Posty

Wyświetlam posty z etykietą totalitaryzm

Bioroboty – ciąg dalszy

Wczoraj pisałem o tym, że kapitalizm, jako system totalitarny, tak manipuluje ludźmi (a konkretnie proletariatem), by społeczeństwo przekształciło się w zbiorowisko, wrogo wobec siebie nastawionych, biorobotów, czyli organizmów z umysłami zaprogramowanymi w kierunku harowania na bogactwo kapitalistów i kwestionowania własnej wolności. Jednakowoż biorobot ma za zadanie nie tylko zasuwać i poświęcać całe swoje życie na rzecz kapitalistycznego wyzyskiwacza. Systemowe programowanie zapisało mu w umyśle jeszcze jedną funkcję: konsumowanie, najlepiej bezwolne i bezmyślne. Otóż, jeżeli biorobot cokolwiek zarobi (ma wszak pracować za możliwie najniższe pieniądze, a nawet za darmo, choćby na bezpłatnym stażu), i jeśli jakiekolwiek kwoty zostaną mu po uiszczeniu poszczególnych opłat tudzież rachunków, musi kupować, kupować i jeszcze raz kupować. Nie tylko artykuły niezbędne do życia: żywność, napoje, odzież, leki (w razie choroby), itd. Zaspokajać winien nade wszystko potrzeby sztucznie wyk...

Bioroboty

Kapitalizm, jako system totalitarny (acz najczęściej jest to – jeszcze! – totalitaryzm zamaskowany pod pozorami szczątkowej demokracji), dąży do wytworzenia wzorcowego społeczeństwa (czy raczej zbiorowiska jednostek), oczywiście całkowicie zniewolonego. Konkretnie, chodzi o takie wymodelowanie klasy pracującej (proletariatu), aby idealnie nadawała się do celów klas pasożytniczo-wyzyskujących (kapitalistów). Ma to być zbiorowisko biorobotów. Biorobot to pod względem biologicznym typowy przedstawiciel gatunku Homo sapiens . Innymi słowy, żywy organizm ludzki. Tyle, że z zaprogramowanym umysłem. Programowaniem tegoż zajmują się: szkoła od najmłodszych lat, religia (w Polsce głównie katolicka), media, systemowa propaganda, reklamy, część przynajmniej dzieł kultury, itd. Celem jest, jak łatwo się domyślić, pozbawienie – w procesie oduczania – człowieka zdolności samodzielnego, zwłaszcza zaś krytycznego myślenia, tak, aby bez zastanowienia przyjmował i wchłaniał serwowaną mu papkę infor...

Zakłamana wspólnota

Jednym z najbardziej załganych sformułowań jest majątek kościelny – w odniesieniu do Kościoła katolickiego i, jak przypuszczam, prawosławnego, bo w Kościołach protestanckich, tych lepiej funkcjonujących w każdym razie, rzecz wygląda nieco bardziej demokratycznie. Gdzie tu kłamstwo? Nie chodzi oczywiście o to, że Kościół katolicki majątku nie posiada; posiada, i to gigantyczny. W samej tylko Polsce to liczne nieruchomości, składające się na około połowę terytorium kraju (sic!), przekazane, oczywiście za bezcen, przez solidaruchów, do czego dochodzi największy skarbiec w państwie (Jasna Góra), liczne dzieła sztuki, zabytki, zyski z działalności gospodarczej, itd. No i oczywiście pieniądze publiczne, czyli nasze, przelewane przez władze państwowe i samorządowe. Krótko mówiąc, związek ów wyznaniowy jest bardzo bogaty. Oczywiście, z poszczególnymi księżmi bywa różnie – trafiają się tacy, co żyją w ubóstwie, choć nie brakuje kapitalistycznych burżujów w rodzaju Rydzyka – niemniej jako i...

