Posty

Wyświetlam posty z etykietą edukacja seksualna

Zamiast religii

Na jednym z portali społecznościowych popularność zyskuje mem: PRZYSPOSOBIENIE OBRONNE ZAMIAST RELIGII. Kiedy ujrzałem go po raz pierwszy, wzbudził we mnie cokolwiek mieszane odczucia. Z jednej bowiem strony jestem zdecydowanie za przeniesieniem katechezy ze szkół publicznych do przykościelnych salek; tam jest jej miejsce, nie wspominając o tym, że budżet państwa oraz poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego znacząco by zyskał. Z drugiej wszelako, trudno mi oprzeć się wrażeniu, że osoba, która mem stworzyła, zbyt mocno dała się uwieść wojennej propagandzie obecnego rządu oraz „opozycji”, mającej przecież na celu odwrócenie społecznej uwagi od takich kwestii, jak narastające (powoli, acz stale) bezrobocie czy trwający od dłuższego czasu (nawet w okresie, kiedy bezrobocie było na bardzo niskim poziomie!) rozrost skali skrajnego ubóstwa. Żadna wszak wojna Polsce nie grozi, Rosja – wbrew temu, czym nas straszą – do ataku na nas ani na żadne inne państwo europejskie, się nie szy...

Klerykałowie w służbie ciemnoty

Polski system edukacji ma wiele wad, a jedną z nich jest to, że zarówno treści programowe licznych przedmiotów, jak i metody nauczania nie odpowiadają wyzwaniom współczesnego świata oraz potrzebom dzieci i młodzieży. Częściowo wynika to z faktu, iż w Ministerstwie Edukacji oraz kuratoriach przez lata siedzieli betonowi konserwatyści lub wręcz jawni faszyści (Giertych, Czarnek), a częściowo z tego, że nie wszyscy nauczyciele odpowiednio pełnią swój zawód; to zresztą nie tyle ich wina, ile przestarzałych szkoleń zawodowych, jak przypuszczam. W efekcie, zamiast wiedzy szkoła szerzy ciemnotę (katecheza patologię ową pogłębia), a zamiast zachęcać, zniechęca do nauki… i to praktycznie ze wszystkich przedmiotów. Tymczasem świat wokół nas nieustannie się zmienia, co oznacza chociażby, że osoby małoletnie mają do czynienia z nowymi problemami czy ogólnie sytuacją. Szkolnictwo powinno do tychże zmian dostosowywać przekazywane (w maksymalnie atrakcyjnej formie, oczywiście) na poszczególnych le...

Uczyć, ale czego?

Są już wyniki matur. A to oznacza, że znów zaczęła się w środkach masowego przekazu dyskusja nad poziomem nauczania, systemem oceniania i w ogóle edukacją w Polsce. Jest ona rzecz jasna bardzo potrzebna – i oby wynikły z niej jakieś pozytywne zmiany – niemniej brakuje mi w niej pewnego elementu. Otóż, wciąż za mało się mówi o to, CZEGO szkoły powinny uczyć. Jasne, pojawiają się jak najbardziej słuszne opinie, iż nacisk edukacyjny w zbyt wielkim stopniu położony jest na przekazywanie wiedzy encyklopedycznej, a w zbyt małym na rozwój samodzielnego myślenia i kompetencji miękkich, takich jak umiejętność współpracy (nie wiem, jak teraz, ale w moich szkolnych czasach rzeczywiście kiepsko to wyglądało). Coraz też częściej padają oczekiwania przeniesienia katechezy ze szkół na salki – i dobrze, tak powinno być! Temat wielokrotnie poruszałem na tych łamach, toteż dziś nie będę się powtarzał. Od czasu do czasu, lecz moim zdaniem nieco zbyt rzadko, podnoszone są argumenty o konieczności w...

Dobry pomysł

Dyrektorka jednej ze szkół w Bielsku-Białej stwierdziła, że lepiej niż nazw afrykańskich jezior, byłoby uczyć dzieci robienia śniadań. Innymi słowy, znacznie ważniejsze z edukacyjnego punktu widzenia jest przekazywanie umiejętności praktycznych, niż wpajanie encyklopedycznych informacji, które w naszych czasach z łatwością można pozyskać (źródeł jest wszak pod dostatkiem, z dostępem do nich też problemu nie ma), a i tak, jeśli nie będą pożytkowane, szybko zostaną zapomniane. W pełni się z tym zgadzam. I nie ja jeden, gdyż podobne głosy od lat wielu dochodzą ze strony ludzi znacznie ode mnie mądrzejszych, czyli specjalistów od systemu oświaty. Dobrze, że wśród kadry nauczycielskiej też są osoby, jakie mają tego świadomość. Cóż, z całym szacunkiem dla geografii Afryki, o takiej na przykład Tanganice nie myślę zbyt wiele, za to przyrządzeniu oraz zjedzeniu śniadania – w moim przypadku oczywiście wege – poświęcam uwagę każdego poranka. Ktoś powie, że posiłki każdy sobie przyrządzi, ...

