Posty

Wyświetlam posty z etykietą internet

Media społecznościowe i dzieci

Australia wprowadziła zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci (i młodzieży) poniżej szesnastego roku życia. A w Polsce do kopiowania tego rozwiązania zapaliła się Koalicja Obywatelska. Projekt ustawy w ciągu najbliższych kilku tygodni przygotować mają obecna ministra edukacji Barbara Nowacka i były minister ciemnoty (z pierwszych PiS-owskich nie-rządów, choć sam stał na czele nieistniejącej już Ligi Polskich Rodzin), neonazista Roman Giertych (teraz poseł KO, co źle, bardzo źle świadczy o owej formacji). Niewątpliwie w mediach społecznościowych na osoby nieletnie czyha wiele zagrożeń. Pedofile zastawiają pułapki na młodocianych użytkowników, kwitnie cyberprzemoc (również szkolna mowa nienawiści), pojawiają się wyzwania zagrażające zdrowiu i życiu, natknąć się można na pornografię, występuje groźba uzależnienia (jeden z poważniejszych problemów społecznych naszych czasów), zdrowie psychiczne narażone jest na negatywne bodźce… a to tylko pierwsze z brzegu przykłady. Au...

Filmik z egzekucji

Jedną z najgłośniejszych zbrodni izraelskich podczas maskary Strefy Gazy było rozstrzelanie ratowników medycznych z zatrzymanej przez wojsko okupacyjne karetki. Jeden z nich przed śmiercią zdążył nagrać swoim telefonem film, na którym słychać, jak się modli i przeprasza matkę; wyraźnie słyszalne są też strzały oddawane do jego kolegów. Nagranie jest obecnie dowodem przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, ale krążyło (i pewnie nadal krąży) po portalach społecznościowych. Obejrzałem je. Naprawdę wstrząsające. Takich dowodów ludobójstwa w Strefie Gazy jest cała masa; nie wszystkie zresztą filmy czy zdjęcia kręcą i robią Palestyńczycy bądź obecni na miejscu dziennikarze, wiele bowiem jest autorstwa siepaczy z izraelskich sił okupacyjnych (tamtejsi żołdacy lubią się chwalić swoimi czynami). Mamy zatem najlepiej udokumentowane ludobójstwo w dziejach ludzkości. I dowody na to, że człowiek, konkretnie narodowości Palestyńskiej, traktowany jest przez faszystowski Izrael jak tarcza strzeleck...

Obawa Alfonsa

Rząd (jak za wszystkim, co sw tej kadencji dobre, za rozwiązaniem owym stoi oczywiście Lewica) przymierza się do wprowadzenia podatku cyfrowego. Miałyby go płacić największe korporacje z branży internetowej, które działają w Polsce, takie jak Google czy Meta, które obecnie daniny publiczne do naszego budżetu niby odprowadzają, ale nader skromne; zdecydowanie więcej forsy z (k)raju nad Wisłą wyprowadzają (nie zaliczają się zresztą pod tym względem do wyjątków spośród globalnego kapitału). Analogiczne podatki funkcjonują w większości państw zachodnich. Rozwiązanie to miałoby wiele zalet. Największą, rzecz jasna, byłby wpływ znacznych kwot do naszego budżetu. Czyli więcej pieniędzy na taką na przykład publiczną opiekę zdrowotną czy, żeby daleko nie szukać, asystencję osobistą dla osób z niepełnosprawnościami, której premier nie chce wprowadzić, bo niby za droga, a tymczasem kasa jest na armię potrzebna. Podatek cyfrowy byłby też sprawiedliwy; nie ma wszak powodu, aby globalne firmy, kt...

