Posty

Wyświetlam posty z etykietą rozwój

Więcej na naukę

Więcej pieniędzy oczywiście. Ale po kolei. Przedwczoraj w Warszawie odbyły się demonstracje, osoby uczestniczące w których domagały się przeznaczania większych środków na polską naukę. Konkretnie 3 proc. PKB. Czy tyle by wystarczyło, przyznam szczerze, nie wiem; podejrzewam, iż jest to absolutne minimum. Tak czy owak, sektor ten zalicza się do tych, które w (k)raju nad Wisłą są drastycznie niedofinansowane. Na czym cierpią nie tylko zarobki naukowców i pracowników uczelni, ale też przeprowadzane jest mniej badań, niż mogłoby, rozwój technologiczny Polski również postępuje w tempie spowolnionym (a takie na przykład satelity dobitnie świadczą, na co nas stać – tylko więcej pieniędzy potrzeba). Co najwyżej składamy cudze technologie, zamiast kreować własne. A polscy naukowcy robią kariery na zagranicznych uczelniach (drenaż mózgów). Nie oszukujmy się, sektor naukowy znajdował się i nadal znajduje poza zainteresowaniem solidaruchów, jacy dopchali się do władzy w 1989 roku, oszukawszy sp...

Samochody z Wietnamu

Europejskie rynki – w tym polski – zdobyła nie tylko chińska elektronika, ale i motoryzacja. Samochody made in China cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza, że oferują atrakcyjne ceny w porównaniu z europejską (poza ewentualnie Dacią), japońską czy koreańską konkurencją. Sieci sprzedaży i serwisu szybko się rozrastają. Na nic zdała się polityka celna Unii Europejskiej. Ile jest chińskich marek samochodowych w Polsce, w sumie przestałem już liczyć. A teraz bój o nasz kraj rozpoczynają… Wietnamczycy. Na polskim rynku pojawiła się bowiem marka VinFast, która na razie oferowała będzie dwa SUV-y/crossovery z napędem elektrycznym (szkoda, że nie ma hybrydowego i klasycznego spalinowego). Rozmiary duże, silniki – zwłaszcza w przypadku jednego modelu – bardzo mocne, wręcz potężne, wyposażenie nowoczesne i bogate, a ceny, w porównaniu z konkurentami, atrakcyjne (acz tanich samochodów już nie ma). Wietnamskie auta mogą się więc sprzedawać. Czy okażą się hitami, czas pokaże; ewentualności...

Początek złotej epoki

Dziś osiemdziesiąta pierwsza rocznica publikacji Manifestu Lipcowego (22 lipca 1941 r.), stworzonego przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, czyli polskich działaczy lewicowych, jacy podczas II wojny światowej znajdowali się w ZSRR. Dokument ten – tak, podpisał się pod nim Józef Stalin, a jego pierwotna wersja powstała w Moskwie – stanowił fundament polityczny dla Polski powojennej i zmian ustrojowych, o czym za chwilę. W poprzednim ustroju rocznica jego opublikowania była świętem państwowym… i nie widzę powodów, dla których nie miałaby pozostawać nim również obecnie. Data ta uchodzić bowiem może za symbol wyzwolenia naszego państwa spod hitlerowskiej okupacji (a raczej początku wyzwalania, bowiem w pełni nastąpiło ono rzecz jasna w roku 1945) i ukazania planu powojennej odbudowy. Znacznie to lepsze Święto Niepodległości niż 11 listopada, który to dzień tak naprawdę jest rocznicą zamachu stanu dokonanego przez Józefa Piłsudskiego, a II RP dawno już nie ma (na szczęście), podczas g...

Inwestycje sensowne i bezsensowne

W mojej miejscowości władza, oczywiście w porozumieniu z właścicielami odpowiedniej firmy (czyli kapitalistami) chce zbudować przetwórnię odpadów. I umiejscowić ją w miejscu bliskim osiedlu domów jednorodzinnych, a jeszcze bliższym niedawno poddanemu renowacji terenowi rekreacyjnemu, czyli stawom. Innymi słowy, lokalizacja „inwestycji” byłaby nie tylko uciążliwa dla okolicznych mieszkańców, ale i szkodliwa ze społecznego punktu widzenia. Jak również potencjalnie bardzo niebezpieczna dla przyrody oraz ludzkiego zdrowia, ma bowiem znajdować się na terenie podmokłym, co przy negatywnym obrocie wypadków zagraża skażeniem. Mieszkańcom rzecz się zdecydowanie nie spodobała. Szybko pojawił się protest, pod którym ludzie masowo się podpisywali (ja też). Władzom gminy – realizującym, jak łatwo się domyślić, interes kapitalistów – protest się nie spodobał; zachowały się raczej brzydko, w odpowiedzi na niego zarzucając jego autorom kłamstwo, jakoby straszyli nas „spalarnią”, którą zakład ma nie...

