Upiorna zemsta za rasizm
Jedną z radości, jakich dostarcza mi życie, jest to, że w mojej miejscowości działa kino. Można w nim obejrzeć (dobra, z lekkim opóźnieniem w stosunku do premiery w multipleksach) niezłe filmy, w cenie 12 zł za bilet; jak na dzisiejsze czasy to naprawdę niedużo. A że w miniony weekend na ekranie zagościł Candyman (reż. Nia DaCosta), ja zaś miałem ochotę na dobry horror, postanowiłem umilić sobie seansem niedzielny wieczór; zawszeć to lepsze niż wkurzanie się beatyfikacją Wyszyńskiego. Jest to remake , a zarazem luźna kontynuacja klasycznego już filmu grozy z 1992 r. (jeden z najlepszych horrorów, jakie oglądałem, swoją drogą). Tytułowy bohater to czarnoskóry upiór z hakiem zamiast prawej dłoni, który ukazuje się ludziom, jacy wypowiedzą pięciokrotnie jego imię, patrząc w lustro… a potem ich zabija. Jego pojawieniu się towarzyszy rój pszczół. Na trop Candymana wpada młody afroamerykański artysta grafik, Anthony McCoy (Yahya Abdul-Mateen II), który w swojej dzielnicy (niegdyś było tam...