Posty

Wyświetlam posty z etykietą proletariat

Precz z mobbingiem

A dzisiaj będzie pozytywnie. Oto bowiem wejdzie w życie ustawa antymobbingowa, czyli kolejny akt prawny, którego nie byłoby, gdyby w koalicji rządowej zabrakło Lewicy. Ustawę ową podpisał właśnie lokator Pałacu Prezydenckiego, niejaki Nawrocki Karol, znany też jako Batyr i Alfons. Podpis ów, przyznam, miło mnie zaskoczył; spodziewałem się po tym klerofaszystowskim pachołku kapitalistów raczej weta lub odesłania rzeczonego aktu do Trybunału (nie)Konstytucyjnego. Dlaczego wejście (oczywiście po upływie vacatio legis ) w życie owej ustawy jest takie ważne? Ano, z tej przyczyny, iż mobbing stanowi – zarówno w Polsce, jak i w większości państw kapitalistycznych, o ile nie we wszystkich – jedną z głównych patologii rynku pracy. Według Kodeksu Pracy, jest to uporczywe i długotrwałe nękanie lub zastraszanie pracownika. Prowadzi nie tylko do spadku wydajności wykonywania obowiązków zawodowych, ale jest też bardzo niebezpieczny dla zdrowia i życia; w skrajnych przypadkach skutkować może nawet...

Koszta upadku

Upada sieć restauracji North Fish ( North Food Polska ). Niby nic zaskakującego; firmy powstają, przez pewien okres (dłuższy l ub krótszy) prosperują, po czym ich czas się kończy. Tym razem jednak sprawa wygląda dość paskudnie. Za upadającą siecią bowiem stoi nie zwyczajny biznesmen, którego pomysł nie wypalił, lecz Michał S., będący oficjalnie najbogatszym człowiekiem w Polsce. Czyli miliarder, oligarcha. Kapitalista pełną gębą, uważany za geniusza biznesu. Kres North Fish dobrze pokazał, skąd brał się jego majątek. Sieć otóż jest mocno zadłużona, aż na blisko 20 milionów złotych. Sąd odrzucił jej wniosek o upadłość, ponieważ firmowy majątek okazał się do tego stopnia ogołocony, że nawet kosztów procesu by nie pokrył. Oczywiście oligarcha za to nie odpowiada, formalnie bowiem w maju tego roku zmieniono właściciela sieci na… obywatela Turcji. Cóż, myk typowy dla kapitalizmu, nie tylko, jak sądzę, polskiego. Ruszyła więc likwidacja, koszta której spadły, jak łatwo się domyślić, n...

Zapaść i zyski

Ojojoj! Kapitaliści są załamani, podobnie jak propagandyści nieludzkiego systemu społeczno-ekonomicznego, w jakim żyjemy. Przyrost demograficzny w Polsce jest bowiem niski (nic dziwnego przy zbyt wysokich kosztach utrzymania, marnych płacach i niemal zerowej polityce mieszkaniowej; tanie lokale na wynajem od Lewicy dopiero powstaną, ich budowa wymaga czasu), mowa wręcz o zapaści. A ta uderzy w zyski koncernów i korporacji. Dlaczego? Ano, z tej jakże prostej przyczyny, że mniej będzie zarówno klientów, jak i pracowników. Czyli ubędzie chętnych za zakup dóbr i usług. A to się przełoży na produkcję w mniejszych ilościach, czyli droższą. Wyższe zaś ceny doprowadzą do dalszego spadku popytu; pewnym wyjątkiem są dobra i usługi luksusowe, tak czy owak adresowane do zamożnych klientów. Jeszcze gorsze z kapitalistycznego punktu widzenia jest to, że zmniejszy się liczba proletariuszy. Co oznacza, że na jedno wolne miejsce pracy przypadało będzie mniej chętnych niż obecnie. Może wręcz dojść ...