Niech żyje różnorodność

Mieszkam w małej miejscowości na pograniczu Małopolski i Śląska, niemniej nie da się o niej powiedzieć, aby była jednolita etnicznie, rasowo czy wyznaniowo (owszem, dominują katolicy, ale są też protestanci czy osoby niewyznające żadnej zinstytucjonalizowanej religii – na przykład ja). Obecność osób z Ukrainy – nie tylko uchodźców, wielu Ukraińców przyjechało za pracą jeszcze przed 24 lutego 2022 r. i z tego, co wiem, cieszą się dobrą opinią jako pracownicy – jest w miarę oczywista, gdyż migracja z tego kraju do Polski trwa od lat. Ale widuję też na ulicy osoby czarnoskóre, zaś sklep z odzieżą, obuwiem i różnymi artykułami gospodarstwa domowego prowadzą Chińczycy (lubię tam robić zakupy, zwłaszcza, że buty sprzedają bardzo dobre i w korzystnych, jak na dzisiejsze czasy, cenach). Miejscowa biblioteka kilka razy organizowała spotkania z przedstawicielami mniejszości (w tym owymi Chińczykami), przy okazji szerząc wiedzę o krajach, skąd przybyli. I bardzo dobrze! Uważam, że zarówno ...

Krótka rzecz o bibliotece

Dziś 8 maja, czyli nie tylko (obok jutra) Dzień Zwycięstwa, ale też Dzień Bibliotekarza i Bibliotek. Z tej okazji wszystkim osobom wykonującym ten piękny i ogromnie pożyteczny dla społeczeństwa zawód składam serdecznie życzenia. Przede wszystkim tego, aby nigdy nie zabrakło osób czytelniczych ani wspaniałych pozycji literackich na bibliotecznych półkach. Ani też pieniędzy na funkcjonowanie owej jakże istotnej instytucji. Tak, jednym z najważniejszych obowiązków władz publicznych – państwowych i samorządowych – jest, a w zasadzie powinno być łożenie na szeroko pojętą kulturę, do czego zalicza się również utrzymywanie bibliotek publicznych (w tym szkolnych). Rzecz jasna, jakość ich funkcjonowania zależy nie tylko od tego, jakie środki otrzymają już to od gminy, już to od rządu (np. z programu Ministerstwa Kultury), już to z Unii Europejskiej, lecz także – czy wręcz PRZEDE WSZYSTKIM – od kadry. Mam to szczęście, że w mojej miejscowości w bibliotece publicznej, wchodzącej w skład ośrodk...

Polska, Europa, Chiny, współpraca

W ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie odbyło się spotkanie polsko-chińskie na temat współpracy, głównie gospodarczej, ale nie tylko. Stronę nadwiślańską reprezentowali: prof. Grzegorz Kołodko (najwybitniejszy polski ekonomista, specjalista m. in. od gospodarki Państwa Środka, a zarazem były wicepremier ), Janusz Piechociński (też były wicepremier), prof. Bogdan Góralczyk (ambasador) , Radosław Pyffel, Sylwester Szafarz, Piotr Gadzinowski (eksperci ds. międzynarodowych), Marek Traczyk i Andrzej Ziemski (dziennikarze). Strona chińska: Wu Hailong (prezes Chińskiego Stowarzyszenia Dyplomacji Publicznej), pani Jang Yu (specjalna przedstawicielka MSZ ds. Współpracy Chiny-CEE ) , profesor Zhao Gang (wiceprezydent Pekińskiego Uniwersytetu Języków Obcych), Li Ruiyu (ekspert ds. międzynarodowych), Tian Yuhong (dziennikarz). Dyskusja, jako się rzekło, dotyczyła relacji polsko-chiński na poziomie przede wszystkim gospodarczym. Zastanawiano się chociażby, czy współpraca między obu k...

Chińskie zwycięstwo?

