Posty

Wyświetlam posty z etykietą Boże Narodzenie

Wesołych Szczodrych Godów

Dziś Wigilia świąt mylnie zwanych Bożym Narodzeniem, po raz pierwszy w dziejach ustawowo wolna od pracy, a to dzięki sejmowej Lewicy; pisałem o tym niedawno. Boże Narodzenie to chrześcijańska wersja rzymskich świąt przesilenia zimowego (Solstycjów), pierwotnie świętowanych 25 grudnia. Kiedy chrześcijaństwo zostało zalegalizowane, a następnie stało się państwową religią Imperium Romanum, po prostu przejęło te obchody, jako rocznicę narodzin Jezusa Chrystusa. Który nie był Bogiem, lecz człowiekiem (muzułmanie uznają go za proroka, który był przed Mahometem), i najprawdopodobniej nie urodził się w grudniu. Podobne święta obchodzone były i są w różnych kulturach. Przykładowo, Słowianie swoje świętowanie przesilenia zimowego – Szczodre Gody – rozpoczynali 21 grudnia i trwało ono z reguły przez około dwa tygodnie. Polskie zwyczaje wigilijne oraz bożonarodzeniowe pełnymi garściami czerpią właśnie ze słowiańskich tradycji. Na przykład kolęda pierwotnie była niezwiązana z chrześcijaństwem,...

Wolna Wigilia

W tym roku po raz pierwszy Wigilia świąt mylnie zwanych Bożym Narodzeniem (w ich trakcie obchodzi się wszak przyjście na świt Jezusa Chrystusa, który był człowiekiem, no i raczej nie urodził się w grudniu, sama zaś data świąt zaczerpnięta została z rzymskich obchodów przesilenia zimowego i zwycięstwa Słońca) będzie dniem ustawowo wolnym od pracy. Jest to zasługa parlamentarnej Lewicy, która rozwiązanie takie wywalczyła, mimo sprzeciwu najbardziej pro-kapitalistycznie (czytaj: pro-niewolniczo) nastawionych prawicowych polityków, takich jak Ryszard Petru. Wrogom praw pracowniczych, jak łatwo się pomylić, niepracujący 24 grudnia do gustu nie przypadał. Biorąc pod uwagę ogólną niechęć, panującą w polskim parlamencie, do dni wolnych od pracy i praw pracowniczych jako takich, aż dziw, że reforma ta przeszła. No, ale jest, i już pojutrze będziemy się nią cieszyli. Czy to dobre rozwiązanie? Cóż, jak sprawdzi się w praktyce, dopiero oczywiście zobaczymy, niemniej wydaje się jak najbardziej...

Szał zakupów

Wielkimi krokami zbliżają się święta mylnie zwane Bożym Narodzeniem (tak naprawdę są to Solstycja lub słowiańskie Szczodre Gody). Już za tydzień pierwsza w historii – dzięki Lewicy, dodajmy – ustawowo wolna od pracy Wigilia. A tymczasem od dłuższego już czasu trwa (przynajmniej tak nam wmawiają kapitalistyczni propagandyści) świąteczny szał zakupów, o którym wspomniano nawet… w prognozie pogody w jednej z największych polskich stacji telewizyjnych. Bo wiadomo, skoro święta (każde), to trzeba kupować, kupować, kupować… Już to prezenty, już to żywność, której człowiek nie jest w stanie przejeść, już to nowe sprzęty AGD, już to elektronikę, a i nowy samochód by nie zaszkodził. Nieważne, czy sami wykazujemy zakupową chęć, czy też nie, reklamy bombardują nas na każdym kroku, wręcz wmuszając różne towary, sprzedawane po jakoby promocyjnych cenach. Natarczywi robią się też telemarketerzy. Cóż, nic dziwnego, skoro Boże Narodzenie (no dobra, zostańmy już przy tej nazwie) to chyba najbardz...

