Posty

Wyświetlam posty z etykietą pielęgniarki

Zaharowani medycy

Czy lekarz może być radnym? Ano, może. I tak, pewien radny dzielnicy Ursus (w Warszawie oczywiście) jednocześnie jest zarazem lekarzem Warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Należał do KO, ale wystąpił z niej; dymisja została przyjęta. A zrobił to, ponieważ rozszedł się wokół niego smrodek. Otóż, okazało się, że rzeczony lekarz-radny w roku 2025 z działalności medycznej uzyskał dochód w wysokości 1,6 mln zł. Czy to źle, nie rozstrzygam; osobiście uważam, że lekarze powinni sporo zarabiać, zawód ten wiąże się wszak z ratowaniem ludzi oraz wymaga naprawdę znaczących kompetencji, ale ich zarobki nie powinny stać w rażącej dysproporcji z płacami np. pielęgniarek czy ratowników medycznych. To wszelako nie wszystko, bowiem dziennikarze Kanału Zero wykryli, iż nasz dzisiejszy bohater w samym tylko Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracować miał...

Cewnik

Niejaki Duda Andrzej, ksywa Adrian , znany też jako PAD i Anżej, czyli facet, którego z powodu notorycznego łamania Konstytucji RP nie można uznać za prezydenta, znów się niedawno wygłupił, i to w sposób naprawdę obrzydliwy. Podczas swojego przemówienia stwierdził mianowicie, że nie chciałby, aby pielęgniarka w wieku lat sześćdziesięciu siedmiu zakładała mu cewnik. Wypowiedź ta wywołała oczywiście falę krytyki (w stu procentach uzasadnionej) oraz memów, większością zabawnych. We mnie słowa Dudy Andrzeja budziłyby głównie obrzydzenie, w związku z czym zapewne nie uznałbym ich za warte poświęcenia im notki blogowej… tyle że kryje się za nimi coś więcej, a zarazem coś bardzo złego. Otóż, nie trzeba się w nie szczególnie uważnie wsłuchiwać czy też wczytywać, by wyłapać, ile w nich pogardy. Nie tylko wobec pielęgniarek – sprowadzonych przez Adriana do roli jedynie urządzeń obsługujących pacjentów, wysiłek których na uznanie i szacunek nie zasługuje – ale też wszystkich ludzi pracy. Bo s...

Zbukiem w lekarza

W ciągu kilku ostatnich tygodni doszło do licznych ataków na lekarzy, pielęgniarki oraz innych pracowników medycznych, walczących z COVID-19. A to nie chciano tych ludzi wpuścić do autobusu, a to oblano farbą podjazd do domu, a to obrzucono wyzwiskami (słownie lub na piśmie), a to zniszczono samochód lekarki… Medycy co chwilę otrzymują mniej lub bardziej agresywne sygnały, iż są niemile widziani wśród innych obywateli, rzekomo obawiających się zarażenia koronawirusem. Oczywiście, paskudne owe sytuacje jak najbardziej można, a nawet trzeba złożyć na karb ludzkiej zawiści, ciemnoty, zdziczenia, hipokryzji, itd. Jeszcze niedawno rządzący wespół ze społeczeństwem bili lekarzom i pielęgniarkom brawo (o podwyżki czy lepsze warunki pracy wszelako nie zadbali), teraz mamy do czynienia z nasileniem się skali pogardy, wrogości oraz ataków. Tylko czekać, aż ktoś zostanie pobity lub, nie daj Boże, zabity… Z drugiej strony, nie można dziwić się ludziom, że ulegają strachowi, w tym wypadku...

Zamknięty szpital

Zapewne pamiętacie, że jeszcze niedawno zamykano oddziały szpitalne bądź nawet całe szpitale. Bo zadłużone, bo nie ma lekarzy (kolejne rządy, swoją drogą, nic nie zrobiły, żeby poprawić stan zatrudnienia personelu medycznego: lekarzy, pielęgniarek, ratowników, itd.), bo niepotrzebne. Ten ostatni „argument” słyszałem ponad dziesięć lat temu z ust Krzysztofa Szczerskiego, który twierdził, że w Polsce jest zbyt dużo szpitali, wybudowanych w okresie PRL-u po to, by było gdzie leczyć ludzi w czasie wojny; ergo, w okresie pokoju są one zbędne i tylko obciążają budżet. No i wkroczyła do (k)raju nad Wisłą pandemia koronawirusa. Nie tak zaraźliwa jak odra, która przed tysiącami lat niemal oczyściła z ludzi dzisiejszą Eurazję, a zawleczona do Ameryki przez już na nią uodpornionych Europejczyków, masakrowała Indian i Eskimosów. I nie tak śmiertelna jak gorączka krwotoczna, wywoływana przez wirus ebola. Niemniej jednak, budząca – rozbuchaną przez media – panikę i polityczny chaos, z którego...

