Posty

Wyświetlam posty z etykietą księża

Z okazji święta kapłanów

Dziś Wielki Czwartek, czyli katolickie święto kapłanów, zakonników, zakonnic – ogólnie kleru. Obchodzona jest Pamiątka Ostatniej Wieczerzy, czyli wydarzenia, podczas którego, wedle propagandowego przekazu, bo Ewangelie nie stwierdzają tego wprost, Chrystus miał ustanowić sakrament kapłaństwa. Cóż, święto to święto, pora więc na życzenia, jakkolwiek niekoniecznie klasyczne. Może więc byście, drodzy księża, zakonnicy, biskupi rozliczyli się wreszcie ze zbrodni pedofilskich oraz ich tuszowania? Ofiary czekają na odszkodowania, a często po prostu na zwyczajne przeprosiny, uznanie swojej winy. Może byście wreszcie przestali być pazerni? Gigantyczne bogactwa naprawdę nie są Kościołowi do niczego potrzebne, zwłaszcza w sytuacji, gdy miliardy ludzi cierpią skrajną nędzę. Może byście przestali wciskać ludziom załganą propagandę i wypaczać treści biblijne? Może byście przestali szerzyć nienawiść (wobec osób LGBT+, Żydów, muzułmanów, czarnoskórych, itd.) z ambon? Może wreszcie czas na r...

Co komu odebrać?

Nie przeszkadza mi, że ukraińskie dzieci mieszkające w Polsce pobierają 800 Plus (tzn. pieniądze otrzymują rzecz jasna ich rodzice/opiekunowie, ale z przeznaczeniem na potrzeby małoletnich). Owszem, świadczenie owo – podobnie zresztą jak cała polska polityka… hm, społeczna – wymaga modyfikacji, jednakże nie na tle narodowościowym. Ponadto, Ukraińcy w Polsce są aktywni zawodowo, ponad 90 proc. spośród nich pracuje i płaci u nas podatki (o polskich kapitalistach niekoniecznie można to powiedzieć). Dlaczego więc im nie pomagać? Patriotyzm gospodarczy polega na kupowaniu powstałych w kraju produktów, a nie na obcinaniu pomocy obcokrajowcom. Jak już kiedyś pisałem, postulat odebrania ukraińskim dzieciom szczątkowego świadczenia, jakim jest 800 Plus, to czysta ksenofobia, a zarazem kreowanie nienawiści w społeczeństwie. Szczucie Polaków na Ukraińców, innymi słowy. Należy też pamiętać, że próba pozyskania przez rzekomo demokratycznego kandydata faszystowskiego elektoratu przy pomocy faszyst...

Trybiki do pozyskiwania pieniędzy

Katolickie Boże Narodzenie dobiegło końca, co oznacza, że w najlepsze trwa sezon wizyt duszpasterskich, zwanych popularnie chodzeniem po kolędzie. Przypomnijmy: polega to na tym, że księża odwiedzają swoich parafian – często w porze dla nich niezbyt odpowiedniej – poprzedzeni przez ministrantów i/lub scholistki. Kapłanowi za poświęcenie domu, odmówienie kilku modlitw, a czasem też zamienienie z gospodarzami paru mniej czy bardziej uprzejmych słów, „wypada” dać kopertę wypchaną pieniędzmi, natomiast ministrantom i/lub scholistkom – też rzucić parę złotych (dzieciaki akurat zasługują). Gwoli sprawiedliwości napisać muszę, że są księża, którzy widząc trudną sytuację w domu (bieda, choroba, itp.), koperty brać nie chcą – serio, sam takiego pamiętam ze swoich katolickich czasów – a bywa, że i zostawiają. Takich ludzi naprawdę szanuję, tym bardziej, że obawiam się, iż stanowią oni wyjątki, nie regułę. Albowiem okres wizyt duszpasterskich to dla katolickiego duchowieństwa sezon udoju. Ce...