Jak wiemy, Europa (i nie tylko, bo w wielu innych państwach i regionach trend ów też postępuje) stawia na elektryfikację motoryzacji. Od 2035 roku nowe samochody z silnikami spalinowymi mają już w UE nie być sprzedawane. Nawet jednak bez unijnych regulacji wszystkie już w zasadzie marki obecne na naszym kontynencie oferują co najmniej jeden model z napędem elektrycznym, a niektóre (Audi i Volvo dla przykładu) zaprzestały rozwijania technologii spalinowej i teraz tylko wykańczają części do obecnej bazy modelowej. Jasne, auta na prąd mają od czorta i jeszcze trochę poważnych wad. Łatwo ulegają pożarom, czas ładowania jest wciąż stosunkowo długi, a zasięgi (w zależności od modelu) dość krótkie, nie radzą sobie z mrozami, są też niezbyt ekologiczne z uwagi na zanieczyszczenia generowane przy produkcji baterii, zaś wydobycie potrzebnych surowców to praca w gorszych warunkach niż w łagrze (ale to już wina kapitalizmu, nie samochodów). Niemniej, mają one też sporo zalet, taką zwłaszcza, że ...

Pakiet standardów

W miniony weekend Lewica miała swoją (kolejną) konwencję programową, tym razie pod Hasłem: Niska inflacja, sprawiedliwa gospodarka . Slogan, przyznać trzeba, dość chwytliwy, zwłaszcza pierwszy jego człon; wystarczy przecież wybrać się do sklepu, by poczuć, jak wzrastające niemal z dnia na dzień ceny pustoszą portfel i konto. Na odwrócenie owego trendu liczyć raczej nie można, co nie zmienia faktu, że z inflacją organa państwa powinny walczyć, usiłując ją przyhamować. Sprawiedliwa gospodarka z kolei to zapewne taka, która zaspokaja potrzeby wszystkich obywateli, bez względu na status majątkowy, a nie tylko garstki najbogatszych. Slogan sloganem, ale przyjrzyjmy się jego treści. Oto, co na swojej konwencji, poświęconej gospodarce, zaproponowała parlamentarna Lewica: 1) Odblokowanie 270 mld zł z funduszy unijnych. 2) 20 proc. podwyżki dla budżetówki. 3) 22 mld zł na wsparcie małych biznesów. 4) 100 tys. nowych miejsc w żłobkach. 5) 300 tys. nowoczesnych mieszkań na wynajem. 6) 5...

Zejście dziadersów

Dziaders to mężczyzna (najczęściej w wieku powyżej średniego, acz nie jest to regułą) o zaskorupiałych, konserwatywnych poglądach, nierozumiejący współczesnego świata – ze szczególnym uwzględnieniem społeczeństwa – oraz zachodzących w nim przemian, patrzący pogardliwie na młode pokolenie obywateli i – zwłaszcza – obywatelek. Przy tym wszystkim najczęściej jest stosunkowo zamożny, tzn. cieszy się bezpieczeństwem bytowym, w związku z czym nie kapuje, że są ludzie, który mimo przepracowania boją się, czy następnego dnia będą mieli co jeść i czym ogrzać mieszkanie. Dziaders gromi młodzież, że chce zmian, twierdząc, iż musi być tak, jak zawsze było. A twierdzi tak, bo jemu jest dobrze. Ot, taki burżujek, nadto częstokroć pseudo-inteligent z zabetonowanym mózgiem. Niestety, wielu jest takich w polityce chyba każdego państwa kapitalistycznego. W Polsce też, i między innymi dlatego od 1989 roku taplamy się w postsolidarnościowym szambie, czasami wystawiając głowy ponad powierzchnię jego zawa...

Zabójcza przytulanka

  Od jakiegoś czasu trwa moda, również oczywiście w Polsce, na maskotkę Huggy Wuggy. Nabyć ją można bez problemu (jakkolwiek jej ceny niskie nie są, podobnie zresztą jak wszystkiego obecnie) w sklepach stacjonarnych i w internecie. Interesują się nią coraz młodsze dzieciaki, w tym przedszkolaki. A im większe zainteresowanie pluszakiem, tym więcej ostrzeżeń przed nim ze strony psychologów dziecięcych, logopedów i ogólnie specjalistów od pracy z dziećmi. Podobno są przedszkola, personel których zabrania wnosić tę zabawkę. Dlaczego? Ano, ma ona być niebezpieczna. Wnioskując z całkiem licznych informacji na jego temat, z jakimi się zetknąłem, Huggy Wuggy wzbudza obawy i konsternację od prawa do lewa, innymi słowy – nie podoba się osobom o nader zróżnicowanych przekonaniach politycznych, religijnych tudzież społecznych. Zarzuty fanatyków, jakoby rzeczona zabawka była tworem „szatańskim”, promującym „kult zła” (lub, w nieco mniej skretyniałej wersji, „niezgodny z chrześcijaństwem syst...

