Posty

Wyświetlam posty z etykietą laicyzacja

Nieco mniejsza komercja

Do tegorocznej Wielkanocy (katolickiej) pozostało nieco ponad dwa tygodnie. A to oznacza, że sezon świątecznych reklam jest w pełni. Wystarczy włączyć na chwilę telewizję, aby zobaczyć spoty, na których ludzie zasiadają do wielkanocnych posiłków – oczywiście rodzinnych – celem spałaszowania potraw reklamowanych producentów. Z kolei w sklepach na klientów łypią baranki, króliczki, jajeczka… Wojujące na niższe ceny (co świadczy o dobrej społecznej diagnozie ich właścicieli, jak kiedyś pisałem) sieci handlowe, portugalska i niemiecka, starają się udowodnić, w której z nich składniki koszyka ze święconkami będą tańsze. Nic dziwnego, żyjemy przecież w kapitalizmie, a system ten komercjalizuje wszystko. Włącznie z religią. Chociaż odnoszę wrażenie, że w przypadku Wielkanocy – inaczej, niż to się stało z takim na przykład Bożym Narodzeniem (nazwa święta jest mylna, ale nie wchodzę teraz w historyczne czy mitologiczne dywagacje) – skomercjalizowana została nie tyle jej warstwa stricte reli...

Na zaproszenie

Katolickie Boże Narodzenie – oparte na Solstycjach, Saturnaliach, Godach i Jule – minęło, a to oznacza, że rozpoczął się (w Polsce, bo to, z tego, co się orientuję, nadwiślański jeno zwyczaj) okres wizyt duszpasterskich, popularnie zwanych kolędowaniem. Polega to na tym, że księża z parafii chodzą, w towarzystwie ministrantów i/lub scholistek, od domu do domu, od mieszkania do mieszkania. Tam dzieciaki śpiewają kolędy, kapłan zaś rozsiada się wygodnie przy stole, mniej lub bardziej życzliwie tudzież interesująco rozmawia z parafianami (o ile ma ochotę), czasami je i pije, święci lokum, a na koniec – co stanowi najistotniejszą część całego wydarzenia – bierze datek „co łaska” w kopercie. Przy czym przyzwoici księża (tacy też się trafiają), widząc złą sytuację danej osoby czy rodziny, zostawia kopertę z pieniędzmi; przynajmniej kiedyś zostawiał, bo nie wiem, czy co bardziej pazerni biskupi nie przymusili swoich podwładnych do zaniechania takich działań. Wizyta duszpasterska dla niek...

Ubyło katolików

W roku 2021 przeprowadzono w (k)raju nad Wisłą Narodowy Spis Powszechny. Na wyniki długo trzeba było czekać, ale wreszcie zaczęły się one ukazywać. Najgłośniej komentowane są te dotyczące sytuacji religijnej naszego społeczeństwa, jakkolwiek warto dodać, że cieszy, iż przybyło osób deklarujących narodowość śląską oraz posługiwanie się językiem śląskim. Wróćmy jednak do wyznań, bo i ja dołożę swoje trzy grosze w tym temacie. Otóż, spis powszechny ukazał, że jedynie 71,2 proc. (27,2 mln osób) mieszkańców naszego państwa identyfikuje się jako rzymscy katolicy, podczas gdy jeszcze przed dekadą było to 88 proc. (33,8 mln osób). Spadek jest zatem wyraźny, i to ba rdzo. Przy czym trzeba wziąć pod uwagę, że znacząco – z 2,7 do aż 7,6 mln – wzrosła liczba osób, które odmówiły odpowiedzi w sprawie deklaracji wyznaniowej; to już 20 proc. polskiej populacji (z tego, co pamiętam, i ja zaliczam się do owej grupy) . Więcej rodaków zadeklarowało też bezwyznaniowość – przed dziesięciu laty było i...

