Niedziele, handel i związki
W roku 2018, czyli pod PiS-owskim nie-rządem, weszła w życie ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele. W dni owe tylko stacje benzynowe i kilka innych wyznaczonych punktów może prowadzić działalność handlową, na drobne sklepy nałożone są ograniczenia (mogą być otwarte, ale pod warunkiem, że za ladą stoi właściciel), duże markety, galerie i im podobne obiekty mają być zamknięte – z wyjątkiem kilku wyznaczonych niedziel w roku, kiedy handlować można swobodnie.
Rozwiązanie
to formalnie wdrożono na wniosek „Solidarności”, w praktyce
wszelako stał za nim Kościół katolicki. Nie chodziło wcale –
jak głosiła propaganda – o zapewnienie pracownikom sektora
handlowego czasu wolnego, lecz o przeciwdziałanie laicyzacji.
Biskupi uroili sobie, że coraz mniej ludzi uczęszcza na niedzielne
msze, bo wolą iść na zakupy, toteż kiedy przymknie się centra
handlowe, ci sami ludzie przyjdą na msze. Oczywiście tak się nie
stało, ale niedziele niehandlowe pozostały.
Rozwiązanie ma
swoje wady i zalety, z biegiem lat ludzie do niego się
przyzwyczaili, podobnie jak sektor handlowy. Ten, wbrew obawom
przeciwników rzeczonego ograniczenia, po jego wprowadzeniu wcale się
nie zawalił, ani nie popadł w kryzys. Handel zresztą przeniósł
się w znacznej mierze do internetu (naturalny proces, który
przyspieszyła pandemia COVID-19 – lockdowny, kwarantanny, itd.), a
sklepy stacjonarne mają dziś coraz większe problemy z pozyskaniem
wystarczającej liczby pracowników; jak myślicie, po co są kasy
samoobsługowe?
No, ale „Solidarność” postanowiła o sobie przypomnieć. Formalnie jest wszak związkiem zawodowym, niby to więc powinna bronić praw pracowniczych… czego wszelako nie robi gdzieś tak od podpisania Porozumień Sierpniowych. Obecnie to zwykła korporacja, przybudówka PiS-u i pas transmisyjny Kościoła katolickiego. Udaje wszakże, że działa na rzecz pracowników, toteż zaczęła zbierać informacje o naruszeniach przepisów o zakazie handlu w niedziele. Sporo tego uzbierała i zamierza przekazać dane do prokuratury.
Z jednej strony niby to dobrze; każdy człowiek, w tym pracownik handlu, ma święte prawo do dni wolnych od pracy. Prawa natomiast należy przestrzegać…
Z
drugiej wszelako pamiętać należy, że ustawa o ograniczeniu handlu
w niedziele i święta ma pełno wad oraz luk. Jej przepisy miejscami
są niejasne, nieprecyzyjne i łatwo je naginać. Poza tym, zakaz
taki niekoniecznie jest korzystny dla klasy pracującej.
Otóż,
działacze Związkowej Alternatywy (tym razem jest to PRAWDZIWY
związek zawodowy) postulują, żeby obecne rozwiązanie zastąpić
innym. Mianowicie handel w niedziele byłby dozwolony, ale płaca dla
pracowników sektora, którzy zdecydują się w dzień owy pracować
(czyli nie można byłoby im tego narzucać) miałaby być
dwuipółkrotnie wyższa niż w dni powszednie. Osoba pracownicza
zarabiałaby zatem około 1500 zł więcej miesięcznie. A to już
realny przypływ gotówki.
Postulat ten ma charakter merytoryczny i, przynajmniej z pieniężnego punktu widzenia, wydaje się znacznie bardziej korzystny niż zakazy, z przestrzeganiem których – o ile „Solidarność” nie oszukuje w swoim przekazie – jest różnie. I które z przestrzeganiem praw pracowniczych, jako się rzekło, niewiele miały wspólnego.
No, ale „Solidarność” chce poudawać, że broni praw pracowników. W istocie walczy o to, aby nie odpływał elektorat PiS-u, i żeby nadal cieszyć się względami Kościoła katolickiego. Biskupi wszak, podobnie jak wielu księży niższych szczebli, nieodmiennie żyją w urojeniu i wydaje im się, iż niedzielny handel jest czynnikiem odciągającym ludzi od nabożeństw. Cóż, widocznie nie dostrzegają belki we własnym oku: pedofilii, popierania skrajnej prawicy, mowy nienawiści, wyrzucania ludzi z mieszkań, rozpasania majątkowego, pychy...
Komentarze
Prześlij komentarz