Odsunąć klerykałów!

Państwo powinno być świeckie – to jasne. Każdy, najdelikatniejszy choćby wpływ jakiegokolwiek związku wyznaniowego na władze publiczne oraz prawo stanowione jest szkodliwy, a bywa wręcz śmiertelnie niebezpieczny, tak dla demokracji, jak i dla zdrowia oraz życia ludzkiego. Nie chodzi tylko o to, że przeciwnicy religijnych władców są mordowani, nieraz bardzo okrutnie (Iran, Afganistan, Arabia Saudyjska), ale też o to, iż narzucone przez duchowieństwo, za pośrednictwem oczywiście prawicowych polityków i fanatycznych „organizacji społecznych” – prawo, a raczej zalegalizowane bezprawie, może okazać się śmiertelne w skutkach. Żeby wiedzieć, jak to wygląda w praktyce, wystarczy przyjrzeć się kobietom umierającym w polskich szpitalach z powodu zwyrodniałego, sadystycznego ustawodawstwa antyaborcyjnego… oraz zastraszenia lekarzy. Zatrzymajmy się właśnie na polskim przykładzie. Jak wielokrotnie pisałem, coraz okrutniejsze przepisy ograniczające prawa reprodukcyjne kobiet wdrażane były i są prze...

Ani jednej więcej

Zmarła kobieta. W jednym z polskich szpitali. Na skutek powikłań przy ciąży (uszkodzenie płodu, z tego, co się orientuję). Do tragedii doszło być może z powodu błędu lekarzy, ale w internecie i innych mediach znaleźć można wiele komentarzy, z reguły merytorycznych i dobrze uzasadnionych, iż jej główną przyczyną było – wyjątkowo restrykcyjne i okrutne, zwłaszcza od 22 października zeszłego roku, kiedy to nielegalnie funkcjonująca grupa kolesiów, co pod PiS-owskim nie-rządem zastąpiła Trybunał Konstytucyjny, wydała swój zbrodniczy pseud-wyrok – polskie prawo antyaborcyjne. Mianowicie, lekarzy przed usunięciem uszkodzonego płodu (nie jestem ekspertem, ale z tego, co czytałem, właśnie zbyt długie zwlekanie z tymże zabiegiem miało zabić rzeczoną kobietę) powstrzymywała obawa, że zapuka do nich prokurator. Jak to koniec końców było, nie mnie ustalać; niechaj zajmą się tym odpowiednie organa… o ile, rzecz jasna, w nie-rządzonej przez klerofaszystów z PiS-u Polsce mogą one zagwarantować rzet...

Ochrona edukacyjna

Dziś 1 czerwca, czyli Dzień Dziecka (a zarazem początek Miesiąca Dumy osób LGBT+, ale to temat na oddzielną notkę). Z tej okazji pewna refleksja, niestety, nad wyraz smutna. Otóż, ostatnio coraz częściej słyszy się o napaściach na osoby małoletnie. Mają one charakter seksualny; zarówno dziewczyny(ki), jak i chłopcy są porywane(i), gwałcone/gwałceni i czasami mordowane(i). Niedawno taka tragedia miała miejsce w Katowicach, ale to tylko jeden z licznych przerażających i odrażających przypadków tego typu. Od dawna wiadomo, że pedofile łowią swoje ofiary w internecie, zwłaszcza na portalach społecznościowych, a z licznych relacji telewizyjnych czerpiemy wiedzę, iż często łowy owe są, niestety, skuteczne (szczęśliwie, w internecie działają też łowcy pedofilów, podszywający się pod dzieci, umawiający się ze zboczeńcami na seks, a potem wydający ich policji – postawa godna najwyższego szacunku). Regularnie dowiadujemy się o czynach pedofilskich popełnianych przez kler katolicki. Przy czym...

Dla dzieci czy dla oprawców?

