Posty

Wyświetlam posty z etykietą przedsiębiorstwa

Kapitalistyczne mordownie zwierząt

W miniony weekend społeczeństwem polskim – a w zasadzie bardziej świadomą i wrażliwą jego częścią – wstrząsnęła afera schroniska dla zwierząt w Bytomiu. Popularna piosenkarka ujawniła, zebrawszy dowody, że panować tam miały naprawdę fatalne warunki, takie, że określenie „obóz koncentracyjny” samo ciśnie się na usta. Oczywiście był to (jest) obóz skomercjalizowany, schronisko jako takie służyło nie pomaganiu psom czy kotom, ale dojeniu pieniędzy. Jak na razie odwołano dyrektorkę, władze miasta zapowiedziały kontrole; zobaczymy, co będzie dalej, acz spodziewam się, iż prominenci zaczekają, aż sprawa ucichnie i nie zrobią nic. Schronisko w Bytomiu nie jest, zaznaczyć trzeba, jedyną taką mordownią w Polsce, gdzie cierpienia i śmierć zwierząt się komercjalizuje pod pozorem niesienia im pomocy. W licznych tego typu placówkach warunki są fatalne, od zwierzaki nikt nie dba, w przeciwieństwie do liczenia pieniędzy już to ze środków publicznych, już to płynących od darczyńców. Rzecz jasna...

O krok od krachu

Donald Trump, jako kapitalista i faszysta, pełniąc drugą kadencję prezydenta USA, miał rządzić w interesie amerykańskich klas pasożytniczo-wyzyskujących. Na razie jednak mu to zdecydowanie nie wychodzi, a jego działania biją nie tylko w interesy kapitalistów, ale też, co gorsza, w społeczeństwo. Jak wiemy, ledwo objął urząd, Trump (co zresztą zapowiedział jeszcze jako elekt) zaczął bawić się w wojny celne, już to z Kanadą, już to z Meksykiem, już to z Unią Europejską. W założeniu miały one wzmocnić amerykańską gospodarką, chroniąc tamtejszy rynek przed „obcymi” towarami. Dlatego walnęły między innymi w europejskie firmy. Przykładowo, liczne samochody marki BMW utknęły w portach w Stanach, a działające w Polsce przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego już liczą straty. Jednakże wygląda na to, iż gospodarka USA oberwała o wiele mocniej. Otóż, brutalna polityka celna administracji Trumpa sprawiła, że amerykańskie firmy mają coraz gorsze notowania na giełdzie. A w zasadzie fatalne –...

Załóż firmę

Prowadzenie własnej działalności gospodarczej przedstawiane jest w kapitalistycznej propagandzie jako sposób na odniesienie gigantycznego sukcesu – finansowego i w ogóle życiowego. W szkołach uczy się wszak podstaw przedsiębiorczości (nie wiem, dlaczego przedmiot ów nie nazywa się: „podstawy ekonomii” i nie poświęca uwagi różnym rodzajom przedsiębiorstw, w tym spółdzielniom), co druga reklama dotyczy różnego rodzaju dóbr i usług skierowanych dla osób prowadzących firmy, partie polityczne prześcigają się w kreowaniu obietnic dla przedsiębiorców… Słowem, wygląda to tak, jakbyśmy wszyscy mieli być właścicielami przedsiębiorstw. Niekiedy zresztą wymuszają to przepisy; tak jest w przypadku części zawodów takich jak agent ubezpieczeniowy. W innych przypadkach ludzie faktycznie dobrowolnie decydują się na samozatrudnienie, uznając, że tak jest dla nich korzystniej (dla fachowców z branży, przykładowo, budowlanej czy remontowej to rzeczywiście dobra opcja) lub mając nadzieję na to, że z mał...

