Sezon na bannery
Rozpoczął się sezon. Sezon na bannery, plakaty i inne materiały wyborcze. Nic dziwnego, wybory samorządowe już za miesiąc. Przez kilka najbliższych tygodni zasypywani więc będziemy uśmiechającymi się do nas praktycznie zewsząd osobami kandydującymi, ich programami (a w zasadzie obietnicami) i nazwami komitetów, zarówno partyjnych, jak i pozapartyjnych. Mówiąc krótko – kampania wyborcza szybko się rozkręca nabierając impetu. Jest to już kolejna, podczas której zauważam, że niektórzy spośród kandydujących myślą chyba, iż im więcej bannerów, rozmieszczonych jeden obok drugiego, tym lepiej. Na pierwszy rzut oka owszem, bo dzięki temu ich oblicza, personalia i hasła rzucają się w oczy, zwłaszcza, jeśli widać je z daleka na każdym skrzyżowaniu czy zakręcie. Z drugiej wszelako… Ano właśnie, przesyt okazać się może przeciwskuteczny, zwłaszcza w przypadku osób wyborczych, które chcą wziąć udział w wyborach, ale jeszcze nie określiły kandydata czy kandydatki, na którego bądź którą zmierzają...