Kiedy w zeszłym roku bracia Sekielscy nakręcili i udostępnili film Tylko nie mówi nikomu , wydawało się (przynajmniej co naiwniejszym komentatorom), że Kościół katolicki wreszcie podejmie próbę oczyszczenia się z pedofilii księży, i że tematem tym zajmą się politycy. Oczywiście Kościół nie zrobił nic poza wygłoszeniem kilku ładnie brzmiących oświadczeń oraz zorganizowanie lipnej konferencji prasowej, na której zaniżono liczę przypadków molestować i gwałtów oraz ich ofiar. A politycy… No właśnie. Bezprawie i Niesprawiedliwość, jak wiadomo, stoi po stronie episkopatu i duchowieństwa, toteż nie uczynić nic przeciwko nim. Niby postanowiło o powołaniu komisji, jaka miała zająć się pedofilią w ogóle… czyli nie tylko księży; chodziło więc rzecz jasna o rozmycie ich odpowiedzialności. Jej uruchomienie odkładane jest wszakże już od ośmiu miesięcy; pojawiły się komunikaty, iż w najbliższym czasie w ogóle nie zacznie ona działać, z powodu oczywiście epidemii. No, ale Rzecznik Praw D...

Rzecznik krzywdy dziecka

Rzecznik Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak, zapowiedział, że wybierze się z „gospodarską wizytą” na lekcje wychowania seksualnego. Przedmiot ten jest jednym z tych zajęć, których w polskim szkolnictwie dramatycznie brakuje. Dominująca od 1989 roku (z krótkimi przerwami na rządy lewicy) ideologia prawicowa, niestety, odcisnęła piętno na naszym systemie edukacji, toteż dzieci w szkołach nie dowiadują się zbyt wiele o ludzkiej płciowości, stosunkach, rozmnażaniu, orientacjach seksualnych, itd. Niemniej jednak, są szkoły, w których edukację seksualną wdrożono; zajęcia są nieobowiązkowe, uczestniczą w nich uczniowie, którzy chcą – lub wolę taką wyrazili ich rodzice. I właśnie im zamierza przyjrzeć się pan rzecznik o skrajnie konserwatywnych poglądach. Obawia się bowiem, iż dzieciaczki dowiedzieć się mogą o „ideologii gender” (która przecież nie istnieje), będzie im się „promowało homoseksualizm” (jak można promować coś, z czym się człowiek rodzi, to nie mam pojęcia), i tym podobne...

Pinokio i pornografia

Niejaki Morawiecki Mateusz, z powodu swej chorobliwej niechęci do prawdomówności zwany Pinokiem, premier rządu Jarosława Kaczyńskiego, znalazł sobie nową misję. Chce oto ograniczyć polskim dzieciom dostęp do pornografii. Okazją do tego jest obywatelski projekt ustawy mający ten właśnie cel. Generalnie nie ma się z czego śmiać. Problem jest bowiem poważny. Pornografia to wizerunek (zdjęcie, film, obrazek, itd.) osób lub rzeczy o charakterze stricte seksualnym, wytwarzany i rozpowszechniany celem wywołania u odbiorców podniecenia. Częściowo zazębia się z erotyką, czyli dziedziną sztuki, tematyka której oscyluje wokół ludzkiej płciowości i miłości fizycznej, najczęściej jest jednak znacznie od klasycznej erotyki prymitywniejsza, mocno skomercjalizowana, a przez to często lansująca nader patologiczne wzorce relacji seksualnych. Szacuje się, że w Polsce regularny z nią kontakt może mieć około 60 proc. dzieci i młodzieży, co jest niebezpieczne dla ich zdrowia. Pornografia bowiem uzal...

Arcybiskup w Boże Ciało

Kiedy bodaj w 2013 roku usłyszałem list pasterski polskiego Episkopatu, w którym ostrzegano przez serialem animowanym Hello Kitty , oglądanie którego ma jakoby grozić opętaniem dzieci przez szatana (poważnie, napisali coś takiego!), pomyślałem, że nasi „kochani” purpuraci najwyraźniej nie mają nic do roboty, skoro takie bzdury wymyślają. Miałem też nadzieję, iż nic durniejszego już nie wydumają. W tym drugim temacie się pomyliłem. Oto wczoraj katolicy obchodzili Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, potocznie Boże Ciało. Z tej okazji nie tylko ruszyły uroczyste procesje, ale też hierarchowie Kościoła katolickiego wygłosili kazania. Niektóre głupie i budzące niesmak. Najgorszej pod tym względem wypadł, moim skromnym zdaniem, metropolita krakowski, arcybiskup Marek Jędraszewski. Facet generalnie wydaje się być zafiksowany na punkcie płciowości, kobiet, gender, LGBT, dzieci i seksu, często bowiem porusza owe tematy – w sposób, rzecz jasna, betonowo ortodoksyjny, wrę...

