Posty

Wyświetlam posty z etykietą ruch drogowy

Niemiecki fotoradar

U naszych zachodnich sąsiadów do użytku wchodzą nowe fotoradary… co oznacza, że tylko patrzeć ich także na polskich drogach. Nie tylko mierzyły one będą prędkość pojazdów, ale też sfotografują kierowcę, który prowadząc auto, rozmawia przez telefon. Z jednej strony, to dobrze. Prowadzenie samochodu z komórką przy uchu jest szalenie niebezpieczne (dlatego dla ludzi często korzystających z telefonów, np. w celach zawodowych, tak ważny jest zestaw głośnomówiący lub możliwość zintegrowania smartfona z systemem multimedialnym auta) i, moim skromnym zdaniem, winno być karane równie surowo, bądź niewiele łagodniej, niż jazda w stanie nietrzeźwym. Mało tego, raz – z perspektywy pieszego na chodniku, dodam – widziałem chłopaka, który prowadził samochód, PATRZĄC w ekran swojego smartfona; dosłownie trzymał go przed otrzyma i tylko czystym przypadkiem nie wrąbał się w pojazd, jaki jechał przed nim. Toteż taki fotoradar, jaki wprowadzają Niemcy, na pierwszy rzut oka wydaje się dobrym rozwiązan...

Po ciemku

Niedawno po zmroku jechałem samochodem nieoświetloną drogą. Lewym poboczem, czyli prawidłowo, szło dwoje ludzi. Przynajmniej jedno z nich miało odblask, w związku z czym byli doskonale widoczni w świetle reflektorów i dało się ich dojrzeć z daleka, a nie w ostatniej chwili. Bardzo pochwalam ich zachowanie. Sam zresztą, kiedy po zapadnięciu zmroku spaceruję z pieskiem drogami, które niekoniecznie są oświetlone, też noszę odblask. Cóż, mamy czas zimowy i coraz krótsze dni, toteż około 16:00 jest już ciemno, a o 17:00 panuje głęboka noc. Do tego z warunkami atmosferycznymi bywa różnie. Wszystko to sprawia, iż kierowcy mierzyć się muszą z dłuższym niż wiosną czy latem czasem ograniczonej widoczności. Jesień i zima u wielu osób (mnie wliczając) przynoszą też odczucie zmęczenia większego niż w rzeczywistości, co koncentracji nie sprzyja. A wiadomo, jak stresujące i łączące się z pośpiechem jest życie w kapitalizmie. Wychodząc zatem z domu po zmroku, nie zapominam, iż pozostali uczestnic...

Tablica z podziękowaniem

Polskie drogi do najbezpieczniejszych nie należą. Przeciwnie, mimo zachodzącej z roku na rok poprawy, statystyki wypadków, w tym śmiertelnych, wciąż są wysokie na tle europejskim. Przyczyn ponurego owego stanu rzeczy jest wiele. Piratów drogowych nie brakuje, podobnie jak idiotów wsiadających w stanie nietrzeźwym za kierownicę. Piesi czy rowerzyści też częstokroć zapominają o ostrożności (niektórym wydaje się, że mogą przekroczyć jezdnię bez rozglądania się, rowerzyści jeżdżą pod prąd, nocą bez świateł ani odblasków, itd.; oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale dostatecznie wielu prosi się o kolizję z autem). Niejedna nawierzchnia pozostaje marnej jakości, a złe oznaczenie jest raczej regułą niż wyjątkiem. No i nie czarujmy się, niska zamożność większości spośród nas też robi swoje. Niby jesteśmy najbardziej zmotoryzowanym społeczeństwem Unii Europejskiej (serio!), lecz wynika to z daleko sięgających niedostatków komunikacji zbiorowej, a jeździmy w większości starymi wrakami, któ...