O świętach krótka refleksja

W minioną sobotę, jak zwykle zresztą, robiłem zakupy w dyskoncie popularnej sieci. Z głośniczków sączyła się wesoła muzyczka, przerywana informacjami o promocjach, jakoby tak wspaniałych, że nic, tylko paść na glebę i tarzać się z radości. Podano też, że dnia 15 sierpnia (czyli jutro, we wtorek) sklep będzie zamknięty. Normalne, skoro to święto, dzień wolny od pracy; bardzo zresztą potrzebny, gdyż jesteśmy jednym z pięciu (obok Koreańczyków południowych, Greków, Rosjan i Meksykanów) najdłużej pracujących w wymiarze godzinowym społeczeństw świata, za czym idą zarobki znacząco niższe niż w przypadku społeczeństw, które tyrają krócej. Rzecz w tym, że 15 sierpnia jest dniem wolnym od pracy, gdyż obchodzone są wówczas DWA święta: Wojska Polskiego i (że posłużę się formalną nazwą katolicką) Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – popularnie: Matki Bożej Zielnej. Czyli i państwowe, i kościelne. I git, tyle że w rzeczonym dyskoncie, informując o jednodniowym zamknięciu, wymieniono tylko to...

Rocznica drogiej imprezy

Zerkając dziś do kalendarza, widzimy datę 3 sierpnia. Co w niej takiego szczególnego? Ano to, że dzień ów jest niezbyt szczęśliwą rocznicą. Albowiem równo trzydzieści trzy lata temu do szkół publicznych – najpierw podstawowych – wprowadzono katechezę, oczywiście katolicką. Odpowiadał za to pierwszy postsolidarnościowy (targowicki) rząd Tadeusza Mazowieckiego. Premier ów w 1990 roku startował w pierwszych powszechnych wyborach prezydenckich, a jego głównym konkurentem był inny solidarnościowiec (na pograniczu solidarucha), Lech Wałęsa. Cieszył się on ogromnym poparciem Kościoła katolickiego, konkretnie zaś duchowieństwa oraz hierarchów. Tychże pan Mazowiecki spróbował przekupić, by zachęcali do głosowanie na niego, i temu właśnie służyło wprowadzenie katechezy do szkół publicznych. Nie udało się, premier w wyborach prezydenckich ostatecznie zajął trzecie miejsce… lecz rela w budach została. A jej nauczanie usankcjonował konkordat, zawarty przez postsolidarnościowy (targowicki) rząd...

Rezygnacja

W Warszawie 63 proc. ślubów zawieranych jest w Urzędzie Stanu Cywilnego, a nie w kościele. Czyli mają one świecki charakter. W tym samym mieście jedynie 19 proc. osób uczniowskich w klasach maturalnych uczestnicy w katolickiej katechezie; podobny trend widoczny jest w innych polskich miastach (w podstawówkach na lekcje religii uczęszcza więcej dzieci i młodzieży niż w szkołach średnich, gdyż wiąże się to z tradycjonalizmem lub lękiem przed ostracyzmem ich rodziców/dziadków/opiekunów). Przybywa placówek podobno edukacyjnych, w których osoby uczniowskie nie chcą uczestniczyć w wigiliach klasowych/szkolnych, łamaniu się opłatkiem i im podobnych religijnych uroczystościach (to łamanie się pochodzi jeszcze z przedchrześcijańskiej religii słowiańskiej, więc z tego bym nie rezygnował, ale to już moje zdanie). Na portalach społecznościowych łatwo znaleźć wpisy osób nieżyczących sobie, by domy ich odwiedzali księża z wizytą duszpasterską; słusznie, też nie zamierzam przyjmować, forsy nawet dla ...

Jak się lepi czerń

O tym, że pozycja Kościoła katolickiego w Polsce (i nie tylko, przy czym wiele państw, gdzie ów związek wyznaniowy stanowił ongiś znaczącą siłę, ruszyło z laicyzacją wcześniej i szlakiem jej dalej zaszło niż my) szybko się pogarsza, pisałem już wielokrotnie. Opinią w społeczeństwie cieszy się on coraz gorszą – pedofilia i jej ukrywanie, upolitycznienie, konszachty z PiS-em oraz innymi ugrupowaniami skrajnie prawicowymi, pazerność kleru, media Rydzyka, itd. – prędko ubywa osób uczestniczących regularnie w nabożeństwach czy przyjmujących księdza po kolędzie… Swoje zrobiła pandemia COVID-19, która uświadomiła ludziom, że niedzielę i święta mogą spędzać w domu. Mówiąc krótko, laicyzacja postępuje, a wraz z nią ubywa purpurze i czerni forsy od strzyżnych dotychczas równiutko owieczek. To znaczy, tej, jaką owieczki przekazują bezpośrednio na tacę bądź w kopercie, bo strumień pośredni, źródłem którego są podatki, płynie poprzez instytucje państwowe nieprzerwanie. Pod PiS-owskim nie-rządem je...