Katecheza pana Nycza

Arcybiskup Kazimierz Nycz w tym tygodniu popisał się pomysłem. Chce mianowicie, aby katecheza szkolna (wymiar której, przypominam, zredukowany został do jednej godziny tygodniowo), była „absolutnie obowiązkowa” dla KAŻDEGO UCZNIA. Innymi słowy, nieważne, jakiego, i czy jakiegokolwiek, wyznania jest młody człowiek, ani jaki stosunek do katolicyzmu mają jego rodzice, według pana Nycza na szkolne lekcje religii chodzić musi, i kropka. Nie są to, warto sobie uświadomić, zajęcia z religioznawstwa (powszechne w Europie Zachodniej, w Polsce też by się przydały), lecz przekazywanie treści religijnych, konkretnie oczywiście katolickich. Nic innego, jak religijna indoktrynacja. Nawiasem mówiąc, szkolna katecheza, coraz gorszej jakości, stanowi jedną z przyczyn szybkiej laicyzacji młodego pokolenia Polek i Polaków, czego kościelni hierarchowie najwyraźniej nie zauważają. Rzecz jasna, pan Kazimierz Nycz nie martwi się o to, czy osoby uczniowskie będą wierzące, czy nie, czy też katolicyzm zako...

Księża i seks

Chyba wszyscy pamiętamy orgię księży w Dąbrowie Górniczej, której nie przeżył pracownik seksualny. A w tym miesiącu znów mamy trupa na plebanii, tym razem w Drobinie. Oto w mieszkaniu tamtejszego wikariusza znaleziono zwłoki młodego mężczyzny. Księżula niemal natychmiast wyrzucono z miejsca zamieszkania, zaś prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci; jeszcze nie postawiono nikomu zarzutów. Sekcja – przeprowadzona (na razie przynajmniej) bez szczegółowych badań pobranych preparatów – nie wykryła na ciele denata znaków powiązanych ze śmiercią, określiła za to, że doszło u niego do ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej. A teraz najciekawsze. Według nieoficjalnych doniesień, zwłoki znaleziono nie tylko w pokoju, ale i w łóżku wikariusza, zaś poprzedniej nocy odbyć się tam miała niezła imprezka, podczas której zażywano środki na potencję. Czyżby znów ktoś przedobrzył podczas księżej orgii i skończyło się to tragicznie? Takiego obrotu spraw wyliczyć ...

Nadmiernie sfinansowani

Kultura i sztuka w Polsce są niedofinansowane. Nie kpię, to fakt. Ze sportem różnie bywa, w zależności, jak sądzę, od dyscypliny. System publicznej opieki zdrowotnej w Polsce jest niedofinansowany, i to drastycznie. O przyczynach niewydolności tego modelu wielokrotnie pisałem, skutki natomiast są tragiczne, w postaci chociażby śmierci pacjentów, którzy nie doczekali terapii. Szkolnictwo publiczne jest w Polsce niedofinansowane (z jednym wyjątkiem, o czym za chwilę). Większość elementów sektora publicznego jest w Polsce niedofinansowana… chyba, że uwzględnić pensje na synekurach, często zajmowanych przez ludzi niekompetentnych. I tak dalej. W zasadzie trudno zaleźć w (k)raju nad Wisłą dziedzinę, jaka byłaby sfinansowana w wystarczającym stopniu. Na wszystko brakuje pieniędzy; zdaniem prawicowców (zwłaszcza po tym, jak zasiądą w ławach koalicji rządowej), głównie na politykę społeczną, która miałaby na celu ulżyć i pomóc mniej- oraz średniozamożnym osobom obywatelskim. Nie chodzi ...