Wrogowie ludzi pracy twórczej

Dzieje się to, co, moim skromnym zdaniem, było jedynie kwestią czasu. Podobnie jak w latach 2007-15, Platforma Obywatelska, obecnie główny składnik koalicji rządowej ,ukazuje swoje prokapitalistyczne, czyli anty-pracownicze oblicze (identyczne zresztą, jak u PiS-u), tym razem waląc w filmowców. Otóż, kapitalistyczna Polska jest państwem – przypominam, bo kiedyś już poruszałem na tych łamach ów temat – gdzie osobom z branży filmowej nie płaci się tantiem za filmy czy seriale emitowane w internecie, konkretnie na platformach streamingowych. A to dlatego, że obowiązuje u nas przestarzałe, tzn. pochodzące sprzed epoki upowszechnienia się internetu, prawo autorskie, które kwestii owej najzwyczajniej w świecie nie reguluje. Sytuacja jest poważna, gdyż platform streamingowych funkcjonuje coraz więcej, przybywa też zamieszczanych przez nie polskich produkcji, oglądanych przez miliony widzów. A że nie są za nie wypłacane tantiemy, reżyserzy, scenarzyści, aktorzy i inne pracujące przy nich ...

Ulotki i bannery

Do wyborów zostało półtora tygodnia zaledwie, kampania wchodzi w ostatni, najbardziej intensywny etap; podejrzewam, że z każdym kolejnym dniem robiła się będzie coraz paskudniejsza. Z dnia na dzień przybywa też bannerów, plakatów czy wrzucanych do skrzynek pocztowych ulotek poszczególnych osób kandydujących oraz komitetów wyborczych, ogólnokrajowych tudzież lokalnych. Internet też pełen jest różnorodnych materiałów kampanijnych. Moim zdaniem najlepsze – to znaczy, najbardziej estetyczne i merytoryczne – materiały ma Lewica. Na bannery czy plakaty jej osób kandydujących po prostu przyjemnie się patrzy, ze względu na odpowiednio dobraną kolorystykę oraz kompozycję. Podobnie rzecz się ma z ulotkami, które są również całkiem treściwe. Lewica prowadzi nadto fajną kampanię w internecie. Jej działacze i działaczki – ze szczególnym uwzględnieniem osób młodych (a jest ich na listach tej formacji naprawdę sporo, co tylko zachęca do głosowania na nią) – zamieszczają liczne zdjęcia oraz fil...

Skłóceni dla zysku

Facebook miał (zapewne nadal to zresztą robi) stosować algorytmy… skłócające ze sobą jego użytkowników. Najczęściej umieszczają ich one na pozycjach znacznie bardziej radykalnych pod względem światopoglądowym niż w rzeczywistości (np. socjaldemokrata uznawany jest za skrajnego lewicowca i szeregowany wraz z komunistami czy anarchistami, zaś umiarkowany prawicowiec, zwolennik PO albo Szymona Hołowni – za przynależnego do skrajnego prawactwa, jakby był nacjonalistą lub faszystą), po czym przeciwstawiają osobom o przeciwstawnych zapatrywaniach politycznych, społecznych, religijnych czy jakichkolwiek innych. Tak wynika z zeznań, jakie była pracownica wysokiego szczebla tej korporacji składa obecnie przed amerykańskim Kongresem. Dlaczego portal stosuje taką – daleką od etyki, co widzi nawet małe dziecko – metodę? Oczywiście dla zysku; na politycznych kłótniach, walkach i waśniach, jak również na radykalizmie po prostu lepiej zarabia, ponieważ zwiększają popularność danego medium, przyciąg...

Posłuchajcie Uczniów

Od pewnego czasu śledzę na Facebooku profil Posłuchajcie Uczniów. Założyli go, o ile się nie mylę, licealiści, którzy chcą poruszyć temat polskiego systemu edukacji – w jądrze którego, jako uczniowie, tkwią. No i piszą już to o metodzie nauczania „zakuj, zdaj, zapomnij” (oj, pamiętam to ze swoich szkolnych czasów), już to o nauczycielu, który twierdzi, że szkoła powinna nauczać, a nie oceniać (w pełni się z facetem zgadzam), już to o negatywnych skutkach PiS-owskiej deformy edukacji, czyli likwidacji gimnazjów… Naprawdę, ciekawie się te posty czyta. Szkołę skończyłem kilkanaście lat temu, i powiem szczerze, że bardzo się z upływu tego czasu cieszę. Nie był to najlepszy okres w moim życiu, zwłaszcza liceum; trzy lata dosłownie wyjęte z życiorysu, może poza udziałem w pewnym konkursie wiedzy, który dał mi sporo radochy. Zapamiętam z tamtych czasów głównie przemęczenie, stres i łopatologiczne kucie na blachę materiału, który później (tzn. na studiach i w zawodowym życiu pis...

