jakże często nadmiernymi), a to „koniecznością” wpisania się w świąteczne tradycje i zwyczaje. Czyli przyrządzenia takich czy innych potraw, zrobienia takiego czy innego wystroju, zaproszenie (lub wproszenia się do) takich czy innych osób, bo jakoby wiadomo, że „święta bez rodziny to nie święta”. Innymi słowy, nadchodzi czas, kiedy liczne osoby będą jadły to, czego nie lubią, celem podtrzymania tradycji na siłę. Z tego samego powodu spotkają się z ludźmi, towarzystwo których uznają za niemiłe. Włożą masę wysiłku, a często też pieniędzy, w dekoracje, które po kilku dniach zdejmą. I zapomną o tym, co we wszystkich świętach (religijnych, państwowych czy osobistych) jest najważniejsze: odpoczynku, radości, chwili wytchnienia. I to dochodzimy do zjawiska, które oceniam jak najbardziej pozytywnie...

O maturze słów kilka

No i zaczął się sezon matur. Dziś pierwszy egzamin, jeśli się nie mylę. Wszystkim więc osobom do niego przystępującym, serdecznie życzę powodzenia. Jak obecnie, to znaczy w szkole Czarnka, wygląda matura, nie wiem, ale podejrzewam, że gorzej niż w moich czasach. A przynależałem do drugiego rocznika deformy systemu edukacji (wówczas jeszcze można było o niej mówić, jakkolwiek z coraz większym trudem i cudzysłowem) rządu AWS-UW, która wprowadziła gimnazja i trzyletnie liceum; do szkół owych uczęszczałem. Ze swojego egzaminu maturalnego zapamiętałem głównie to, że rozpoczynając szkołę średnią, nie wiedziałem, jak ma on wyglądać (nijaka polityka informacyjna w tym zakresie nie funkcjonowała, przez co zresztą źle wybrałem profil, fundując sobie trzy lata najgorszego w życiu – serio! – koszmaru), ulgę, że nie musiałem zdawać matematyki (nie była wtedy obowiązkowym przedmiotem maturalnym) oraz to, iż wymagano ode mnie głównie bezmyślnego wypełniania testów (co zmieniło się, gdy poszedłem na...

Miliarder z pustą głową

Jednym z kapitalistycznych mitów, a raczej hasełek propagandowych, jest to, że najbogatsi kapitaliści, ci z miliardowymi fortunami na kontach, wzbogacili się dzięki swoim cechom osobowym, takim jak: pracowitość, kreatywność, odpowiedzialność, gotowość do ryzyka… czy intelekt. Tymczasem ostatnio pojawiły się badania, wedle których ci burżuje wcale tacy inteligentni nie są, przesadnie kompetentni też nie; w większości nie wybijają się ponad przeciętność. A i durniów wśród nich nie brak. Donald Trump, dla przykładu, to wszak straszliwy idiota, co zdradza w zasadzie każdą swoją publiczną wypowiedzią. Fortunę odziedziczoną po ojcu powiększył nie dzięki WŁASNEJ pracy czy kompetencjom, ale wysługując się specjalistami – faktycznie znającymi się na rzeczy, których zatrudniał. Elon Musk, mimo iż pozuje na (szalonego?) naukowca, wynalazcę tudzież innowatora, też mądrością nie grzeszy. Dowodzi tego, zarządzając Twitterem w wyjątkowo głupi sposób: co i rusz zwalnia specjalistów, dzięki którym po...