Klątwa fajnych księży

Już za parę dni początek nowego roku szkolnego. Z tego tytułu wszystkim osobom uczniowskim składam wyrazy serdecznego współczucia. I to pomimo faktu, że w szkolnictwie następują – powoli wprawdzie i w zbyt wąskim zakresie – pozytywne zmiany. Jedną z nich jest to, że zamiast dwóch, będzie jedna lekcja religii katolickiej (katechezy) w tygodniu. Tyle zdołała wywalczyć ministra edukacji, Barbara Nowacka; na całkowite wyprowadzenie tego przedmiotu ze szkół publicznych (i zastąpienie go religioznawstwem, jak jest w większości państw zachodnioeuropejskich) nie zgodził się jej szef, premier Donald Tusk, wierny sługa Episkopatu Polski i kleru katolickiego. Dla osób uczniowskich – tych, które jeszcze na katechezę uczęszczają, a coraz ich mniej – oznacza to m.in. jedną dodatkową wolną godzinę, jaką przeznaczyć można chociażby na odrobienie zadań domowych; tych bowiem wciąż jest zbyt wiele. A funkcjonariusze Kościoła katolickiego, z hierarchami na czele, o tę nazbyt drobną korektę są wście...

Emerytura hitlerowca

Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, arcybiskup, co krzyż zamienił na swastykę, znany z mowy nienawiści – zwłaszcza homofobii – pazerności, zarządzania podległymi sobie kościelnymi strukturami poprzez ucisk, a zarazem dawny protestowany niejakiego Paetza, przechodzi na emeryturę. Liczni księża, jak również świeccy katolicy, odetchnęli z ulgą. Czy jednak jest się z czego cieszyć? Na pierwszy rzut oka – jak najbardziej. Ale gdy przyjrzymy się rzeczy nieco dogłębniej, nie będzie już tak wesoło. Otóż, Jędraszewski spędzi emeryturę w luksusowych warunkach, ufundowanych nie tylko przez katolików, ale w ogóle wszystkich podatników; Kościół katolicki jest przecież w Polsce finansowany z publicznych pieniędzy. Jako emeryt, będzie też mógł odprawiać msze czy wypowiadać się publiczne przy najróżniejszych okazjach – a jestem pewien, iż często korzystał będzie z tej możliwości, dalej szerząc nienawiść, nietolerancję i ciemnotę. Nie ma się też co oszukiwać; jeśli chodzi o wyznawanie zwy...

Czas udoju

Majówka – w sensie: długi majowy weekend – radośnie (faktycznie spędziłem ją bardzo miło i mam nadzieję, że Wy również) nam minęła, maj zaś się rozkręca. A miesiąc ten oznacza sezon komunijny – uroczystości Pierwszych Komunii Świętych odbywały się będą w poszczególnych świątyniach katolickich. Dzieciaczki w białych strojach (ech, w moich czasach, czyli w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego stulecia, wystarczał garniturek dla chłopczyka i sukieneczka dla dziewczynki) ruszą przed ołtarze, odbywszy już to na lekcjach szkolnej katechezy, będącej jedną z największych pomyłek polskiego systemu wątpliwej oświaty, już to – uzupełniająco – na salkach katechetycznych uciążliwe raczej przygotowania do przyjęcia owego sakramentu, opierające się na starej niedobrej zasadzie: „zakuj, zdaj, zapomnij”. Rzecz jasna, kapitaliści już zacierają ręce, w Polsce (nie wiem, jak w innych krajach, gdzie katolicyzm jest w miarę rozpowszechniony) okres udzielania Pierwszych Komunii Świętych jest sezonem prezent...