Pamięć o czarnych

Nie ukrywam, że podoba mi się to, co obecnie robi Lewica. Coraz więcej prospołecznych postulatów w programie (konsultowanym zresztą na bieżąco z wyborcami, podczas chociażby obecnej trasy wakacyjnej), wsparcie – udzielane głównie przez działaczy Razem, ale nie tylko – walczącym o swoje prawa tudzież wynagrodzenia pracownikom firm prywatnych i administracji publicznej, merytoryczna krytyka Bezprawia i Niesprawiedliwości (PO może tego Lewicy jedynie pozazdrościć), dostrzeganie autentycznych kwestii społecznych (z szalejącą inflacją i jej konsekwencjami na czele), nieplucie na inne formacje nie-PiS-owskie, itd. - wszystko to i wiele innych rzeczy oceniam wysoko. Niemniej, jest coś, co powinno zostać w lewicowym przekazie wzmocnione. Otóż, jest to jedyna obecnie formacja, której postulaty dotyczące konieczności przekształcenia Polski w świeckie państwo brzmią wiarygodnie. Tusk i inni politycy PO czasami też takimi hasłami sypną, ale mieszają je z uwielbieniem dla kleru. Polska 2050 dopie...

Rywalizacja na klerykalizm

Politycy prawicy chyba nie dostrzegają, że społeczeństwo polskie się laicyzuje. Proces ów może nie zachodzi w aż tak nagłym tempie jak kilka lat temu w Irlandii, kościoły nie zapłonęły u nas jak niedawno w Kanadzie… niemniej sukcesywnie spada liczba osób uczestniczących – nie tylko regularnie, ale w ogóle – w nabożeństwach katolickich z mszami na czele, młodzież (zwłaszcza w metropoliach, ale do średnich i małych miast, jak również na wieś trend ów też dotrze w większej niż obecnie skali) masowo wypisuje się ze szkolnej katechezy, w dyskursie społecznym, mediach oraz kulturze i sztuce coraz wyraźniej widoczne są treści krytyczne wobec Kościoła katolickiego, a często wprost antyklerykalne, coraz więcej organizacji społecznych głośno domaga się wprowadzenia świeckiego (REALNIE, czyli nie tylko na papierze) państwa, artykuły/książki/reportaże/filmy poświęcone pedofilskim zbrodniom kleru nie są olewane, lecz zyskują coraz większy rozgłos… Tendencja laicyzacyjna, mówiąc krótko, jest wyraźna...

Myśli na Nowy Rok

No i kończy się dziś Anno Domini 2021. W moim życiu był to rok wielkich zmian, niektórych na (znacznie) gorsze, innych na lepsze, a co do większości z nich, to czas dopiero pokaże. Nie o sobie jednakże chcę tu napisać, lecz podzielić się refleksją na temat tego, co przynieść nam może dwanaście rozpoczynających się jutro miesięcy – z zastrzeżeniem wszelako, że przyszłość jest nieodgadniona, a stan rzeczy w każdej chwili może się odmienić o sto osiemdziesiąt stopni. W każdym razie, myśli nie będą to, poza dwoma wyjątkami, wesołe. Choćby dlatego, że nie zanosi się, aby ustała inflacja. Przeciwnie, ceny poszczególnych towarów, z tymi najbardziej podstawowymi na czele, będą stale rosły, podobnie jak opłaty. Po chwilowych obniżkach, najprawdopodobniej znów podskoczą, i to znacząco, kwoty, jakie musimy wydać na paliwo do naszych pojazdów (a komunikacja publiczna zapewne dalej będzie podupadała, toteż posiadanie samochodu pozostanie koniecznością dla wielu obywatelek i obywateli). W górę pój...