Pracownik inwigilowany

W klasycznej już, genialnej, aczkolwiek przerażającej powieści Rok 1984 autorstwa George’a Orwella mieszkańcy totalitarnego państwa Oceania byli nieustająco inwigilowani przy pomocy urządzeń zwanych teleekranami, które kontrolowały każdy ich ruch i słuchały każdego słowa. I, jak to bywa, rzeczywistość z czasem przestała znacząco odbiegać od fikcji. Podobna inwigilacja jest codziennością w licznych firmach, jak świat długi i szeroki. Kilka z przykładów z Polski. Szef fabryki materacy korzystał z zakładowych kamer, aby podglądać pracownice, czemu oddawał się w swoim domu. Z kolei w podpoznańskim zakładzie produkującym kominy kamery wykorzystywane są do liczenia, ile razy osoby zatrudnione wychodzą do WC, co najwyraźniej traktowane jest jako marnotrawstwo czasu. I nie, nie chodzi o – słuszną skądinąd – walkę z bumelanctwem, ale o NADMIERNĄ kontrolę oraz naruszanie przestrzeni osobistej. Podobna inwigilacja nie odbywa się zresztą jedynie przy użyciu kamer, bo ostatnio wykorzystywane są...

Wycieranie mordy

Jak wiemy, niedawno zmarł pan Marian Turski, ocalały z Holocaustu – przeżył Auschwitz, dziennikarz, intelektualista, a dla wielu osób również autorytet moralny. Przez dekady swojego życia ostrzegał on przed powrotem nazizmu lub podobnego do niego politycznego koszmaru. Ułożył nawet jedenaste przykazanie – „Nie bądź obojętny!”, oczywiście wobec przejawów łamania praw człowieka, będących wstępnym etapem tworzenia totalitaryzmu. Owo przykazane – znacznie bardziej słuszne niż niejedno spośród dziesięciu biblijnych – nader chętnie przywołuje betonowo konserwatywna, acz udająca liberalną, polityczna (oraz medialna, ale nią się dziś nie zajmujemy) prawica w postaci PO/KO i Polski 2050, z dodatkiem jeszcze bardziej betonowego PSL-u. Ale kiedy przyjdzie co do czego, na powoływaniu się oczywiście poprzestają. W zasadzie, nie tyle o powoływaniu się tychże polityków na przykazanie „Nie bądź obojętny!” należy tu mówić, ile o wycieraniu sobie nim przez nich mord („usta” to zbyt łagodne określenie...

Zmienianie na siłę

Włącza człowiek telewizję, radio, loguje się do internetu, otwiera gazetę bądź czasopismo, albo po prostu idzie ulicą… i nieustannie atakowany jest różnymi reklamami, spośród których znaczna część dotyczy środków na odchudzanie, szamponów w cudowny sposób zapobiegających łysieniu, jakichś specyfików na lśniącą skórę tudzież innych tego typu paści. Że nie wspomnę o markowych ciuchach i obuwiu, które nadają podobno wygląd bóstwa w greckiej mitologii (Pana na przykład?). Półki księgarskie (biblioteczne pewnie zresztą też) uginają się pod ciężarem najróżniejszych poradników i książeczek motywacyjnych, które uczą nas, jak być lepszymi, sprawniejszymi, odważniejszymi, silniejszymi… Materiały przekazujące tę „wiedzę” wypełniają oczywiście poszczególne internetowe social media; najczęściej informują, że „wszystkie problemy są TYLKO w twojej głowie” (problem osoby, która ma otwarte złamanie kończyny, też jest TYLKO w jej głowie? Albo kogoś dogorywającego na raka? Albo palestyńskiego dziecka ...

Produktywni

System totalitarny tym się między innymi charakteryzuje, że pozbawia ludzi – zarówno jednostek, jak i ogółu – wolności w każdym aspekcie życia, sposób myślenia wliczając. Żyjące w totalitaryzmie osoby mają myśleć (o ile jeszcze słowo to ma tutaj zastosowanie…) i postrzegać rzeczywistość (a raczej to, co jest tak nazywane, a co z realiami często nie ma nic zgoła wspólnego) tak, jak chce władza, czy to polityczna, czy to ekonomiczna, czy znów i jedna, i druga. Kapitalizm, dla przykładu, nakazuje nam myśleć o sobie w kategoriach produktywności. Innymi słowy, całe nasze życie ma być podporządkowane pracy, rzekomo dla nas samych, w praktyce oczywiście służącej temu, aby kapitalista mógł sobie kupić nowe ferrari, któryś tam z rzędu pałac, czy w kosmos polecieć. Aktywność zawodową postrzegać mamy nie jako sposób na zdobycie środków utrzymania (jeśli przy okazji sprawia satysfakcję czy przyjemność, tym lepiej), lecz JEDYNY sens życia, jego WYŁĄCZNĄ treść. Kiedy wstajemy rano, musimy mieć dz...