Żebrząca purpura

No proszę! Wczoraj pisałem o niecnych czynach, za jakie hierarchowie i liczni duchowni Kościoła katolickiego powinni pokutować (nie tylko duchowo, wiele bowiem spośród nich to przestępstwa, za które należy się odsiadka); wymieniłem wśród nich pazerność, manifestującą się chociażby w zdzieraniu pieniędzy z wiernych. Cóż, Kościół katolicki to nie tylko związek wyznaniowy, lecz przede wszystkim organizacja jak najbardziej biznesowa. A tu arcybiskup Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, przypomina, że wierni „mają obowiązek” troszczyć się o potrzeby materialne Kościoła, łaskawie precyzując, że „w miarę swoich możliwości”. No, ładnie pości rodzima purpura, ładnie! A na serio, przyznałbym mało dostojnemu hierarsze rację, uważam bowiem, że związki wyznaniowe powinny być utrzymywane przez swoich członków (wiernych)… gdyby nie pewne „ale”. Otóż, jak doskonale wiemy, w Polsce na Kościół katolicki idą ogromne publiczne środki… Mowa o Funduszu Kościelnym (już dawn...

Orgia księży

Jednym z kilku głównych tematów, jakie w ostatnich dniach rozpalają media (ku wielkiej radości ich udziałowców i reklamodawców, bo mają z tego więcej kasy), a wraz z nimi opinię publiczną, jest niedawna orgia księży w Dąbrowie Górniczej, na którą to imprezę zaproszono pracownika seksualnego. Niestety, o mało co nie doszło do tragedii, gdyż niewiele brakowało, a jeden z uczestników przypłaciłby udział w orgii życiem; pozostali nie chcieli dopuścić na miejsce służb ratowniczych. Generalnie, nic mnie nie obchodzi czyjeś życie seksualne. Orgie same w sobie też nie, pod warunkiem oczywiście, że DOBROWOLNY udział w nich biorą osoby świadome, dysponujące pełną zdolnością do czynności prawnych. I pod warunkiem, że nikt z zewnątrz nie jest w to wciągany. W tym konkretnym jednak przypadku finał mógł być tragiczny, czy oznacza, że orgia przestała dotyczyć samych tylko uczestników; gdy w grę wchodzi ludzkie życie, sprawa siłą rzeczy staje się publiczna (do pewnego przynajmniej stopnia). Dal...

Bo zawsze macali

Poruszałem już ten temat na swoim profilu facebookowym, ale tutaj też go poruszę. Sprawa jego bowiem na tyle bulwersująca, przerażająca tudzież odrażająca, że warto o niej wspominać, gdzie się tylko da. Dyrektorka jednej ze szkół na Podkarpaciu stwierdziła, że ksiądz katecheta molestuje seksualnie dzieci. No to zgłosiła sprawę kurii (teraz kuria ma obowiązek przekazać rzecz całą organom ścigania, ale czy i na ile się z niego wywiązała, nie wiem). W zasadzie słusznie, gdyż przełożonymi zboczeńca w sutannie są biskupi, zaś szkolna katecheza pozostaje w jurysdykcji Kościoła katolickiego, nie władz publicznych (państwo, z naszych oczywiście podatków, tylko ją szczodrze finansuje). Co było dalej? Ano po majówce pod rzeczoną placówką wątpliwej oświaty stawili się mieszkańcy miejscowości. Mało tego – rodzice dzieci. Jeśli sądzicie, że zamierzali wyrazić dyrektorce wdzięczność za reakcję na straszliwą krzywdę ich progenitury, to się mylicie. Chyba, że za takową uznać taczki, na których chci...

Forsa za opłatkiem

Maj zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim sezon komunijny. Dzieciaczki z katolickich rodzin ruszą do kościołów, razem ze swoimi rodzinami. Cieszą się świeccy kapitaliści, ponieważ Pierwsze Komunie Święte tradycyjnie wiążą się z dawaniem przyjmującym ów sakrament młodocianym prezentów, nieraz drogich. Czyli zyski, zyski i jeszcze raz zyski, zarówno dla producentów, jak i dla dystrybutorów oraz sprzedawców. Dla wyzyskiwanych pracowników już niekoniecznie. Nie tylko zresztą na podarunki rodzice, krewni, powinowaci i inni zaproszeni na przyjęcia będą musieli wydać pieniążki, nabijając kapitalistyczne portfele. Przecież dzieci gołe przed ołtarzem nie staną (czego wielu księży, obawiam się, żałuje). Od lat obowiązuje tradycja, by szły do komunii w specjalnych strojach, a te też trzeba nabyć… Interes się kręci. Zatem fakt, że młoda katolicka osoba weźmie opłatek do buzi, oznacza przepływ ogromnych pieniędzy. Wracając do prezentów, taka dygresja. To, jakie konkretnie wręcza się dziecio...