Sumienie i wychowanie

Generalnie, pozostaję zwolennikiem świeckich pogrzebów (ślubów zresztą też, tyle że ślub w życiu człowieka jest wydarzeniem mniej lub bardziej prawdopodobnym, podczas gdy śmierć i pochówek – pewnym); mój wymarzony to rozsypanie prochów. Kiedy rozmawiam na ten temat – przy okazji konwersacji o Kościele katolickim w Polsce – z różnymi swoimi znajomymi (przeważnie chodzi o osoby starsze, które stereotypowo winny być zanurzone mentalnie w dość prymitywnym katolicyzmie w stylu prymasa Wyszyńskiego… no, ale na szczęście stereotypy nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością), z reguły podchodzą one do tego mojego marzenia z pełnym zrozumieniem, podobnie jak do jego uzasadnienia (nie chciałbym, żeby na moim zgonie zarobiła organizacja ukrywająca zbrodnie pedofilskie swoich funkcjonariuszy oraz posługująca się językiem Hitlera, nie Chrystusa, do czego wrócę w dalszej części tekstu). Zdarzają się wszelako wyjątki. Ot, niedawno spotkałem się ze swoją krewną – też seniorką – i rozmowa jakoś tak ...

Gniew na Kościół

W Kanadzie odkryto masowe groby indiańskich dzieci – ofiar rządowego programu, który trwał przez dekady (zakończył się dopiero przed ćwierćwieczem!) i polegał na siłowym odbieraniu tychże dziatek z ich rodzin i umieszczaniu ich w specjalnych ośrodkach, gdzie były „cywilizowane”, tzn. (jak łatwo się domyślić) z pomocą brutalnych metod oduczane swojego indiańskiego języka, zwyczajów, itd. Były głodzone, bite, często również gwałcone, przebywały w fatalnych warunkach. Dla wielu spośród nich skończyło się to zgonem, a wówczas trafiały one, czy raczej ich ciała, do zbiorowych mogił, dopiero w ostatnich dniach odkrytych i badanych. Ile było ofiar śmiertelnych tegoż zbrodniczego procederu, nie wiadomo, ponieważ… nie były one rejestrowane, natomiast cmentarze, na których zmarłe, a w zasadzie zamordowane owe dzieciaki grzebano, funkcjonowały nielegalnie, co oznacza, że i one w rejestrach nie figurowały. A teraz tak – wprawdzie program ten był finansowany przez rząd Kanady, ale ośrodki, gdzie ...

Dewojtylizacja

Przybywa obywatelskich petycji, by w kolejnych miastach i miejscowościach zmieniać nazwy ulic, placów oraz im podobnych obiektów, którym patronuje Jan Paweł II. Są też wnioski o pozbawienie papieża Polaka honorowego obywatelstwa jednego z większych polskich miast. Powodem takich działań (czas pokaże, na ile skutecznych) są informacje, że Karol Wojtyła/Jan Paweł II miał, wespół z kardynałem Dziwiszem Stanisławem, poczesny udział w tuszowaniu kościelnych zbrodni pedofilskich na całym bez mała świecie, wyświęcał też hierarchów, o których wiedział, że mają na sumieniu potworne krzywdzenie dzieci. Oczywiście, wiadomości te nie są żadną nowością; lewicowe media wspominały o tym wszystkim jeszcze za życia papieża, wtedy jednak powszechnie uznawano to za „komusze ataki” na Kościół oraz „naszego świętego”… W ostatnim wszelako czasie świadomość społeczna w kwestii grzechów Kościoła i jego hierarchów – Jana Pawła II wliczając – się zmienia. Ale po kolei. Owa rozpoczynająca się dewojtylizacja j...

Młodzi i Kościół

Polska jest europejskim liderem, a przynajmniej znajduje się w ścisłej czołówce, w wielu negatywnych dziedzinach, takich jak zanieczyszczenie środowiska, liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych czy plaga umów śmieciowych. Co ciekawe, jest coś, w czym (k)raj nad Wisłą wyszedł na prowadzenie, a co jest rzeczą, którą trudno oceniać w czarno-białych kategoriach. Otóż, mamy do czynienia z bezprecedensowym odpływem młodych ludzi od Kościoła katolickiego; Polska stała się w ostatnim czasie pod tym względem europejskim rekordzistą. Zresztą nie tylko młodzi od Kościoła odchodzą (podkreślam – od związku wyznaniowego, co wcale nie musi oznaczać rezygnacji z wiary, będącej osobistym poczuciem kontaktu z Bogiem), bo coraz więcej osób w średnim i starszym wieku również. Nie tylko w miastach, ale i na wsiach. Ktoś może powiedzieć, że po prostu nadrabiamy stratę do Europy Zachodniej i Północnej, gdzie trend laicyzacyjny nastąpił wcześniej niż u nas. Cóż, aby to zweryfikować, potrzeb...