Posty

Wyświetlam posty z etykietą stosunki międzynarodowe

Ważne spotkanie chińsko-chińskie

W polskich (czy raczej działających w Polsce) mediach niezbyt wiele się o tym mówiło, a tymczasem wieść to bardzo ważna i dobra. Oto Cheng Li-wun, przewodnicząca Kuomintangu z Tajwanu, czyli Republiki Chińskiej, (obecnie jest to tam partia opozycyjna, ale jedna z najważniejszych na scenie politycznej) odwiedziła Chińską Republikę Ludową. Na początek małe wyjaśnienie. Kuomintang to Narodowa Partia Chin. Powstała w 1912 roku, założył ją wybitny polityk i bojownik o wolność, Sun Jat-sen. To właśnie ona walnie przyczyniła się do obalenia cesarstwa i ustanowienia Republiki. Początkowo była socjalistyczna, z czasem przesuwała się coraz bardziej na prawo, w miarę, jak na popularności zyskiwali komuniści pod wodzą Mao Tse-tunga, wobec których Narodowa Partia Chin była opozycyjna. Niestety, podczas okupacji japońskiej (1937-45), która odznaczała się ludobójstwami i niesamowitymi okrucieństwami, ówczesny lider Kuomintangu, Czang Kaj-szek, olał walę z okupantem, skupiając się na zwalczaniu komu...

Czy będzie przyjaźń?

Po wyborczym trumfie zboczonego faszysty-miliardera, czyli oczywiście Donalda Trumpa, w libkowych mediach (działających w Polsce, bo nimi się dzisiaj zajmiemy), zapanował strach, czy „przyjaźń polsko-amerykańska” będzie kontynuowana. Liczni analitycy i politycy zapewniają, że tak. Tymczasem pamiętać należy o jednym. Stany Zjednoczone są imperium. Jasne, gnijącym od środka, chylącym się ku upadkowi (a przez to tym bardziej niebezpiecznym dla świata), przegrywającym konkurencję z Chinami, ale wciąż imperium. Działają zatem wedle stricte imperialnej zasady, jaka mówi, iż imperia nie mają ani stałych przyjaciół, ani stałych wrogów, lecz jedynie stałe interesy. Oczywiście mowa tu o interesach kapitału, czyli finansjery oraz największych koncernów i korporacji. Niezależnie zatem od tego, kto zasiadał będzie w Białym domu i jaki będzie aktualny skład Kongresu, USA prowadziły będą dokładnie taką politykę zagraniczną, jakiej zażyczy sobie Wall Street (które, swoją drogą, świętuje z okazji ...

Joe i Jan Paweł II

Pozostaniemy jeszcze dziś przy weekendowym przemówieniu, jakie Joe Biden wygłosił podczas swojej wizyty w Polsce. Wzbudziło ono wielką radość wśród zwolenników Platformy Obywatelskiej oraz wielu innych przeciwników PiS-u, ponieważ wspomniał, pochwalnie rzecz jasna, amerykański prezydent o Lechu Wałęsie, czym rzekomo miał mafii/sekcie Kaczyńskiego Jarosława „utrzeć nosa”. Niestety, sprawa nie wygląda tak wesoło, a szerzenie takiej właśnie interpretacji słów Bidena świadczy o naiwności. Bo fakt, Kaczyński Jarosław Lecha Wałęsy nienawidzi i gardzi nim. Chciałby bowiem przeprowadzić rewizję mitu dawnej „Solidarności”, w miejsce gdańskiego elektryka umieszczając swojego nieżyjącego bliźniaka, Lecha, jako jej przywódcę (swoją drogą, czy nie szkoda walczyć o status lidera ruchu, jaki doprowadził do setek tysięcy, a może i kilku milionów zgonów oraz zrujnowania polskiego przemysłu po 1989 roku?). Bracia Kaczyńscy politycznie wyrośli przy Lechu Wałęsie, gdyby nie on, zupełnie by się nie liczy...

Kup rakietę Jankesowi

Niejaki Błaszczak Mariusz, minister obrony (jak nim został i dlaczego akurat on, chyba tylko Cthulhu wie) w rządzie formalnie Morawieckiego Mateusza, a faktycznie Kaczyńskiego Jarosława, wielce się raduje, podpisał bowiem z Amerykanami umowę na zakup wyrzutni rakiet Himars. Którą to transakcję sfinansujemy rzecz jasna my, obywatele, z naszych podatków. Nie będąc specjalistą od uzbrojenia, trudno mi oceniać, czy Himars to produkt dobry czy zły. Martwi mnie wszelako, że umowa opiewa na zakup stosunkowo małej ilości tychże rakiet. Eksperci zwracają również uwagę, iż transakcja jest dla Polski niekorzystna, nie towarzyszy jest bowiem offset, czyli służący rozwojowi gospodarczemu pakiet inwestycji (np. produkcja części do zakupionego sprzętu w polskich zakładach). Jest to naprawdę istotna sprawa przy tego typu transakcjach, chodzi bowiem nie tylko o nabycie konkretnego sprzętu, mającego za zadanie zwiększyć potencjał obronny armii, ale też o to, by włożone w to pieniądze się zwróciły,...

Radość lokaja

No i zakończyła się jankeska konferencja anty-irańska, zorganizowana w Warszawie, a przynajmniej jej oficjalna część. W sumie niespodzianek nie było: USA, Izrael i Arabia Saudyjska (w Warszawie gościł realnie rządzący nią książę, na rozkaz którego porąbano na kawałki dziennikarza, a także ścina się na oczach dzieci głowy matkom wyznającym szyizm), do spółki z grupą przekabaconych państw, uznała Iran za „zagrożenie”, a premier Izraela, Binjamin Netanjahu, wprost groził mu wojną (dowodząc, że nie zna historii; Iran to wszak Persja, a to król perski Cyrus, podbiwszy Babilon, wypuścił stamtąd niedobitki Izraelitów, bez czego na świecie nie byłoby Żydów). Oraz obraził gospodarzy, mówiąc o polskich uczestnikach Holocaustu (owszem, byli i tacy, chociażby Narodowe Siły Zbrojne oraz szmalcownicy, ale wypadałoby też, panie premierze, wspomnieć o Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, w tym zwłaszcza tych Polakach, których za pomaganie Żydom hitlerowcy bezlitośnie mordowali). Czy wojna z...

Kiepski sojusz

Miałem o tym napisać wczoraj, ale ze względu na tragedię, jaka wydarzyła się w niedzielę, i która swój ponury finał znalazła w poniedziałek w gdańskim szpitalu, przełożyłem tę notkę na dzisiaj. Jak wiemy, Amerykanie zamierzają zorganizować w Polsce spotkanie ministerialne (konferencję) poświęcone pokojowi na Bliskim Wschodzie. W związku z czym i „prezydent” Duda (znany jako Adrian), i jego doradcy, i rząd, i w ogóle politykierzy Bezprawia i Niesprawiedliwości cieszą się, jakby ich ktoś piórkiem po genitaliach połaskotał. Podkreślają, jaki to prestiż dla Polski (którą oczywiście utożsamiają ze swoimi niezbyt skromnymi osobami), i jak na tym Polska zyska. Otóż, wcale NIE zyska, może za to bardzo dużo stracić. A cała sprawa, zwłaszcza umieszczona w szerszym tle, świadczy, iż po 1989 roku nasze państwo stało się nieformalną kolonią USA. Cel owej konferencji niby jest szczytny… w praktyce jednak nie o pokój tu chodzi, ale o polityczne uderzenie w Iran; przypomnę, że prezydent Trump...