Prawa wyboru nie będzie

Mija trzydzieści jeden lat od powstania Gileadu (rodem oczywiście z powieści Margaret Atwood o Podręcznych) w Polsce, czyli od utworzenia prawa, a raczej zalegalizowanego bezprawia antyaborcyjnego, które drastycznie ograniczyło Polkom możliwość decydowania o własnym organizmie. Prawica postsolidarnościowa odebrała im mianowicie prawo do zabiegu przerwania ciąży z przyczyn społecznych, zostawiając taką możliwość jedynie w przypadku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu, jeśli ciąża stanowiła zagrożenie dla matki bądź powstała w efekcie czynu zabronionego. Rozwiązanie to nazwano, jakże oszukańczo, „kompromisem”, gdyż obiecywano wprowadzenie do szkół edukacji seksualnej; jak wiemy, niewiele z tego wyszło. Po dojściu do władzy, SLD próbował przywrócić pełne prawo aborcyjne, ale na przeszkodzie stanął zdominowany przez klerykalnych prawicowców Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Zolla. Z czasem prawica, pod różnymi logami partyjnymi, coraz mocniej ograniczała kobietom ...

Zdejmowanie maski

Francuski rząd usiłuje przeprowadzić reformę emerytalną… choć słowo „reforma” w zasadzie niezbyt tu pasuje, trudno bowiem tym mianem określić zwyczajne podniesienie wieku uprawniającego do przejścia na zasłużoną emeryturę. Społeczeństwu się to nie podoba, całkiem więc możliwe, że we Francji znów dojdzie do buntów i zamieszek… które jak zwykle zostaną stłumione przy użyciu policyjnej przemocy, jakiej nie powstydziliby się mundurowi z Putinowskiej Rosji. Jak będzie, zobaczymy, ale gniew osób obywatelskich wzbudza nie tylko to, że prawicowa władza chce ich zmusić, by dłużej zasuwali na fortuny kapitalistów, lecz także, iż wdrażając swoją pseudo-reformę, nie tyle łamie ona, ile omija konstytucję. Innymi słowy, zachowuje się bardzo podobnie, jak PiS w Polsce. Tak, chodzi o państwo będące jednym z pionierów demokratyzacji nie tylko w Europie, ale i na świecie. A teraz rzekomo demokratyczne władze zachowują się w sposób ogromnie daleki od zasad demokracji oraz praworządności. Nie tylko jedn...

Opowieść z Gileadu

Na Podlasiu czternastolatka z niepełnosprawnością intelektualną została zgwałcona przez własnego wujka (mam nadzieję, że zwyrodnialec ów zostanie za to surowo ukarany). I zaszła w ciążę. O gwałcie nikomu przez dłuższy czas nie wspominała, a o ciąży jej rodzina dowiedziała się z opóźnieniem. I spróbowała dziewczynie pomóc, czyli poszukać jej szpitala, gdzie przeprowadzony zostałby zabieg aborcji. Niestety, na Podlasiu nie udało się takowego znaleźć – w całym województwie!!! Dopiero interwencja Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA doprowadziła do tego, że ciążę usunięto… ale w szpitalu w Warszawie; by się tam dostać, nastolatka musiała przebyć ponad dwieście kilometrów. Przypomnieć należy, że nawet zgodnie ze straszliwie restrykcyjnym, fanatycznym prawem antyaborcyjnym, jakie z winy fanatyków religijnych oraz kleru katolickiego obowiązuje w Polsce (stopniowo przekształcanej w totalitarny, teokratyczno-faszystowski Gilead rodem z twórczości Margaret Atwood, odkąd w 1989 ...

