Posty

Wyświetlam posty z etykietą wykluczenie komunikacyjne

Kretynizm i znieczulica

Jak wiemy, polski system finansowania publicznej opieki zdrowotnej – składkowy – nader daleki jest od doskonałości, a zwłaszcza od wydajności. Składki są zbyt wysokie dla mniej- i średniozamożnych osób obywatelskich, zbyt niskie jednak, by placówki zdrowotne otrzymywały wystarczające środki. No to co jakiś czas zdarzają się kłopoty. Takie jak w Koninie. Z powodu braku finansowania ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia za drugi kwartał tego roku, działalność, oficjalnie czasowo, ograniczył Oddział Onkologiczny tamtejszego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Oznacza to ni mniej, ni więcej, a odsyłanie, niektórych przynajmniej, pacjentów leczących choroby nowotworowe, w tym przyjmujących chemioterapię. Dla ludzi tych jest to prawdziwa tragedia, spowodowana przez rząd AWS-UW (dzisiejszy POPiS), który zdeformował system finansowania opieki publicznej zdrowotnej, wprowadzając model opaty na składkach, najpierw administrowanych przez Kasy Chorych, następnie (koalicja SLD-UP-PSL usiłowała c...

Za darmo po autostradzie

Powstał projekt ustawy o bezpłatnych przejazdach autostradami. A raczej drogami oznaczonymi w ten sposób, ponieważ odcinków PRAWDZIWYCH autostrad jest w Polsce niewiele i są one raczej krótkie. Cała reszta to wyroby autostradopodobne, których nawierzchnia jest… hm, różna, na wielu bez przerwy trwają roboty, mają dwa szybko korujące się (nie tylko przed bramkami) pasy, z których jeden często jest stale wyłączony z ruchu na skutek remontów, a stacji paliw i zjazdów jest zbyt mało. Tychże wyrobów w (k)raju nad Wisłą byłoby zresztą o wiele mniej, gdyby nie fundusze unijne i ich jakie takie wykorzystanie przez rząd PO-PSL. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że przejazd WSZYSTKIMI drogami publicznymi, w tym również autostradami, powinien być bezpłatny. To znaczy, niewymagający dodatkowych opłat. Przecież odprowadzamy podatki, zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie; do tych drugich zalicza się między innymi danina zawarta w cenie paliwa, przeznaczona właśnie na budowę i utrzymanie dróg. A niestety...

Na przystanku

W moim województwie rozpoczęły się ferie zimowe, dzieciaki zatem odpoczywają od koszmaru, jakim jest Czarnkowa szkoła po PiS-owskich deformach. Tymczasem osoby bez prawa jazdy ani samochodu, zwłaszcza starsze, mają problem dostać się do pobliskiego miasta powiatowego, o ile nie ma ich kto podwieźć. Publiczny przewoźnik na czas ferii (w wakacje jest tak samo) drastycznie ograniczył bowiem liczbę połączeń, toteż ludzie niedysponujący innym środkiem transportu muszą albo czekać godzinami na przystanku i jechać o niedogodnej dla siebie porze, albo zabrać się prywatnym busem i wybulić więcej pieniędzy za bilet (9 zł w jedną stronę, za przejechanie kilkunastu kilometrów). Dobra, jest też pociąg, ale starszy człowiek, nieraz z problemami zdrowotnymi, musi dojść na dworzec, a po dotarciu do miasta powiatowego, od tamtejszego dworca przejechać autobusem do miejsca docelowego; dla wielu ludzi może to być ponad siły, nadto bilety PKP też mocno podrożały (nie-rząd niby obiecuje, że znów stanieją)....

Smog z wykluczenia

Wicemarszałkini Senatu, pani Gabriela Morawska-Stanecka, w jednym ze swoich przemówień (a ma bardzo dobre) podała informację, jakoby aż 14 mln Polaków było wykluczonych komunikacyjnie. Chodzi tu o odcięcie, częściowe bądź całkowite, od komunikacji publicznej. Cóż, do liczby tej trudno mi się ustosunkować, wiem natomiast, że mieszkańcy aż 20 proc. polskich miejscowości albo nie mają dostępu do autobusów, busów i pociągów, albo ma co najwyżej jedno połączenie dziennie, i to często tylko od poniedziałku do piątku. Prowadzi to, rzecz jasna, do ekonomicznej degradacji tych miejsc. Mieszkający tam ludzie mają ograniczoną możliwość przemieszczania się np. w poszukiwaniu pracy, co w prostej linii prowadzi do przyrostu biedy, skrajnej bądź relatywnej. Albo zatem z konieczności wykonują niskopłatne, często dorywcze zajęcia na miejscu, albo też, owszem, szukają roboty i pracują w innych miastach. W tym jednak celu kupić muszą samochód – jakoś w końcu do pracy dostać się trzeba, a s...