Siła nacisku

O portalach społecznościowych można mieć zdanie dobre lub złe, niemniej mają one dwie gigantyczne zalety. Jedną jest to, że dzięki nim poznać się mogą ludzie, którzy w innym wypadku nigdy nie dowiedzieliby się o swoim istnieniu. Druga zaleta ma wymiar polityczny. Otóż, posłowie czy senatorowie, nie wspominając o ministrach, prowadzą swoje profile na portalach społecznościowych. Nawet, jeśli w celu administrowania nimi zatrudniają ludzi, to jednak zamieszczane są tam informacje o aktywności danego posła, senatora czy ministra. Można zapoznać się z tym, co ów polityk robi, jaką aktywność podejmuje, no i skomentować to (kilka razy otrzymałem nawet odpowiedź na swój komentarz). Śledzenie takich profili i komentowanie ich jest formą kontroli obywatelskiej, czyli rzeczą bardzo demokratyczna. Jasne, nie ma się co łudzić, że jedna opinia zmieni zachowanie danego człowieka, niemniej jednak, jeśli do posła w ogóle dociera treść zamieszczanych na jego profilu komentarzy, wie on, co lud...

Pinokio i pornografia

Niejaki Morawiecki Mateusz, z powodu swej chorobliwej niechęci do prawdomówności zwany Pinokiem, premier rządu Jarosława Kaczyńskiego, znalazł sobie nową misję. Chce oto ograniczyć polskim dzieciom dostęp do pornografii. Okazją do tego jest obywatelski projekt ustawy mający ten właśnie cel. Generalnie nie ma się z czego śmiać. Problem jest bowiem poważny. Pornografia to wizerunek (zdjęcie, film, obrazek, itd.) osób lub rzeczy o charakterze stricte seksualnym, wytwarzany i rozpowszechniany celem wywołania u odbiorców podniecenia. Częściowo zazębia się z erotyką, czyli dziedziną sztuki, tematyka której oscyluje wokół ludzkiej płciowości i miłości fizycznej, najczęściej jest jednak znacznie od klasycznej erotyki prymitywniejsza, mocno skomercjalizowana, a przez to często lansująca nader patologiczne wzorce relacji seksualnych. Szacuje się, że w Polsce regularny z nią kontakt może mieć około 60 proc. dzieci i młodzieży, co jest niebezpieczne dla ich zdrowia. Pornografia bowiem uzal...

Lekcje o cyberbezpieczeństwie

W programie wyborczym Lewicy, o którym pisałem wczoraj, nie da się wskazać propozycji złych czy bezsensownych. Zawiera on wszelako postulaty, którym warto poświęcić więcej uwagi. Ot, choćby te dotyczące szkolnictwa, poruszone w przemówieniu Anny Marii Żukowskiej. Jednym z nich jest wprowadzenie do szkół lekcji o cyberbezpieczeństwie. Czyli o bezpiecznych zachowaniach w internecie. Ten stał się nieodzownym elementem ludzkiego życia, bez dostępu do niego coraz trudniej normalnie egzystować; i nie ma co wybrzydzać czy zaklinać rzeczywistości – takie po prostu są fakty. Sieć niesie ze sobą wiele dobrego, ale też liczne niebezpieczeństwa, a że korzystają z niej coraz młodsze pokolenia, edukacja w zakresie tychże zagrożeń jest najzwyczajniej w świecie konieczna. Szkolna, profesjonalna edukacja. Dzieci – bo zanim jeszcze nauczą się one pisać lub czytać, już dostają do rączki smartfon z dostępem do internetu – muszą zatem być uczone, że na portalach społecznościowych mogą natrafić n...