Święto wielkich zmian

Dziś 22 lipca, czyli rocznica – w tym roku wypada akurat siedemdziesiąta ósma – opublikowania odezwy Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (utworzonego przez polskich polityków na emigracji w Związku Radzieckim i stanowiącego organ władzy na ziemiach polskich wyzwolonych spod hitlerowskiej przez Armię Czerwoną i idące ze Wschodu Wojsko Polskie), znanej jako Manifest Lipcowy. Formalnie ogłoszono go właśnie 22 Lipca 1944 r. w Chełmie, w praktyce wydano go dwa dni wcześniej w Moskwie, a podpis pod nim złożył Józef Stalin. Rocznicę jego ogłoszenia w okresie poprzedniego ustroju obchodzono jako główne święto państwowe; nic dziwnego, skoro ukazanie się Manifestu jak najbardziej uznać można za symboliczny początek odradzania się naszego państwa po II wojnie światowej. Po przejęciu władzy i zmianie ustroju na parlamentarny, a systemu społeczno-ekonomicznego na barbarzyński kapitalizm, solidaruchy zniosły święto 22 Lipca, zastępując je 11 Listopada; szkoda, bo zdecydowanie lepiej świętować...

Zalety świeckości

Dawno, dawno temu, bo już w I wieku n. e., pewien żydowski robotnik i rewolucjonista zaapelował o oddanie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie. Był to pierwszy w historii apel o świeckie państwo. W tamtych czasach iście rewolucyjny; przypomnę, że w starożytności, zwłaszcza w świecie hellenistycznym, w ramach którego działał ów robotnik, polityka była nierozłącznie związana z religią: fundamentem bytu państwowego był kult poszczególnych bóstw, władcy/politycy pozostawali zarazem kapłanami, a uroczystości państwowe miały charakter religijny. Dziś zresztą apel o świeckość życia publicznego też jest, w niektórych przynajmniej krajach (tak, w Polsce również) nad wyraz postępowy. Tak naprawdę, owa Chrystusowa idea pozostawała przez ładnych kilkanaście stuleci zapomniana, aż dopiero w epoce Oświecenia, kiedy to nowoczesne, oparte na rozumie prądy myślowe doprowadzać jęły do rozwoju państwowości opartej o wzorce republikańskie, odkurzyli ją lewicowcy i liberałowie; oni też próbowali wd...

Korzyści z przyjęcia

Na lekcjach historii tego nie uczą (chyba nigdy nie uczyli), ale z perspektywy czasu polski udział w bitwie pod Wiedniem (12 września 1683 roku) był porażką, oczywiście w wymiarze politycznym. Wsparliśmy bowiem przyszłych zaborców – bezpośrednio Austrię, a pośrednio Prusy oraz Rosję – osłabiając sojusznika w naszej walce o niepodległość, czyli Turcję Osmańską. Z tamtą batalią wiąże się jednak kilka pozytywnych aspektów. Jednym z nich było sprowadzenie kawy do Polski (żołnierze Sobieskiego znaleźli ją wśród łupów wojennych), drugim… znów coś, o czym w polskiej szkole nie uczą. Otóż, po bitwie owej Jan III Sobieski zaproponował tureckim i tatarskim jeńcom osiedlenie się w Rzeczpospolitej – mieli wżenić się w rody szlacheckie, otrzymać majątki ziemskie i pozycję. Wielu skorzystało, a powstała w ten sposób mniejszość muzułmańska zapisała piękną kartę w naszej historii. W działaniu tym chodziło nie tylko o humanitaryzm, ale przede wszystkim o zapewnienie państwu rozwoju demograficznego i ...

System zabijania talentów

Wprawdzie nie interesuję się sportem, ale wieść o sukcesie Igi Świątek oczywiście do mnie dotarła. Tenisistce gratuluję i składam wyrazy szacunku. Jednakowoż, w medialnych informacjach o wyczynie jej oraz innych wybitnych zawodników pojawiały się też znacząco smutniejsze, a jednocześnie zaiste wiele mówiące wątki. Otóż, pani Iga swoich sponsorów miała, ale nawet pomimo tego trening, dzięki któremu osiągnęła mistrzostwo, stanowił gigantyczne obciążenie finansowe dla jej rodziny. Jakiś czas wcześniej dziadek słynnych sióstr tenisistek musiał sprzedać kolekcję obrazów, żeby zdobyć dla nich środki na trenowanie. Inny znany tenisista nie miałby za co uprawiać owego sportu, gdyby jego rodzice nie sprzedali sklepu. Jeszcze inny finansowo wyszedł na swoje po… PIĘTNASTU LATACH odnoszenia ogromnych sukcesów (oznaczających pokaźne nagrody pieniężne) na korcie. I tak dalej. Żeby osiągnąć dobre wyniki w tenisie – czy jakimkolwiek innym sporcie – trzeba zacząć poświęcać się w młodości, a wręcz d...