Wizyta dojarska

Boże Narodzenie – czyli wymyślone w IV wieku n. e. święto, które datę zaczerpnęło od Solstycjów, święta przesilenia zimowego, Godów tudzież Jule – dobiegło końca, przynajmniej w katolicyzmie, bo w prawosławiu dopiero nadejdzie. Jak co roku, księża ruszając więc z wizytami duszpasterskimi, czyli, jak to się kolokwialnie określa, po kolędzie. Towarzyszą im ministranci, scholistki czy inne dzieciaki z obsługi parafialnej. Dwa lata temu COVID-19 się szerzył (teraz zresztą też się pewnie szerzy, tyle że testów się nie robi, więc nie znamy skali zarazy, a że sporo osób jest zaszczepionych i/lub chorobę ową przeszło, skutki są mniej bolesne i tragiczne niż w okresie szczytu pandemii), no to wizyt duszpasterskich nie było. Parafia, do której formalnie przynależę, zamiast nich zorganizowała msze dla mieszkańców poszczególnych bloków; nie poszedłem. Przed rokiem chodzili księża do tych osób, które wcześniej ich zaprosiły, wypełniając odpowiednią deklarację; w tym roku, z tego, co się orientu...

Opasły don i jego pazerni kamraci

Kardynał Stanisław Dziwisz – sekretarz Karola Wojtyły (1966-78) i Jana Pawła II (1978-2005), najprawdopodobniej ponoszący odpowiedzialność za masowe i w żadnym razie darmowe tuszowanie zbrodni pedofilskich popełnianych przez kler (w związku z czym nosi mafijną ksywkę don Stanislao ), metropolita krakowski (2006-16), który wsławił się niesłychaną nawet jak na kościelne standardy pazernością oraz dalszym tuszowaniem kleszej pedofilii, a od 2016 roku arcybiskup senior archidiecezji krakowskiej, do tego wszystkiego handlarz relikwiami Jana Pawła II (krew z niego chyba szlauchem spuszczał, niczym wampiry w filmie Kołysanka Juliusza Machulskiego) – wygłosił kilka dni temu kazanie. Zostało ono źle przyjęte, zwłaszcza przez środowiska lewicowe i laickie, czemu dziwić się trudno. Jedni komentatorzy reagowali na słowa dona Dziwisza sarkazmem, inni oburzeniem. Obie reakcje są prawidłowe, jakkolwiek mojemu sercu bliższa jest ta druga. A co powiedział były papieski sekretarz? Ano, skierował do k...

Zniechęceni

Dziś będzie o pozytywnym zjawisku. Mianowicie, Kościół katolicki w Polsce przeżywa kryzys powołań. Innymi słowy, z roku na rok ubywa kandydatów na kleryków, seminaria duchowne świecą pustkami, do niektórych zapisało się co najwyżej kilku chętnych… lub żaden; tak źle (czyli dla naszego społeczeństwa dobrze) pod tym względem podobno jeszcze nigdy nad Wisłą nie było. Cóż, jest to efekt – niejedyny wszakże – procesu laicyzacji, jaki w ciągu ostatnich lat znacząco w Polsce przyspieszył, obejmując zwłaszcza młode pokolenie obywatelek i obywateli. Coraz mniej dzieci tudzież młodzieży uczestniczy w szkolnej katechezie, a nawet spośród tych, co w lekcjach tych biorą udział, znaczący odsetek zrywa formalne kontakty z Kościołem katolickim po bierzmowaniu; toteż sakrament ów nazywany bywa „uroczystym pożegnaniem z Kościołem w obecności biskupa”. Naturalną więc koleją rzeczy z roku na rok ubywa osób decydujących się kontynuować swą edukację akurat w seminarium duchownym. Zjawisku temu nie należy...