Bombki i choinki

Minęły Dziady/Halloween, Wszystkich Świętych, Zaduszki, rocznica Rewolucji Październikowej, rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę i Dzień Niepodległości. Listopad zbliża się do połowy, trwa polityczna dyskusja, czy 24 grudnia powinien być dniem wolnym od pracy… A tymczasem sezon na bożonarodzeniowe reklamy przybiera coraz bardziej rozbuchaną formę. Przy czym, pisząc: „bożonarodzeniowe”, mam na myśli nie tyle chrześcijańskie święto, wyrosłe na bazie mitraizmu, ile kapitalistyczną komercję z nim związaną. Wiecie, te wszystkie choinki, bombki, czekoladowe Mikołaje, a przede wszystkim prezenty, jakie „trzeba” kupić możliwie najwcześniej, po to, rzecz jasna, by sprawić radość kapitalistom, zwiększając ich dochody. Pierwszą tego typu reklamę przyuważyłem w telewizji już 1 listopada, acz nie dam głowy, czy nie emitowano ich jeszcze wcześniej. W każdym razie, teraz jest ich pełno, na wszystkich kanałach. Kolejne sieci handlowe coraz intensywniej chwalą się, co to mają, ewentualni...

Dzień przed Godami

Lewica chce, aby 24 grudnia, czyli Wigilia, dzień przed Godami, Jule, Solstycjami i świętem błędnie określanym jako Boże Narodzenie (Jezus Chrystus był wszak człowiekiem, a urodził się prawdopodobnie wiosną), była dniem ustawowo wolnym od pracy. Składa nawet projekt regulującej to ustawy. Argument jest taki, że w dzień ów tak czy owak większość społeczeństwa polskiego (i to w zasadzie niezależnie od wyznania) świętuje, a przecież wszyscy mają prawo spędzić więcej czasu w gronie rodzinnym czy też bliskich osób, co częstokroć okazuje się niemożliwe aż do wieczora, niejednokrotnie późnego. Generalnie, trudno się z tym nie zgodzić. Co do mnie, mam wolny zawód (stanowiący, z punktu widzenia walki, jaką toczę z depresją, błogosławieństwo), toteż na rzecz całą patrzę trochę luźniej; najczęściej mogę tak sobie rozłożyć robotę, aby Wigilię Godów mieć wolną. Rozumiem jednak, że wielu ludzi też by tak chciało, a nie mogą, toteż propozycję Lewicy uważam za uzasadnioną. Zastanowić się oczywiści...

Na zaproszenie

Katolickie Boże Narodzenie – oparte na Solstycjach, Saturnaliach, Godach i Jule – minęło, a to oznacza, że rozpoczął się (w Polsce, bo to, z tego, co się orientuję, nadwiślański jeno zwyczaj) okres wizyt duszpasterskich, popularnie zwanych kolędowaniem. Polega to na tym, że księża z parafii chodzą, w towarzystwie ministrantów i/lub scholistek, od domu do domu, od mieszkania do mieszkania. Tam dzieciaki śpiewają kolędy, kapłan zaś rozsiada się wygodnie przy stole, mniej lub bardziej życzliwie tudzież interesująco rozmawia z parafianami (o ile ma ochotę), czasami je i pije, święci lokum, a na koniec – co stanowi najistotniejszą część całego wydarzenia – bierze datek „co łaska” w kopercie. Przy czym przyzwoici księża (tacy też się trafiają), widząc złą sytuację danej osoby czy rodziny, zostawia kopertę z pieniędzmi; przynajmniej kiedyś zostawiał, bo nie wiem, czy co bardziej pazerni biskupi nie przymusili swoich podwładnych do zaniechania takich działań. Wizyta duszpasterska dla niek...

Długi świąteczny weekend

No i zbliża się długi weekend, poniedziałek i wtorek będą wszak wolne. Dla wielu osób zaczną się obchody Bożego Narodzenia (dawniej Solstycjów), dla innych – Szczodrych Godów, jeszcze inni świętowali będą Jule, a i nie zabraknie takich, którzy po prostu mają przed sobą dodatkowe dni ustawowo wolne od pracy, bez żadnego elementu religijnego. I bardzo dobrze, bo każdy powinien świętować to, co chce, jak chce, z kim chce, gdzie chce i jeśli chce. Niezależenie zatem od tego, w jaki sposób, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy mojego bloga, podchodzicie do nadchodzącego długiego weekendu, życzę Wam serdecznie, aby był on dla Was czasem relaksu i odpoczynku, spędzonym w zdrowiu, towarzystwie wspaniałych osób, w ulubiony sposób, i żeby pozwolił Wam zregenerować siły. Nie zapomnijmy jednak o wszystkich osobach, dla których najbliższe dni – oraz wiele kolejnych – będą czasem ogromnej tragedii, walki o życie czy utraty wszystkiego, co mają. Niestety, na całym świecie trwają wojny, lu...

