Triumf brunatnych
Przyznam, że jeśli coś zaskoczyło mnie w wynikach wczorajszej pierwszej tury wyborów prezydenckich, to (zdecydowanie zbyt) wysokie poparcie dla hitlerowca, fanatyka religijnego i terrorysty antyaborcyjnego o nazwie Grzegorz Braun. Za to fakt, że skrajnie prawicowi kandydaci – Nawrocki, Mentzen i właśnie Braun – zebrali łącznie ponad pięćdziesiąt procent głosów, za zaskakujący już nie uważam. Za przerażający, owszem. Nie dziwi odpływ elektoratu od Rafała Trzaskowskiego. Zaparkował zbyt blisko faszyzmu (poparcie dla zawieszenia prawa do azylu, szczucie na Ukraińców, ostatnio homofobia, tolerancja dla terroryzmu antyaborcyjnego), do czego doszły antyspołeczne działania, takie jak prywatyzacja budynków komunalnych w Warszawie; więcej o tym w dalszej części tekstu. Lewica pewnie uzyskałaby wyższe poparcie, gdyby miała jedną osobę kandydującą zamiast trzech; no, ale to wina przywódców. Ogólnie, cieszę się z każdego głosu oddanego czy to na Magdalenę Biejat, czy to na Adriana Zandberga, cz...