Dyscyplinowanie niewolników

Znajoma osoba z portalu społecznościowego, słusznie oburzona, opublikowała na swoim profilu zdjęcie strony z jakiegoś podręcznika do podstaw przedsiębiorczości. Tu zauważę, że w szkole średniej miałem taki przedmiot, lecz podobnych głupot jak te, które zaraz przytoczę, w podręcznikach nie było. A chodzi o to, że znajoma przytoczyła fragment o POZYTYWNYCH skutkach bezrobocia. Według autorów rzeczonej książki ma to być prowadzenie do: „ 1) umacniania dyscypliny pracy i podniesienia jej wydajności; 2) zwiększania poszanowania pracy; 3) podwyższania kwalifikacji zawodowych; 4) wzrostu samozatrudnienia wśród bezrobotnych (zakładanie przez nich małych firm)”. Mnie najbardziej rozbiły dwa ostatnie punkty. Skąd mianowicie osoba, która straciła zatrudnienie, a wraz z nim środki utrzymania, ma wziąć pieniądze na podwyższanie kwalifikacji zawodowych? Przecież odpowiednie kursy kosztują, niejednokrotnie sporo. Z kolei, kiedy się pracuje, nie zawsze jest czas na uczęszczanie na takie zajęcia....

Ważna praca

W pewnej sieci sklepów, znanej już to z mocno naciąganego pod względem legalności zwalniania pracowników, już to ze złych warunków pracy (zimno, marne posiłki), w miniony piątek odbył się strajk ostrzegawczy. Krótki, bo o ile dobrze pamiętam, dwugodzinny jeno, ale sam fakt się liczy. Był on, dodajmy, pierwszą w historii tejże sieci akcją protestacyjną o tak dużym, bo ogólnopolskim, zasięgu. Strajk był oczywiście elementem, a zarazem konsekwencją sporu między zarządem owej sieci, a pracownikami reprezentowanymi przez związki zawodowe. Postulaty tychże są głównie płacowe – wzrost wynagrodzeń, zwłaszcza dla pracowników fizycznych sklepów, czyli osób, które ponoszą największe koszta rosnącej presji operacyjnej w handlu detalicznym. Do tego dochodzi oczekiwanie pełnego przestrzegania Prawa Pracy (a polscy kapitaliści migają się od tego, jak mogą), w tym utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych; zdaniem związkowców, jego obecny brak pogłębia nierówności socjalne w przedsiębior...

Pozbawianie zapału

Cechą kapitalizmu, o której rzadko się wspomina, jest to, że ten system w straszliwym stopniu pozbawia zapału do pracy. Nie, nie rozleniwia, nie sprawa, że człowiekowi nie chce się pracować. Po prostu uzmysławia, że wysiłek jest bezsensowny, daremny, próżny, a wypełniając obowiązki zawodowe, dorobić się można głównie chorób fizycznych tudzież psychicznych. Krótko mówiąc, pozbawia motywacji oraz sił. Rzecz jasna, głównym powodem takiego stanu rzeczy jest wyzysk. W firmach, gdzie jest on relatywnie mało odczuwalny, a przy tym panuje w miarę dobra atmosfera, jeszcze niekoniecznie pozbawia zapału do pracy. Jeśli jednak pracownik haruje, wypruwa sobie żyły, poświęca robocie każdą chwilę życia poza ewentualnie snem czy jedzeniem, nie ma czasu na życie rodzinne ani towarzyskie, w dodatku jest źle traktowany… a mimo to nie stać go ani na opłacenie rachunków, ani na zaspokojenie najbardziej nawet podstawowych potrzeb bytowych, szybko rodzi się słuszne poczucie, że wysiłek włożony w wypełnia...

Pracownik inwigilowany

W klasycznej już, genialnej, aczkolwiek przerażającej powieści Rok 1984 autorstwa George’a Orwella mieszkańcy totalitarnego państwa Oceania byli nieustająco inwigilowani przy pomocy urządzeń zwanych teleekranami, które kontrolowały każdy ich ruch i słuchały każdego słowa. I, jak to bywa, rzeczywistość z czasem przestała znacząco odbiegać od fikcji. Podobna inwigilacja jest codziennością w licznych firmach, jak świat długi i szeroki. Kilka z przykładów z Polski. Szef fabryki materacy korzystał z zakładowych kamer, aby podglądać pracownice, czemu oddawał się w swoim domu. Z kolei w podpoznańskim zakładzie produkującym kominy kamery wykorzystywane są do liczenia, ile razy osoby zatrudnione wychodzą do WC, co najwyraźniej traktowane jest jako marnotrawstwo czasu. I nie, nie chodzi o – słuszną skądinąd – walkę z bumelanctwem, ale o NADMIERNĄ kontrolę oraz naruszanie przestrzeni osobistej. Podobna inwigilacja nie odbywa się zresztą jedynie przy użyciu kamer, bo ostatnio wykorzystywane są...