Madonna z martwym Dzieciątkiem

Jednym z najpopularniejszych motywów chrześcijańskiej sztuki sakralnej, związanych z Bożym Narodzeniem, jest Madonna z Dzieciątkiem. Czyli wszystkie obrazy, rzeźby i inne dzieła przedstawiające Miriam z Nazaretu ze swoim nowo narodzonym synkiem, Jezusem. Niekiedy świeżo upieczona mama trzyma chłopca (rzadko kiedy wyrzeźbionego lub namalowanego tak, jak faktycznie wygląda noworodek) na rękach, niekiedy zaś pochyla się, najczęściej w asyście Józefa i zwierząt gospodarskich, nad żłóbkiem (kołysek pod koniec I wieku p. n. e. jeszcze nie było), w którym leży. Zaś nad ich głowami aniołowie radują się z narodzenia Mesjasza. A może by tak warto w tym roku uwspółcześnić ten motyw? Czyli stwierdzić, że aby oddać to, co dzieje się na świecie, Madonna winna być przedstawiana z MARTWYM Dzieciątkiem. Przecież w ojczyźnie Jezusa, Palestynie, od siedemdziesięciu pięciu lat trwa brutalna izraelska okupacja, a od dwóch i pół miesiąca – ludobójstwo w Strefie Gazy, jakie pochłonęło już ponad 26 tys. ...

Co będzie świętowane

Wielu mniej obeznanych katolików i chrześcijan innych odłamów uważa Boże Narodzenie za najważniejsze święto chrześcijaństwa (tymczasem z religijnego punktu widzenia jest nim Wielkanoc, czyli zmodyfikowana judaistyczna Pascha). Przyczyny tego stanu rzeczy są różne, od kiepskiej katechezy po fakt, że święta te są najmocniej skomercjalizowane, a zatem i najlepiej wypromowane przez reklamy oraz pozostałe kapitalistyczne formy przekazu. Mają też swój klimat, przeto obchodzi się je miło, pod warunkiem, rzecz jasna, że robi się to w lubiany przez SIEBIE sposób i w towarzystwie cenionych przez SIEBIE osób. A jak to z Bożym Narodzeniem było? Cóż, tylko dwie z czterech biblijnych Ewangelii (jest jeszcze cała masa apokryfów, których pierwsze sobory do Biblii nie włączyły) opowiadają o przyjściu Jezusa Chrystusa na świat: Mateusza i Łukasza; obie przedstawione w nich historie tychże narodzin są ze sobą sprzeczne, poza imionami rodziców i dziecka oraz miejscem narodzenia. Bibliści uważają, że są...

Sezon przedświąteczny w październiku

Wielkimi krokami nadchodzą Dziady/Halloween, Wszystkich Świętych oraz Zaduszki, czyli okres okazywania pamięci zmarłym antenatom, dbania o ich groby, palenia zniczy, itd. Nic zatem dziwnego, że już od kilku ładnych tygodni w sklepach – od dużych sieci handlowych po małe sklepiki ogrodnicze i wielobranżowe – na pacach targowych czy indywidualnych stoiskach prowadzonych przez amatorskich sprzedawców, przybywa zniczy, stroików, chryzantem… Jest to typowe wyjście klientowi naprzeciw – a zarazem równie typowe w kapitalizmie rozbudzanie potrzeb zawczasu – ponieważ wiele osób z wyprzedzeniem wybiera się nawiedzić groby bliskich, inne zaś nie chcą czekać z zakupami do ostatniego dnia. I okej. Z kolei dla osób, które przełom października i listopada traktują cokolwiek bardziej rozrywkowo, poszczególne sieci handlowe, wydawnictwa i im podobne firmy przygotowały promocje z okazji Halloween; szkoda, że nie zaznaczają, iż są to też nasze słowiańskie Dziady. Do kin wchodzą filmy grozy (jeden to n...

