Ludobójca w Kongresie
Binjamin Netanjahu, hitlerowski premier Izraela (to się nazywa ironia dziejowa!) wystąpił przed amerykańskim Kongresem, oboma jego izbami. Wygłosił przemówienie żywcem zaczerpnięte z malarza Adolfa, tyle że mniej się darł, Związek Radziecki zamienił na Iran, a zamiast o Żydach, mówił o Arabach i muzułmanach – poza tym wszystko to samo, na czele z „walką cywilizacji z barbarzyństwem”. Przy okazji łgał jak z nut, że izraelskie wojsko - w zasadzie, to terroryści z IDF, żołnierzami bowiem nazywać się ich nie da – nie morduje cywilów, poza ewentualnie „incydentami”, w Gazie „nikt nie umiera z głodu” (jest to jeden z głównych czynników niosących tam śmierć tysiącom osób), a w ogóle czego ten Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości od niego chce, że oskarża go o zbrodnie przeciwko ludzkości?! Tylko kilkoro kongresmenów sprzeciwiło się Netanjahu i skrytykowało jego wystąpienie, w tym Bernie Sanders, pochodzenia żydowskiego, dodajmy. Reszta biła dziadowi brawo żywiej i o wiele bardziej entuzj...