Wyprowadzanie z błędu

W firmie Valeo w Chrzanowie od kilku dni trwa strajk generalny. Robotnicy wstrzymali produkcję, gotowi są też jechać z delegacją do Francji, gdzie mieści się główna siedziba koncernu. Wcześniejsze próby dogadania się załogi z dyrekcją spełzły na niczym. Pewnie dlatego, że postulaty są płacowe. Pracownicy domagają się oto podwyżek. Większość z nich, argumentują, zarabia najniższą krajową lub lekko powyżej, co często nie starcza na utrzymanie ich samych i ich rodzin, w sytuacji, gdy ceny oraz koszta życia pędzą w górę, za nic nie chcąc się zatrzymać, ani nawet przystopować. Żądania podwyżek są jak najbardziej słuszne, zwłaszcza, że Valeo Lighting Systems to nie mała firemka, która faktycznie mogłaby mieć problem z godnym płaceniem za pracę, lecz międzynarodowy koncern, produkujący części samochodowe, między innymi dla marek premium. Co oznacza, że kupując, dajmy na to, mercedesa, musicie mieć świadomość, niektóre jego elementy zostały złożone rękoma małopolskich proletariuszy. Którzy p...

Cobyś nie lubił Ukraińca

Minął nam 11 Listopada, czyli Święto Niepodległości w nietrafionym terminie. Jak zwykle, politycy opowiadali bajki (mizernej, jak łatwo się domyślić, jakości), a ulicami największych miast, ze stolicą na czele, pełźli naziści w swoich Marszach Nienawiści. Tak, 11 Listopada od lat jest silnie przesiąknięty polską odmianą nazizmu, co stanowi profanację dla tego święta. Oczywiście nie zabrakło nazistowskich i rasistowskich symboli, jak również haseł pełnych nienawiści. Obiektami tejże od dłuższego już czasu padają (nie tylko w Polsce, dodajmy) obcokrajowcy: uchodźcy i migranci. Ostatnio coraz więcej agresywnych, wrogich haseł wymierzanych jest w Ukraińców, głównie dlatego, że właśnie ich jest w Polsce spośród migrantów najwięcej; niektórzy przyjechali do nas w poszukiwaniu pracy czy na studia, inni są uchodźcami wojennymi. Generują sporo PKB, do budżetu państwa odprowadzają duże pieniądze, toteż ich obecność jest jak najbardziej korzystna z finansowego punktu widzenia, wbrew temu, co g...

Krócej i lepiej

Zakończyło się przyjmowanie wniosków o uczestnictwo w pilotażowym programie rządu – a konkretnie Lewicy, bo to ona odpowiada za wszystko, co dobre; Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jest szefową Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, które owo działanie podjęło – skrócenia czasu pracy przy zachowaniu wynagrodzeń. Polega on na przetestowaniu w praktyce różnego rodzaju wariantów tego rozwiązania. I dobrze, że wchodzi w życie. Zgłosiło się równe tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt cztery firmy, co nie zmienia faktu, że samo skracanie czasu pracy przy zachowywaniu wynagrodzenia wdrożył już sam z siebie Herbapol, a także urzędy w kilku miastach. W Polsce ustawowy czas pracy wynosi osiem godzin dziennie, czyli czterdzieści godzin tygodniowo… ale w praktyce dotyczy to tylko osób zatrudnionych na etatach. Ludzie pracujący na śmieciówkach lub (jakże często wymuszonej przez kapitalistów) jednoosobowej działalności gospodarczej zasuwać muszą znacznie dłużej, za niejednokrotnie niższe pieniądze. A...

Klasa złodziei

Pewien prezes, jeden z najbogatszych polskich kapitalistów, ukradł dziecku czapkę. Konkretnie, zachachmęcił przekazane przez sportowca małoletniemu na trybunach nakrycie głowy. Zdarzenie to zostało nagrane, film, jak to w naszych czasach, trafił do internetu, skutkiem czego prezes ów stał się rozpoznawalny na całym niemal świecie, na całym też niemal świecie za jego sprawą zaczęto mówić o Polsce, niestety, źle. Teraz facet czuje się prześladowany (czy coś takiego), toteż wynajął firmę ochroniarską. Cóż, nie współczuję mu; nie trzeba było okradać dzieci. Wszelako, patrząc na sprawę z szerszej nieco, bo klasowej perspektywy, kapitalista ten nie rozbił niczego, czego nie robiliby on sam oraz inni przedstawiciele jego klasy. Zyski wszak kapitalistów pochodzą w zdecydowanej większości z kradzieży. Oczywiście, z reguły nie jest to kradzenie dzieciom czapek ani innych części garderoby, lecz okradanie pracowników z części wypracowanych przez nich pieniędzy (wartości dodatkowej, czyli po p...