Po świętach

Minęły już święta. Dla niektórych Boże Narodzenie, dla innych Solstycja, dla jeszcze innych święta przesilenia zimowego, Szczodre Gody, Jule… a nie brakło też osób, dla których był to po prostu długi weekend. Mnie udało się odpocząć i oderwać się na chwilę od codziennej rutyny oraz kapitalistycznych stresów wywołujących depresję. Ale mam świadomość, że dla wielu ludzi minione dni zdecydowanie nie były ani wesołe, ani przyjemne, ani spokojne… Na granicy polsko-białoruskiej PiS-owska zbrodnia wszak nie ustaje; trwają push-backi , siepacze z aparatu terroru znęcają się nad ludźmi, dochodzi do zamarznięć… i tak od ponad roku. Wysokie opłaty za ogrzewanie przekroczyły możliwości finansowe znacznego odsetka obywateli, w związku z czym spodziewać się należy licznych zgonów spowodowanych hipotermią; niedogrzanie mieszkań zabija! Osoby w kryzysie bezdomności – które to zjawisko drastycznie rozrosło się po odbudowie w (k)raju nad Wisłą nieludzkiego systemu kapitalistycznego w barbarzyński, n...

Tuż przed świętami

Już jutro Wigilia (niegdyś katolicka, obecnie coraz bardziej skomercjalizowana, a jeśli chodzi o tradycję, to więcej w niej elementów pogańskich niż chrześcijańskich – serio!), w niedzielę zaś i oniedziałek Boże Narodzenie. A w zasadzie Solstycja, Gody tudzież Jule, czyli zimowe święta mitraistyczne, słowiańskie, germańskie/skandynawskie, z których chrześcijanie w IV wieku n. e. (po zalegalizowaniu ich wyznania przez Konstantyna Wielkiego i połączeniu go z mitraizmem) zaczerpnęli datę i przekształcili je w rocznicę narodzenie Chrystusa. Tak czy owak, jedni będą świętowali (jak wczoraj pisałem, pamiętajmy, iż głównym celem jest odpoczynek!), inni – cieszyli się długim weekendem, inni jeszcze, niestety, będą musieli pracować. Bez względu na to, co planujecie na nadchodzące dni, i jak zamierzacie je spędzić, wszystkim Wam, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, serdecznie życzę, aby upłynęły one w zdrowiu, bezpieczeństwie, relaksie i przyjemności. Niech stanowią dla Was czas zrzucen...

Istota świąt

Na ile sięgam pamięcią, istotą świąt zawsze był dla mnie odpoczynek. Wszystkich świąt – kościelnych/religijnych, państwowych, prywatnych (urodziny, jakież ważne rocznice, itd.), weekendów. W każdy tego typu dzień chciałem się wyspać (w wieku lat nastu to właśnie było dla mnie najważniejsze, zwłaszcza w okresie licealnym, kiedy to szkoła nie pozwalała mi na odpowiednio długi sen), poczytać ulubione książki, komiksy (długo pozostawałem wręcz nałogowym ich czytelnikiem) i prasę, pooglądać filmy, pograć na komputerze (w liceum zabrakło mi na to czasu, toteż zrezygnowałem z tej formy rozrywki), no i oczywiście pospacerować z pieskiem. Odwiedziny u krewnych tudzież powinowatych (tych lubianych) też uznawałem za formę odpoczynku, przy czym zawsze wolałem ciszę i spokój, możliwe do osiągnięcia samemu lub w gronie rzeczywiście najbliższych osób. Oczywiście, każdy spędza święta na swój wymarzony sposób – i bardzo dobrze, tak powinno być. Chodzi przecież o przyjemność, relaks, odstresowanie, od...