Trzydzieści lat Gileadu

Przedwczoraj, czyli 7 stycznia, minęła trzydziesta rocznica uchwalenia pierwszej ustawy antyaborcyjnej. To znaczy, pierwszej od 1956 r. (kiedy to wprowadzono bardzo liberalne, cywilizowane i postępowe prawo w tym zakresie, stanowiące jeden z elementów destalinizacji). Ograniczyła ona możliwość przerwania ciąży do trzech przypadków: gdy ciąża zagrażała życiu i zdrowiu matki, stanowiła efekt czynu zabronionego oraz w wypadku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Odpadła aborcja z przyczyn społecznych (określana przez przeciwników owego zabiegu jako: „na życzenie”); w zamiast za to miała zostać wprowadzona edukacja seksualna do szkół… ale zrealizowano to tylko częściowo, z biegiem czasu coraz marniej. Tak zaczęło się piekło kobiet, którym poważnie ograniczono prawo do decydowania o własnym organizmie. Za ustawę antyaborcyjną odpowiadała prawica postsolidarnościowa (dzisiejszy POPiS), która w ten sposób wysługiwała się Kościołowi katolickiemu oraz wielkiemu kapitałowi (im mniejsz...

Krucjata przeciwko waginie

Warszawa ma chyba pecha, jeśli chodzi o zamachy na wolność kultury i sztuki. A to samorządowcy usiłują wysiudać literatów z Domu Literatury, a to teatr podpada PiS-owskim klerofaszystom. O pierwszej z tych spraw niedawno pisałem, dziś kolej na drugą. Oto przed pięcioma dniami, 24 listopada bieżącego roku, niejaki Radziwiłł Konstanty – potomek pasożytniczego (arystokratycznego, magnackiego) rodu, religijny radykał, fanatyk antyaborcyjny, były minister choroby w PiS-owskim nie-rządzie, a obecnie wojewoda mazowiecki – uchylił zarządzenie prezydenta Warszawy o powołaniu pani Moniki Strzępki na stanowisko dyrektorki Teatru Dramatycznego (jest to instytucja miejska, samorządowa, podczas gdy wojewoda jest reprezentuje administrację rządową). Pani Strzępka została zawieszona w pełnieniu swojej nowej funkcji, co grozi destabilizacją całego teatru. Działanie Radziwiłła może więc być traktowane jako zamach na wolność sztuki i instytucję kultury – wręcz POWINNO zostać za takowe uznane. Co było...

Autocenzura

Odkąd ludzie zaczęli publicznie wyrażać swojego poglądy i przekonania w danej sprawie, znajdowali się tacy, co chcieli wyrażanie owo kontrolować, nie dopuszczając do upubliczniania niewygodnych dla siebie słów. Tak narodziła się cenzura, czyli kontrola publicznego przekazywania informacji i innych treści, ograniczająca (a bywa, że i całkiem znosząca) wolność wyrażania myśli i przekonań. Z reguły czynnikiem ograniczającym były władze państwowe lub religijne (w starożytności i nie tylko były one jednocześnie i takie, i takie). Kościół katolicki miał swoich biskupów-cenzorów, sprawdzających treść wydawanych książek (za posiadanie zakazanych przez hierarchów publikacji można było iść na stos, zwłaszcza, jeśli zgadzało się z zawartymi w nich treściami), istniał też Indeks Ksiąg Zakazanych, do którego trafiła chociażby powieść Hrabia Monte Christo Aleksandra Dumasa (ojca) tudzież dzieła… Adama Mickiewicza. Nie wiem, jak to dokładnie wygląda w przypadku innych Kościołów chrześcijańskich, jud...

Garnitur

Na jednym z facebookowych profili widziałem niedawno strasznie durny post, a konkretnie mem. Przedstawiał on zdjęcie – a w zasadzie grafikę komputerową – wytatuowanego faceta z ogromnymi kolczykami, który nie może znaleźć pracy z powodu swojego wyglądu, ale winę zwala na rząd. Publikacja tego intelektualnego i estetycznego guana wywołała dyskusję, w większości merytoryczną. Niektórzy jej uczestnicy zwrócili uwagę, że zdjęcie nie przedstawia prawdziwego człowieka, tylko jest grafiką komputerową. Inni, uwzględniając ten argument, potępiali dyskryminację ze względu na wygląd, podnosząc, że w pracy liczą się przede wszystkim kompetencje i to nimi powinien kierować się zatrudniający (właściciel firmy, menedżer, itd.); jak najbardziej słusznie. Ten internauta, który mema udostępnił, bronił się, że w miejscu pracy ważna jest też kultura, wyrażająca się choćby przez wygląd. Twierdził, że dla niego garnitur w robocie jest podstawą, bo wyraża tym szacunek dla klienta. Na co replikowano, iż ni...