Szczucie odwracające

Jak wiemy, jawnie skrajna prawica, wspierana przez tę, co dotychczas udawała umiarkowaną (czyli głównie PO/KO i klękające przed księdzem PSL), szczuje na obcokrajowców. Przede wszystkim na uchodźców (ludzi uciekających przed wojną, prześladowaniem, terroryzmem, głodem, itd.) i migrantów, ale obrywa się też turystom czy studentem z wymiany. Niedawno o tym pisałem. Efektem są napady, pobicia, groźby, zniszczone mienie, a także strach o życie swoje czy bliskich. Czemu jednak służy owo szczucie, i dlaczego przybrało na sile w ostatnich latach, szczególnie zaś miesiącach? Odpowiedź jest oczywista, co nie zmienia faktu, że warto ją przypomnieć. Otóż, każda polityczna prawica, zarówno umiarkowana, jak też skrajna, działa w interesie kapitalistów oraz nieludzkiego systemu kapitalistycznego. Ten zaś, o czym również dopiero co wspomniałem, popada w coraz głębszy kryzys. Wyraźnie widać to po sytuacji branży motoryzacyjnej na Zachodzie: poszczególne firmy upadają, wielkie natomiast koncerny...

Sutenerski wróg ludu

Niejaki Nawrocki Karol, znany też jako Alfons i Batyr, były kibol i sutener, obecny lokator Pałacu Prezydenckiego, zawetował ustawę o pomocy Ukraińcom. Głównym powodem było to, że nie znalazł się w niej przepis, wedle którego 800 Plus (czyli dawne 500 Plus, szczytowy PiS-owski program socjalny) miałoby przysługiwać dzieciom tych jedynie Ukraińców, którzy w Polsce pracują. Oczywiście nie dociera do niego, że jest to zdecydowana większość przedstawicieli tejże narodowości mieszkających w (k)raju nad Wisłą, którzy dzięki swej pracy właśnie wpłacają rocznie do polskiego budżetu ponad 15 mld zł, podczas gdy pobierają łącznie około 2,8 mln zł 800 Plus. Innymi słowy, inwestycja zwraca się ponad pięciokrotnie. No, ale Alfons pozostaje ślepy na fakty i realizuje zapowiedź wyborczą z kampanii… tyle, że złożoną przez jego konkurenta, Rafała Trzaskowskiego. Pojawiają się głosy, iż w ten sposób walczy on o pozyskanie elektoratu skrajnie prawicowego i przypodobanie się Konfederacji, która (za c...

System się sypie

Europejska branża motoryzacyjna (a w kolejce czekają pozostałe) przeżywa narastając kryzys. Koncerny mające swe fabryki na Starym Kontynencie ograniczają produkcję, co oznacza zwolnienia i zamykanie poszczególnych zakładów. Firmy, w tym i te z wieloletnią tradycją, upadają. Polskę, twierdzą specjaliści, też to czeka, nad Wisłą funkcjonuje bowiem wiele przedsiębiorstw z tego sektora, toteż kwestią niedługiego czasu pozostaje, kiedy również one wpadną w tarapaty. Co dla naszego społeczeństwa, tak jak i dla zachodnich, będzie bolesne. Niektórzy analitycy o ów stan rzeczy oskarżają Unię Europejską, że niby narzuciła zbyt szybkie tempo elektryfikacji, czyli przejścia na produkcję aut z napędem elektrycznym. Inni – Chiny, bowiem chińscy producenci samochodów sukcesywnie poszerzają swą ofertę w poszczególnych państwach europejskich; nie trzeba specjalnie się rozglądać, aby pojazdy te zobaczyć na ulicach czy parkingach. Czasami trafiają się głosy, że za kryzys odpowiadają producenci aut (eu...