Celebrytet

Kiedy jestem chory, idę do lekarza, stosuję się do jego zaleceń i zażywam leki, jakie mi przepisze (z tej ostatniej zasady wyłamałem się tylko raz, kiedy dostałem receptę na niepotrzebne mi tabletki na ciśnienie). Dzięki temu leczę się ze schorzeń, obecnie z depresji (to, że w ogóle czytacie te słowa, jest efektem tego, że mam psa – opieka nad nim i konieczność wyprowadzania powodują, iż jakoś zbieram siły do codziennej aktywności – oraz przyjmuję lekarstwa, które dosłownie podtrzymują mnie przy życiu i powodują, że mój stan się sukcesywnie poprawia). Owszem, nie gardzę też radami odnośnie zdrowej diety czy trybu życia, które otrzymuję od nie-lekarzy, ale pod warunkiem, że wygłaszają je osoby, które miały z daną chorobą doświadczenie lub dysponują realną wiedzą na jej temat (zaczerpniętą z merytorycznych źródeł medycznych; nie tylko pracownicy systemu opieki zdrowotnej mogą z nich korzystać). Nigdy za to nie diagnozuję się z pomocą wujka Google’a ani portali społecznościowych, a tym ...

Ciemnota i kapitalizm

Dziś zajmiemy się takim małym zestawieniem. Oto Teleskop Webba sfotografował powierzchnię Jowisza. Na jego biegunach widać zorze. Coś wspaniałego; naprawdę warto poszukać w internecie zdjęcia i sobie pooglądać. A to tylko jeden z licznych przykładów postępującej eksploracji kosmosu przy użyciu teleskopów, satelitów oraz im podobnych urządzeń. Wprawdzie misji załogowych na inne planety jeszcze nie ma (zbyt drogie, zbyt ryzykowne i szkodliwe dla ludzkiego zdrowia – nieważkość naszym organizmom nie służy, promieniowanie kosmiczne tym bardziej nie), ale mimo to z dnia na dzień wiemy coraz więcej o Układzie Słonecznym, powierzchni zaliczanych do niego planet, składzie ich atmosfery, a nawet o tym, co dzieje się jeszcze dalej w kosmosie, i jakie były początki wszechświata… W ogóle nauka rozwinęła się tak bardzo, że samo śledzenie odkryć z jednej tylko pod-dziedziny określonej dyscypliny jest zajęciem pełnoetatowym, nie wspominając już o tym, że wymagającym gigantycznej wiedzy. Każdego dni...

(R)ewolucja polszczyzny

Kilka lat temu toczyła się dyskusja na temat feminatywów (czyli żeńskich form) w języku polskim. Chodziło między innymi o nowe lub dotychczas rzadko używane nazwy zawodów i stanowisk piastowanych przez kobiety, np. ministra, profesorka, wykładowczyni, - lożka (kobieta-naukowiec), hutniczka, górniczka, pastorka, biskupka (w Kościołach protestanckich), itd. Osobiście nie mam nic przeciwko feminatywom, sam ich używam w swoich tekstach, literackie wliczając; ostatnio nawet musiałem upiera ć się podczas redakcji mojej powieści (premiera wkrótce), żeby zachowano żeńską nazwę pewnego stanowiska rządowego. Skoro pozycja zawodowa kobiet rośnie (acz w wielu branżach jeszcze zbyt wolno), język powinien za tym nadążać, nawet, jeśli miałoby to oznaczać dodawanie do niego neologizmów. Teraz zachodzi podobna ewolucja – a może i rewolucja – polszczyzn y, związana z tożsamością płciową i rozwojem wiedzy oraz świadomości w tym zakresie . Konkretnie – niebinarością , czyli zbiorczym określeniem tożsa...

Relacje budowane na prawdzie

Dziś 11 lipca 2022 roku, czyli siedemdziesiąta dziewiąta rocznica tzw. „krwawej niedzieli”, jednego z najbrutalniejszych i najtragiczniejszych epizodów Rzezi Wołyńskiej, ludobójstwa przeprowadzonego na Wołyniu oraz w Galicji Wschodniej w latach 1943-45 na Polakach – nie bez inspiracji okupujących tamte tereny nazistów – przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię, przy częstym i aktywnym wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej. Ludzi – obok Polaków również Ukraińców uznanych za nie dość ukraińskich bądź wspierających swoich polskich sąsiadów – mordowano w wyjątkowo okrutny sposób: rąbiąc siekierami na kawałki, obdzierając żywcem ze skóry, paląc (też oczywiście żywcem) w stodołach i domach, wypruwając wnętrzności… Ogółem, życie straciło wówczas 60-80 tys. osób, acz są szacunki mówiące o 100, a nawet 120 tys. (trafiają się i większe, ale te uznać należy za zawyżone); mordowano mężczyzn, kobiety i dzieci, w tym niemowlęta. Swoistą kontynuacją Rzezi Wołyńskie...