Czarny dzień dla wolności

Wczoraj mieliśmy czarny dzień dla wolności w internecie. Parlament Europejski przegłosował dyrektywę formalnie w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (kolokwialnie, lecz trafnie zwaną „ACTA2”), a w istocie o podporządkowaniu Sieci wielkim koncernom wydawniczym. Już kiedyś o niej pisałem, toteż, żeby się nie powtarzać, dziś wskażę tylko, iż ów bubel prawny umożliwi największym, a zatem najbogatszym wydawnictwom działającym w internecie (czyli międzynarodowym koncernom) ograniczanie internautom dostępu do sieciowych zasobów intelektualnych (np. poprzez wprowadzanie opłat), cenzurowanie tychże zasobów (wszystko, co się ukaże, będzie filtrowane rzekomo pod kątem praw autorskich), doprowadzanie do bankructwa mniejszych podmiotów, jak choćby niezależnych portali informacyjnych czy małych wydawnictw; skończy się też udostępnianie linków, przynajmniej w takie formie jak obecnie, pewnie nie będzie również memów… Warto przy tym zauważyć, że sami twórcy i artyści, dzieł...

Mordowania demokracji ciąg dalszy

No i dzieje się! Bezprawie i Niesprawiedliwość czyni dalsze kroki, by jeszcze bardziej upolitycznić sądownictwo, niszcząc jego niezależność, a Sąd Najwyższy, podobnie jak to się stało z Trybunałem Konstytucyjnym, zamienić w nielegalnie funkcjonującą grupę kolesiów. Nadto, politykierzy PiS-u przegłosowali nader antydemokratyczną – nadto, są wątpliwości co do jej zgodności z prawem Unii Europejskiej – ordynację wyborczą do Europarlamentu, która praktycznie pozbawi mniejsze ugrupowania szans na mandat. Pod Sejmem, otoczonym barierami i policją, by przypadkiem suweren się tam nie dostał, demonstrowała opozycja, czyli wkurzeni obywatele. Potraktowani zostali brutalnie. Jednocześnie, politykierzy PiS-u cały czas podkreślają, że stoją na straży interesów obywateli i ich – czyli w zasadzie nas! – reprezentują. Cóż, ja tam w Sejmie reprezentacji nie mam, w Senacie jest, przy dużej dozie dobrej woli z mojej strony, może dwóch senatorów, których byłbym w stanie uznać za swoich reprezentant...

Brawa dla Europarlamentu

Muszę przyznać, że wczoraj odczułem wielką ulgę. Jej przyczyną było oczywiście głosowanie w Parlamencie Europejskim, który odrzucił nową, zabójczą dla wolności i nieskrępowanej wymiany ludzkiego dziedzictwa intelektualnego oraz kulturowego dyrektywę o prawach autorskich w internecie. Przy czym bynajmniej nie miała ona chronić faktycznych interesów autorów publikowanych w Sieci dzieł i ich prawa do wynagrodzenia, lecz interesy wielkich korporacji (czytaj: ich prywatnych właścicieli, czyli kapitalistów), które jakże chętnie pasą się na harówie twórców i artystów. Toteż zwano ją, jakże celnie, ACTA2 i protestowano przeciwko niej, o czym za chwilę. Do kresu internetu, jaki znamy, brakowało zaiste niewiele. Aż 278 europosłów głosowało za przyjęciem tej chorej dyrektywy, 31 wstrzymało się (przykładając rękę do uratowania sytuacji), zaś 318 poparło jej odrzucenie. Jak głosowali nasi rodacy zasiadający w Europarlamencie, przyznam szczerze, nie wiem – muszę dopiero poszukać tych danych –...