Drogie mydelnice

Volkswagen, największy koncern motoryzacyjny Europy i drugi na świecie, przeżywa poważne problemy finansowe. Kryzys, nie ma się co oszukiwać. Z jego wyrobów obecnie dobrze sprzedają się jedynie… firmowe kiełbaski z curry, pierwotnie przeznaczone do kantyny fabrycznej, obecnie dystrybuowane również w sklepach. Z samochodami marek Volkswagen, Skoda, Seat i Cupra, Audi, Porsche (ma autonomię w ramach koncernu), Bentley, Lamborghini i Ducati (produkuje włoskie motocykle sportowe) jest już znacznie gorzej.

Koncern stanął oto przed wizją… no, może jeszcze nie bankructwa, ale z pewnością będzie musiał zwolnić tysiące pracowników, zamknąć niektóre fabryki (polskie, ze względu na niższe niż w Niemczech koszta pracy, są niezagrożone… na razie) i być może pożegnać się z kilkoma swoimi markami. Obecnie trwają negocjacje w ramach zarządu, które są oczywiście nader trudne. Tak czy owak, zagrożeni są również liczni podwykonawcy – jeśli spadnie im liczba zamówień na części, tapicerki i im podobne elementy, i oni popadną w kryzys.

Skąd wzięło się to nieszczęście?

Cóż, europejska motoryzacja, poza kilkoma może markami, jest ogólnie w trudnej sytuacji. Unijne wymogi, takie jak bardzo szybko wdrażane kolejne normy czystości spalin (same w sobie są one, rzecz jasna, konieczne, niemniej na ich wprowadzanie należy dać więcej czasu producentom pojazdów) czy wymuszona elektryfikacja, wygenerowały ogromne koszta, te zaś wymusiły albo cięcia w ofercie modelowej czy silnikowej (co przełożyło się na niechęć klientów), albo konieczność łączenia firm w większe organizmy, a wreszcie na wzrost cen – samochody są wszak straszliwie drogie. Tu warto zauważyć, że normy czystości spalin zmusiły producentów do zerwania z produkcją modeli tzw. budżetowych, adresowanych dla kierowców mniej zamożnych, bazujących na nieco starszych technologiach (które wszakże były mniej zawodne)… lub sprawiły, że auta budżetowe budżetowymi być przestały. Pod maskami pojawiły się małolitrażowe turbodoładowane silniki, które siłą rzeczy – praw fizyki oszukać się nie da – szybko się zużywają.

No i nie czarujmy się, europejski (i nie tylko!) kapitalizm w naturalny sposób przegrywa z chińskim socjalizmem, co na przykładzie motoryzacji świetnie widać. Chińskie samochody są od większości europejskich, japońskich czy koreańskich znacznie nowocześniejsze, a przy tym tańsze, nic więc dziwnego, że szturmem podobijają kolejne rynki, mimo oporu ze strony UE (cła) czy… ubezpieczycieli, jacy nie chcą chińskich aut ubezpieczać (głupota, działanie wbrew interesom klientów). A przy tym pojazdy (na szczęście nie wszystkie) made in Europe

No właśnie, same poszły w bardzo złą stronę pod względem jakości. Volkswagen i inne marki z tego koncernu stanowią idealny przykład tegoż procesu.

Kiedyś bowiem auta z logiem Audi, VW, Seata czy Skody (marki premium to inna para kaloszy) były pod względem stylistycznym nudne jak flaki z olejem, siermiężne, bunkrowate, pozbawione jakiejkolwiek finezji, ale za to praktyczne (szczególnie Volkswageny i Skody) oraz trwałe. A także, poza Audi, atrakcyjne cenowo Obecnie są to drogie, przesycone zbędnymi bajerami, awaryjne i tandetne mydelnice. Niemiecki koncern zaliczył poważne wtopy technologiczne – związane głównie z wadliwymi silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi – na długo przed przymusową elektryfikacją czy wymuszeniem przez normy czystości spalin wprowadzania małolitrażowych turbodoładowanych jednostek napędowych, które siłą rzeczy są mało trwałe. A zastępowanie tradycyjnych rozwiązań bajerami, takimi jak dotykowe przyciski na kierownicy (co za idiota to wymyślił?!) czy wieszająca się obsługa klimatyzacji z ekranu dotykowego sprawiły, że posypała się jedna z największych zalet, jakimi pojazdy te odznaczały się przez dekady – ergonomia. Już nie wspominając o tym, że ceny poszły ostro w górę…

Krótko mówiąc, Volkswagen jako koncern wiele zrobił, żeby zniechęcić do siebie klientów. Zamiast produkować dobre auta dla każdego, przerzucił się na wytwarzania drogich i wadliwych samochodzików dla burżujów. To musiało się źle skończyć.

I szkoda jedynie, że cierpi na tym klasa robotnicza, zwłaszcza ludzie, którym obetną pensje, i którzy stracą pracę…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odbieranie dobrego

Kapitalistyczni esesmani

Dwaj idioci i Unia Europejska