Wizja dla szkoły

W ostatnich dniach podjęto próbę odwołania ministra ciemnoty, Przemysława Czarnka. Biorąc pod uwagę sejmową arytmetykę, była ona z góry skazana na niepowodzenie, niemniej jednak wnioskodawcy (Lewica, Akcja Demokracja, Związek Nauczycielstwa Polskiego, czyli organizacje zbierające podpisy pod obywatelskim wotum nieufności dla rzeczonego neonazisty) celnie wypunktowali to, co bestia owa zamierza uczynić z polską edukacją (i tak od lat wątpliwą). Wskazano zatem na faszerowanie programów szkolnych treściami skrajnie prawicowymi, np. chorym kultem tzw. „żołnierzy wyklętych”, większą troskę o umieszczenie na liście lektur tekstów Jana Pawła II niż o nowoczesność szkolnictwa, próbę wprowadzenia obowiązkowych lekcji religii (lub etyki… ale „uczonej” przez księży tudzież „socjalistów” po uczelniach Rydzyka), brak walki z nietolerancją wobec osób LGBT w placówkach „oświatowych” (a wręcz zachęcanie do niej), itd. Rzecz jasna, to tylko wybrane wady Czarnka jako ministra ciemnoty (edukacją ani ty...

Szacunek dla robotnika

Wychodząc w godzinach przedpołudniowych na spacer z czworonożnym przyjacielem, często natykam się na ekipę śmieciarzy. Jedni opróżniają duży osiedlowy pojemnik na śmiecie, inni zajmują się mniejszymi koszami, rozlokowanymi przy blokach mieszkalnych. Mam dla tych ludzi ogromny szacunek. Praca to ciężka, może być szkodliwa dla zdrowia, a przede wszystkim bardzo odpowiedzialna i potrzebna. Wszyscy bowiem – poza ewentualnie degeneratami lubiącymi tkwić w syfie – chcemy żyć w czystej okolicy. A żeby utrzymać czystość, potrzebni są do tego wykwalifikowani ludzie. Podobnie jest ze wszystkimi innymi robotnikami – naprawdę ich szanuję. Z jednej strony jest to szacunek dla ich wysiłku, pracy, umiejętności, kwalifikacji zawodowych… Tak, robotnik zajmujący się wyspecjalizowanymi zadaniami typu naprawa urządzeń mechanicznych lub elektronicznych, wymiana opon, remonty budowlane, fryzjerstwo, itd., musi mieć naprawdę solidną wiedzę oraz zaiste ogromny zakres umiejętności. Kiedyś pisałem, że tacy ...

Podyskutujmy o prawach człowieka

Wydarzenia w USA skłaniają do podjęcia na nowo ogólnoświatowej debaty o rasizmie. I bardzo dobrze, temat ów jak najbardziej trzeba poruszać. W Polsce tymczasem też mamy problem z nietolerancją, a nawet zanosi się, że wybuchnie na tym tle ideologiczna wojenka. Oto bowiem europoseł Bezprawia i Niesprawiedliwości stwierdził, że „Polska bez LGBT byłaby piękniejsza”, inny, do spółki z Andrzejem Dudą, czyli starającą się o reelekcję imitacją prezydenta, powiedział, że „LGBT to nie ludzie, lecz ideologia”, a jeszcze inny poniżył te osoby przy użyciu nazistowskich w swej istocie sformułowań. Wywołało to oczywiście reakcję w postaci pokojowych manifestacji, licznych postów i artykułów w internecie tudzież innych mediach, publicznych wypowiedzi polityków i działaczy partii oraz organizacji lewicowych z Robertem Biedroniem na czele. Dziś będzie pod Pałacem Prezydenckim demonstracja rodziców osób LGBT; wspaniale, gdybym miał dziecko, też protestowałbym przeciwko odzieraniu go z człow...