Film o beznadziei

No i stało się. Film dokumentalny Zabawa w chowanego braci Tomasza i Marka Sekielskich – kontynuacja Tylko nie mów nikomu – miał swoją premierę w minioną sobotę na YouTube. Refleksje z tym związane zawarłem w notce z piątku, toteż teraz przejdę do recenzji samego dzieła. Tak jak się spodziewałem, Zabawa w chowanego jest filmem, oglądanie którego nie poprawia nastroju; dokładnie tak samo było z poprzednim dokumentem Sekielskich, co wynika oczywiście z tematyki. Słuchanie historii ofiar księży księży-pedofilów po prostu boli, zwłaszcza, że ludzie ci w większości występują przed kamerą jawnie, nie kryjąc personaliów ani emocji, w tym łez. Ich przeżycia są traumatyczne i tragiczne, a dokumentu ukazuje je w taki sposób, by widz doszedł do jedynie słusznego wniosku, iż ludzie ci mają naprawdę zniszczone życie, i to jest ich największy dramat. Tym opowieści ofiar jest mniej niż w Tylko nie mówi nikomu ; tym bowiem razem Sekielscy potraktowali zagadnienie w szerszym kontekś...

W oczekiwaniu na film

Już jutro, 16 maja, na YouTube długo oczekiwana, kilkakrotnie przekładana (ze zrozumiałych przyczyn, więc się nie czepiam) premiera filmu Tomasza i Marka Sekielskich pt. Zabawa w chowanego . Czyli kolejnego dokumentu braci-dziennikarzy o pedofilii w Kościele katolickim w Polsce, kontynuacji Tylko nie mów nikomu . Filmu oczywiście jeszcze nie widziałem, zrecenzuję go po obejrzeniu, czyli prawdopodobnie za kila dni. Czekam, w każdym razie, z niecierpliwością. Poprzedni dokument braci Sekielskich naprawdę mi się podobał, jakkolwiek z racji poruszonej tematyki nastroju oczywiście nie poprawia, ogląda się go wręcz z bólem, słuchając relacji ludzi, którzy w dzieciństwie byli molestowani lub gwałceni przez księży (wielki szacunek dla nich, że zgodzili się w filmie wystąpić i opowiedzieć tragiczne swoje historie) oraz widząc, jak traktowani są oni przez kościelne instytucje, które niby to powinny im pomóc, lub przynajmniej spróbować wyrazić współczucie dla nich. Podejrzewam, że ...

Przypowieść o smutnym księdzu

Pewien ksiądz z pewnej parafii w zachodniej Małopolsce (personaliów i dokładnej lokalizacji nie wymienię – RODO obowiązuje – ale i człowiek ów, i parafia istnieją naprawdę) narzekał na kazaniu na antyklerykalizm. Na to, że kapłani katoliccy są pogardzani przez lud, że w społeczeństwie krążą na ich temat negatywne opinie i stereotypy, a topowym medialnym tematem jest pedofilia kleru (chyba nie śledzi wiadomości o koronawirusie). W efekcie coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, a wiara w narodzie upada. Cóż, odejście od instytucjonalnego Kościoła bynajmniej nie musi oznaczać odejścia od wiary w Boga; przeciwnie, mam wrażenie, że znaczny odsetek osób, jakie z instytucjonalnym Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego, to właśnie ludzie głęboko wierzący, Boga i Chrystusa traktujący poważnie, i dlatego nie mogący znieść obłudy biskupów, szerzenia nienawiści, błogosławienia neonazistów czy zrzucania winy za pedofilskie zachowania duchownych na ich ofiary (rzecz szczególnie odrażająca). ...