Nawałnica reklam

Od początku listopada (a może zaczęło się jeszcze w październiku; niewykluczone, że coś przegapiłem) trwa sezon bożonarodzeniowych reklam. W poszczególnych mediach co dnia ich więcej, w sklepach – ze szczególnym uwzględnieniem dyskontów, super- i hipermarketów, innych wielkopowierzchniowych, galerii handlowych, itd. – stopniowo przybywa świątecznych dekoracji, dziwnie wszelako mało mających wspólnego z galilejskim rewolucjonistą, który przyszedł na świat w Betlejem około 7 roku p. n. e. Jak niedawno pisałem, mają nas one zachęcić/przymusić do zakupu ubrań i obuwia, choinek, szopek, żarcia (którego wielu kupujących nie będzie w stanie przejeść, toteż wyląduje na śmietniku) oraz innych utensyliów, bez których grudniowe święta obejść się rzekomo nie mogą. Niektóre nabywać mamy na prezenty, inne dla siebie i swoich rodzin. Mamy dopiero połowę listopada, a owa reklamowa nawałnica zdążyła się już porządnie rozkręcić. Co dopiero będzie w grudniu… Ogólnie, to reklamy wzbudzają we mnie oboję...

Początek Bożego Narodzenia

Przedwczoraj były Dziady/Halloween. Wczoraj – Wszystkich Świętych. Dni te świąteczne już za nami, co oznacza, że rozpoczynają się następne święta – zaczerpnięte z mitraizmu święto zwycięstwa światłości nad ciemnością, które przejęte zostało przez chrześcijaństwo (po tym, jak w IV wieku n. e. Cesarz Konstantyn, niesłusznie Wielkim zwany, połączył obie religie pod nazwą tej drugiej, dołączając do nich kult jedynego boga, w jakiego szczerze wierzył, czyli siebie samego) i przetransformowane w Boże Narodzenie (jakkolwiek 25 grudnia z przyjściem na świat Chrystusa nic wspólnego nie ma; galilejski rewolucjonista narodził się prawdopodobnie wiosną). To zaś kapitalizm skomercjalizował do granic możliwości. Oczywiście, daty Bożego Narodzenia nikt nie przesunął… w każdym razie nie uczyniono tego formalnie, spoglądając bowiem na sferę faktyczną, dostrzec można z łatwością, iż z roku na rok zaczyna się ono coraz wcześniej. Z dzieciństwa, a raczej wczesnej młodości pamiętam, że jego początkiem by...

Życzenia na (ponure) święta

Tegoroczne obchody Bożego Narodzenia (choć oczywiście uszanować trzeba tych, co świętują Solstycja, Yule, jakieś inne święta… lub nie celebrują niczego i będą mieli po prostu weekend) zapowiadają się ponuro, znacznie w każdym razie bardziej, niźli w poprzednich latach. Z winy PiS-u, acz nie tylko. Przecież to nieudolność (celowa?) i niekompetencja nie-rządu Jarosława Kaczyńskiego (dla niepoznaki z Morawieckim Mateuszem na czele), jak również zniszczenie przez jego mafię/sektę – w ślad za innymi ugrupowaniami prawicy postsolidarnościowej – polskiej służby zdrowia, spowodowały, że pod względem umieralności na COVID-19 (k)raju nad Wisłą plasuje się w ścisłej światowej czołówce; DZIENNIE choroba ta zabija u nas blisko osiemset osób! Acz przyznać trzeba, iż w wypadku obecnej fali współwinę za owe zgony ponoszą również antyszczepionkowcy, poprzez szerzenie antyintelektualnych bredni zniechęcający ludzi do szczepienia, czyli do ratowania życia sobie oraz innym. Ci, co zmarli, mają lepiej…...

Pusty talerz

Jedną z polskich bożonarodzeniowych tradycji jest kładzenie na stole w czasie wieczerzy wigilijnej dodatkowego, pustego talerza. Według ugruntowanego przekazu, przeznaczony on jest do nakarmienia Chrystusa pod postacią zbłąkanego wędrowca, który przyjść może do naszego domu. Mówiąc prościej i cokolwiek odchodząc od treści religijnych, jest to symbol naszego humanitaryzmu (jakże często rzekomego, na pokaz jedynie). Tak naprawdę jednak pierwotny sens owego zwyczaju był zupełnie inny. Jak większość tradycji bożonarodzeniowych, także i ustawianie pustego talerza na stole wywodzi się z pogaństwa (w Bożym Narodzeniu de facto bardzo niewiele elementów jest chrześcijańskich, ale to temat na inne rozważania), konkretnie, z religii prasłowiańskiej. Nasi oto przodkowie, wyznający Peruna, Welesa, Światowida i im podobne bóstwa, wierzyli, iż żywi ludzie obcują z duchami przodków; te miały odwiedzać domostwa żyjących w liczne dnie i noce – jedną z takich okazji było przesilenie zimowe. Dla nich to...