Czynniki sukcesu

Zakończył się strajk w fabryce Jeremias w Gnieźnie. Był bardzo długi – trwał czterdzieści dni – i trudny, niemieccy bowiem kapitaliści, właściciele zakładu, nie chcieli ugiąć się przed słusznymi oczekiwaniami załogi. Mało tego, nasyłali – wbrew obowiązującemu w (k)raju nad Wisłą prawu! – na strajkujących policję/granatowych, a nawet szczuli ich mafią, czyli amerykańską (sic!) kancelarią prawniczą, jaka na siłę i kompletnie niezgodnie z naszymi przepisami próbowała załatwić strajk od strony niby-prawnej; ot, i to by było na tyle, jeśli chodzi o „niepodległość” kapitalistycznej Polski… W końcu jednak kapitał musiał pójść na ustępstwa; proletariat okazał się nieugięty. I wywalczył sobie 700 zł brutto podwyżki, dwudziestominutowe przerwy, a także rozliczanie sobót (poza jedną w miesiącu) jako nadgodzin. Innymi słowy, odniósł sukces. Nie wiem, na ile w tymże odniesieniu tegoż sukcesu pomogło robotnikom z Gniezna wsparcie ministry pracy, Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, a także innych polityk...

Klasowy rozjazd w rządzie

W fabryce metalowych części do kominów Jeremias (należącej do niemieckiego kapitału, czyli ulokowanej w Polsce celem pozyskania taniej siły roboczej) w Gnieźnie trwa strajk. Robotnicy domagają się 800 zł podwyżki i poprawy warunków pracy. Strajkują mimo zastraszania ich przez „pracującą” dla właścicieli zakładu amerykańską kancelarię prawniczą Littler (wbrew polskiemu prawu twierdzącą, że strajki są nielegalne, a działalność związków zawodowych zbrodnią jest niesłychaną) oraz aparat terroru w postaci policji, czyli granatowych. Wspierają ich politycy lewicowi, w tym ministra pracy i polityki społecznej, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Pojechała ona do Gniezna i przemówiła do strajkujących, przypominając im, że prawo do strajku w Polsce jak najbardziej przysługuje pracownikom. Poparła też ich postulaty. Oczywiście, nie uczyniła tego jako osoba prywatna, lecz jako przedstawicielka rządu. Czyli, mówiąc krótko, dała strajkowi rządowe wsparcie. Należy ją za to pochwalić, przy czym po prostu...

O krok od krachu

Donald Trump, jako kapitalista i faszysta, pełniąc drugą kadencję prezydenta USA, miał rządzić w interesie amerykańskich klas pasożytniczo-wyzyskujących. Na razie jednak mu to zdecydowanie nie wychodzi, a jego działania biją nie tylko w interesy kapitalistów, ale też, co gorsza, w społeczeństwo. Jak wiemy, ledwo objął urząd, Trump (co zresztą zapowiedział jeszcze jako elekt) zaczął bawić się w wojny celne, już to z Kanadą, już to z Meksykiem, już to z Unią Europejską. W założeniu miały one wzmocnić amerykańską gospodarką, chroniąc tamtejszy rynek przed „obcymi” towarami. Dlatego walnęły między innymi w europejskie firmy. Przykładowo, liczne samochody marki BMW utknęły w portach w Stanach, a działające w Polsce przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego już liczą straty. Jednakże wygląda na to, iż gospodarka USA oberwała o wiele mocniej. Otóż, brutalna polityka celna administracji Trumpa sprawiła, że amerykańskie firmy mają coraz gorsze notowania na giełdzie. A w zasadzie fatalne –...

Czynnik zniechęcający

Według kapitalistów – na przykład tego obrzydliwca, co to go Donald Tusk do deregulacji zatrudnił – i prawicowców politycznych tudzież medialnych (a nawet, o zgrozo, naukowych, czy raczej pseudo-naukowych), do pracy zniechęcać mają świadczenia socjalne. W Polsce tychże prawie nie ma, toteż ich prawicowi przeciwnicy czepiają się tego, które akurat jakoś tam funkcjonuje, czyli 800 Plus. Pseudo-logika ich rozumowania jest taka, że człowiek, który otrzymuje czy to 800 Plus (program przeznaczony jest na pomoc dla dzieci, przypominam!), czy to zasiłek, czy jakiekolwiek inne publiczne wsparcie, ma się rozleniwiać, przeto nie chce mu się pracować. A raczej nie tyle pracować, ile zasuwać poza utratę tchu na fortuny kapitalistów. Oczywiście jest to jedna wielka bzdura. Świadczenia socjalne, rzecz jasna te dobrze skonstruowane, do podjęcia zatrudnienia absolutnie nie zniechęcają. Przeciwnie, pomagają przetrwać trudną sytuację i znaleźć lepszą pracę lub rozkręcić własną działalność. Przykładem ...