Pan Czarzasty i antykoncepcja

Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, udzielając wywiadu stacji radiowej RMF FM, zwrócił uwagę na kwestię, która może wydawać się mało istotna, w praktyce jednak ma duże znaczenie społeczne oraz zdrowotne. Otóż, polskie prawo zezwala na współżycie od piętnastego roku życia, co oznacza, iż seks uprawiać mogą nastolatki, osoby niepełnoletnie, czyli z formalnoprawnego punktu widzenia – dzieci. Mimo jednak, że przepisy zezwalają im na obcowanie płciowe, to ludzie między piętnastym a osiemnastym rokiem życia nie mogą samodzielnie wybrać się do ginekologa – potrzebują na to zgody rodziców. Prawo zakazuje im też swobodnego używania środków antykoncepcyjnych. Włodzimierz Czarzasty zwraca uwagę na to, że takie rozwiązania legislacyjne są po prostu głupie. I ma rację. Przewodniczący SLD postuluje zatem, by nastolatki po piętnastce, którym polskie prawo zezwala na uprawianie seksu, miały dostęp do antykoncepcji, i to nawet darmowej. Jego zdaniem, ma to by...

Seksualizacja

Ostatnio strasznie modnym terminem w mediach, rozplenionym przez prawactwo około-PiS-owskie, w tej liczbie Jarosława Kaczyńskiego, skrajną prawicę oraz część środowisk kościelnych, jest „seksualizacja dzieci”. Rzekomo jest to działanie środowisk LGBT i „lewactwa”, mające na celu szerzenie wśród najmłodszych obywateli – o zgrozo! – edukacji seksualnej, dążącej do „zrobienia z nich pedałów”, „nauczania masturbacji”, itd. Bzdury straszliwe, szkoda to komentować. W ogóle przeciwnicy edukacji seksualnej w szkołach nie zauważają, że dzieci (jak i wszyscy inni ludzie) SĄ istotami seksualnymi, tyle że ich seksualność dopiero się rozwija, i ważne, by rozwijała się prawidłowo, w czym właśnie szkolne zajęcia mają pomóc; w przeciwnym wypadku dzieciaczki, owszem, będą się „edukowały”, ale z pomocą internetowej pornografii, do której mają praktycznie nieograniczony dostęp. Skutki tego często okazują się fatalne dla ich psychiki oraz rozwoju płciowego, ale jest to temat do innych rozważań. Dzi...

Włosy prezesa

Pan Trzaskowski Rafał, prezydent Warszawy, podpisał Kartę LGBT (określaną też jako Karta LGBT+ oraz Karta LGBT Plus), czyli dokument mający ułatwić życie osobom homo-, bi- i transseksualnym w Warszawie. Przewiduje on między innymi utworzenie hostelu interwencyjnego (czyli takiego, gdzie można poszukać pomocy) dla skrzywdzonych osób LGBT, stworzenie dla nich centrum społeczno-kulturalnego oraz uchwalenie programu przeciwko przemocy (chodzi na przykład o to, by policja czy prokuratura nie olewały zgłoszeń o atakach na gejów i lesbijki). Nie ma w tym absolutnie nic złego; takie rozwiązania są naprawdę potrzebne, bo w przeżartej prawacką nietolerancją Polsce rzeczywiście mamy problem z homofobią (podobnie zresztą jak z antysemityzmem czy islamofobią), a wiedza społeczeństwa na temat orientacji seksualnych i tożsamości płciowych jest mizerna – nie dotyczy obywateli, którzy tymi tematami się interesują oraz po prostu światłych. No i to, co podpisał pan Trzaskowski – jakkolwiek w zacof...

Jak prawica walczy z porno

Posłowie z Klubu Parlamentarnego PiS oraz koła Wolni i Solidarni, będący członkami komisji ds. Rozwiązywania Problemów Uzależnień oraz na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej (o rany, ależ mają inwencję do nazw!) podpisali wspólne stanowisko w sprawie przeciwdziałania uzależnieniu od pornografii. Jest to już kolejna próba ataku na porno-branżę w wykonaniu części przynajmniej polskiej prawicy. Na pozór nic w tym złego. Uzależnienie od pornografii, jak każde inne, jest szkodliwe. Zwłaszcza u dzieci (a polskie mają z tego typu materiałami znacznie częstszą styczność niż zachodnioeuropejskie!), u których kontakt z wiadomymi filmami i zdjęciami wywołać może nawet szok urazowy i zaburzenia w rozwoju seksualności. Podejrzewam jednak, że Bezprawie i Niesprawiedliwość zechce po prostu spróbować, po raz kolejny, wdrożyć zakaz sprzedaży materiałów pornograficznych. A nie tędy droga. Po pierwsze, pornografia jest dziedziną sztuki i sama w sobie szkodliwa nie jest… pod warunkiem, że t...