Święta bez mięsa

Zbliża się Boże Narodzenie, czyli okres wzmożonej konsumpcji, do jakiej zachęcają nas już to media działające w interesie kapitalistów (im więcej kupimy, tym większe będą oni mieli zyski, i nieważne, że to, czego nie przeżremy, znajdzie się później na śmietniku), już to związki wyznaniowe (na czele oczywiście z Kościołem katolickim), już to źle pojęte tradycje, nakazujące obeżreć się, opić i na siłę włazić komuś (z reguły krewnym i powinowatym) na głowę. Przez to wszystko wielu z nas umyka prawdziwy sens świąt – tych oraz wszystkich innych – czyli odpoczynek, relaks, odstresowanie się, regeneracja sił. No, ale do rzeczy. Otóż, jedną z tradycji bożonarodzeniowych jest karp (ewentualnie inna ryba) na stole wigilijnym, i dowolny rodzaj mięcha na stole we właściwe Boże Narodzenie (25 i 25 grudnia oczywiście); mamy się tym obeżreć niemal aż do pęknięcia. W tym miejscu zaznaczyć warto, że opychanie się mięsem jest dziedzictwem sarmackim – to kuchnia szlachecka bazowała na potrawach przy...

Dobroczynność i państwo

Równo za dwa tygodnie będzie pierwszy dzień Bożego Narodzenia, czyli święta obchodzonego przez chrześcijan od IV wieku naszej ery, teoretycznie na pamiątkę narodzin Jezusa Chrystusa (który prawdopodobnie przyszedł na świat nie zimą, lecz wiosną), w praktyce zaś będących chrześcijańskim wariantem wywodzących się z mitraizmu obchodów zwycięstwa światła nad ciemnością. Tegoroczne świętowanie będzie nieco mniej wystawne niż w latach poprzednich, nie tylko ze względu na rządowe obostrzenia odnośnie liczby gości, jakich można zaprosić (z punktu widzenia walki z pandemią COVID-19, akurat to rozwiązanie, w przeciwieństwie do chaotycznego lockdownu, wydaje się całkiem sensowne), ale przede wszystkim z powodu kłopotów ekonomicznych, w które popada coraz więcej obywatelek i obywateli. Wiadomo, lockdown wywołał kryzys, ludzie tracą więc zatrudnienie, inni nie mogą go znaleźć, niejednemu pracującemu z powodu kłopotów finansowych firmy obcięto premie… Do tego dochodzi inflacja, siłą rzeczy zmuszaj...

Głupie prezenty

Grudzień to corocznie sezon prezentowy. Wiadomo, Mikołajki, potem Boże Narodzenie. W tym roku, wedle analityków, podarunki dla bliskich (a także dla siebie, bo po co sobie żałować?) będą skromniejsze – często o wiele – niż w latach poprzednich. Nic zaskakującego. Inflacja (najwyższa w Unii Europejskiej!) spowoduje, że za tę samą kwotę kupujemy coraz mniej; prezentów mikołajkowych czy świątecznych też to dotyczy, bo i przedmioty najczęściej nabywane w tym celu drożeją w przyspieszonym tempie. Dalej, związane (mniej lub bardziej rzekomo) z walką z pandemią COVID-19 obostrzenia dotyczące sektora handlowego też swoją negatywną rolę zapewne odegrają, podobnie, jak i ograniczenia liczby osób, które można zaprosić na święta (po co więc kupować więcej podarunków?). No i nie oszukujmy się – kryzys gospodarczy zatacza coraz szersze kręgi, ludzie tracą pracę, a wraz z nią środki na zakupy, innym upadają firmy, też powodując utratę dochodu, zaś niejednemu pracownikowi, który zatrudnienie utrzyma...