Choroba wśród protestów

Od kilku miesięcy w niektórych polskich szpitalach, zwłaszcza na Podkarpaciu, trwają strajki pielęgniarek, domagających się oczywiście podwyżek i lepszych warunków pracy. W Wojewódzkim Szpitalu im. św. ojca Pio w Przemyślu ów protest w miniony poniedziałek przybrał formę strajku głodowego (personel medyczny pozostaje w sporze zbiorowym z dyrekcją placówki). Odbywa się w systemie „głoduję-pracuję”, polegającym na tym, iż pielęgniarki wykonują swoje obowiązki (chodzi zapewne o to, by nie można ich było oskarżyć przed opinią publiczną, że w ramach strajku odchodzą od łóżek pacjentów), ale nie przyjmują jedzenia. A mają o co walczyć. Żądają bowiem podwyższenia pensji zasadniczej do 6 tys. zł brutto dla starszej pielęgniarki, a dla młodszej do 5,5 zł brutto (obecnie wynosi ona nieco ponad 2 tys. zł brutto). Postulaty owe są jak najbardziej uzasadnione. Praca pielęgniarki jest bardzo ciężka – fizycznie i psychicznie – oraz odpowiedzialna, a zarobki w większości placówek opieki zdrowot...

Łowy na węża trwają

Na Mazowszu trwają łowy na… pytona tygrysiego, który gdzieś tam sobie pełza. Nie wiadomo, skąd ten wąż, może uciekł z jakiejś prywatnej hodowli albo ktoś go wyrzucił, bo za duży wyrósł; aby kupić przedstawiciela tego gatunku, wystarczy podobno około 200 zł, nie trzeba też żadnego pozwolenia, toteż węże te bywają ponoć nawet… prezentami komunijnymi. W każdym razie, uciekinier ma, wedle różnych szacunków, od czterech i pół do sześciu metrów długości (przy czym ta pierwsza ewentualność jest bardziej prawdopodobna) i waży kilkadziesiąt kilogramów. Wiadomo, iż z całą pewnością pełza gdzieś po mazowieckich bagniskach, ponieważ znaleziono niepodważalny dowód jego istnienia w postaci wylinki i śladów jego przemieszczania. Do łowów na pytona przyłącza się coraz więcej służb; w jednym z wczorajszych serwisów informacyjnych mówiono nawet, iż wziąć w nich mają udział PiS-owskie bojówki zwane Wojskami Obrony Terytorialnej (niedawno ich członkowie „ćwiczyli”, strzelając ludziom pod oknami). No, t...

Siostry w boju

Skupione na mistrzostwach świata w bieganiu za nadmuchanym skórzanym balonem media (poza niezastąpionym portalem Strajk ) nie dostrzegają protestu, jaki rozlewa się po Polsce. A jest on bardzo istotny nie tylko ze względu na interesy protestującej grupy zawodowej (której przedstawicielki faktycznie pracują ciężko, obarczone są wielką odpowiedzialnością i zarabiają za mało), lecz także ze względu na zdrowie nas wszystkich. Każdy z nas może przecież (choć oczywiście nikomu tego nie życzę) rozchorować się lub ulec wypadkowi, następnie zaś trafić do szpitala. A protestują pielęgniarki. Forma walki, którą wybrały, jest szczególnie dotkliwa dla placówek, gdzie są zatrudnione. Otóż, siostry masowo biorą zwolnienia lekarskie L-4, pozbawiając kolejne szpitale swojej siły roboczej. Skala takiego właśnie protestu jest coraz większa, wkrótce będzie ogólnokrajowa. Objął on już Lublin (cztery szpitale!), Konin, Biłgoraj, Choroszcz, Suwałki… W lubelskim szpitalu MSWiA na „chorobowe” (cudzysłów...