Więzienie PiS-owskiego umysłu

Wielokrotnie pisałem na tych łamach (a na Facebooku pewnie jeszcze częściej), że wyznawcy PiS-u żyją w Matriksie (alternatywnej pseudo-rzeczywistości) kłamstw i głupoty, skutkiem czego nie widzą, ani też nie wiedzą, co dzieje się wokół nich. Nie chodzi tu o zwyczajną manipulację, jakiej poddawani są chociażby wyznawcy PO zwani lemingami, lecz właśnie o narzucanie zbudowanego od podstaw, całkowicie załganego obrazu świata, jak to się dzieje w totalitaryzmach (nic dziwnego; PiS-owcy to przecież klerofaszyści, zatem logiczne, że stosują metody totalitarne). Chodzi rzecz jasna o to, że wyznawca Bezprawia i Niesprawiedliwości ma nie tylko oddawać boską w zasadzie cześć prezesowi Kaczyńskiemu Jarosławowi i jego marionetkom (Duda Andrzej, Morawiecki Mateusz, Szydło Beata i reszta tej hałastry), ale przede wszystkim widzieć, słyszeć i czuć tylko to, co nakazuje prezes oraz „myśleć” (cudzysłów nieprzypadkowy oczywiście) zgodnie z prezesowymi wytycznymi. Innymi słowy, wyznawcy PiS-u – dokładnie...

Zarejestrowane

Słowo ciałem się staje… i absolutnie nie jest to dobra wiadomość. Obóz rządowy spełnia bowiem swoją tyleż absurdalną, co przerażającą zapowiedź, wygłoszoną jakiś czas temu, i tworzy rejestr ciąż. Otóż, każda kobieta, która znajdzie się w stanie (jak to się tradycyjnie określa, bo czy tak jest w istocie, nie wiem i z racji płci nigdy się nie dowiem) błogosławionym, odnotowana zostanie w zasobach informacyjnych Ministerstwa Choroby (formalnie Zdrowia). Rzekomo ma to na celu zwiększenie dzietności (niby jakim cudem?) i poprawę jakości opieki medycznej nad ciężarnymi pacjentkami. W praktyce, jak łatwo się domyślić, chodzi o to, by okrężną drogą całkowicie uniemożliwić obywatelkom i w ogóle wszystkim kobietom przebywającym na terytorium Polski przeprowadzenie zabiegu aborcji, nawet w tych jakże nielicznych przypadkach, które nasze zalegalizowane bezprawie (prawem trudno to nazwać) JESZCZE dopuszcza. Zarazem mamy tu kolejny etap zniewolenia przedstawicielek płci żeńskiej i sprowadzania i...

Paradoks demokracji

Karl Popper, wybitny austriacki filozof, jeszcze w latach 40. ubiegłego stulecia orzekł, że „nieograniczona tolerancja prowadzi do jej zaniku”. Zjawisko to określa się mianem paradoksu tolerancji – i rzeczywiście ono występuje. Jeśli bowiem tolerujemy (my, tzn. większość społeczeństwa, ale też intelektualiści, politycy, liderzy opinii, itd.) nietolerancję we wszelkich jej formach – czyli chociażby rasizm, szowinizm, homofobię, islamofobię, antysemityzm, itp., jak również oparte na nich skrajnie prawicowe ideologie polityczne: nacjonalizm, faszyzm i nazizm – to prędzej czy później nietolerancja wyprze tolerancję z dyskursu publicznego; to ona stanie się jedynym słusznym poglądem, usankcjonowanym prawnie przez rządzące ugrupowanie, które właśnie dzięki głoszeniu nietolerancji doszło do władzy. Historia zna liczne tego przykłady, np. nazistów w Niemczech (zapewne obserwując ich poczynania, Popper sformułował swój paradoks), rządu Modiego w Indiach, PiS-owców i innych skrajnych prawicowcó...