Zabójcze przemęczenie

Jedna z telewizji komercyjnych w swoim serwisie informacyjnym powiadomiła wczoraj o tragicznym wypadku drogowym. Samochód zjechał z jezdni i wpadł do stawu. Zarówno kierowca, jak i wszyscy pasażerowie zginęli. Tragizm tego zdarzenia jest tym większy, że byli to bezwyjątkowo ludzie młodzi; żadne z nich nie miało ukończonych dwudziestu lat. Jechali do szkoły i do pracy. Oczywiście, dokładne przyczyny nie są jeszcze znane. W komentarzach na gorąco pojawiła się teza, że do tragedii by nie doszło, gdyby po poprzednim wypadku w tamtym miejscu zarząd dróg naprawił barierkę na zakręcie, oddzielającą jezdnię od feralnego stawu. Policjant mówił o śliskiej nawierzchni, a dziennikarz poinformował o fatalnych warunkach atmosferycznych, jakie wówczas panowały. Cóż, pewnie wszystkie te czynniki odegrały swoją, jakże negatywną rolę. Nie wiadomo, jaki był stan techniczny audi, którym podróżowały ofiary (a że byli to nastolatkowie, fury prosto z salonu nie należy się spodziewać) oraz jego ogu...

Przechodniu, rozejrzyj się

Dziś odejdziemy na chwilę od polityki (jakkolwiek wątek polityczny też się pojawi) i skupimy się na kwestii nader życiowej. Otóż, mamy jesień, jak na razie faktycznie złotą (inna bajka, że tego złota ubywa w miarę postępowania rabunkowego wyrębu lasów). Gorzej, że nastał nam też na najbliższe pięć miesięcy czas zimowy. Czyli najgorszy okres zarówno dla pieszych, jak też dla rowerzystów, kierowców i w ogóle użytkowników wszelkich pojazdów. Zmrok zapada wszak szybko, typowe dla tej pory roku są również deszcz, deszcz ze śniegiem, mgły, a i na śliską nawierzchnię trzeba się przygotować. Rośnie więc ryzyko, że piesi znajdą się pod kołami. Za wypadki z udziałem osób poruszających się na własnych nogach najczęściej obwinia się w mediach kierowców. Niekiedy faktycznie słusznie, bo nie brak piratów drogowych, idiotów jeżdżących na podwójnym gazie bądź ze smartfonem w łapie. Ale nierzadko piesi są sami sobie winni. Niby jest obowiązek noszenia po zmroku odblasków poza obszarem za...

Lewica dla pieszych

Polska jest, niestety, państwem, w którym statystyki wypadków drogowych, w tym zwłaszcza śmiertelnych, budzą przerażenie. Do wielu tego typu zdarzeń dochodzi na przejściach dla pieszych, co dla tych ludzi kończy się częstokroć tragicznie. Cóż, trudno się dziwić, skoro wiele przejść jest źle oznaczonych (w ogóle jest to jedna z głównych wad naszych dróg), umieszczonych w złych miejscach (np. zaraz za przystankiem autobusowym, tuż przy zakręcie lub skrzyżowaniu, itd.), coraz więcej osób chodzi i – o zgrozo! – prowadzi samochody z nosem w smartfonie i słuchawkami na uszach, a wchodzenie na jezdnię bez rozglądania się lub na czerwonym świetle jest rzeczą nagminną (zwłaszcza u osób, które zdają się nie rozumieć, iż rozpędzony tir nie zatrzyma się w miejscu). Oczywiście, wiele złego robi piractwo drogowe, jak również to, że nieludzki system kapitalistyczny, zwłaszcza zaś nieomal niewolnicze warunki pracy w połączeniu z coraz mizerniejszą komunikacją publiczną, sprawiają, iż przybywa o...

Na lodzie

Dziś odejdziemy od polityki, religii, mediów, systemów ekonomiczno-społecznych i innych tego typu zagadnień. Chciałbym bowiem poruszyć temat, który mnie ostatnio frapuje. Otóż, zaczęła się nam zima, przynajmniej we wschodnich i południowych regionach Polski, czyli m. in. tam, gdzie mieszkam. Jedni za nią tęsknili, inni nie. Tak czy owak, pada śnieg, temperatura utrzymuje się poniżej zera stopni Celsjusza („Jak jest zima, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”), chodniki i jezdnie są oblodzone. Już od kilku ładnych miesięcy, mimo iż październik, listopad oraz grudzień do nazbyt mroźnych ani śnieżnych nie należały, ludzie zamarzają na śmierć. Głównie oczywiście bezdomni; w tym miejscu warto powtórzyć, iż bezdomność – w poprzednim ustroju, czyli technokracji biurokratycznej, stanowiąca zjawisko marginalne, przynajmniej, odkąd kraj podniesiony został z ruin pozostawionych przez II wojnę światową – w obecnej skali to ponury skutek nieludzkiego systemu kapitalistycznego:...