Posty

Wyświetlam posty z etykietą schronisko

Chip dla zwierzaka

Chyba wszyscy pamiętamy niedawną aferę z pseudo-schroniskami. Ukazywała ona tragedię bezdomnych zwierząt w Polsce… a istot takich, niestety, nie brakuje, choć sytuacja pod tym względem i tak jest dziś o wiele lepsza niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Zresztą, nawet, jeśli dany pies, kot czy inny zwierzak ma swój dom, niekoniecznie oznacza to, że jest tam otoczony odpowiednią opieką. W wielu polskich miejscowościach, zwłaszcza na wsiach, rozlatująca się buda i ciężki łańcuch wciąż stanowią ponury „standard”. A kiedy pies czy kot się zgubi, mało kto się tym przejmuje. Rząd chce poprawić sytuację zwierząt domowych w (k)raju nad Wisłą (a przynajmniej tak deklaruje), toteż opracował projekt ustawy o obowiązkowym chipowaniu psa i kota. Wkrótce przejdzie on do dalszych prac legislacyjnych. Akt ów wprowadzić ma Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), czyli centralną bazę danych, w której znaleźć się mają wszystkie zachipowane i zarejestrowane czworonożne owe zwierzak...

Kapitalistyczne mordownie zwierząt

W miniony weekend społeczeństwem polskim – a w zasadzie bardziej świadomą i wrażliwą jego częścią – wstrząsnęła afera schroniska dla zwierząt w Bytomiu. Popularna piosenkarka ujawniła, zebrawszy dowody, że panować tam miały naprawdę fatalne warunki, takie, że określenie „obóz koncentracyjny” samo ciśnie się na usta. Oczywiście był to (jest) obóz skomercjalizowany, schronisko jako takie służyło nie pomaganiu psom czy kotom, ale dojeniu pieniędzy. Jak na razie odwołano dyrektorkę, władze miasta zapowiedziały kontrole; zobaczymy, co będzie dalej, acz spodziewam się, iż prominenci zaczekają, aż sprawa ucichnie i nie zrobią nic. Schronisko w Bytomiu nie jest, zaznaczyć trzeba, jedyną taką mordownią w Polsce, gdzie cierpienia i śmierć zwierząt się komercjalizuje pod pozorem niesienia im pomocy. W licznych tego typu placówkach warunki są fatalne, od zwierzaki nikt nie dba, w przeciwieństwie do liczenia pieniędzy już to ze środków publicznych, już to płynących od darczyńców. Rzecz jasna...

Prywatne obozy koncentracyjne

Niedawno Polską wstrząsnęły wieści o interwencjach obrońców zwierząt i organów ścigania w schroniskach dla zwierząt w Wojtyszkach, Radysach, Bystrym i kilku innych miejscowościach. Dochodziło tam do nieludzkich praktyk wobec podopiecznych, zwłaszcza psów, bo to one najczęściej trafiają do takich właśnie miejsc. Zwierzaki były pokaleczone, brudne oraz zagłodzone, niektóre z racji panujących w schroniskach warunków nie mogły się poruszać, panicznie bały się już to ludzi, już to innych zwierząt. Mówiąc krótko, znajdowały się w stanie typowym dla więźniów obozów koncentracyjnych… bo w sumie nimi właśnie były owe placówki – zaliczane do największych tego typu w Unii Europejskiej. Co łączy te schroniska? Ano, to, że stanowiły one własność prywatną, z czego wynikało, iż prowadziły działalność komercyjną, dla zysku. I taka właśnie była główna przyczyna zwierzęcej tragedii. Ale po kolei. W Polsce obowiązek ratowania bezdomnych zwierząt spada na gminy. Te, jeśli mają na to środki, budują i ...

To nie zabawka

Dziś nie będzie o polityce. Notka poświęcona zostanie naszym najlepszym przyjaciołom i temu, co z nimi robimy. Wprawdzie w tym roku epidemia COVID-19 namieszała sporo w kwestii urlopów, wakacji i związanych z nimi wyjazdów, ale jednak sporo osób i tak ruszy się odpocząć poza miejscem stałego zakwaterowania. Nie ma w tym oczywiście nic złego; człowiek musi się odstresować i zregenerować siły. Niestety, każdego roku powtarza się pewien nad wyraz patologiczny schemat, a na jaw wychodzi, że Homo podobno sapiens to częstokroć nader zdegenerowana moralnie istota. Otóż, podczas każdego sezonu wakacyjnego zapełniają się schroniska dla zwierząt; trafiają do nich psy oraz koty, które kilka miesięcy wcześniej trafiły do rodziny, np. jako prezenty dla dziecka (bywa, że na Pierwszą Komunię) albo rzekomo wymarzeni towarzysze życia, nagle jednak okazują się przeszkodą przy wyjeździe na wakacje. Wtedy wychodzi, jak marna jest to „przyjaźń”. No to „trzeba” oddać pupila do schroniska… w najle...

Dzień bezpańskich zwierząt

Dziś nie będzie o polityce, kwestiach społecznych ani o gospodarce. Mamy bowiem 4 kwietnia, czyli dzień bezpańskich zwierząt. Wychodząc czy to na zakupy, czy to z pieskiem na spacer, czy to w jakimś innym celu (jako pisarz i bloger mam ten komfort, że pracuję w domu), często widzę na ulicach swojej miejscowości porzucone zwierzęta, głównie pieski. Niektórych pozbyli się właściciele, inne właścicieli niby mają, lecz są przez nich zaniedbywane i ot, tak wypuszczane na pole. Niektóre uciekły lub się zgubiły, wystraszone np. petardami w Sylwestra bądź w dzień odpustu (zaprawdę powiadam wam, to hałaśliwe i śmierdzące dziadostwo powinno zostać zakazane!). Jeśli czworonogi te mają szczęście, trafiają do schroniska (w tym miejscu zauważyć muszę, iż działające w moim miasteczku schronisko bynajmniej nie jest „obozem koncentracyjnym”, lecz panują tam dobre warunki, oczywiście jak na tego typu placówkę) i zyskują szansę na adopcję. Wiele jednak skończy pod kołami samochodów, niektóre padną ...