Kiedy proletariat zwycięża

W ostatnich dniach myślimy głównie o tragedii naszych wschodnich sąsiadów, u których rywalizacja imperializmów amerykańskiego i rosyjskiego doprowadziła do wybuchu wojny. A tymczasem w Polsce wydarzyły się nad wyraz pozytywne rzeczy z zakresu walki o prawa pracownicze, czyli o wolność i godność człowieka. Dobra wiadomość przyszła do nas kilka dni temu z Myślenic. Pracownicy tamtejszych zakładów Cooper Standard Automotive (amerykańska firma, która ma oddziały w tych państwach, gdzie zaleźć może tanią siłę roboczą) wywalczyli podwyżkę. Ich zarobki wzrosną od 2 do 2,50 zł za godzinę brutto, co miesięcznie przełoży się na kwoty do 420 zł. Poza tym, wysokość comiesięcznego dodatku za pranie odzieży roboczej zwiększy się z 60 zł do 110 zł. Spór zbiorowy w myślenickim Cooper Standard Automotive trwał od jakiegoś czasu, ale do strajku tam nie doszło. Zarząd bowiem poszedł po rozum do głowy i zdecydował się na zwiększenie płac robotnikom; pomogła nie tylko działalność związków zawodowych, al...

Zbuntowany restaurator

Pociągniemy dziś temat z wczorajszej notki, ale spojrzymy na niego pod innym nieco kątem, skupiając się na krajowym podwórku. Otóż, nie-rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości do końca stycznia przedłużył obostrzenia rzekomo związane z walką z koronawirusem, polegające na przymusowym zamknięciu wszelkiego rodzaju lokali gastronomicznych (poza tymi, co serwują dania na wynos), hoteli, stoków narciarskich (acz nie dla rodzinki pewnej byłej ministry), kin, teatrów i innych ośrodków kultury, częściowo galerii handlowych, itd. Jest to działanie bardzo niekonsekwentne, bo jednocześnie od przyszłego tygodnia do szkół wracają dzieci z klas jeden, dwa i trzy, zatem rodzi się pytanie o sensowność utrzymywania tych obostrzeń. Dane statystyczne z większości państw, gdzie wprowadzono lockdown, wskazują dość jednoznacznie, iż zamykanie poszczególnych instytucji NIE JEST skutecznym sposobem na przeciwdziałanie pandemii COVID-19; wręcz przeciwnie, bo wygląda na to, że trzymanie ludzi w punktowcach i bl...

Równi i równiejsi

Nie dziwię się, że niektórzy przedsiębiorcy – głównie ci z branży fitness oraz gastronomicznej – oburzeni są na rządowe obostrzenia, mające rzekomo służyć ograniczeniu epidemii COVID-19 (rzekomo, bo już wiosną było widać, w Polsce i w wielu innych państwach, że lockout – w przeciwieństwie do nakazu noszenia maseczek, dezynfekcji, zachowywania dystansu społecznego czy stosowania ograniczeń liczbowych osób przebywających w zamkniętych pomieszczeniach – bynajmniej nie zapobiega rozprzestrzenianiu się koronawirusa, za to wielu ludziom szkodzi bardziej niż ów mikrob). Nie dziwię się, że czują się oni poszkodowani, ponieważ jawnie widać nierówne traktowanie podmiotów gospodarczych. Zacznijmy jednak od tego, że PiS-owskie władze najbledszego pojęcia nie mają, mimo upływu miesięcy, jak radzić sobie z sytuacją epidemiczną… która podobno jeszcze kilka tygodni temu była na tyle dobra, że w przestrzeni publicznej nie trzeba było nosić maseczek. Zamiast ratować walącą się w gruzy służbę zdrowia i...

Państwo i korporacje

W ostatnich dniach światem – a przynajmniej liberalnymi mediami – wstrząsnęło ogłoszenie upadłości przez bodaj najstarsze biuro podróży. Dziennikarze zatem, komentatorzy i publicyści pochylają się nad losem biednych turystów, którzy zostali na lodzie (i słusznie, że się pochylają, wszak turyści są poszkodowani) i z pomocą ekspertów radzą, co robić, będąc klientem upadającego lub całkiem już zbankrutowanego biura. I dobrze, ale… No właśnie. W żadnej z tychże analiz nie spotkałem się ze stwierdzeniem oczywistego faktu, że upadek firmy jest rzeczą absolutnie typową dla kapitalizmu jako systemu ekonomicznego, stanowi jego stały i nieodzowny element. Codziennie bankrutują tysiące małych firm, a nad właścicielami tych, które jeszcze na rynku się trzymają, widmo bankructwa krąży bezustannie. Byt średnich i dużych przedsiębiorstw również pozostaje niepewny. Upadały wszak marki z wieloletnią tradycją, np. Saab. W kapitalizmie bowiem istnieją cykle koniunkturalne; raz na jakiś czas...

Odpowiedzialność "Janusza"

Niedawno media nagłośniły (i bardzo dobrze!) sprawę Ukrainki zatrudnionej w pralni – mimo iż podobno nie miała pozwolenia na pracę ani odpowiedniego przeszkolenia. Kobieta uległa paskudnemu wypadkowi, mianowicie maglownica (czy jak tam się owo ustrojstwo zowie) zmiażdżyła jej rękę; kończyny nie udało się uratować, konieczna była amputacja aż do ramienia. Właściciel firmy po zdarzeniu ponoć bardziej zatroszczył się o maszynę niż o poszkodowaną osobę. Przy okazji wyszło na jaw, że w przedsiębiorstwie owym bardziej liczyło się, czy pranie nie ma kantów, niż bezpieczeństwo i warunki pracy. Obecnie, jak podała jedna z komercyjnych stacji telewizyjnych, Ukrainka walczy w sądzie o to, by kapitalista sfinansował jej protezę (bardzo słusznie, byłoby to sprawiedliwe, skoro facet nie zatroszczył się o przestrzeganie BHP). Szefunio do winy oczywiście się nie przyznaje, płacić nie chce. Jak się to wszystko skończy, czas pokaże. Cóż, wypadek przy pracy zdarzyć się może zawsze, nawet przy ś...

Bizneswoman z mopem

Hol w siedzibie wielkiej korporacji, instytucji publicznej, uczelni, szpitala – wszystko jedno. Ważne, że podłoga lśni, gdyż nad tymże lśnieniem pracują panie konserwatorki powierzchni płaskich, zwane też (bez pogardy) sprzątaczkami. Każda z nich musi się nieźle naharować, a zarobki są niewielkie, po zapłaceniu comiesięcznej składki na ZUS niewiele zostaje. Składkę wszelako muszą zapłacić, ponieważ taki obowiązek spoczywa na osobach prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Czyli również na naszych przykładowych sprzątaczkach, które wynajęta w ramach outsourcingu firma zajmująca się czyszczeniem, owszem, zatrudniła, ale pod warunkiem założenia przez nie własnej działalności – a w zasadzie, nie tyle zatrudniła, ile zawarła z nimi kontrakt lub umowę-zlecenie. Tak zwane samozatrudnienie jest w kapitalistycznej Polsce coraz powszechniejszą patologią, zarazą degenerującą nasz rynek pracy, powodującą rozrost biedy i służącą nieuczciwym kapitalistom, pasożytującym na cudzym wy...

W PiS-owskich ciemnościach

Wzrosną nam od przyszłego roku ceny energii elektrycznej. I to o około 40 proc. Czyli naprawdę dużo. Wzrosnąć muszą, ze względu na to, iż w Polsce prąd wytwarzany jest nadal głównie w elektrowniach węglowych, a to generuje koszta. Co prawda Ministerstwo Energii zapowiada, że ów wzrost cen odczują jedynie przedsiębiorstwa, ale prywatni użytkownicy już nie, dzięki rządowym dopłatom (ha, ha, ha!). Szczerze mówiąc, jakoś w to nie wierzę; obawiam się, że i my, zwykli, szarzy zjadacze chleba, zapłacimy już wkrótce wyższe rachunki „za światło”, jak mówiła moja świętej pamięci babcia; wrócę do tego w dalszej części tekstu. Ale nawet gdyby nasi „kochani” rządzący jakimś cudem spełnili obietnicę w tym względzie i ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych nie wzrosły… to i tak nie będzie się z czego cieszyć. Tak drastyczna podwyżka cen prądu dla firm oznacza wzrost cen w sklepach – praktycznie WSZYSTKICH towarów, zwłaszcza tych produkowanych w (k)raju nad Wisłą – i zdecydow...